Kilka dni temu inny blog rozwojowy, NLP-News napisał na temat szkolenia, które organizuję w ramach ChangeMasters, „Hypnosis Without Trance” z Jamesem Trippem. W tamtą informację wdarł się jednak pewien błąd, który zainspirował mnie do tego wpisu.

Mianowicie, zostaliśmy tam określeni jako instytut Artura Króla – ChangeMasters. Nie dziwi mnie to o tyle, że w tym momencie większość firm NLPowskich i wiele innych firm rozwoju osobistego nazywa siebie Instytutami. Z taką nazwą jest jednak pewien problem – o ile na zachodzie termin Instytut jest dość wszechstronnym terminem, o tyle w Polsce zwyczajowo oznacza on konkretnie jednostkę badawczą, zajmującą się badaniami naukowymi w jakiejś dziedzinie i zwykle powiązaną z uniwersytetem. Fakt, nie jest to nazwa chroniona prawnie i na upartego każdy może jej używać. Niewątpliwie marketingowo dodaje ona prestiżu firmie i sprawia wrażenie, że stanowi ona coś więcej niż jedną osobę wynajmującą co jakiś czas salę szkoleniową, żeby poprowadzić jakieś szkolenie, jak to często bywa. Tylko… no właśnie, to takie trochę okłamywanie swoich klientów, prawda?

Z jednej strony to rozumiem. Miałem ostatnio rozmowę ze znajomym marketingowcem, który powiedział wprost bardzo sensowne słowa – „ja nie sprzedaję tego, co chcę sprzedawać, tylko to, co ludzie chcą kupować.” A z drugiej, jednak coś we mnie się opiera. Nawet jeśli niektórzy klienci chcą kupować kłamstwo, to czy sprzedaż takiego kłamstwa w ładnym pudełeczku nie jest prostytuowaniem się?

Niezależnie od tego, faktem jest, że w większości wypadków ta tytułomania i nadawanie wybujałych nazw swoim firmom, czy przyjmowanie wybujałych tytułów trenerskich staje się po prostu śmieszne. Może robić wrażenie na ludziach, którzy nie mają jeszcze doświadczenia w danej dziedzinie, ale i to nie zawsze, niekiedy wręcz staje się to śmieszne.

Na zachodzie pojawił się niedawno wysyp meta-master-trenerów różnego rodzaju, profesjonalnych organizacji, dla których jedynym wymogiem członkostwa jest opłacenie składki czy po prostu tytułów naukowych kupionych w nieakredytowanych uniwersytetach w USA (tzw. fabrykach dyplomów).

U nas są liczne Instytuty, które z nauką nie mają nic wspólnego, wysyp certyfikatów, które są realnie warte mniej niż papier, na którym zostały wydrukowane, tytułomania na portalach społecznościowych. Wszyscy są menadżerami, dyrektorami, prezesami – nawet, gdy mają tylko jednoosobową działalność gospodarczą, albo wręcz gdy dany tytuł jest zupełnie niepasujący do tego czym mają zarządzać. Niekiedy zdarzają się jeszcze bardziej wydumane tytuły, jak „Odkrywca Umysłu”. Takie sztuczne budowanie statusu, często stosowane jest paradoksalnie, przez ludzi którzy deklarują, że nie zależy im na statusie i uznaniu innych. Przyznam, że nie podejmę się próby oceny, czy takie zachowanie jest z ich strony świadome i z premedytacją, czy stanowi raczej formę nieświadomego odreagowywania.

A jeśli chodzi o mnie i instytut – cóż, z przyjemnością otworzę kiedyś Instytut ChangeMakers. Będzie to wtedy, gdy będę prowadził liczne badania kliniczne, które taką nazwę uzasadniają.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis