Zbilansowane portfolio nadziei…

Trafiłem ostatnio na świetny artykuł odnośnie globalnego ocieplenia. Zachęcał do uznania, że nie mamy szans na uniknięcie katastrofy i przerzucenie się na myślenie o tym, jak będziemy sobie z nią jako-tako musieli radzić. Już to byłoby ciekawe i cenne, ale zawierał też bardzo cenną puentę. Była nią sugestia, by nie polegać na jednej dużej nadziei (np. uniknięcia jakimś cudem przekroczenia limitu 2 stopni Celsjusza i związanych z tym problemów). Zamiast tego autor proponował, wzorem doradców inwestycyjnych, zdecydować się na zbilansowane portfolio nadziei. I jest to pomysł na tyle fajny (i zgodny z tym co wiemy o ludzkiej psychologii), że postanowiłem podzielić się nim z Wami na blogu.

(Rozróżniając nadzieje od celów – dobre cele będą zależne od Ciebie, nadzieje niekoniecznie, piszę tu o szerszej kategorii.)

W przypadku inwestycji finansowych, zbilansowane portfolio oznacza, że rozkładamy nasze inwestycje na zestaw różnych aktywów. Część inwestujemy w aktywa bardzo bezpieczne, ale mało dochodowe (obligacje rządowe, lokaty bankowe). Część w umiarkowanie bezpieczne, ale bardziej dochodowe (akcje dużych i stabilnych firm, nieruchomości). A część w aktywa ryzykowne, ale dające szanse na naprawdę duży zysk (akcje startup-ów, dynamiczne rynki). Szczegółowe proporcje tych inwestycji mogą się różnić, niekiedy będzie to 50:40:10, niekiedy 33:33:33, ale sednem jest zróżnicowanie, dzięki któremu łączymy pewien poziom bezpieczeństwa i stabilności z szansami na naprawdę duże zyski. Jeśli mamy dość środków, jest to bardzo sensowna strategia inwestowania.

Ciekawe jest odniesienie tego samego modelu do kwestii nadziei. Ludzie często wybierają sobie jedną wielką nadzieję, którą żyją. Jeden główny motywator, fantazję na temat tego co może się wydarzyć. Często jest to zresztą nadzieja typu „niewielkie szanse, duży zysk”, odpowiednik inwestycji wysokiego ryzyka. „Zostanę gwiazdą”, „dostanę Nobla”, „moja firma osiągnie wielki sukces”, czy właśnie „uda nam się uniknąć globalnej katastrofy związanej ze zmianami klimatycznymi”.


Taka nadzieja może być niesamowicie przyjemna emocjonalnie. Może angażować i zachęcać do działania. Ale co, gdy zaczyna się stawać jasne, że nigdy jej nie zrealizujemy? Jasne, lubimy o sobie myśleć, że jeśli szansę ma jedna osoba na tysiąc, to będziemy nią my. To akurat nam się uda. Jednak w pewnym momencie zaczyna się robić jasne, że jednak nie tym razem. Co wtedy?

Niektórzy nigdy się nie poddają, niczym podstarzali rockmani liczący, że ich zespół w końcu odniesie zasłużony sukces. To jakaś strategia. Dziś nie trafiłeś w lotka, jutro obstawisz kolejny kupon. Niezbyt zdrowa, ale jednak strategia.

Większość jednak się prędzej czy później podda. Co będzie racjonalną decyzją. Ale będzie też bolało. Może nawet bardzo. Zwłaszcza, jeśli to była nasza jedyna, ostatnia i największa nadzieja. (I tak, jestem zbytnim nerdem by nie wrzucić tu intra do Babylon 5.) Wiązaliśmy z nią naszą przyszłość, gdy okazuje się, że już się nie spełni, to zabiera ze sobą całą naszą przyszłość. A ta pustka boli i to bardzo.


W porównaniu z tym, zbilansowany zestaw nadziei wydaje się być dużo lepszym rozwiązaniem. Tak, miej tę wielką, długoterminową nadzieję albo dwie. Ale miej też kilka innych, średnioterminowych. Mniej mobilizujących, ale pewniejszych. Miej też kilka krótkoterminowych, bardzo prawdopodobnych. I regularnie je uzupełniaj.

Miej nadzieję na to, że Twoja firma osiągnie globalny sukces. I działaj w tym kierunku. Ale miej też średnioterminowe nadzieje, związane z lokalnymi produktami czy zatrudnieniem nowych osób. I krótkoterminowe, z konkretnymi małymi projektami, usprawnieniami i czy targami na które jedziesz. Oczywiście nie musisz nadziei ograniczać tylko do jednego obszaru. Mogą być zróżnicowane i dotyczyć wielu obszarów życiowych. Możesz mieć miks długo, średnio i krótkoterminowych nadziei dla pracy, zdrowia, relacji. Długoterminowo planujesz przebiec ultramaraton i dojść do pozycji dyrektorskiej. Średnioterminowo chcesz wziąć ślub, nadrobić dług snu i dostać awans. Krótkoterminowo chcesz biegać regularnie i przepchnąć swój projekt w budżecie obywatelskim.


Taki układ sprawia, że nawet jeśli niektóre nadzieje nie zostaną zrealizowane, niektórych celów nie uda Ci się osiągnąć, to i tak uzyskasz emocjonalne „dywidendy” z wielu z nich. I tak będziesz mieć kolejne rzeczy, których warto wyczekiwać. Cały układ będzie więc dla Ciebie i tak bardziej korzystny. Ot, małe usprawnienie, a cieszy ;)



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis