Recenzja: Trener w rolach głównych – Podręcznik pracy trenera

Justyna Matras, Rafał Żak

(Dziękuję wydawnictwu za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.).

„Trener w Rolach Głównych” to cegła. Niemal 400 stron A4, dwukolumnowo i dość drobnym drukiem. Z minimalną ilością grafik czy wolnych miejsc na marginesach. Treści tu naprawdę dużo.

Czy jest wartościowa? Czy to dobry podręcznik dla trenerów? A jeśli tak to dla jakich? Początkujących, czy doświadczonych?


Zanim przejdziemy do sedna, muszę o czymś wspomnieć. Jest jedna rzecz, na którą trzeba od razu przymknąć oko. Pierwszy rozdział. Nie wiem co się stało i jakie nożyce redakcyjne na niego spadły, ale jest źle i chaotycznie i widać, że jest to efekt dzikiej korekty. Np. ramka „Literatura EBT” zaczyna się z wyciętym paragrafem, w w którym podany jest tytuł pierwszej omawianej w ramce książki. Z kontekstu można się domyślić, że chodzi o „Szkolenia oparte na dowodach” C.Clark, ale ewidentnie tego paragrafu (tudzież w ogóle jakiegoś w prowadzenia do ramki) brakuje. Cały rozdział wydaje się zresztą bardzo szarpany, bez jasnego, przyczynowo-skutkowego przechodzenia między elementami. Mimo wszystko a) zawiera ważne elementy i warto go przeczytać oraz b) warto jak już wskazałem przymknąć oko, bo problem jest charakterystyczny dla tego rozdziału, w kolejnych jest wyraźnie lepiej.


Kolejne rozdziały wypadają dużo lepiej. Mamy tu solidne i wielowymiarowe podejście do różnych aspektów pracy trenera. Wszystko od analizy potrzeb i projektowania szkoleń, przez samo działanie na sali szkoleniowej, pracę z grupą, wspieranie procesów rozwojowych, aż po własny rozwój trenera. Jasne, są miejsca, gdy nieco więcej nacisku położyłbym na pewne kwestie, zamiast na inne. Ugryzł coś inaczej, czy zogranizował przedstawiane treści w innej strukturze, niż autorzy. Nigdzie jednak nie miałem reakcji typu „co za bzdura!”, „zdecydowanie nie!”, albo „co oni piszą?”, co najwyżej „ok, widzę to inaczej, ale takie podejście też można jakoś uzasadnić”. Przy tak dużym zakresie omawianego materiału samo w sobie jest to dużym osiągnięciem. Zdecydowanie jest to źródło, z którego trenerzy mogą skorzystać, wynosząc konkretną, praktyczną wiedzę i lepsze ustrukturyzowanie tego, co już wiedzą.

Jednocześnie jednak książka może nieco wprowadzać w błąd. Podtytuł „Podręcznik pracy trenera” sugeruje, że jest to materiał dla osób początkujących. Paradoksalnie, to oceniając z tej perspektywy książka wypada, w mojej ocenie, najsłabiej. Idealnym odbiorcą tomu będzie z mojej perspektywy trener średnio doświadczony – ktoś, kto spędził już na sali tak, z 500-1500 godzin. Taka osoba wyciągnie z tej książki dużo więcej, niż początkujący, który w niej po prostu utonie. (Oczywiście, to wszystko moje wrażenia, choć podparte, nomen omen, zasadami efektywnej andragogiki.)

Autorzy podjęli się naprawdę gigantycznej pracy i w tomie można znaleźć bardzo dużo informacji na temat różnych aspektów pracy trenera. W efekcie wychodzi coś bliższego podręcznikowi akademickiemu, czemuś, na podstawie czego można skonstruować dobrze kurs, niż książce sprzyjającej nauce. To jak „Psychopatologia” Seligmana czy „Psychologia i Życie” Zimbardo. Dobre źródła referencyjne, ale próby przeczytania ich od deski do deski są, cóż, pewnym wyzwaniem. Poszczególne części mają swoją wewnętrzną logikę, ale całość zbyt słabo się klei. Brak tu narzędzi, które regularnie stosuje się właśnie w projektowaniu szkoleń (i coraz częściej w pisaniu książek), czyli odpowiednio silnych, wielokrotnych połączeń między poszczególnymi fragmentami. (Nieco się pojawia, po prostu zdecydowanie za mało jak na taką ilość informacji.) Brak stosownej ilości podsumowań, zarysów treści, które mają dopiero nadejść, płynnych odwołań między fragmentami rozdziału i między rozdziałami, które utworzyłyby w głowie czytelnika spójną sieć zależności. To doskonała książka, by wybrać jakiś konkretny aspekt, np. praca trenera w parach, albo dynamika grup, otworzyć i zacząć czytać. Natomiast próba ogarnięcia całokształtu w takiej formie jest po prostu zbyt trudna. Być może taki był zamysł, ale przyznam, że zaczynam coraz bardziej oczekiwać takiej integracji od swoich źródeł wiedzy, niezależnie od ich głównej roli. Po prostu sprzyja to zrozumieniu i utrwaleniu wiedzy.

Nie pomaga również relatywnie skromna ilość przykładów. Jakiś czas temu w recenzji Finansowego Ninji zwracałem uwagę wręcz na nadmiar przykładów (ale dodawałem, że dla początkujących jest ich być może dość). Przy lekturze „Trenera” mam odwrotne wrażenie – czasem miałem wrażenie, że mnie samemu przydałoby się więcej przykładów ilustrujących przekaz autorów. A ja mam już za sobą ładnych ładnych kilka tysięcy godzin na sali szkoleniowej i wiele lektur i analiz w temacie. Dla początkującego trenera taki format książki może być po prostu zbyt przytłaczający. Dlatego jeśli jesteś początkującym trenerem, albo w ogóle przymierzasz się do trenerki, to „Trener w rolach głównych” raczej nie jest książką od której sugerowałbym zacząć. Jest to natomiast książka, którą sugerowałbym mieć na półce i wracać do niej w ramach zdobywania pierwszych szlifów. By sięgać i lepiej organizować sobie w głowie to, co zaszło, znajdywać odpowiednią strukturę do ujęcia sytuacji. W tej roli spełni się w mojej ocenie bardzo dobrze.

A co z ekspertami? W mojej ocenie i oni skorzystają, choćby z aspektów trenerskich kompetencji, z którymi mogli się nie spotkać wcześniej (choćby praca w parach), czy z innym spojrzeniem lub usystematyzowaniem (ale i miejscami ubogaceniem) dotychczasowej wiedzy. Będzie im też zdecydowanie łatwiej przetrawić treści z książki i odnieść do swojego doświadczenia i już wykreowanych struktur mentalnych. Tym samym będzie ona po prostu bardziej strawna.

Nie jest to książka pozbawiona wad, nie jest też dla wszystkich. Pewne rzeczy zrobiłbym inaczej, na pewne położył inny nacisk. No i pierwszy rozdział zdecydowanie jest ofiarą zbyt chaotycznej redakcji. Tyle, że nie ma to większego znaczenia, bo na ten moment, ze znanych mi publikacji, ta jest na rynku po prostu najlepsza i jest naprawdę solidnym kompendium wiedzy trenerskiej. Mogę ją więc spokojnie polecić. Trzeba tylko pamiętać, że jest to, właśnie, kompendium. Podręcznik w rozumieniu „textbook”, a nie „manual” – raczej źródło referencyjne, niż coś, co poprowadzi nas krok po kroku przez poznawanie kolejnych aspektów trenerskiego fachu.


Poziom: S3 – choć w założeniu książka jest dla początkujących, w mojej ocenie może być nieco zbyt złożona, techniczna i z nieco zbyt małą ilością przykładów, by w pełni z niej skorzystali; najbardziej z tej książki skorzystają trenerzy z umiarkowanym doświadczeniem, mogący odnieść treści do tego, z czym już spotkali się na sali szkoleniowej

Ocena: 5/5 – jest wiele rzeczy, które widziałbym w tej książce inaczej. Tym niemniej jest to na ten moment najlepszy podręcznik tego typu na rynku i do czasu, gdy coś go nie przebije, trudno go inaczej ocenić.

Książkę możesz kupić np. tutaj


Tradycją jest już, że w okresie od Świąt do moich urodzin - 5-go stycznia - mamy na MindStore promocję. 

Tak jest i w tym roku. 30% na wszystko (niedługo będzie też okazja kupić kilka szkoleń otwartych zaplanowanych na 2019, tak stacjonarnych jak i webowych). Zapraszam!


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis