Granice osobiste – ich odkrywanie, stawianie, obrona i porzucenie…

Temat granic osobistych poruszałem już kiedyś, ładnych kilkaset wpisów temu. (Damn this blog is old!) Tam przedstawiłem ogólną ich typologię (no, jedną z typologii) i zachęcam do odświeżania tej kwestii. Dziś chciałem zająć się raczej tematyką granic w kontekście bardziej praktycznym:

– Jak funkcjonują w naszym życiu?

– Jak zidentyfikować swoje granice?

– Jak formułować je wobec innych ludzi?

– Jak reagować gdy są naruszane?

– Kiedy i jak może być warto z nich zrezygnować?

Czym są granice?

Granice osobiste to limity, jakie stawiamy tak sobie samym, jak i innym ludziom odnośnie ich zachowania względem nas. Granice dotyczą głównie kwestii interpersonalnych, tego na co (i kiedy) pozwalamy sobie względem innych, oraz innym względem siebie. (Często wskazuje się też na granice względem samych siebie. Również jestem zwolennikiem brania ich pod uwagę.)

Wykształcamy je w toku naszego życia. Niektórych uczymy się od innych, czy to naśladując (bliskich, idoli, czy po prostu przypadkowe wzorce), czy w wyniku pewnych sytuacji konfliktowych. Do innych dochodzimy przez autorefleksję i pracę nad sobą.

Wiele osób nie ma jasno sformułowanych swoich granic, co może prowadzić do licznych problemów, zwłaszcza gdy taka nieuświadomiona granica zostanie nagle przekroczona. Taka osoba może nagle gwałtownie się wycofać z sytuacji. Może zareagować złością wydającą się zupełnie nieproporcjonalną do zdarzenia. Może też nie zrobić nic na zewnątrz, ale wewnętrznie czuć się ze sobą bardzo źle, gdyż znów zaakceptowała coś, czego tolerować wcale nie chciała.

Granice pełnią funkcję ochronną, ich odpowiednie utrzymanie zapewnia nam komfort w codziennym funkcjonowaniu. Bywają jednak sytuacje, gdy mogą działać na naszą niekorzyść. Można to trochę porównać do granic państwowych – powyżej pewnego poziomu bezpieczeństwa otwarte granice okazują się być korzystniejsze, ułatwiając współpracę i po prostu zbliżając państwa. I podobnie w wypadku ludzi – bliskie relacje w pewnym momencie przekładają się na porzucenie niektórych, albo i wszystkich granic. (Jednym z powodów dla których tak uwielbiam komiks Sunstone jest to jak błyskotliwie pokazuje ten proces. Ostrzegam, NSFW.)


Jak odkryć swoje granice?


Wiele osób ma kłopoty ze zidentyfikowaniem swoich granic. Jest tak także dlatego, że często byliśmy wychowywani w sposób, który uczył nas je ignorować. Dziś pewnym truizmem stało się wskazywanie, że jeśli dziecko nie chce np. przytulić się do wujka czy ciotki, to powinno mieć do tego pełne prawo, a nie być przez rodziców do tego przymuszane. To jednak świeża perspektywa. Jeszcze kilka-kilkanaście lat temu to przeciwieństwo tego podejścia było czymś banalnym i oczywistym. Takich sytuacji w których ignorujemy autonomię dorastającego dziecka było dużo więcej. W pewnych obszarach (własne potrzeby) bardziej obrywały pod tym względem kobiety. W innych (granice emocjonalne) mężczyźni. Obydwie płcie obrywały mocno i wciąż obrywają, tylko że odrobinę mniej.

Nic więc dziwnego, że po dorośnięciu tak wiele osób po prostu swoich granic nie zna. Albo zna tylko w jedną stronę – narcystyczne „wiem jak inni powinni się zachowywać względem mnie, ale nie jak ja względem innych”, albo martyrologiczne „wiem jak ja powinienem/powinnam się zachowywać względem mnie, ale nie jak inni względem innych”. (Inna sprawa, że i w tych sytuacjach taka rzekoma wiedza jest często niezbyt pełna.)

Może nie byłoby problemu, gdyby brak świadomości granic sprawiał, że one po prostu znikają. Tak się jednak nie dzieje. Wciąż istnieją i ich przekroczenie boli i frustruje. Dlatego tak ważne jest sprecyzowanie swoich granic.


Jak to jednak zrobić?

Po pierwsze, zacznij od autorefleksji. Na co chcesz pozwalać innym ludziom względem Ciebie, a co jest przesadą? Czego zdecydowanie dziś nie chcesz, a co jest ok? Pomyśl o swoich przeszłych doświadczeniach. Nie chodzi o rozpamiętywanie trudnych sytuacji, ale o próbę zidentyfikowania momentu, w którym warto było powiedzieć wtedy „nie”. Możesz próbować też zapisywać swoje myśli, taka dysocjacyjna technika też pozwala wiele wyłapać. Pomoc terapeuty czy coacha może być tu nieoceniona, natomiast to raczej narzędzia na przyśpieszenie procesu. Jeśli nie stać Cię na pomoc zewnętrzną, samemu też da się akurat to ogarnąć, tylko zajmie to po prostu dłużej. Przyjaciele mogą tu natomiast być problematyczni – jeśli nie umieją odpowiednio rozmawiać, mogą próbować narzucać Ci swoje granice. Wszystko w dobrych intencjach, ale niekoniecznie skutecznie.

Po drugie, obserwuj siebie. Niezależnie czy chodzi o uważność/mindfulness, o pracę nad sobą w oparciu o metody subosobowościowe, zapisywanie myśli czy inne techniki, im więcej uwagi poświęcisz temu co dzieje się w Twojej głowie, tym łatwiej wyłapiesz punkty, gdy Twoje limity są przekraczane. Wtedy jesteś w stanie coś z nimi zrobić.

Po trzecie, uczenie się o granicach innych ludzi może też być przydatne. Czasem w ogóle nie bierzemy pod uwagę, że w danym miejscu możemy postawić granicę i powiedzieć „ej, nie chcę tego” albo „ej, nie będę tego robić, tak z zasady”. Tu dyskusja z przyjaciółmi może już być przydatna, bo pozwala poznać dostępne opcje, ich przemyślenia i rozwiązania.


Jak formułować je wobec innych ludzi?


Powiedzieć wprost. Raczej przed sytuacją, kiedy mogą wystąpić, niż po niej.  Czasem jednak dopiero w danej sytuacji przypomni nam się kwestia danych granic i wtedy warto je jasno postawić. Bez wzbudzania poczucia winy, zarzutów czy agresji. To po prostu dyskusja o faktach. Masz takie granice. Masz prawo o nich mówić.

Postaraj się sformułować swoje granice w miarę jasno i precyzyjnie. Im mniej uznaniowości dla odbiorcy, tym mniejsze ryzyko, że przekroczy Twoje granice w niezamierzony sposób. To o tyle istotne, że wiele osób reaguje dopiero po przekroczeniu granic i często bardzo ogólnym hasłem. To sprawia, że odbiorca może po prostu nie zrozumieć pewnych kwestii. Jasne, miło by było, gdyby ludzie wykazywali więcej inicjatywy w szanowaniu granic innych i wychwytywali nasze granice sami z siebie, lub przynajmniej dawali sobie spory margines błędu by przypadkiem ich nie narazić. Ale tak nie jest i musimy z tym żyć. Dlatego warto zadbać o precyzję ze swojej strony i po prostu na spokojnie wskazać swoje granice.

Oczywiście, inni niekoniecznie będą te granice szanować, ale na to też są odpowiednie reakcje.



Jak reagować gdy są naruszane?


Niestety, będą w życiu sytuacje gdy Twoje granice zostaną naruszone. Niekiedy celowo, ale zwykle przez przypadek, ignorancję, pośpiech czy brak wiedzy ze strony innych osób. Dlatego warto starać się, by pierwsza reakcja na naruszenie granic nie była agresywna (o ile nie mówimy o czymś faktycznie poważnym i ekstremalnym, gdzie szybkie i ostre „NIE” i szybki sztych ostrym sztyletem w oko są jak najbardziej uzasadnione). Nie namawiam przy tym też do zbytniej uległości. Chodzi o jasne zaznaczenie „takie zachowanie mi nie pasuje”, ale bez zakładania, że druga osoba zachowała się tak ze złej woli. Ludzie mają różne granice i standardy i pewnych rzeczy po prostu nie łapią.

Kluczowa jest tutaj świadomość, że masz prawo zadbać o swoje granice. Masz prawo je nakreślić. Masz prawo zareagować, jeśli zostaną złamane, a jeśli druga osoba nie reaguje na Twoje uwagi, masz prawo eskalować sytuację.

Eskalacja nie musi przy tym oznaczać agresji. (Choć czasem agresja, np. w formie bardzo ostrego postawienia sprawy, będzie przydatna.)

Niekiedy eskalacja będzie wręcz oznaczała po prostu opuszczenie sytuacji, lub wręcz zawieszenie/zerwanie relacji z osobą, która nasze granice łamie. Faktem jest, że niektórzy po prostu nie są w stanie zaakceptować pewnych granic u innych osób. W tej sytuacji trzeba zdecydować, co jest dla nas ważniejsze – podtrzymywanie takiej relacji, czy zadbanie o siebie. Znam sytuacje, gdy dosłownie wymagało to zerwania lub ostrego ograniczenia relacji między dorosłymi dziećmi i ich rodzicami, którzy nie potrafili tolerować granic potomstwa. (Na szczęście większość sytuacji da się rozwiązać bardziej polubownie.)


Kiedy i jak może być warto z nich zrezygnować?


Są dwa duże obszary, w których warto rozważyć zmianę lub porzucenie niektórych (lub wszystkich) granic.

Pierwszym jest sytuacja, gdy nasze granice są po prostu niezdrowe. Czy dla nas, czy dla innych. Tak jak są osoby, które krzywdzi brak jasno postawionych granic, tak są też osoby, których granice są po prostu irracjonalne. Oczekiwanie, że cały świat będzie wobec nas miły i sympatyczny i stawiał nas w centrum uwagi w każdej sytuacji nie jest zdrowe. Nie chodzi o to, że teraz każdy ma prawo nas deptać – ale założenie, że np. nikt nie ma prawa wytykać nam błędów nie ma większego sensu i jest bardzo ograniczające. Dlatego raz na jakiś czas przydaje się weryfikacja swoich granic. Niektóre postawiliśmy np. w sytuacji gdy czuliśmy się bardziej zagrożeni. Nowe środowisko, trudna sytuacja w pracy, związku, rodzinie, itp. Dziś, gdy zagrożenie minęło, możemy sobie pozwolić na odpuszczenie części z tych granic i warto to zrobić.

Druga sytuacja, to bliskie relacje- związki romantyczne, ale i po prostu bardzo bliskie przyjaźnie. W takich układach zwykle naturalnie zanikają niektóre lub i wszystkie granice. Po prostu, na tyle ufamy drugiej osobie i wiemy, że zależy jej na nas i naszym samopoczuciu, że granice przestają być potrzebne. Wdając się na LARPie w bójkę z przyjacielem i odgrywając ją w pełni naturalistycznie wiem, że żaden z nas nie będzie celowo starał się zrobić drugiemu krzywdy. Otwierając się w intymnych kwestiach emocjonalnych przed przyjaciółmi nie muszę zaznaczać „ej, nie rozpowiadajcie tego”, wiem, że zachowają to dla siebie. Nie muszę polegać na granicach, mogę polegać na ludziach. (Tak, wiem, skończę z nożem w plecach i czterema różnymi rodzajami trucizny w żołądku… Ale to kiedyś. Also, mniam.)

Jeśli jednak długo żyliśmy z naszymi granicami, to może nam być naprawdę trudno z nich zrezygnować, nawet gdy mamy ku temu możliwość. Rezygnacja z  granic to wystawienie się na niebezpieczeństwo. To oddanie kontroli (lub przynajmniej złudzenia kontroli). To trudne. Możemy potrzebować w tym pomocy. (To jeden z tych obszarów, gdzie terapia jest bardzo cenna.) Możemy na to potrzebować czasu. Koniec końców, jest to jednak jednym z kluczowych elementów budowy większej bliskości, czy to w rodzinie, czy w przyjaźni, czy w związku. A jako istoty społeczne, pewnego poziomu tej bliskości – przy całym zagrożeniu, jakie z niej płynie – po prostu naturalnie potrzebujemy. Dlatego warto włożyć ten wysiłek i nauczyć się rezygnować z granic tam, gdzie możemy sobie na to pozwolić.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis