4-hour chef,  Tim Ferriss


Lubię Ferrissa. Darzę go i jego prace naprawdę sporą sympatią. dlatego naprawdę chciałem polubić tą jego książkę.

Niestety, nie udało mi się to wcale, ale to wcale.

Krótka piłka – “czterogodzinny szef kuchni” to kolosalna porażka, której wydanie w obecnej formie stanowi przejaw ogromnego braku szacunku dla czytelników. Książka, która ewidentnie nie przeszła podstawowej redakcji, a bardzo jej potrzebuje. Pomnik narcyzmu autora. Rozstrzelona, nielogiczna książka, która krytykuje największe błędy innych książek kucharskich, po czym popełnia je wszystkie i masę dodatkowych. Kopiująca treści z bloga Ferrissa, jego poprzednich książek, oraz innych książek, do których cytowania się nie przyznaje.

Dla jasności, nie jest to książka beznadziejna. Ma nieco perełek i użytecznych drobiazgów. Są jednak ukryte w ogromnej i zupełnie zbędnej cegle. Nie jestem również idealnie jej grupą docelowa – nieco gotować umiem i robię to regularnie. Nikogo dotąd nie otrułem, choć mój eksperyment z “suszonymi morelami nadziewanymi mielonym mięsem i gotowanymi w rosole” narzeczona wypomina mi do dziś ;)

P.S. Nie, przepis nie był mój autorski, znalazłem go w jakimś piśmie. Wciąż wierzę, że mógłby się udać ;)


Do konkretów jednak.


Co złego, to my

Główne cele książki są dwa: zademonstrować jak szybko da się nauczyć na światowym poziomie dowolnej umiejętności, oraz nauczyć tak gotować czytelników.

W obydwu wypadkach jest to kolosalna porażka.


Jeśli chodzi o nauczenie – niestety, tu Ferriss, jeśli już, stracił w moich oczach. Nie tylko nie dał niczego tak naprawdę nowego, a jedynie podważył wiele swoich dotychczasowych twierdzeń. Czy jest różnica między pobiciem rekordu Guinnessa w Tango “w 5 miesięcy od rozpoczęcia treningu, od zera”, a pobicie go “dla doświadczonego zapaśnika i breakdancera, korzystającego z indywidualnych lekcji u jednego z najlepszych nauczycieli Tanga na świecie”? Jest i to wielka. Podobnie, gdy przejrzeć się wielu innym osiągnięciom Ferrissa, okazują się one bardziej nagięciem dotychczasowych kompetencji do wykorzystania w innym zakresie, niż realnym opanowaniem umiejętności.

Co gorsza, “światowy poziom umiejętności”, który obiecuje, to po prostu kpina i zwykłe przeramowanie, sprowadzające się mniej więcej do “skoro 50% amerykańskich facetów nie gotuje, jeśli cokolwiek ugotujesz z mojej książki, już będziesz w górnych 50% populacji (opcji, że czytelnik jest kobietą jakoś nie bierze pod uwagę)” i podobnych zagrywek, polegających raczej na redefinicji celu, niż na realnym spełnianiu obietnic. Robił to już w 4-godzinnym ciele przy okazji “15-minutowego orgazmu”, ale tutaj jest to wręcz bezczelne. Po drodze demonstruje również brak zrozumienia wielu rzeczy o których pisze (choćby zasady 10.000 godzin celowego ćwiczenia, przy której opisie widać, że ewidentnie czytał na jej temat jedynie podsumowanie Gladwella z “Outliers” i nie sięgnął po materiały źródłowe). W sumie – wielkie rozczarowanie.


Z gotowaniem jest, niestety, gorzej. Ferriss zaczyna ten temat od listy przyczyn, dla których ludzie najczęściej rezygnują z nauki gotowania i błędów, jakie popełniają autorzy książek o gotowaniu. Chwilę później… popełnia wszystkie wymienione błędy i dużo, dużo więcej.



Kulinarne koszmary, czyli co tu po prostu nie działa?

1. Chaos Rex

Przede wszystkim, Ferriss zarzuca autorom innych książek kucharskich nielogiczny dobór potraw (np. zbieranie wszystkich dań z kurczaka w jednym miejscu),  po czym… przebija ich wszystkich skrajnym i absurdalnym brakiem logiczności. Powiedzieć, że książka jest chaotycznie napisana to ogromny eufemizm. Ona jest po prostu rozbabrana jak tylko się da. Przechodzi niemal losowo z lekcji potrawy na uczenie cięcia, na dobór win, na nową potrawę, na lepszy sposób robienia kawy (i rozległy przegląd sprzętu do tego), na… Nie ma tu absolutnie żadnej logiki, fragmenty, które nieźle sprawdziłyby się na końcu rozdziału lub w przypisach tutaj pojawiają się w jego środku.  Jak powiedziałaby Pani Frau – apokalipsa.  (Przy okazji – wielu moich ulubionych autorów bynajmniej nie zbiera wszystkich dań z kurczaka w jednym miejscu, np. Nigella Lawson, świetna dla początkujących, robi w swoich książkach “cykle” dań w podobnym klimacie – kilka przystawek, kilka dań głównych, kilka deserów, po czym kolejny rozdział tego typu.)


2. Niedopracowanie

W tym obszarze przebija się też niestety wybitnie brak dobrej redakcji książki. Np. już w pierwszym przepisie… zapomina o jednym ze składników, pomidorach z puszki. Są podane na liście składników, widać dość ogólnie ich wykorzystanie na zdjęciach z przygotowania potrawy, ale w opisie ich po prostu nie ma. To by było na tyle, jeśli chodzi o jasność i przejrzystość książki. Dalej jest niestety jeszcze gorzej. Np. ucząc metody ciecia, francuskiej i chińskiej i pokazując chińską jako lepszą, Tim… w zasadzie jej nie wyjaśnia. Jasne, jest odniesienie do filmiku z nia, ale na litość mroku, jeśli kupuję książkę, to filmik może być rozwinięciem i uzupełnieniem, ale płacę za to, żeby w książce też było to dobrze wyjaśnione. Wypuszczenie książki w tej formie to po prostu żart z czytelnika.


3. Dobór potraw

Kolejny błąd, na który Tim wskazuje jako odrzucający od nauki gotowania, to potrawy używające nietypowych składników. Po czym… przedstawia masę potraw używających nietypowych składników. Nawet jak na standardy amerykańskie (poza NY czy SF), a co dopiero polskie. Dodatkowo książka nastawiona jest na dietę slow-carb, promowaną w jego poprzedniej książce, więc dla typowego Polaka i jego potrzeb gotowania nijak nie pasuje. Nie mówiąc już o przepisach w rodzaju pieczonej, własnoręcznie upolowanej wiewiórki. Nie, nie przesadzam.

Są tu pewne ciekawostki – np. proponowane zestawienia przypraw do jajecznicy w kilkudziesięciu odmianach – ale ogólnie, dość kiepsko. Realnie opisanych przepisów jest dosłownie garstka (plus kilkadziesiąt “podsumowanych”, co średnio się sprawdza). Takich, które łatwo u nas przygotować naprawdę niewiele (chyba, że liczymy 30 odmian tej samej jajecznicy, no ale bez przesady).


4. Katalog sprzętu

Ferriss zarzuca innym książkom kucharskim zarzucanie czytelnika nadmiarem potrzebnego sprzętu, po czym… robi dokładnie to samo. Z tą różnicą, że w typowej książce kucharskiej czytelnik dostanie tylko zestaw sprzętu kucharskiego, a w tej znajdziemy jeszcze m.in.

– zestaw sprzętu do parzenia kawy

– zestaw sprzętu survivalowego, w tym całą kolekcję noży

– zestaw broni palnej i dodatków do niej (!!!!!)

Sam zestaw “minimalnego” sprzętu kucharskiego jest zresztą wybitnie przerośniemy. Czysto praktycznie, jeśli chcesz dobrze gotować, naprawdę nie potrzeba wiele. Dwa noże, duży i mały. Patelnia. Garnek. Dwie szpachelki drewniane. Deska do krojenia. Tyle. Jeśli chcesz luksusów – piekarnik, tarka, jakiś poręczny blender. Na początek naprawdę zdecydowanie wystarczy.

Nie wiem, czy Ferriss zarabia na reklamie, dostaje prowizję od sprzedaży, czy po prostu chce się podzielić swoimi doświadczeniami, ale to, jak wiele książki poświęcono katalogowi sprzedaży naprawdę mnie zniechęca.


5. Wszystko, tylko nie gotowanie

A skoro mówimy o poświęcaniu książki innym rzeczom niż gotowaniu – znajdziemy tu kolosalną ilość rzeczy, które dla osoby kupującej książkę o gotowaniu są absolutnie bezużyteczne. A to ogromny, zupełnie zbędny i nijak nie pasujący dla początkującego kucharza rozdział o survivalu, położony tuż po rozdziale o najbardziej podstawowych lekcjach (łącznie z tym jak łapać gołębie z ławki w parku i jak je rozdrabniać na mięso bez użycia noża). A to masa wtrąceń w rodzaju “jak strzelić idealnie kosza”, “jak rozpalić ognisko” albo “jak wiązać węzły”. Przeglądając recenzje na amazonie trafiłem na cudny termin “mentalne wymiociny”, który dobrze opisuje skład tej książki. Wygląda to tak, jakby Ferriss po prostu zebrał wszystko co tylko chciał powiedzieć, na dowolny temat i umieścił to w tej książce.


6. Arogancja

Oh my bloody god. Brak mi słów. Nie wiem czemu Ferrissa tak trzepnęło – luźno obstawiam jego kontakty z marketerami internetowymi, które widać już było przy podejściu do promocji tej i poprzedniej książki. Tym niemniej trzepnęło go solidnie i ta książka tym trzepnięciem wręcz spływa. Tim wydaje się nie być w stanie napisać dwóch zdań bez wspomnienia kogo to zna i czemu to taka wyrąbista osoba. O ile przy mistrzach kuchni ma to jeszcze jakiś sens – choć i tak jest nadużywane i zbyt rozwlekłe – o tyle w momencie, gdy poświęca np. dwa paragrafy na opisanie, jak to gość, który poleca mu whiskey jest byłym założycielem netscape i w ogóle, zaczynam się poważnie zastanawiać co Ferrissa trafiło. Po prostu te wstawki nie mają żadnego, ale to absolutnie żadnej wartości dla czytelnika i żadnego sensu poza próbami pokazania, jaki to Tim jest niesamowity przez to, kogo zna.

Użyte raz na jakiś czas, byłoby to nawet skuteczne. W takiej dawce, prowadzi do odruchów wymiotnych.


7. “Zapożyczenia”

To już bardziej moja osobista irytacja, ale mocno przeszkadza mi zapożyczanie z innych książek bez odwołania. Np. Ferriss na pewno zna książki Anthony’ego Bourdain’a (u nas wydane jako cykl Kill Grill), bo odwołuje się do niego w pewnym momencie. Fragment z dodatku “Jak zostać klientem VIP w restauracji” jest żywcem przepisany z jednej z tych książek (bodajże 2-ki). Odwołań do źródeł jednak brak.


Podsumowując – ogromne rozczarowanie. Nie uczy ani jak się uczyć, ani gotowania. Ma nieco przydatnych fragmentów, ale ogólnie ogromna ilość zbędnych treści, pompowania własnej wspaniałości przez autora, totalny chaos i marna praktyczność.

Jeśli chcesz się uczyć jak gotować, sięgnij po inną książkę. Polecam prywatnie Nigellę.

Jeśli chcesz się uczyć jak się uczyć – to również nie jest książka dla Ciebie.

Jeśli chcesz poczytać ogólną cegłę o Timie i jego życiu – ta książka Ci się spodoba. Ja jednak celowałem w coś innego.

Poziom: S1 – skrajnie podstawowy i rozstrzelony w kosmos.

Ocena: 1,5/5 – gdyby ni moja sympatia do autora, byłoby pewnie nawet 0.5/5


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis