Recenzja: Delusions of Gender: The real science behind sex differences

Cordelia Fine

Zaspojleruję recenzję: zdecydowanie polecam „Delusions of Gender”! Królewska rekomendacja w pełnej krasie! Bardzo się cieszę, że znajoma poleciła mi ten tom, jego lektura była niesamowicie odświeżająca w porównaniu z większością rzeczy, jakie zdarza mi się czytać.

Stali czytelnicy wiedzą, że niewiele rzeczy cenię w książkach tak bardzo, jak gęstość treści. Nienawidzę wodolejstwa, bo to zmarnowany czas, który mógłbym zużyć/radośnie zmarnować na inne, ciekawsze rzeczy. Chcę, by książka podawała konkret za konkretem, bo dzięki temu wiem czemu poświęcam czas na lekturę.

„Delusions of Gender” jest pod tym względem cudowna. Jest jedną z najgęstszych treściowo książek, jakie mogę sobie przypomnieć. Badanie za badaniem za badaniem, wszystkie opisane dobrze, precyzyjnie, ale bez lania wody. Autorkę sfrustrowało to, jak różnice płciowe opisywane są w popularnej literaturze w porównaniu z tym, co sama znała z badań. Sytuacje, w których próbowano tak naprawdę dowodzić kulturowych stereotypem pod pretekstem dobranych pod tezę publikacji. Jej książka jest wiec próbą przyjrzenia się temu, jak całościowo wyglądają badania w tym zakresie i na ile nasze kulturowe tezy są faktycznie uzasadnione.


Książka składa się z trzech dużych części. Pierwsza poświęcona jest przede wszystkim temu, w jaki sposób kulturowe stereotypy mogą zaburzać wyniki pomiarów – oraz jak możemy ograniczać ich wpływ. Np. gdy grupie azjatek przed testem matematycznym przypomniano kwestię płci (wystarcza coś tak prostego jak zaznaczenie płci w ankiecie przed testem), ich wyniki były wyraźnie niższe niż mężczyzn. Gdy jednak podobnej grupie przypomniano zamiast tego kwestię etniczności, ich wyniki były równie dobre jak mężczyzn. Bo stereotypowo kobiety są gorsze z matematyki, ale azjaci są lepsi. Co ważne, takie stereotypy mogą być aktywowane przez bardzo drobne rzeczy – nawet wystrój pokoju (stereotypowo bardziej męski niż kobiecy), czy duże dysproporcje płci na sali egzaminacyjnej. Fine tłumaczy różnice w wynikach zmianami w motywacji, sam nie wiem czy nie szedłbym akurat w bardziej bezpośrednie zmiany poznawcze, ale czymkolwiek będziemy te zmiany tłumaczyć – ich istnienie jest bardzo mocno umocowane w badaniach.

Co istotne, działa też w drugą stronę. Mężczyźni są bowiem stereotypowo mniej empatyczni. Jeśli aktywujemy ten stereotyp przed testem empatii – faktycznie kobiety wypadają lepiej. Ale gdy nie aktywujemy tego stereotypu, lub narzucimy odwrotny (Sugestia „W tym konkretnym teście mężczyźni mają zwykle lepsze wyniki.”), nagle różnice znikają!

Co istotne, różnice te zachodzą (czasem nawet mocniej!) także u mężczyzn i kobiet mających poglądy równościowe. To przykład różnic explicite/implicite – wprost możemy deklarować jedną kwestię, ale być uwarunkowanymi na podążanie zgodnie z inną. Dlatego tak istotne są zmiany systemowe, bo tylko one mogą, w realistycznej perspektywie czasowej, prowadzić do likwidacji takich uwarunkowań implicite, zachodzących poniżej progu świadomości.

Stereotypy możemy aktywować na wiele sposobów. Np. zwykłe udawanie bycia inną osobą, wyobrażenie sobie jak wyglądałby nasz typowy dzień w ciele profesora, cheerleaderki, czarnoskórego Amerykanina czy osoby starszej, wpływało na późniejsze zachowania i kompetencje osób w ten sposób udających. (Efekt ten nie zachodził, gdy wyobrażenie miało miejsce w trzeciej osobie, tylko w pierwszej!)


Pierwsza część książki kończy się omówieniem niektórych systemowych form wykluczenia czy dyskryminacji płciowej, wraz z omówieniem niektórych ich konsekwencji. Nie będę ich tu już przytaczał, bo wiele opisywałem w artykule o feminizmie, powiedzmy po prostu, że znajdujemy tu wiele więcej badań w temacie. No i padają perełki typu „41% brytyjskich klubów ze striptizem oferuje eventy korporacyjne”… Auu…


Druga część, „Neuroseksizm” sięga do tematu, jaki w innych kontekstach często poruszałem na blogu – do nadużywania surowych danych biologicznych do popierania tez, które niekoniecznie mają odpowiednie uzasadnienie. Ten rozdział, pomijając nawet zupełnie jego dużą wartość w kontekście dyskusji o różnicach płciowych, jest wręcz cudowny jako materiał ilustrujący „neurobzdury” wszelkiego rodzaju. Pokazuje, jak łatwo jest błędnie przeskoczyć z „u mężczyzn jest taka budowa mózgu, u kobiet taka” do, „więc to wyjaśnia takie i takie różnice w zachowaniach”. W rzeczywistości, jak się okazuje, wcale wyjaśnienia nie są takie oczywiste. (Bardzo podobał mi się cytat jednego z ekspertów w dość obskurnej dziedzinie neurologii, komentującego coś w stylu „No tak, od dwudziestu lat wiemy, że tu jest duża różnica w rozmiarze tej i tej struktury mózgu między mężczyznami i kobietami… I od dwudziestu lat próbujemy znaleźć konkretne różnice behawioralne tym wyjaśniane i nijak nie możemy tego zrobić.”) Pokazuje jak działa selektywny dobór informacji, pseudocytowania (powoływanie się na badania, które nijak nie wspierają przedstawionej tezy). Punktuje największą bolączkę dużej części badań neuro – są tak drogie i na tak małych grupach, że próby wnioskowania z takich danych są z natury podatne na potworne błędy.

Wskazuje też, jak często argumentacja „nieznane przez nieznane” zmienia się w gotową do przyjęcia, jeśli tylko dorzucimy tam nieco „neurobełkotu”.  Porównuj następujące dwa zdania:

  1. „Kiepskie wyniki kobiet w porównaniu z mężczyznami wyjaśniają różnice płciowe w rozumowaniu przestrzennym.” Kobiety mają kiepskie wyniki, bo mają kiepskie wyniki.
  2. „Pomiary aktywności prawego obszaru przedmotorycznego, który jak wiemy bierze udział w rozumowaniu przestrzennym, wskazują, że kiepskie wyniki kobiet w porównaniu z mężczyznami wywołują odmienne reakcje w mózgu. Te zaś wyjaśniają różnice płciowe w rozumowaniu przestrzennym.” Wciąż kobiety mają kiepskie wyniki, bo mają kiepskie wyniki, ale teraz bierze w tym udział część mózgu odpowiedzialna za rozumowanie przestrzenne i już jesteśmy gotowi to kupić!

Rozdział ten nie tylko jednak obala, ale też przedstawia kilka bardzo ciekawych alternatyw. Jedną z moich ulubionych były badania sugerujące, że wyższy poziom testosteronu nie tyle przekłada się na np. agresję czy popęd seksualny, co na skłonność do zachowań kulturowo uwarunkowanych jako męskie w danej grupie. (I co ciekawe, nie, nie dotyczy to tylko ludzi, podobne wzorce mamy potwierdzone u niektórych naczelnych, gdzie np. skłonność do męskiej opieki nad dziećmi okazuje się być kulturowa i różna w oddzielnych stadach tego samego gatunku!) Patrząc z perspektywy ewolucji i równoległego rozwoju „twardych” i „miękkich” systemów w naszym mózgu, takie rozwiązanie wydaje się bardzo sensowne. Zamiast mieć sztywne normy, które mogą być bardzo problematyczne, a ich zmiana może wymagać kilkudziesięciu pokoleń, uzyskujemy dużo bardziej elastyczny system, którego zmiana może zajść w ciągu ledwie jednego pokolenia!

Plus, czysto stylistycznie, niektóre sformułowania Fine mi się tu strasznie podobają. „Więc, ze zdrowym sceptycyzmem, podsumujmy sytuację tak jasno jak tylko potrafimy. Nieistniejące różnice płciowe w lateralizacji języka, w których pośredniczyć mają nieistniejące różnice płciowe w strukturze spoidła wielkiego, są powszechnie uważane za wyjaśnienie nieistniejących różnic płciowych w zdolnościach językowych.” Jak tego nie kochać?


Trzecia część, przyznam, była dla mnie najmniej ciekawa, z dość prostego powodu – jest o dzieciach, a ja jestem mało „rozwojówkowy”. Tym niemniej i tak znaleźć tam można kilka perełek, np. wskazanie jak nawet pozornie nowocześni rodzice mają duże tendencje do subtelnego popychania dzieci w kierunku stereotypów płciowych, które sami implicite uznają. Oraz jak silnie dzieci na te dyskretne reakcje rodziców reagują i za nimi podążają. Dla osób bardziej osadzonych w psychologii rozwojowej, myślę, że ta sekcja będzie równie fascynująca jak dla mnie pozostałe dwie.


Bardzo, bardzo dobry tomik. Niesamowicie konkretny. Od teraz uważam go za absolutne minimum wprowadzające dla osób chcących dyskutować o psychologii płci. Zdecydowanie i gorąco polecam.

Czy książka ma wady? Pewnie jakieś tak, ale bardzo drobne – w jednej czy dwóch kwestiach chętnie bym zobaczył odrobinę większe rozbudowanie tematu, ale to też dlatego, że wiem jak jest rozbudowany. Z „Marriage, a history” pamiętam skąd wzięły się takie stereotypy mężczyzn i kobiet. Z „F*** you very much” mam nieco szerszą wiedzę na temat różnic w ocenie zachowań asertywnych między płciami. Dla typowego czytelnika nie będzie tu większego znaczenia, mi prywatnie tu drobnych dodatkowych rzeczy zabrakło, ale nie wpływa to znacząco na ocenę książki. Plus, trzecia część książki była dla mnie chyba najsłabsza, ale to znów kwestia tego, że nie jestem aż tak zainteresowany „rozwojówką”. Generalnie, są to drobiazgi, a tomik zdecydowanie przy najbliższych zakupach trafi do mnie też na półkę (na razie mam tylko ebook).


P.S. Swoją drogą, odwołując się do komentarzy, jakie padały przy recenzji „12 zasad” Petersona (i tak, brzydzę się wspominać ten szajs w tym samym wpisie, co książkę tak dobrą jak ta)… Cordelia Fine jest psycholożką i filozofką, jak Peterson. Ba, też jest z Kanady, tak jak Peterson! A jednak jej książka, poruszająca wiele z tych samych tematów, co Peterson… jakimś cudem może być nie tylko osadzona w nauce, ale wręcz tak osadzona w nauce, że niewiele może się do niej w tym zakresie zbliżać! Czyli co, da się?

Oczywiście, że się da. Trzeba po prostu być w stanie uargumentować swoje tezy twardymi danymi.  (Ba! Budować swoje tezy na twardych danych!) Zamiast próbować „cherrypickingu” pod swoje ulubione uprzedzenia. Czego sobie i Wam życzę!


Poziom: S3 – dla osób zupełnie nieobytych z naukowym myśleniem może być nieco za trudna, natomiast dla tych, którzy już czytają „po naukowemu”, będzie prawdziwym skarbem. Trudność nie jest kwestią języka, a raczej dużego nagromadzenia informacji – to bardzo „gęsta” książka.

Ocena: 5/5 – niesamowicie nasycona informacjami, a przy tym bardzo dobrze napisana książka. Na ten moment mój absolutny numer jeden jeśli chodzi o tematykę badań nad płcią.

Książkę możesz kupić np. tutaj


Zgodnie z zapowiedzią, rozpoczynamy Finalną Wyprzedaż ChangeMasters. Te produkty nie będą już do kupienia po Brexicie - chcę uniknąć zamieszania w rozliczeniach z właścicielami praw autorskich. Ponieważ potrzebuję dwóch tygodni na domknięcie kwestii z nimi, do 15 marca wszystkie produkty ChangeMasters (Andrew Austin, James Tripp, Michael Perez) są w promocji 50%, a po tym terminie TRWALE znikną ze sklepu. (Oczywiście wszyscy, którzy kupili, będą wciąż mieli dostęp.)
 
W ofercie materiały m.in. n.t. skutecznego coachingu, hipnozy, pracy z metaforami, utraty wagi czy rozwoju biznesu coachingowo-szkoleniowego.
 
(Sytuacja mogłaby się zmienić gdyby jakimś cudem Brexit jednak nie miał miejsca, ale jest to obecnie mocno wątpliwe.)
 
Pełna oferta dostępna jest TUTAJ

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis