Co sprawia, że sesje coachingowe działają? Jakie czynniki przekładają się na wzrost skuteczności danej sesji? Co zmniejsza szanse na sukces?

Pracuję z klientami indywidualnymi od jakiejś dekady. To sporo czasu by obserwować i analizować. Tam gdzie mogę, staram się również oglądać innych coachów w pracy i sprawdzać co u nich działa. Oczywiście, takie nieformalne obserwacje są ze swojej natury mniej precyzyjne i bardziej narażone na błędy niż systematyczne badania na dużych próbach. Mam nadzieję, że kiedyś takie badania powstaną. Do tego czasu traktuj proszę te artykuły jako luźne rozważania w temacie. Jeśli sam pracujesz z klientami, może przydadzą Ci się do usprawnienia tej pracy. Jeśli chcesz korzystać z pomocy coachingowej, pomogą Ci wiedzieć czego oczekiwać od coacha, ale też jak samemu lepiej przygotować się do takiej pracy.

Temat podzieliłem na trzy duże kategorie: coach, klient oraz środowisko. Kolejne artykuły będą zajmowały się nimi po kolei.

Zacznijmy od tego, co w coachu i tym jak pracuje wpływa na skuteczność pracy. Postaram się nie wnikać tutaj w kwestie poszczególnych technik coachingowych. Wiadomo, ktoś pracuje czysto niedyrektywnie, ktoś prowokatywnie, ktoś bardziej dyrektywnie. Zajmijmy się „pozatechnicznymi” aspektami pracy.


Zaangażowanie – jakkolwiek kontrintuicyjnie to może zabrzmieć, najgorsze co coach może zrobić, to zaangażować się w zmianę klienta. Im bardziej Tobie jako coachowi zależy na zmianie… Tym trudniej ją będzie uzyskać. To jedna z przyczyn, dla których zniechęca się do pracy z bliskimi osobami. Po prostu, im więcej Ty chcesz zmiany klienta, tym mniej klient ma przestrzeni dla własnej chęci zmiany. A skoro to KLIENT się zmienia, a nie Ty jego/ją zmieniasz… To im bardziej chcesz, tym bardziej sabotujesz proces.

Oczywiście, czysto po ludzki, czasem po prostu chcesz komuś pomóc. Czasem chcesz uzyskać efekt pracy, pokazać swoją skuteczność. Tyle, że wtedy dobry coach wykona krok w tył i stwierdzi „Hola, wyluzuj! To klientowi ma zależeć!” Pozwoli to nie tylko na zapewnienie klientowi większej przestrzeni do zmiany, ale też ułatwi Ci spojrzenie na jego problem z szerszej perspektywy i dostrzeżenie potencjalnie istotnych aspektów, których dotychczas nie poruszałeś.

Co istotne, brak zaangażowania w zmianę klienta nie oznacza „olewania” pracy z nim. Oznacza podejście p.t. „Chętnie dorównam Twojemu zaangażowaniu, ale go nie przekroczę… A czasami wręcz nieco się z Tobą podroczę i spróbuję lekko podważyć Twoje zaangażowanie i zapał. Bo wyjdziesz z tej sesji i tam będzie prawdziwy świat i ludzie dużo mniej wspierający. Jak sobie z nimi poradzisz?”

Powiedziałbym, że to najtrudniejsze wyzwanie dla początkujących coachów. Bo naturalne jest by chcieć klientowi pomóc. Naturalne jest, by chcieć uzyskać efekt, w końcu klient za to płaci. Trudno jest zaakceptować, że im bardziej tego chcemy, tym bardziej utrudniamy uzyskanie tego efektu.



Przerwa na reklamę ;)


Chcesz popracować nad swoją pewnością siebie? Kurs autocoachingowy VOD Pewność Siebie w Praktyce zapewni Ci materiał do efektywnej pracy nad sobą w tym zakresie. 33 lekcje wideo o łącznej długości ponad 250 minut. 100% konkretnych, gotowych do zastosowania narzędzi.


Wracamy do artykułu :)



Rutyna –  po drugiej stronie barykady od nadmiernego zaangażowania jest nadmierna rutynizacja pracy. Powiedzmy sobie szczerze, ludzkie problemy nie są aż tak odmienne od siebie. Jasne, każdemu wydaje się, że jego problem jest wyjątkowy, ale gdy popracujesz  pierwszymi paroma setkami osób… Cóż, zauważysz, że problemy zwykle działają wg. dość podobnych wzorców. Nie znaczy to, że raz na jakiś czas klient Cię nie zaskoczy – ale zwykle będzie to jednak dość przewidywalne. A to niestety grozi popadnięciem w rutynę, „odbębnianiem” kolejnych sesji wg. identycznego wzorca. To z koleji dość znacząco przekłada się na spadek skuteczności i jest ciągłym zagrożeniem u doświadczonych „pomagaczy”.

Dobrym sposobem na przeciwdziałanie rutynie jest wstępne wykluczanie określonych technik na kilka sesji. Innymi słowy, przed sesją postanów sobie, że postarasz się pracować z problemem nie wykorzystując określonego narzędzia lub konkretnych pytań. Zwróć tylko uwagę na „wstępne wykluczenie” oraz „postarasz się” – jeśli problem klienta aż się prosi o wykorzystanie danego narzędzia, a inne które starasz się zastosować nie działają, użyj tego wykluczonego. Twoje działanie nie może prowadzić do tego by klient musiał dodatkowo płacić za coś co pomaga Tobie, a niekoniecznie jemu.

A, warto też pamiętać o superwizji jako metodzie pracy z rutyną.


Sympatia – to mnie trochę zaskoczyło, ale wydaje się, że lubienie lub nie lubienie klienta nijak nie wpływało u mnie na skuteczność pracy. Mogłoby się wydawać, że z lubianymi klientami pójdzie łatwiej, ale nie miało to żadnego związku. Miałem klientów, których po prostu nie lubiłem, z którymi miałem bardzo dobre efekty. Miałem klientów, których uwielbiałem, a którzy mieli niewielkie lub żadne efekty. Oczywiście zawsze w takich sytuacjach staram się zachowywać wobec klienta profesjonalnie i uprzejmie. Jestem jednak realistą, wiem, że w takiej sytuacji wysyłamy drobne sygnały sympatii lub jej braku. Wiem, że klient świadomie lub nie, ale je wychwytuje i reaguje na nie. Nie wydaje się to jednak wpływać na samą skuteczność pracy.


Przygotowanie – uzyskanie wstępnych informacji (kwestionariusz przedsesyjny i jego analiza, względnie sesja próbna, choć nie jestem ich fanem) znacząco ułatwia pracę i zwiększa szanse na sukces. Więc się przygotuj :)


Praca na godziny – pochodna wspomnianej wcześniej przestrzeni dla klienta i „groźby zaangażowania”. Jeśli pracujesz z klientami ze stawką „za godzinę”, skuteczność pracy będzie zwykle dużo większa niż przy stawce „za efekt” (lub gdy stawkę płaci ktoś inny). Klient będzie po prostu bardziej zaangażowany w pracę. Nie widzę natomiast wyraźnej różnicy między klientami płacącymi „z góry” za pakiet sesji, a płacącymi za każdą sesję oddzielnie.


Uprzedzenie o długości pracy – duża część klientów zdaje się podchodzić do coachingu na zasadzie jednorazowej próby. (To samo dotyczy innych metod pracy z psychiką,  podobne wzorce widzę u klientów mówiących o lekach psychotropowych). Pójdę, sprawdzę, jak zadziała to super, jak nie to trudno. Sęk w tym, że jedna sesja nie zawsze wystarcza do tego by coś uzyskać (a tym bardziej by uzyskać pełen efekt pożądany przez klienta). Przez lata miałem dość duży procent klientów przychodzących na jedną sesję (mimo wstępnej diagnozy w stylu 1-3 sesje do przepracowania problemu) i znikających na rok-dwa. Przetestowali, nie zadziałało, po dwóch latach stwierdzają, że może znowu przetestują. Kilka lat temu zmodyfikowałem swój kwestionariusz tak by wyraźniej podkreślał możliwość dłuższej pracy i zmuszał klientów do przemyślenia tej opcji. Efektem było większe zaangażowanie klientów, większa skłonność do akceptacji dłuższej pracy, a w konsekwencji również większa skuteczność.


Wyjaśnianie „jak to działa” – być może to akurat moja specyfika, ale zauważyłem, że dobrze na skuteczność działa wyjaśnianie klientom jak dana procedura działa „pod spodem”, co konkretnie ma ona zrobić w ich głowie. Mają wtedy większe zaufanie do całości, nie jest to dla nich „czarna magia”, więc bardziej się angażują i uzyskują lepsze efekty. Tu jednak biorę pod uwagę, że może to być kwestia doboru klientów, być może są tacy, którzy woleliby, by uprawiać na nich „czarną magię”.


W kolejnej części artykułu zajmiemy się tym, co wpływa na skuteczność coachingu ze strony klienta. Do przeczytania :)



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis