Wyczerpanie Współczuciem, czyli jak nie oszaleć dbając o innych i świat?

Troska bywa wyczerpująca. Niezależnie od tego, czy mówimy o trosce o chorą osobę, trosce o sprawy społeczne, ekologię, czy idee w rodzaju promocji nauki… Troska bywa wyczerpująca.

Nic dziwnego. Troska jest w końcu formą pracy emocjonalnej, wymaga więc od nas realnego wysiłku – poświęcenia uwagi, mocy przerobowych, skupienia, często też doświadczenia licznych obciążających stanów emocjonalnych. Im bardziej się troszczysz, tym więcej takiej pracy wykonujesz – i tym bardziej może to być wyczerpujące. Jednocześnie jednak, ponieważ troszczysz się (o innych, o ważne dla Ciebie sprawy czy idee), przyjrzenie się swoim własnym potrzebom może się wydawać egoistyczne. W końcu Ty masz dobrze w porównaniu z chorym krewnym którym się opiekujesz/zwierzętami przetrzymywanymi w masowych hodowlach/ofiarami tajfunu w Malezji/itp. Przejmowanie się sobą w tej sytuacji wydaje się takie płytkie, że aż wstyd to robić! Najlepiej nadrobić taką chwilową słabość… jeszcze większą troską o innych i świat! I jeszcze większym wyczerpaniem. Ups…

 

 

Termin “Wyczerpanie Wspólczuciem”/”Compassion Fatigue”, został po raz pierwszy użyty przez Carlę Johnson w 1992 do opisania stanów zachodzących u pielęgniarek w wyniku codziennych konfrontacji z trudnymi sytuacjami u pacjentów. W tamtych czasach zjawisko to faktycznie wydawało się dotyczyć głównie osób wykonujących pracę, która budowała kontakt z cierpieniem – lekarek i pielęgniarek, pracowników opieki społecznej i schronisk dla zwierząt, dziennikarzy, strażaków, nauczycieli, psychologów, itp. Jak również członków rodzin i innych nieformalnych opiekunów osób obłożnie i śmiertelnie chorych.

To jednak było w 1992. Od tego czasu zaszły jednak dwie kluczowe zmiany, które wpływają na nas wszystkich.

 

Pierwszą był gwałtowny rozwój 24-godzinnych kanałów informacyjnych – w USA napędzany procesem OJ Simpsona w 1994, w reszcie świata na skutek zamachów 11 września w 2001. Kanały te sprawiają, że wiele osób jest non stop zasypywana nowymi, zwykle negatywnymi wiadomościami. (Dlaczego zazwyczaj negatywnymi? Bo nasz mózg zwraca większą uwagę na takie wiadomości, wiec kanałom opłaca się głównie takie wrzucać do swojej ramówki.) Żadna z tych treści pojedynczo nie zbliża się nawet do natężenia jakiego doświadczają w swojej pracy np. pracownicy opieki społecznej. Gdy się jednak sumują, ich efekt psychologiczny może być równie obciążający. Setki drobnych trosk mogą się okazać równie wyczerpujące, jak jedna czy dwie naprawdę duże.

 

Drugą kluczową zmianą był oczywiście Internet. Z jednej strony wspomógł on jeszcze nieustanne zarzucanie wiadomościami, dla tych którzy akurat TV nie oglądali, albo oglądali, ale unikając programów informacyjnych. Z drugiej – nagle jesteśmy wystawieni na dużo więcej spraw o które możemy się troszczyć. Koleżanka wrzuca nam artykuł o cierpieniach zwierząt, kolega zachęca do zbiórki na operację swojego znajomego, trzeci znajomy pisze o problemach mieszkańców subsaharyjskiej Afryki z dostępem do czystej wody. Nagle jest milion nowych dla nas spraw, o które można się troszczyć. O które pewnie powinniśmy się troszczyć, bo przecież troszczą się o nie osoby które znamy i cenimy, i szanujemy więc to pewnie ważne sprawy. No i kim jesteśmy by powiedzieć, że te sprawy ważne nie są?

No i jest jeszcze trzecia strona internetu… Ludzie mówiący szkodliwe brednie. Wcześniej, w czasach przedinternetowych (tak, pamiętam takie!) tylko podejrzewaliśmy, że masa ludzi to idioci – teraz mogliśmy ich usłyszeć i pozbyć się wszelkich wątpliwości. Jasne, można takie wypowiedzi ignorować po prostu…. Ale puszczanie bredni mimo ucha ma też swoje konsekwencje. Jeśli np. osoby LGBT+ spotykają się tylko z atakami, bez żadnych reakcji na nie, jest to na nie dużo bardziej destrukcyjne, niż gdy ataki te spotykają się z reakcją, demonstrującą, że nie całe społeczeństwo jest tak homo- czy transfobiczne. Dlatego jeśli troszczymy się o jakiś temat, o często chcemy jednak zabierać głos…

Tyle tylko, że pisanie bzdur jest zwykle szybsze, niż odpowiadanie na nie. A i piszący bzdury są coraz częściej po prostu maszynami. Np. w kampanii Trump/Clinton około 70% aktywności w Internecie (głównie na Twitterze, ale także np. na Facebooku) była prowadzona przez boty (patrz np. raport Fundacji Knighta), proste automaty odpowiedzialne za szerzenie błędnych informacji. A to tylko boty, nic tu nie mówimy o osobach których pracą jest pisanie różnego rodzaju bzdur! Innymi słowy – ludzie nie są w stanie sami z siebie wystarczająco zareagować na ten wysyp bzdurnych treści, jakkolwiek by się starali.

Ale i tak się staramy – i łatwo popadamy w wyczerpanie. Zamęczeni własnym współczuciem.

 

Dlaczego to jest problemem?

Wyczerpanie współczuciem bywa niekiedy określane mianem “wtórnego zespołu stresu pourazowego” (“secondary traumatic stress”), często również wiązane z poczuciem wypalenia.  To koszt troszczenia się i wrażliwości, jaki ponosimy gdy nam na czymś zależy. To coś bardzo groźnego, zwłaszcza długoterminowo. Wyczerpanie współczuciem może prowadzić do zaburzeń koncentracji i pamięci, ogólnego braku energii, stanów depresyjnych i nerwicowych, większej drażliwości, utraty zadowolenia z życia, wycofania z aktywności społecznych, psychosomatycznych bólów czy unikania pracy. (Zwłaszcza w wypadku pracy, która aktywnie napędza nasze wyczerpanie współczuciem.)

W ramach mechanizmów obronnych może w końcu prowadzić do wypalenia i utraty troski oraz współczucia, zobojętnienia. Został na to uknuty nawet piękny termin “rana moralna” (“moral injury”), opisujący konsekwencje takiego przeciążenia. Tak jak wielokrotnie uszkadzana skóra w końcu dorobi się odcisków chroniących przed uszkodzeniami kosztem zmniejszonej wrażliwości, tak wielokrotnie wyczerpywana wrażliwość w końcu przykryje się skorupą zobojętnienia.

Koniec końców – próbujemy się zmusić do utrzymania tempa funkcjonowania, do którego po prostu nie jesteśmy zdolni. Nie mamy bowiem siły do troszczenia się o wszystko.

 

Co zrobić, by przeciwdziałać wyczerpaniu współczuciem?

Jeśli podejrzewasz, że możesz ulegać wyczerpaniu współczuciem – warto o siebie zadbać pod tym względem. Jeśli masz wątpliwości, warto to sprawdzić. Przykładową skalę badająca wyczerpanie współczuciem znajdziesz tutaj. (Niestety po angielsku, nie wiem czy są dobre polskie adaptacje. Tu odnosząca się do pracy, ale myślę, że można spokojnie odnieść pytania do innego obszaru troski.) Jeśli problem jest – co możesz z nim zrobić?

 

1. Zaakceptuj, że nie jesteś w stanie troszczyć się o innych nie zadbawszy o siebie. Jeśli chcesz innych gdzieś dowieść, potrzebujesz paliwa. Na pustym baku daleko nie dotrzesz. Wykrój sobie czas i przestrzeń na własną regenerację, choćby miało się walić i palić. Jeśli ktoś ma z tym problem – to jego/jej problem.

 

2. Zadbaj o wsparcie dla siebie. Także potrzebujesz skądś czerpać energię i wsparcie. Także potrzebujesz mieć sieć wsparcia, na której możesz się w razie czego oprzeć. Bez tego nie będziesz mieć siły.

 

3. Ogranicz liczbę rzeczy, o które się troszczysz. Tak, jest niezliczona liczba ważnych spraw. Ale nie jesteś w stanie troszczyć się o wszystkie, ani nawet o większość z nich. Więc wybierz 2-3 “swoje” sprawy, te którymi się aktywnie zajmujesz i skup się na nich. Jeśli chcesz zająć się czymś innym, to zrezygnuj z którejś z obecnych. (Czasem będzie to jak najbardziej uzasadnione, gdy np. pilność i skala jednej z obecnych spadnie.)

 

4. Pracuj nad samowybaczaniem. To postawa w której jesteśmy wrażliwi na własny ból i potrzeby, odczuwamy dla siebie czułość i troskę, akceptujemy swoje porażki i niedoskonałości. To postawa bardzo cenna jako narzędzie dbania o siebie w ogóle, a tym bardziej w kontekście unikania wypalenia współczuciem.

 

5. Zaakceptuj, że nie jesteś bóstwem. Ani Odynem, ani Jahwe, ani Minerwą ani Hasturem. Innymi słowy – nie zmienisz świata samemu. Nie uratujesz wszystkich. Nie dotrzesz do każdego. Twoja sprawczość jest ograniczona. Ma więc prawo Ci nie wyjść. To normalne i naturalne. Zadbaj o dorzucenie swoich kamyczków do góry, nie oczekując, że sam/a stworzysz tą górę.

 

Tak, masz do tego wszystkiego prawo. Alternatywą jest zaciukanie się i zamęczenie, a wtedy już nikomu ani niczemu nie pomożesz.

 

Sam większość z powyższych rzeczy robiłem już wcześniej. Jednak gdy kilka tygodni temu trafiłem na koncepcję wyczerpania współczuciem, dokonałem szybko rachunku sumienia w tym zakresie i stwierdziłem, że faktycznie muszę przyciąć rzeczy, na których się skupiam. Z założeniem, że mogę dowolny temat poruszać np. na blogu, ale nie wdaję się w dyskusje, nie reaguję i nie przejmuje się itp. poza wybranymi dwoma-trzema. Koniec końców stanęło na czterech (gdzie czwartym jest szeroko rozumiana troska o ludzi w moim życiu i gotowość do wsparcia emocjonalnego dla nich), ale i tak było to znaczące przycięcie poczucia troski i odpowiedzialności… I dało to całkiem dużą ulgę i znaczący wzrost codziennego komfortu.

 


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis