Medialny obraz milionera jest jasny. Drogie samochody i ubrania. Wielkie, luksusowe domy. Jachty, wakacje w luksusach, imprezy na których lodowe rzeźby sikają najlepszą wódką. To właśnie znaczy bycie bogatym człowiekiem!

Tyle tylko, że… nie. Nie do końca.

A wręcz niemal nigdy nie.


Dwójka amerykańskich socjologów, Thomas Stanley i William Danko przez lata prowadziła cykl badań nad wzorcami zachowań milionerów i miliarderów, ich upodobaniami i zwyczajami zakupowymi, sposobami spędzania wolnego czasu, historią życiową i motywacjami.

Główny wniosek: przytłaczająca większość milionerów skrajnie różni się od stereotypu budowanego przez media. Żyją skromnie i oszczędnie. Wydają ułamek tego, co zarabiają. Mają proste gusta. Zwykle również mają stosunkowo proste, „mało seksowne”, „niskostatusowe” firmy takie jak małe firmy budowlane, pralnie, warsztaty samochodowe, itp. Kupują raczej rzeczy trwałe, niż modne czy luksusowe.


No dobrze, tylko w takim razie jedno pytanie. Kto kupuje te luksusy?


W większości? Pozerzy.


Fakt: istnieje niewielki procent milionerów i miliarderów kupujących dobra luksusowe, choć zwykle i tak wydają zdecydowanie poniżej swoich zarobków (albo dość szybko przestają być milionerami). Co więcej, ten niewielki procent zwykle należy do jednej z dwóch konkretnych grup:

a) „dziedziców”, osób które nie zapracowały na swój majątek, a dostały go od rodziców

b) „biedaków”, osób które w dzieciństwie były na samym dnie drabiny społecznej (w swojej okolicy), bardzo boleśnie zapamiętały tamte czasy i teraz, gdy ich stać, starają się „odkuć” i wynagrodzić sobie to, co postrzegają jako upokorzenia.

Te dwie grupy razem wzięte to jednak zaledwie niewielki procent klientów luksusowych sklepów i posiadaczy luksusowych marek. Całą resztę ruchu robią takim firmom pozerzy.


Pozerzy, w tym kontekście, to ludzie którzy bardzo chcieliby sprawiać wrażenie milionerów. Być może uważają, że takie pozowanie pozwoli im faktycznie stać się bogatymi, zgodnie z zasadą „fake it till you make it”. Może po prostu uważają, że tak trzeba i wypada. Fakty są jednak takie, że są to po prostu ludzie żyjący ponad stan. Póki mają regularne przychody, są w stanie jako-tako funkcjonować i utrzymać swój poziom życia. Jakikolwiek poważniejszy problem: choroba, utrata pracy, wolniejszy okres na rynku – i wpadają w spiralę długów z której trudno im będzie wyjść*.

*Tak, światek rozwoju jest szczególnie bogaty w tego typu postacie, żeby przypomnieć choćby Jamesa Arthura Raya, który pozował na milionera i faktycznie miał majątek warty kilka milionów – i kilkakrotnie większe długi. Prawdopodobnie wynika to z tego, że wielu guru rozwojowych wierzy, że dopiero kiedy będzie udawało naprawdę bogatych, zdoła przekonać klientów żeby ci zapłacili im za ich „złote myśli”. Biorąc pod uwagę typową wartość takich „złotych myśli”, nic w sumie dziwnego.


Po czym możesz łatwo poznać pozerów? Nie wiem jak w Polsce (mogą być różnice kulturowe), ale w USA badania wskazują,że jednym z takich wyznaczników są napiwki. Bogaci zwykle dają stosunkowo duże napiwki, nawet gdy nikt nie widzi, niezależnie od tego czy kupują drogie rzeczy, czy nie. Pozerzy kupują drogie rzeczy, ale zwykle potwornie skąpią na napiwkach, bo ich po prostu na nie nie stać.

Przede wszystkim jednak poznasz pozerów głównie po tym jak się ubierają, czym jeżdżą, co piją, itp. Jeśli ktoś wydaje masę kasy na takie rzeczy, prawdopodobnie jest pozerem. Mówi o tym czysty rozkład prawdopodobieństwa, pozerów jest po prostu nieporównywalnie więcej, niż rozrzutnych milionerów czy miliarderów.

jachty

Jachty – jedna z tych rzeczy, której milionerzy niemal nigdy NIE kupują i NIE posiadają :)

Nie wierzysz? Przywołajmy nieco statystyk. Typowy amerykański milioner na najdroższy garnitur w swoim życiu wydał zaledwie… 400 dolarów. A, jeśli wykluczymy z analizy „dziedziców”, to średnia cena kupionego garnituru spada do 360 dolarów :)

Nawet wśród osób o majątku wartym ponad 10 milionów średnia utrzymywała się na podobnym poziomie – 482. (Pamiętajmy też, że mówimy o średniej, którą zawyżają wyjątkowo drogie zakupy, mediana będzie jeszcze niższa.) Garnitury od krawca, z kaszmirowej wełny i jedwabiu – to fanaberie pozerów i nielicznych, zwykle leczących kompleksy milionerów. Typowi kupują raczej w miejscach w stylu J.C. Penny’s – amerykańskiej sieci znanej z garniturów niekoniecznie ładnych, ale trwałych.

Podobnie z zegarkami. Jeśli milioner nosi zegarek, zwłaszcza drogiej marki, to prawdopodobnie był to prezent. Typowi milionerzy kupują sobie zegarki Seiko i Timex, wydając na nie nie więcej niż 235 dolarów. Dziesięć procent milionerów nigdy nie kupiła zegarka droższego niż 47 dolarów!

Jedna rzecz, na którą milionerzy faktycznie są gotowi wydać więcej pieniędzy, to buty. Wciąż nie wydają na nie fortuny – średnia to 140 dolarów – ale przy doborze butów zdecydowanie mniej patrzą na cenę, niż na ich trwałość i jakość.

Co do samochodów – dasz wiarę, że tylko 0.4% milionerów kiedykolwiek kupiło lub leasingowało Rolls-Royce’a? Nawet gorzej z Ferrari – ledwie 0.3%. Porsche też fajnie nie wypada – skusiło się na nie mniej niż 5%! Czym więc jeżdżą milionerzy w USA? Toyotami – to zdecydowanie najpopularniejsza marka**. Dość popularne są też Lexus, Mercedes i Ford. W żadnym razie nie modele luksusowe czy limuzyny, raczej samochody dobrej klasy średniej.

**Dane z około 2008-2010 roku, od tego czasu mogły wystąpić jakieś zmiany.

Podobnie z kupowanymi alkoholami (przytłaczająca większość nie ma piwniczki z winami ani niczego w tym stylu), cenami domów, itp. Luksusowe wódki (rozlewane, notabene, z dokładnie tego samego źródła co nieluksusowe – ale ciii!) czy wina naprawdę nie trafiają do milionerów na stoły, a eksperci od alkoholów zgodnie przyznają, że ceny są absurdalnie rozdmuchane i jeśli wiesz czego szukasz, możesz dostać świetny alkohol w dobrej cenie.


Dlaczego tak jest?

Milionerzy gromadzą pieniądze głównie dla bezpieczeństwa, dla komfortu życia dla siebie i swoich bliskich, a nie dla statusu, jak to czynią pozerzy (a często również milionerzy „biedacy”). A na status, warto przypomnieć, można wydać dowolną kwotę***.

***Ostatnio mocno rozbawił mnie wywiad z pewnym polskim nuworyszem, który argumentował, że musi mieć drogi samochód w garażu, bo jak negocjuje z szejkiem, to wie, że ma taki samochód jak ten szejk i czuje się pewnie… Fakt, że szejk ma takich samochodów kilkadziesiąt, jak również ma kilka prywatnych wysp i samolotów, a ów nuworysz już nie, jakoś mu umknął ;) Na poważnie jednak – wywiad świetnie demonstrował strategie racjonalizacyjne, jakie ludzie potrafią w takich kwestiach stosować.


Co z tego wynika?

Po pierwsze: nie kupuj statusu. Nigdy. I tak nie zadziała, a możesz na to zmarnować dowolną kwotę.

Po drugie: nie kupuj rzekomego prestiżu pozerów. Jeśli ktoś stara się na Tobie zrobić wrażenie tym jakie ma ciuchy, samochód, itp. to jest to poza, nakierowana albo na uzyskanie Twojego podziwu, albo, co gorsza, kasy.

Po trzecie: jeśli jesteś sprzedawcą lub marketingowcem i celujesz w segment bardzo bogatych, przemyśl czy celujesz w milionerów, czy w pozerów, bo to zdecydowanie odmienne grupy docelowe, o innych oczekiwaniach, wartościach i preferencjach. O wolnych środkach finansowych nie wspominając.


Projektowanie Szkoleń - skuteczność szkolenia w ogromnej części zależy od tego, jak dobrze zostanie ono zaprojektowane. Kurs Projektowanie Szkoleń to dwa intensywne dni, na których dowiesz się jak konstruować szkolenia zapewniające uczestnikom optymalne skorzystanie z procesu rozwojowego. Do 15 kwietnia w przedpłacie tylko 790 zł!

 


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis