W ostatni weekend prowadziłem zajęcia na Asbiro w Londynie. Po wszystkim wracałem na lotnisko razem z kilkoma kursantami, którzy przyjechali na ten event z Polski i w drodze rozmawialiśmy na różne tematy. Jednym z tych, które zwrócił moją uwagę, były uwagi współpasażerów o tym, że nie oglądają telewizji ani nie czytają gazet, bo to, parafrazując jednego z nich, „wszystko propaganda jak za komunizmu”. Jednocześnie jednak, przyglądając się tej rozmowie i temu co mówili, ciekawe było to, że oni również powtarzali masę tych samych haseł, wziętych w większości z lektury tych samych serwisów internetowych, o tym samym przekroju poglądów.

Trochę tak, jakby uciekając przez „telewizyjną propagandą” ochoczo poddali się innemu rodzajowi propagandy – równie skrzywionemu.

Zanim pójdziemy dalej, jedna ważna uwaga- nie sądzę, by jakakolwiek współczesna telewizja „uprawiała propagandę”. Telewizje zarabiają po prostu pieniądze i ich przekaz jest mieszanką tego, co chcieliby usłyszeć widzowie (i za co płacić swoim czasem) oraz mieszanki wewnętrznych wpływów istotnych osób w strukturze firmy  -tak jak linia programowa dowolnej firmy. Krótka piłka – media żyją z reklamy. A teraz akurat zarówno gazety jak i telewizje mają coraz większą konkurencję i naprawdę muszą walczyć o każdego widza. Nie stać ich na to, by bawić się w propagandę, określony nurt przekazu bierze się po prostu z tego, że celują w segment widzów o określonych poglądach (podobnie jak choćby większość portali internetowych.

To powiedziawszy, spotkałem się nie raz z podejściem p.t. „nie oglądam telewizji, nie czytam prasy, bo to propaganda” i niemal zawsze podejście to prezentował przedstawiciel jakiejś subkultury, mocno wkręcony w jej własny przekaz i ideologię. Sam tak miałem swego czasu zresztą.

Nie mówię tu od razu by koniecznie kupować TV gdy go nie masz i nie czujesz potrzeby go mieć. Raczej zachęcam do pewnego dystansu co do własnej rzekomej „wolności od propagandy”. Może się bowiem okazać, że zamieniliście jedynie siekierkę na kijek.

Jak również zachęcam do czegoś wyjątkowo wrednego, czyli do „wieloźródłowości”. Jednego dnia słuchajcie wiadomości lewicowych, drugiego czytajcie prawicową gazetę, trzeciego alterglobalistyczny portal, a czwartego przekaz korporacyjny. Wystawiajcie się na różne źródła i to z nich budujcie pełniejszy obraz sytuacji – bo każde źródło poda jakiś ułamek informacji, którego nie podają inne.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis