Co kupują milionerzy, a co kupują pozerzy?

Medialny obraz milionera jest jasny. Drogie samochody i ubrania. Wielkie, luksusowe domy. Jachty, wakacje w luksusach, imprezy na których lodowe rzeźby sikają najlepszą wódką. To właśnie znaczy bycie bogatym człowiekiem!

Tyle tylko, że… nie. Nie do końca.

A wręcz niemal nigdy nie.


Dwójka amerykańskich socjologów, Thomas Stanley i William Danko przez lata prowadziła cykl badań nad wzorcami zachowań milionerów i miliarderów, ich upodobaniami i zwyczajami zakupowymi, sposobami spędzania wolnego czasu, historią życiową i motywacjami.

Główny wniosek: przytłaczająca większość milionerów skrajnie różni się od stereotypu budowanego przez media. Żyją skromnie i oszczędnie. Wydają ułamek tego, co zarabiają. Mają proste gusta. Zwykle również mają stosunkowo proste, „mało seksowne”, „niskostatusowe” firmy takie jak małe firmy budowlane, pralnie, warsztaty samochodowe, itp. Kupują raczej rzeczy trwałe, niż modne czy luksusowe.


No dobrze, tylko w takim razie jedno pytanie. Kto kupuje te luksusy?


W większości? Pozerzy.


Fakt: istnieje niewielki procent milionerów i miliarderów kupujących dobra luksusowe, choć zwykle i tak wydają zdecydowanie poniżej swoich zarobków (albo dość szybko przestają być milionerami). Co więcej, ten niewielki procent zwykle należy do jednej z dwóch konkretnych grup:

a) „dziedziców”, osób które nie zapracowały na swój majątek, a dostały go od rodziców

b) „biedaków”, osób które w dzieciństwie były na samym dnie drabiny społecznej (w swojej okolicy), bardzo boleśnie zapamiętały tamte czasy i teraz, gdy ich stać, starają się „odkuć” i wynagrodzić sobie to, co postrzegają jako upokorzenia.

Te dwie grupy razem wzięte to jednak zaledwie niewielki procent klientów luksusowych sklepów i posiadaczy luksusowych marek. Całą resztę ruchu robią takim firmom pozerzy.


Pozerzy, w tym kontekście, to ludzie którzy bardzo chcieliby sprawiać wrażenie milionerów. Być może uważają, że takie pozowanie pozwoli im faktycznie stać się bogatymi, zgodnie z zasadą „fake it till you make it”. Może po prostu uważają, że tak trzeba i wypada. Fakty są jednak takie, że są to po prostu ludzie żyjący ponad stan. Póki mają regularne przychody, są w stanie jako-tako funkcjonować i utrzymać swój poziom życia. Jakikolwiek poważniejszy problem: choroba, utrata pracy, wolniejszy okres na rynku – i wpadają w spiralę długów z której trudno im będzie wyjść*.

*Tak, światek rozwoju jest szczególnie bogaty w tego typu postacie, żeby przypomnieć choćby Jamesa Arthura Raya, który pozował na milionera i faktycznie miał majątek warty kilka milionów – i kilkakrotnie większe długi. Prawdopodobnie wynika to z tego, że wielu guru rozwojowych wierzy, że dopiero kiedy będzie udawało naprawdę bogatych, zdoła przekonać klientów żeby ci zapłacili im za ich „złote myśli”. Biorąc pod uwagę typową wartość takich „złotych myśli”, nic w sumie dziwnego.


Po czym możesz łatwo poznać pozerów? Nie wiem jak w Polsce (mogą być różnice kulturowe), ale w USA badania wskazują,że jednym z takich wyznaczników są napiwki. Bogaci zwykle dają stosunkowo duże napiwki, nawet gdy nikt nie widzi, niezależnie od tego czy kupują drogie rzeczy, czy nie. Pozerzy kupują drogie rzeczy, ale zwykle potwornie skąpią na napiwkach, bo ich po prostu na nie nie stać.

Przede wszystkim jednak poznasz pozerów głównie po tym jak się ubierają, czym jeżdżą, co piją, itp. Jeśli ktoś wydaje masę kasy na takie rzeczy, prawdopodobnie jest pozerem. Mówi o tym czysty rozkład prawdopodobieństwa, pozerów jest po prostu nieporównywalnie więcej, niż rozrzutnych milionerów czy miliarderów.

jachty

Jachty – jedna z tych rzeczy, której milionerzy niemal nigdy NIE kupują i NIE posiadają :)

Nie wierzysz? Przywołajmy nieco statystyk. Typowy amerykański milioner na najdroższy garnitur w swoim życiu wydał zaledwie… 400 dolarów. A, jeśli wykluczymy z analizy „dziedziców”, to średnia cena kupionego garnituru spada do 360 dolarów :)

Nawet wśród osób o majątku wartym ponad 10 milionów średnia utrzymywała się na podobnym poziomie – 482. (Pamiętajmy też, że mówimy o średniej, którą zawyżają wyjątkowo drogie zakupy, mediana będzie jeszcze niższa.) Garnitury od krawca, z kaszmirowej wełny i jedwabiu – to fanaberie pozerów i nielicznych, zwykle leczących kompleksy milionerów. Typowi kupują raczej w miejscach w stylu J.C. Penny’s – amerykańskiej sieci znanej z garniturów niekoniecznie ładnych, ale trwałych.

Podobnie z zegarkami. Jeśli milioner nosi zegarek, zwłaszcza drogiej marki, to prawdopodobnie był to prezent. Typowi milionerzy kupują sobie zegarki Seiko i Timex, wydając na nie nie więcej niż 235 dolarów. Dziesięć procent milionerów nigdy nie kupiła zegarka droższego niż 47 dolarów!

Jedna rzecz, na którą milionerzy faktycznie są gotowi wydać więcej pieniędzy, to buty. Wciąż nie wydają na nie fortuny – średnia to 140 dolarów – ale przy doborze butów zdecydowanie mniej patrzą na cenę, niż na ich trwałość i jakość.

Co do samochodów – dasz wiarę, że tylko 0.4% milionerów kiedykolwiek kupiło lub leasingowało Rolls-Royce’a? Nawet gorzej z Ferrari – ledwie 0.3%. Porsche też fajnie nie wypada – skusiło się na nie mniej niż 5%! Czym więc jeżdżą milionerzy w USA? Toyotami – to zdecydowanie najpopularniejsza marka**. Dość popularne są też Lexus, Mercedes i Ford. W żadnym razie nie modele luksusowe czy limuzyny, raczej samochody dobrej klasy średniej.

**Dane z około 2008-2010 roku, od tego czasu mogły wystąpić jakieś zmiany.

Podobnie z kupowanymi alkoholami (przytłaczająca większość nie ma piwniczki z winami ani niczego w tym stylu), cenami domów, itp. Luksusowe wódki (rozlewane, notabene, z dokładnie tego samego źródła co nieluksusowe – ale ciii!) czy wina naprawdę nie trafiają do milionerów na stoły, a eksperci od alkoholów zgodnie przyznają, że ceny są absurdalnie rozdmuchane i jeśli wiesz czego szukasz, możesz dostać świetny alkohol w dobrej cenie.


Dlaczego tak jest?

Milionerzy gromadzą pieniądze głównie dla bezpieczeństwa, dla komfortu życia dla siebie i swoich bliskich, a nie dla statusu, jak to czynią pozerzy (a często również milionerzy „biedacy”). A na status, warto przypomnieć, można wydać dowolną kwotę***.

***Ostatnio mocno rozbawił mnie wywiad z pewnym polskim nuworyszem, który argumentował, że musi mieć drogi samochód w garażu, bo jak negocjuje z szejkiem, to wie, że ma taki samochód jak ten szejk i czuje się pewnie… Fakt, że szejk ma takich samochodów kilkadziesiąt, jak również ma kilka prywatnych wysp i samolotów, a ów nuworysz już nie, jakoś mu umknął ;) Na poważnie jednak – wywiad świetnie demonstrował strategie racjonalizacyjne, jakie ludzie potrafią w takich kwestiach stosować.


Co z tego wynika?

Po pierwsze: nie kupuj statusu. Nigdy. I tak nie zadziała, a możesz na to zmarnować dowolną kwotę.

Po drugie: nie kupuj rzekomego prestiżu pozerów. Jeśli ktoś stara się na Tobie zrobić wrażenie tym jakie ma ciuchy, samochód, itp. to jest to poza, nakierowana albo na uzyskanie Twojego podziwu, albo, co gorsza, kasy.

Po trzecie: jeśli jesteś sprzedawcą lub marketingowcem i celujesz w segment bardzo bogatych, przemyśl czy celujesz w milionerów, czy w pozerów, bo to zdecydowanie odmienne grupy docelowe, o innych oczekiwaniach, wartościach i preferencjach. O wolnych środkach finansowych nie wspominając.


Chcesz być bardziej kreatywny? Skuteczniej rozwiązywać problemy? Pomoże Ci w tym e-kurs Techniki Praktycznej Kreatywności - jeden z wielu praktycznych materiałów rozwojowych dostępnych na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Paweł B.

    Patrząc na ilość porsche cayenne jeżdżących po naszych miastach, ciekawy jestem jak prezentowały by się u nas takie badania

    • Sadze, ze bardzo podobnie.

    • Akurat niekoniecznie, bo drogie auto to akurat sensowny wydatek jeśli się poszukuje dodatkowych kosztów do firmy (nie wiem w ilu przypadkach tak jest w Polsce, nie mam statystyk, ale zgaduje, że to częstszy powód niż chęć szpanu). Czysta kwestia dopasowania inżynierii finansowej.

      • Poszukiwanie dodatkowych kosztów dla samych kosztów jest dość mocno absurdalne – po co robić koszt, którego wartość spada z miejsca o 1/3? Toć już lepiej podatek zapłacić, wyjdzie taniej :)

        • Koziolek666

          niekoniecznie, bo przy 300k leasingu odpada jakieś 1/4 tej kwoty jako odliczenie VAT, a w przypadku Cayenne w wersji ciężarowej odliczasz cały VAT. Na tym polega sztuczka. Poszukaj pod hasłem „tarcza podatkowa”.

          ps. super wpis. super blog

          • Tylko i tak biorąc w leasing przepłacasz zwykle kolosalnie, więc koniec końców takie koszta niezbyt się sprawdzają. Takie robienie wydatków tylko po to by zmniejszyć podatki jest po prostu mało wydajne, Owszem, zapłacisz mniej podatków, tylko co z tego, skoro przepłacisz nieproporcjonalnie bardziej za inne rzeczy? Weźmiesz samochód za 300 tys. w leasing, dobra, oszczędzisz nawet niech będzie, że 90 tys na podatkach, ale ile przepłacisz za samochód?

            P.S. Dzięki :)

          • Koziolek666

            Bez przesady. Nie można też do tego podchodzić w ten sposób, że „mam i nie korzystam”. Może to jest kwestia mojej „pozerskiej” części osobowości, ale uważam, że z pieniędzy trzeba korzystać. Bez nadmiernej ostentacji, ale też nie można sobie zawsze odmawiać produktów premium, bo to też do niczego dobrego nie prowadzi.

          • Spox, pytanie ile w sumie wydajesz. Jak wydajesz 1/3 swoich dochodów, a 2/3 oszczędzasz i mimo wszystko stać Cię na premium, to spox :)

          • Alfons Wozignój

            Z leasingiem to jest kilka korzyści podatkowych. Stałe koszta, czyli oszczędzasz na podatku dochodowym, odliczenie vat i jeszcze amortyzacja. Nie tylko z samochodami tak się robi ale i z elektroniką a nawet z meblami. Dużo firm wyprzedaje te przedmioty jak tylko je spłaci w leasingu i bierze następny. Skala tego w polsce jest tak duża, wśród przedsiębiorców, którzy się nie lansują, że przekonany jestem o opłacalności tego(nie mam czasu w tej chwili wyliczyć).

            A co do prezesa Comarchu, to ja trochę inaczej zrozumiałem jego tekst o RR. Moim zdaniem chodziło o to, że wielu szejków rozmawia o tych samochodach, bo to dla nich ważne. I że on miał poczucie traktowania z góry zanim tego samochodu nie miał. I kupił go dla wyrównania szans w negocjacjach. Z wielu miejsc dochodził mnie słuchy, że przy tego typu wielkości bieznesu bardzo oceniają Twoją powierzchowność i jak nie traktują CIę jak podobnego gracza to mocniej się targują. Nie wiem ile w tym prawdy, ale takie Krauze, czy Kulczyki o takich rzeczach wspominają.

          • Prezes Comarchu wprost pisał o własnym samopoczuciu, więc raczej nie :) Co do szejka i negocjacji, srsly? Argument zupełnie z powietrza, bo zamiast kupować Royce’a mógł sobie wynająć by zobaczyć jak się jeździ i po prostu kłamać, że ma. Co za różnica w negocjacjach?

            Co do leasingu – no właśnie ja nie jestem, bo firmy często stają na głowie by oszczędzić na podatkach NIEZALEŻNIE od tego czy to się opłaca czy nie. Taki wstręt do podatków nader wszystko ;)

          • Koziolek666

            Tu nie chodzi o „spox” czy nie „spox”. Po prostu nie można zamienić się w drugą Hetty Green. Zresztą jako specjalista zapewne wiesz, że czasami trzeba nagrodzić starania by nie popaść w „niechcicę”

          • Odnoszę ogromnie silne wrażenie próby racjonalizacji własnych wydatków :)

          • Koziolek666

            Jeżeli dobre piwo raz na pewien czas to „racjonalizacja własnych wydatków” to ok.

            BTW, jeszcze jedna sprawa. W Polsce jest jeszcze jeden czynnik, który może mieć duży wpływ na postawę takąj ka ta Prezesa. Zauważ, że u nas nie ma XIX wieku w ujęciu społecznym. W praktyce wtedy gdy w USA i Anglii kształtowała się klasa średnia to u nas działo się „nic”.
            W efekcie dziś ten proces następuje znacznie szybciej i jest też znacznie bardziej „widowiskowy”.

    • F30

      Cayenne zaczyna się od 320k brutto, w leasingu wyjdzie poniżej 300k. Panamera od 380k. Nie tak dużo gdy ktoś koniecznie chce otoczyć się blachą wygiętą w kształt stolca o konsystencji średnio gęstej;)

  • xxx

    „nie kupuj statusu”

    Czyli tak jak myślałem, większość dzisiejszego marketingu opierającego się na prestiżu jest bez sensu.

    • Jest bardzo sensowna, bo ludzie status chcą kupować. Tylko samo pragnienie jest bez sensu ;)

  • Edmund

    Wielcy milionerzy kupują drogie rzeczy np. Kulczyk, Abramowic, Niemczycki i nie musi to oznaczać pozerstwa. Po prostu podoba im się coś, stać ich to sobie kupują i tyle.

    • Sebastian

      Ale czy Abramowic rzeczywiście wydaje więcej niż ma na Chelsea to tego nie wiemy, przynajmniej ja nie wiem, może Ty wiesz ?

    • Pomijając Rosjan i okolice (dość mocno inne kultura), to jednak przytłaczająca większość nie kupuje.

      • Alfons Wozignój

        Po za tym to są miliarderzy, którzy na lans wydają setki milionów. Wciąż dużo mniej niż posiadają majątku;) Nawet Tad Witkowicz jak się dorobił miliardów trochę zaszalał, ale wciąż sporo poniżej swoich możliwości.
        Po prostu poniżej możliwości miliardera jest tak wysoką poprzeczką, że możne sobie i tak pozwolić na sporo luksusu;)

        • Skąd informacje o tym, że „Tad Witkowicz” dorobił się miliardów? Możesz podać jakieś źródło? Mam conajmniej dużą rezerwę do postaci kreowanych przez Cebulaka pokroju Fijora i innych „ekspertów”. ;)

  • Cezary Bachley

    Wywiad o którym wspominasz również wydał i się zabawny, koleś miał po prostu masę kompleksów które starał się przykryć pieniędzmi. Żal mi gościa trochę

  • Artur J.

    Ten artykuł jak dla mnie tylko połowicznie jest prawdziwy. Bo owszem, ludzi którzy żyją ponad stan mamy w Polsce dużo, na zachodzie samochód wcale nie oznacza tak bardzo statusu jak u nas, i ludzie kupują je bardziej praktycznie. Różnica jest taka, że tam już się jako kraj dorobili, zaakceptowali to, i luksus jest bardziej „normalny” i „powszechny”. W Polsce wciąż jest „nowy” i „zajebisty”, więc jak ktoś osiąga sukces, to duma i pycha go rozpiera na myśl o swojej wyjątkowości, co często demonstruje przesadnymi gadżetami.

    Ale…

    Po pierwsze, badania na które się powołujesz są sprzed 20 lat jeśli dobrze pamiętam, życiorys i motywy milionerów którzy dochodzili do swojego majątku w latach 1950-1990 może być zupełnie inny niż współczesnych. Jak ludzie mieli mieć inny niż „lokalny”, mały biznes, skoro brak internetu i komunikacji w takiej mierze jak dziś powodował, że inny rynek niż lokalny był poza dzisiejszym zasięgiem i możliwościami! Świat i możliwości dziś wyglądają inaczej.

    Po drugie, aby kupić Porsche za 400 k w Leasing lub w kredycie, trzeba jednak mieć te 10 k zarobku miesięcznie. Jeśli ktoś chce być pozerem z nowym porsche ciuchami, zegarkami i chatą, wychodzi nam ze 30 k miesięcznie. Może faktycznie ktoś przesadza, może faktycznie mocno wierzy że zawsze będzie mu świetnie szło, ale czy faktycznie można nazwać pozerem kogoś, kto tyle zarabia? Nie mówie tu o przypadku, gdy ktoś kłamie że ma miliony, chodzi mi o to, że on faktycznie ma z czego spłacać – przynajmniej przez jakiś czas. Dlaczego więc ma „pozować”?

    Po trzecie, niewielki procent bogatych kupuje luksusowe rzeczy? Jeśli mówimy o czołowych na świecie piłkarzach, aktorach czy piosenkarzach – to zdecydowana większość ma po parę posiadłości w których nawet nie mieszka. Jeśli mówimy o top biznesmenach – z majątkami wartymi paręset milionów porsche i willa nie są niczym ekstrawaganckim ani ich zakup nie sprawi, że jak to piszesz – przestaną być bogaci.

    Odnoszę wrażenie, że wziąłeś jedne z bardziej sensownych, ale starych badań dot. bogactwa i z racji ich podejścia naukowego często się tu do nich odnosisz, mimo że dziś świat wygląda inaczej. Jak ktoś ciuła po parę tysięcy oszczędności miesięcznie, to wszystko co piszesz się zgadza. Ale w czasach gdy pieniądza jest znacznie więcej, startup po paru latach można sprzedać za parę milionów, a przez dobre zarządzanie dochodowym biznesem po roku można otwierać kolejne punkty/placówki i zwielokrotniać zyski – wówczas bycie milionerem wygląda inaczej niż dekady temu, więcej osób staje się milionerami, i wcale nie pozuje, a ma.

    • Artur J.

      PS. Ten cytowany nuworysz zarabia 12 mln rocznie z tego co pamiętam. Jak mu Ferrari pomaga zarabiać dla firmy setki milionów więcej podczas rozmów z szejkiem, i to jego sposób na większą forsę, to chwała mu za to! Nie widzę szukania racjonalizacji w jego słowach, taką ma strategię by czuć się jak równy z równym podczas negocjacji. Jestem daleki od pouczania bogaczy jak mają zarabiać i wydawać swoją kasę. Zacznę jak będę bogatszy od nich :)

    • Nowe wyniki tych samych autorów są z końcówki pierwszej dekady XXI wieku, więc świeżutkie – i pokrywają się ze starymi :)

  • http://arkadija.bloog.pl/

    Chciałbym być takim pozerem, który kupuje sobie nowe samochody a nawet jachty. Chciałbym być takim i niech ludzie gadają sobie co chcą. Prawda jest jedna. Lepiej być bogatym niz biednym i koniec.

    • Sek w tym, ze ci co kupują te samochody czy jachty sa zwykle wlasnie biedni ;)

      • ve

        to jeżeli oni są biedni to jacy są 90% Polaków? dziwnie się to czyta. Widzioł biede kiedyś?

        • 90% Polaków paradoksalnie może być bogatszych od tych co kupują te samochody czy jachty. Paradoksalnie żyjąc na kredyt możesz mieć (do czasu) bardzo luksusowe życie, zwłaszcza jeśli kredyt jest dostatecznie duży. Tylko, no właśnie, do czasu.

          • Koziolek666

            @ArturKrol:disqus, nie do końca tak to działa. Osoba żyjąca ponad stan „bo ma jacht na kredyt” to trochę inna forma biedy, a raczej niedomkniętego budżetu, niż osoba, która ma 500PLN długów na chwilówce, bo nie ma na chleb.
            Do tego dochodzi kwestia kontaktów, które możesz wytworzyć dzięki pozerstwu. One nawet w trudnej sytuacji mogą okazać się bardzo przydatne.

          • Owszem, to inna forma biedy – spirala jest dużo szybsza, dużo bardziej bolesna i dużo trudniejsza do opuszczenia. A przy tym, ponieważ żyjesz ponad stan pozując, to w trudnej sytuacji raczej nie przyznasz się kontaktom, że jesteś bankrutem ;)

          • Koziolek666

            Upadek z tego wyższego poziomu też nie jest zazwyczaj aż tak bolesny. Można spokojnie zbankrutować (na zachodzie) i po kilku latach mieć czyste konto. Życie ponad stan to nie forma biedy. Raczej w takim przypadku mówiłbym o trudnej sytuacji finansowej, ale nie o biedzie.

          • gumiś

            A ja bym to nazwał biedą umysłową :D

  • Pavel K.

    Mam duże wątpliwości odnośnie tego, czy badanie tak zróżnicowanego zbioru jak „milionerzy” i próba wyciągnięcia z tego średniej ma jakikolwiek sens? Szperając po sieci trafiłem na następujące dane:
    1. z raportu firmy ubezpieczeniowej Credit Suisse wynika, że majątkiem powyżej 1 mln USD dysponuje ok 32 mln ludzi.
    2. z kolei niedawny raport organizacji Oxfam podaje, że 85 osób dysponuje w sumie majątkiem wynoszącym 1,7 bln USD, z czego najbogatszą osobą jest Carlos Slim Helu, którego majątek opiewa na 73 mld USD.
    Nawet zakładając błędy w powyższych oszacowaniach, wniosek jest jeden, milioner nie jest równy milionerowi. Mając to na uwadze, zupełnie inaczej się czyta akapit o tym, że „istnieje niewielki procent milionerów i miliarderów kupujących dobra luksusowe”. Przecież te 85 najbogatszych osób faktycznie jest niewielkim procentem wszystkich milionerów. Oczywiście nie wynika z tego, że to akurat te osoby kupują najwięcej dóbr luksusowych, ale dla budżetu takiej osoby kupno jednego Rolls-Royce’a jest wielkością zaniedbywalną.

    • Wyniki dla majątku 10 milionów były podobne. Na poziomie miliardów może jest różnica (choć i tam szastanie pieniędzmi nie jest standardem), ale to dość mała i specyficzna próba.

  • Seweryn

    Może się czepiam, albo się mylę, ale myślę, że wniosek: „Nie kupuj statusu. Nigdy…” jest trochę za mocny bo nigdy oznacza nigdy czyli nie wydawajmy pieniędzy na prąd do żelazka, aby ubrania nasze były wyprasowane, i na wodę do pralki aby były czyste. To i tak nic nie da :)

    • Argumentum ad absurdum można zastosować do wszystkiego ;)

      • Seweryn

        Mogłem jednak mniej skrajny argument podać. Na przestrzeganie norm społecznych pieniądze się wydaje, ale to jest taki truizm że nie wiem po co to piszę. W „mojej” dziedzinie (elektryka) słowo nigdy jest jednak bardziej bezwzględne.

        • Ok, czy widzisz różnice między normami społecznymi (tudzież higienicznymi, itp.), a statusem? :)

          • Seweryn

            Myślałem, że status jest elementem normy społecznej. np:

            -Jak mam się ubrać na to spotkanie?
            -Możesz w bluzie i będzie ok, ale lepiej jak przyjdziesz w koszuli to zrobisz na nich lepsze pierwsze wrażenie.

            W tej grupie społecznej bluza i koszula są normą ale dają noszącemu na początek inny status.

          • Nie, status nie jest elementem normy społecznej, choćby dlatego, że w różnych grupach będziesz miał zupełnie różne standardy (u hipsterów czy punków koszula i garniak obniżą Ci status), podczas gdy jak śmierdzisz, to stracisz w każdej grupie :)

          • Seweryn

            Element to złe słowo mój błąd, chodziło mi o to, że w grupach się gra statusem. Moim zdaniem w zależności jak bardzo spełniasz te standardy masz inny status, w śród punków idealnie by było gdybyś miał 10 kolczyków (załóżmy), a jak będziesz miał 2 to też będziesz spełniał, ale w zależności od ilości twój status się zmieni i może warto dokupić jeszcze 2 to będzie ci w śród nich lżej np. podczas poznawania nowych punków, ale jeszcze 4 to nie kupuj bo to już mało któremu to przeszkadza. Taki ROI sobie wyliczyć heh:P

          • Jest jeszcze inaczej (i to inny powód, dla którego próby kupienia statusu są bez sensu ;) ) – to co kupujesz (strojem, tytułami, gadżetami, itp.) to prestiż, krótkoterminowy kredyt statusu. Tyle tylko, że zachowanie (i wynikający z niego status) przebija prestiż zawsze i wszędzie. Więc męt spod budki z piwem może zdominować miliardera i noblistę w jednym :)

            Lepiej więc przepracować nieco zachowanie, niż wyrzucać kasę w błoto :)

            Normy społeczne działają w nieco inny sposób – nie tyle wyznaczają status, co decydują czy należysz do grupy czy nie. Jeśli należysz, szybciej można znieść bariery, bo prawdopodobnie nie zaatakujesz.

          • Seweryn

            Czyli się myliłem. Dzięki za wyjaśnienie:)

  • Krzysiek

    I zastanawiam się nad jednym: czy jest sens bycia milonerem tylko z konta, a nie poziomu życia? Tak naprawdę ludzie chcą być pozerami, a nie takimi milionerami co żyją przeciętnie.

    • Tak, jest. Większość milionerów gromadzi pieniądze dla bezpieczeństwa i komfortu. Natomiast pozerzy żyją zwykle w ogromnym stresie – bo jeden zły miesiąc i po sprawie.

  • Maciek Król

    Nie każdy seks musi być prokreacja.
    Są rzeczy które maja być przyjemne po prostu przyjemne. Nie jestem bogaty, ale lubię dobra wełnę w moim garniturze. Lubię smak dobrej dobrze zaparzonej kawy, czy aromat cygara.
    Jestem pozerem?

    • Nie wiem. Jesteś? :) Pytanie do Ciebie bardzo mocne, np. ile wydajesz a ile oszczędzasz ze swoich zarobków.

      Dla jasności, w stylu życia pozera, może nieco wbrew nazwie pejoratywnej, nie ma nic złego per se. Pod warunkiem, że jesteś świadomy, że za luksus płacisz stresem i brakiem bezpieczeństwa i nie łudzisz się, że to pomaga w gromadzeniu kasy.

      • Maciek Król

        Oczywiście, że płacę stresem i brakiem bezpieczeństwa. A za co nie płacisz?
        Co jest tak trwałe, żeby dawało bezpieczeństwo i stabilizacje?

        Pozwolę się jednak nie zgodzić z tym, że przymioty luksusu nie są wsparciem przy gromadzeniu kasy. Z racji zawodu, jestem często wyceniany na podstawie tego co nosze, czym przyjeżdżam, w skrócie jak się noszę.

        (abstrahując,od faktu, że obie książki o tajemnicach milionerów, znam, lubię szanuję.)

        • Np. te pieniądze, które milionerzy mają zgromadzone, zamiast je wydawać na status.

          Co do bycia ocenianym – być może jesteś, ale to akurat czyni całą Twoją działkę obszarem, który zmniejsza szanse na zostanie milionerem i w tym sęk.

          Btw. to w końcu robisz to dla noszenia się, czy dlatego, że lubisz, tak odnośnie Twojego pierwotnego pytania o bycie pozerem? ;)

  • Daniel P

    Czy badania obejmowały głównie przedsiębiorców, czy także sportowców, aktorów itp. Jeśli tak, to czy były między nimi jakieś różnice?

    • Kryterium głównym był majątek. Sportowców, aktorów, itp. jest w grupie milionerów skrajnie niewielki procent, więc przy rozmiarach próby jakiekolwiek wnioski byłyby nieuprawnione.

  • emanotoch

    To po co być milionerem jak się na tym nie korzysta ?

    • Dla bezpieczeństwa jakie to daje. Dla braku martwienia się o to, czy jak klient nie zapłaci, to nie skończysz w przytułku :)

  • Jeszcze dodam ważną moją obserwację. Bo znam i szanuję obydwu badaczy(ich dzieła). Wszystkie te kwoty są przytoczone w dolarach, myślimy sobie ehh za 400$ marynarka? To 1400zł, lub buty 400zł. Nie fortuna. Jednak w większość towarów tego typu w USA jest 50% tańsze. Czyli porównując to garnitur 2800zł, buty 800zł. Oczywiście to ciągle niewiele porównując do majątku, jednak daje to lepszy obraz :). I zgodzę się z Arturem: Nie warto bogacić się dla szpanu, by pokazać, ale po to by mieć spokojną głowę, by nie martwić się jak zamknąć miesiąc, czy jak będzie wyglądał urlop jak stracimy pracę.

    • Wiesz co, strasznie dużo słyszeliśmy o tych niższych cenach ubrań w USA, ale jak byliśmy, to wcale tego nie widzieliśmy. Tzn. owszem, zdarzały się okazje i można było markowe rzeczy czasem kupić nieporównywalnie taniej. Ale jeśli chodzi o typowej jakości ubrania, to ceny były podobne do polskich, często nawet wyższe, okazyjnie w jakichś promocjach nieco niższe, ale sądzę, że w PL też byśmy takie promocje znaleźli.

  • Marcin J.

    zmierzil mnie troche ten artykul , ale chociaz wiem ze mnie na moje autko nie stac to nie kupilem go dla szpanu :) chyba raczej rekompensuje sobie braki dziecinstwa, naprawde czuje sie dobrze w tym aucie , troche mnie to martwi, bo za dobrze hehe

  • lukas

    Heh, od siebie mogę tylko dodać – Leszek Czarnecki, nasz rodzimy miliarder pasowałby do tego wzorca.
    Ostatnio czytałem, że podobno gdy wybiera się na spotkanie do restauracji, zawsze wybiera najtańsze wino ;)

    • Sensowne, biorąc pod uwagę, że takie wino zwykle będzie tak naprawdę podobnej jakości jak najdroższe :)

  • Reaver

    Dwa aspekty ktore wydaja sie byc nie uwzglednione w tekscie:
    1. Czasem luksusy i swiecidelka uwierzytelniaja Cie w pewnych grupach, ludzie chca robic biznes z osobami podobnymi do siebie i ich aprobata determinuje wejscie do danej grupy.
    Podejrzewam ze posrednik w obrocie luksusowymi nieruchmosciami jezdzacy paroletnia Corolla nie wzbudzilby wiele zaufania, a to nie jest biznes gdzie kupujacy liczy obsesyjnie cene/m2 vs. swoja zdolnosc kredytowa, relacja kupujacy – sprzedajacy jest budowana na kilku plasczyznach. No chyba ze zalozymy ze takie domy kupuja tylko pozerzy :)
    2. W krajach zachodu milionerami sa juz niekoniecznie wlasciciele swoich biznesow budowanych od zera, pragnacy bezpieczenstwa dla siebie i rodziny, ale takze ich dzieci, ktore skonczyly dobre uniwersytety I pracuja w dobrze platnych branzach (prawo, private equity, itd.). Jest to zmiana generacyjna, oni nie chca czekac z konsumpcja na koniec zycia.

    • 1. Owszem, tylko przedstawiciele takich branż, potrzebujących uwierzytelnienia prestiżem, mają w efekcie drastycznie niższe szanse na stanie się milionerami. Coś za coś :)
      2. O dziedzicach wspominałem w tekście, faktycznie, są zwykle bardziej rozrzutni, ale w efekcie też częściej tracą.

  • Jan

    Dzień dobry Może Mirjarder z Polski lup zagranicy bedzie chciał lup ktoś iny? może ktoś przeczyta może poinformuje Nowe ubrania dla ludzi leprze mam pomysł jak odrazu szyć ubrańia szycie jednolite ( bez łoczeń ) nie widać przy łoczeniach szyć i naprzykłat kołnisz tez jest uszyty mam projekt mam opisanom stworzonom maszyne do szycia takich ubrań byłe u rzecznika patetowego było dobrze muwił żebym wysłał do Warszawy o ochrone własności pomysłu musze zapłacić 850zł i niemam nawet na ten wydatek i niemam na swoje tymczasowe wydatki te mniejsze asz bedzie produkcja taka jest moja sytuacja czekam na szypkąm odpowiedz wejde w spuprace lup szukam infetora lup sprzedam Pomysł ten Pomysł jest taki że bedzie na całym Świecie morzliwe że 80% wszyskich Krajów zyski pinierzne pomysły są wysokie?? nieda się żeby ten pomysł nie weszed w życie muj mail: janspica6@gnail.com telefon:881532688 napoczontku najlepiej pisać ludzie bendom wyglodać bardziej tacy jacy są Inaczej jeszcze i co by chcieli Mirjaderzy kupić czekam