Problematyczna natura „a co z”-izmu i sposoby na radzenie sobie z nim…

„Whataboutism”, co można by próbować przetłumaczyć jako „a co z”-izm, to metoda sabotowania i rozwadniania dyskusji. Najczęściej przejawia się w dyskusjach na temat praw mniejszości. Gdy ktoś zaczyna dyskusję wskazując na konkretny problem mniejszości (np. dyskryminację kobiet czy przemoc policji wobec mniejszości rasowych), ktoś inny włącza się w dyskusję i od razu pyta „A co z X?”, gdzie X to zwykle biali mężczyźni, a zawsze – grupa uprzywilejowana.

Np. Ktoś umieszcza artykuł na temat kobiet zamordowanych przez partnerów, po czym jedną z pierwszych odpowiedzi jest „A co z sytuacjami gdy to kobiety mordują partnerów?” albo „A co z wszystkimi morderstwami, których ofiarami byli mężczyźni?”

Uważni czytelnicy mogą dostrzec, że tego typu zagranie stanowi przykład podwójnego wiązania. Zdaje się bowiem stawiać przed rozmówcą dwa wybory, obydwa problematyczne. Jeśli ulegnie i spróbuje się odnieść też do kwestii większości, pozwoli na rozwodnienie tematu – na czym zależy pytającemu. Jeśli zaś spróbuje utrzymać skupienie na pierwotnie poruszonej kwestii, spotka się od razu z zarzutem o stronniczość, dyskryminację, albo polityczną agendę. (Np. „No widzisz! Czyli nie zależy Ci tak naprawdę na kwestii ochrony życia, tylko na dyskryminacji mężczyzn!”) Tym samym pytający znów wygrywa – bo może zignorować pierwotny argument, od którego zaczęła się taka dyskusja.

W praktyce bowiem „a co z”-izm używany jest do zamykania wątków niewygodnych dla stosującego. W niektórych wypadkach świadomie i z wyrachowaniem. W niektórych nieświadomie, jako powtórka argumentacji, którą „whataboutista” sam gdzieś usłyszał. Z tego względu „a co z”-izm traktuje się zwykle też jako formę negacjonizmu („denializmu”). Zaprzeczania istnieniu określonych problemów. Jeśli bowiem zmieniamy argumentacje z przemocy w związkach wobec kobiet na przemoc w społeczeństwie w ogóle, to możemy łatwo przeskoczyć nad zdecydowaną dysproporcją przemocy w związkach i pytaniom o jej przyczyny. Po prostu, ludzie jako tacy są skłonni do przemocy, temat zamknięty. Takie uogólnienie ignoruje zróżnicowane przyczyny, często systemowe, różnych przejawów przemocy i utrudnia przeciwdziałanie im. Jednocześnie jednak pozwala w jakiś sposób uspokoić sumienie uogólniającego. „Forrest Gump miał rację. Shit happens. Taki jest świat i nic z tym nie zrobimy.” Jest to jednak forma negacji pierwotnie wskazanego problemu, co czyni takie podejście bardzo szkodliwym.


Czy to znaczy, że nie należy na takie kwestie w ogóle zwracać uwagi? Czy musimy być zamknięci w „gettach” dyskusji o przemocy wobec kobiet czy dyskryminacji osób ubogich? Czy nie możemy patrzeć na sprawy bardziej ogólnie?

Oczywiście, że możemy. Tyle tylko, że… Hmm… Dlaczego tego nie robimy?


Bo widzisz, skrajnie powtarzalnym wzorcem zachowania osób stosujących „a co z”-izm jest właśnie to, że uaktywniają się jakoś TYLKO gdy ktoś mówi o problemach szczegółowych. To nie są osoby regularnie angażujące się np. w debaty na temat przemocy w ogóle, które „przy okazji” poruszają temat też w kontekście dyskusji o przemocy wobec czarnoskórych. To nie są ludzie walczący z językiem nienawiści na co dzień, którzy przy okazji uaktywniają się gdy ktoś mówi o języku nienawiści wobec biednych i pytają „a co z językiem nienawiści wobec bogatych”?

To ludzie uaktywniający się tylko gdy ktoś inny próbuje zrobić coś sensownego, próbujący wykoleić działanie tej osoby. Tak, jakby widząc poruszanie kwestii np. dyskryminacji kobiet w pracy uruchamiał im się w głowie paniczny krzyk „Ej, ej, ale nie zapomnijcie o mężczyznach! No dlaczego nie poświęcacie nam dość uwagi?!”

I myślę, że to o uwagę może tu chodzić. Przynajmniej po części, u bardziej nieświadomych i mniej cynicznych osób. O to, że są tak przyzwyczajone do bycia w centrum uwagi i troski, że gdy reflektor atencji na chwilkę tylko zbacza z ich postaci, czują się z tym niekomfortowo i reagują wręcz panicznie. „Patrzcie na mnie! Troszczcie się o mnie! Moje problemy są ważne!” Wskazanie, że inni mają potencjalnie dużo większe problemy jest dla nich niekomfortowe, grozi dłuższym oddaleniem uwagi. Grozi koniecznością re-ewaluacji „Ej, może moje problemy nie są wcale tak ważne? Może byłem tu egoistyczny?” To nie jest przyjemne. Więc ludzie automatycznie starają się ten reflektor zwrócić z powrotem ku sobie. Podbić swoje problemy. Przekonać się, że wcale nie są tacy egoistyczni, jak przez chwilę wydawali się sobie być…

Oczywiście są też cyniczni dranie celowo wykorzystujący te metody by manipulować innymi. Nóż im w plecy.


No dobrze, wiesz już jak to działa, wiesz czemu ludzie to stosują. A jak reagować, gdy będziesz tego świadkiem?

Podstawowa metoda reagowania na „a co z” to, w zależności od tego jak chcesz być miły/a, pytanie lub sugestia.

Sugestia – milsza opcja: „to bardzo dobre pytanie, proponuję, żebyś zaczął (to zawsze są faceci jakimś cudem) ten temat w oddzielnym wątku”/”u siebie na wallu”/”zorganizował spotkanie w temacie, chętnie się wtedy zaangażuje”. To wyrywa Cię z podwójnego wiązania, nie można Cię bowiem oskarżyć o dyskryminację, ale też utrudnia rozmówcy próbę rozwadniania Twojej argumentacji.

Bardziej agresywna, ale i trafniejsza opcja to pytanie – „Ok. Piszesz tak, że rozumiem, że uważasz to za problem. Gdzie konkretnie poruszyłeś ten temat, poza wątkami na inne tematy, które próbujesz przekierowywać na taką kwestię? Jakie inne działania podjąłeś by przeciwdziałać tej kwestii, skoro tu i teraz chcesz zwrócić moją/naszą uwagę na nią?” To wskazuje na niespójność rozmówcy i przenosi podwójne wiązanie na niego. Jest oczywiście opcja, że faktycznie taka osoba poruszała te tematy oddzielnie – ale wtedy masz jasną informację, że faktycznie jakoś angażuje się w taką kwestię i wypowiedź pod Twoją argumentacją nie jest tylko i wyłącznie próbą rozwodnienia tematu. Natomiast większość rozmówców nie będzie miało takich innych miejsc gdzie o tym argumentowała… Więc prawdziwa istota ich argumentów w tej dyskusji również zostanie wykazana. Ba, niektórych „a co z”-istów może to wręcz uświadomić co do tego, co sami dotychczas robili…

Nie jest to może wielka szansa, ale zawsze coś.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis