Artykuł, który zaraz przeczytasz, występuje przeciwko stereotypom o ogromnym nasyceniu emocjonalnym. Łatwo może też być reinterpretowany w mało produktywny sposób. Dlatego proszę – przeczytaj ten tekst do końca przed wyrobieniem sobie opinii.


Popularne wyobrażenia n.t. uzależnień są jednoznaczne – jesteśmy niewolnikami chemii. Pewne substancje są po prostu tak potężne, że gdy zaczniesz je przyjmować, Twoje życie się kończy.  Stajesz się ćpunem. Staczasz się na dno. Czasami, po wielkim wysiłku zdołasz się podnieść, ale nie masz na to zbyt dużych szans.

Ten scenariusz powtarzają niezliczone fabuły książek, filmów czy sztuk. Na tym założeniu opiera się większość doniesień medialnych o uzależnieniach. To historia, którą powtarzamy sobie od pokoleń, straszak, którym chcemy zniechęcić najbardziej wrażliwe osoby przed przyjmowaniem takich środków. Straszak, w który uwierzyliśmy.

Niestety, wiara w ten straszak stanowi tak naprawdę ogromny problem. Sprawia ona, że cała kwestia uzależnień wydaje się strasznie czarno-biała. Tak, substancje są złe, substancje uzależniają, każdy jest podatny, kto spróbuje ten się uzależni. Usuńmy więc te substancje i będzie po sprawie…


Rzeczywistość, jak to często bywa, jest nieco bardziej złożona. Co wyjaśnia, dlaczego “Wojna z Narkotykami” rządu USA była tak popisową porażką. Żeby faktycznie radzić sobie z uzależnieniami trzeba najpierw zrozumieć skąd się biorą. A w tym celu, zamiast trzymać się mitów, warto przyjrzeć się badaniom.

shutterstock_5847370

Amerykański psycholog, dr Carl Hart wychował się w gettcie, gdzie z uzależnieniami stykał się na każdym kroku. Udało mu się jednak z tego getta wyrwać i konstruktywnie wykorzystać swoje doświadczenia. W swojej pracy zajął się poszukiwaniem neurologicznych sposobów na wyleczenie uzależnienia, odkrył jednak coś dużo bardziej interesującego. Przede wszystkim, zapoznawszy się z surowymi danymi, uświadomił sobie, że realny procent osób uzależnionych, nawet od najsilniej uzależniających narkotyków, takich jak crack (forma kokainy), był stosunkowo niski. Osiemdziesiąt do dziewięćdziesięciu procent osób przyjmujących crack nie uzależniało się – co trudno połączyć z wizją potężnej substancji wypaczającej ludzką wolę. Co więcej, te osoby, które były uzależnione, zupełnie nie pasowały do stereotypów “ćpuna, który zrobi wszystko za kolejną działkę”.

W przełomowym eksperymencie, Hart zrekrutował szereg osób uzależnionych od cracku – w większości ciemnoskórych mieszkańców gett. Przez osiem tygodni przebywali oni na zamkniętym oddziale szpitala. Co rano dostawali pewną dawkę cracku- nie widzieli jak dużą – po czym, w ciągu dnia, dostawali kolejne oferty zapalenia lufki z taką samą dawką cracku. Sęk w tym, że do każdej kolejnej oferty dostawali też alternatywę – pięć dolarów, w gotówce lub w bonach, które otrzymają po ukończeniu eksperymentu.

Zatrzymajmy się teraz na chwilę. Zgodnie ze stereotypem narkomana, te osoby nie miały tak naprawdę wyboru. W takiej sytuacji po prostu musiały wybrać “lufkę”. Były uzależnione! Potrzebowały kolejnej działki!

Tyle tylko… że wcale się tak nie zachowały.


Jeśli porcja cracku, którą rano dostała była duża – było to bardzo przyjemne doznanie – osoby badane zwykle wybierały kolejną działkę. Ale jeśli działka była słabsza, wybierały raczej pieniądze lub bony – mimo, że miały je otrzymać dopiero za osiem tygodni!


Zgodnie ze standardowym modelem uzależnień, te wyniki nie mają najmniejszego sensu. Osoby badane powinny zawsze wybierać crack, w końcu są uzależnione! A przynajmniej, jeśli mieliby już czasem wybierać bony, a czasem crack, powinni wybierać crack zwłaszcza wtedy, gdy dostali małe dawki. W końcu to narkomani i czują głód! Skoro dostali małą działkę, to powinni potrzebować uzupełnić braki!


Żeby dodać zwolennikom standardowego modelu dodatkowego bólu głowy, dr Hart przeprowadził jeszcze kilka innych badań, m.in. takie, w którym osoby uzależnione od metamfetaminy lub od cracku dostawały gotówkę i bony o wartości nie 5, a 20 dolarów. Co się okazało? Wszystkie wybierały pieniądze. Ponownie – wybierały odroczoną, ale większa nagrodę, zamiast zdecydować się od ręki dostać działkę narkotyku. Ponownie – wg. popularnych wyobrażeń n.t. uzależnień, nie powinno to być możliwe. Co pokazuje, że popularne wyobrażenia n.t. narkotyków nie są zbyt trafne.


Gwóźdź do trumny tych wyobrażeń wbija szereg badań na szczurach (np. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22157144 , pierwszy eksperyment z tego nurtu jest opisany TUTAJ), którym umożliwiano samodzielne przyjmowanie kokainy. Szczury dzielono na dwie grupy – jedną trzymane w bardzo ubogim środowisku (mało lub brak atrakcji, zatłoczone klatki, itp.), a drugą w środowisku wzbogaconym (dużo atrakcji, dostateczna przestrzeń w klatkach, itp.). Wśród szczurów z pierwszej grupy, duża część zaczęła przyjmować znaczące dawki kokainy. Wśród szczurów z grupy drugiej, kokaina nie stanowiła większej atrakcji i przyjmowana była okazyjnie lub wcale. Wyniki te dają nam zdecydowanie odmienne podejście do tematyki uzależnień. Jakkolwiek dziwnie to może na początku zabrzmieć, przyjmowanie różnego rodzaju substancji psychoaktywnych może być, w pewnych warunkach, racjonalną decyzją. Jeśli w środowisku, w którym funkcjonujemy, nie istnieje wiele sposobów na uatrakcyjnienie swojego życia, a są dostępne używki… cóż, skorzystanie z nich ma pewien sens. Tak, długoterminowo są dla nas szkodliwe, ale krótkoterminowo niespecjalnie są dla nich jakiekolwiek alternatywy. Nie powinno wiec dziwić, że bieda i popularność nadużywania substancji psychoaktywnych (w tym alkoholu) idą ze sobą ręka w rękę.

Pokazuje to nam również, dlaczego tak nieskuteczne były próby przeciwdziałania uzależnieniom przez zakazywanie substancji uzależniających. Uzależnienie jest złożonym procesem, gdzie same substancje mają znaczenie, ale znaczenie mają też warunki, w jakich żyje dana osoba, jej perspektywy, system wsparcia społecznego, itp. Próba rozwiązania systemowego problemu tylko w oparciu o jeden z elementów tego systemu jest, w najlepszym razie, naiwna i nieskuteczna. W przypadku uzależnień okazała się wręcz kontrproduktywna. Jeśli chcemy zająć się uzależnieniami, musimy zająć się również ich społecznymi aspektami. Demonizowanie pewnych substancji jedynie pogłębi problem.


PODKREŚLAM: Celem tego artykułu nie jest sugerowanie, że przyjmowanie używek nie jest ryzykowne, ani tym bardziej zachęcanie do tego. Jest nim wskazanie, że uzależnienie jest czymś dużo bardziej złożonym, niż nam się zwykle wydaje. To nie prosty, karykaturalny wręcz układ p.t. “zła substancja kontroluje nasz umysł i nie mam żadnego wyboru.”  To cały szereg czynników, spośród których ta “zła substancja” jest tylko jednym. Niewątpliwie ważnym, nie ma co do tego najmniejszej dyskusji. Ale wciąż jest tylko jednym z czynników i często dużo skuteczniej będzie zająć się pozostałymi elementami, takimi jak system społecznego wsparcia.


Uprzedzając reakcję…

Pisząc te słowa, jestem już w stanie przewidzieć odpowiedzi, jakie się pojawią. Emocjonalne, przepełnione bólem i frustracją, płynące z bolesnego doświadczenia. Doświadczenia swojego uzależnienia lub uzależnienia kogoś bliskiego. Dla wielu takich osób społeczna opowieść p.t. “złe narkotyki” jest tak przejmująca, że nie chcą słyszeć o tym, że problem mógł być bardziej złożony. Jest tu też element poczucia winy – “Jeśli ważny był system społecznego wsparcia, to dlaczego mój brat/siostra/wujek/matka uzależnili się mimo mojego wsparcia?” Łatwiej przerzucić całą winę na używkę niż dopuścić możliwość, że przy wszelkich dobrych intencjach, sposób w jaki oferowaliśmy wsparcie niekoniecznie mógł być dla naszej bliskiej osoby odpowiedni. Nie ze złej woli, ale ze zwykłego braku wiedzy – w końcu kto z nas był uczony, jak skutecznie wspierać osoby przeżywające trudne chwile? (O szkodliwym wsparciu opartym o dobre intencje napiszę niedługo oddzielny post.)

Podobne reakcje wzbudziły posty o terapii kontrolowanego picia czy syndromie DDA. Tak wtedy, tak i teraz, doskonale rozumiem te reakcje. Pod paroma słowami – alkoholizm, DDA, uzależnienie – kryje się często wiele bolesnych lat, nawet dziesięcioleci pełnych smutku, lęku, niespełnionych nadziei, frustracji i rozpaczy. Nie wiem niestety jak poruszyć ten temat bez pobudzania tych ran. Jednocześnie mam świadomość, że temat ten trzeba poruszyć, bo tylko racjonalna, oparta na faktach dyskusja n.t. tego co faktycznie działa w terapii uzależnień pozwoli nam zwiększyć jej skuteczność. Oszczędzić takich ran kolejnym osobom, w kolejnych pokoleniach. Dlatego niezbędna jest rozmowa na poziomie faktów, jakkolwiek sprzeczne te fakty byłyby z historiami, które opowiadaliśmy sobie, jako społeczeństwo.


Moja nowa książka, "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań" jest już dostępna w formie e-booka! Tylko na Mindstore.pl 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis