Nie słyszałem, żeby ktokolwiek powiedział kiedyś „Jestem alkoholikiem i jestem z tego dumny!”

Ani „Jestem uzależniony od seksu i cieszę się z tego.”

Ani „Nie jestem w stanie się powstrzymać przed ćpaniem i to jest zajebiste.”

Nie wspominając już o takich tekstach jak „Inni mogą gnić w swojej żałosnej abstynencji, ja zamierzam chlać ile wlezie i zobaczycie, będę sławny!”

Tego się raczej nie mówi, prawda?

Ale już „Jestem pracoholiczką i jestem z tego dumna! Kiedy inni się lenią, ja ciężko pracuję i osiągnę wielki sukces!” to hasło, które widziałem od bardzo wielu osób.

Dziwne, prawda? To uzależnienie i to uzależnienie, ale jakieś takie wyjątkowe, dopuszczalne, wręcz stanowiące rzekomo powód do dumy i chluby…

Nazywam się Stachanow. Aleksiej Stachanow.

Co sprawia, że ludzie, którzy spójnie i zdecydowanie odrzucają alkoholizm, seksoholizm czy inne podobne uzależnienia, czynią wyjątek dla uzależnienia od pracy?

Żeby to zrozumieć, warto przyjrzeć się samemu uzależnieniu i jego cechom charakterystycznym.

Termin pracoholizm pojawił się po raz pierwszy w literaturze psychologicznej w 1971 roku. Co istotne, pracoholizm w psychoterapii nie jest uznawany za zaburzenie samo w sobie, a raczej jeden z objawów innego zaburzenia, tzw. osobowości obsesyjno-kompulsywnej. Nie znaczy to, że nie jest on traktowany jako problem! Przeciwnie, istnieją nawet specjalne skale psychologiczne mierzące skłonności do pracoholizmu, np. skala Work Addiction Risk Test (WART). Takie ujęcie sytuacji odzwierciedla po prostu świadomość prawdziwej genezy problemu, tego, że jest on przejawem szerszych skłonności danej osoby.

Pracoholizm jest zwykle definiowany w oparciu o dwa współwystępujące czynniki – nadmierną pracę, oraz obsesyjne podejście do niej. Nadmierną pracę, czyli pracę przez nieproporcjonalnie duży czas (oczywiście w różnych zawodach może to być różnie interpretowane). Obsesyjne podejście do pracy, czyli układanie całego swojego życia wokół pracy, kosztem (lub, często, ZAMIAST) życia społecznego, rodzinnego, hobby, itp.

Osoby dotknięte pracoholizmem często charakteryzują się wysokim perfekcjonizmem, silnymi skłonnościami neurotycznymi, wysoką sumiennością oraz skrajną nieumiejętnością delegowania zadań. Bardzo często (wg. niektórych teorii, zawsze) pracoholizm stanowi tak naprawdę mechanizm obronny, spełniający trzy istotne funkcje:

  • pozwala budować swoje poczucie wartości, wg. reguły „pracowitość jest dobra, więc ultrapracowitość jest wspaniała i ja jestem dzięki niej wspaniałą osobą”;
  • pozwala radzić sobie ze stresem w innych obszarach życia (i/lub uciekać przed nim), poprzez jeden obszar w którym ma się poczucie stabilności i osiągnięć;
  • daje poczucie kontroli nad jednym obszarem życia, gdy brakuje takiego poczucia w innych obszarach.

Choć powyższe mechanizmy mogą się sprawdzać krótkoterminowo, długoterminowo będą ze swojej natury problematyczne. Nie rozwiązują bowiem pierwotnych przyczyn stresu, braku poczucia kontroli czy zaburzonego poczucia wartości. Przeciwnie, często je pogłębiają (np. prowokując nowe konflikty czy odcinając od ludzi prowadzących bardziej zrównoważony tryb życia). Niekiedy prowadzą do bezpośredniego uzależnienia i tzw. „spirali śmierci” („Skoro mam wartość tylko jeśli pracuję, będę pracować jeszcze ciężej, ale nigdy nie czuje się dostatecznie wartościowo, wiec pracuję jeszcze i jeszcze ciężej.”)

Pod tym względem pracoholizm naprawdę nie różni się niczym od innych uzależnień. Podobną ścieżkę moglibyśmy opisać dla choćby alkoholika, który radzi sobie ze stresem, złym samopoczuciem i brakiem poczucia kontroli sięgając po butelkę (i często pogłębiając swój problem).  Co więc sprawia, że alkoholizmu ludzie raczej się wstydzą, a pracoholizmem potrafią się chwalić?


Przerwa na reklamę ;)


Chcesz popracować nad swoją pewnością siebie? Kurs autocoachingowy VOD Pewność Siebie w Praktyce zapewni Ci materiał do efektywnej pracy nad sobą w tym zakresie. 33 lekcje wideo o łącznej długości ponad 250 minut. 100% konkretnych, gotowych do zastosowania narzędzi.


Wracamy do artykułu :)


„Bez pracy nie ma kołaczy.”

„Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje.”

„Jaka praca taka płaca.”

Pracowitość jest w naszej kulturze cnotą. Lenistwo i niechęć do pracy są traktowane jako coś złego (ba, lenistwo jest w chrześcijaństwie jednym z siedmiu najgorszych grzechów!).

Porównaj to z piciem alkoholu czy uprawianiem seksu. Tu już stosunek jest nieco bardziej ambiwalentny. Picie, seks, ćpanie, to wszystko jest, w najlepszym razie, nienegatywne, dopuszczalne do pewnego poziomu. Powyżej tego poziomu jest uniwersalnie postrzegane jako coś złego – wyuzdanie, rozwiązłość, rozpusta, itp.

(Cały czas mowa tu oczywiście o wzorcach kulturowych, nie o Twoich czy moich indywidualnych ocenach tych kwestii.)

Ba, BRAK tych zachowań jest wręcz traktowany jak coś pozytywnego i cnota, wymagająca wyjątkowych cech osobistych. Asceza jest u nas uznawana za coś szlachetnego – być może zbyt szlachetnego i trudnego  dla zwykłych ludzi, ale tym niemniej szlachetnego.

Patrząc z perspektywy takich wzorców łatwo zrozumieć czemu akurat pracoholizm jest uzależnieniem traktowanym preferencyjnie. Że ludzie potrafią być z niego dumni. Bo w końcu skoro trochę pracowitości to coś dobrego, to MASA pracowitości będzie czymś wspaniałym. Dokładnie tak. A skoro jedna aspiryna wyleczy Twój ból głowy, to wzięcie tysiąca na raz wywoła u Ciebie oświecenie, prawda*?

*Analogia skradziona Idries Shahowi ;)

W rzeczywistości pracoholizm jest po prostu uzależnieniem. Nie ma w nim nic bardziej szlachetnego, niż w alkoholizmie, uzależnieniu od amfetaminy czy nimfomani/satyryzmie. W każdym z tych wypadków tracisz kontrolę nad swoim życiem. W każdym z nich krzywdzisz ludzi sobie bliskich (i/lub uniemożliwiasz innym zbliżenie się do siebie). W każdym przyznanie się do tego, że coś jest nie tak jest trudne, ale konieczne, jeśli coś ma być z tym zrobione.

I w każdym nieprzyznanie się do problemu i wypieranie go niestety, ale po prostu grozi Twojemu dalszemu zdrowiu. Psychicznemu, a w konsekwencji również fizycznemu. Więc weź się za siebie. A jeśli masz wokół siebie takie osoby, porozmawiaj z nimi, poważnie. Nawet ryzykując ich przyjaźń – bo jeśli jesteś prawdziwym przyjacielem, to zdrowie takiej osoby powinno być dla Ciebie ważniejsze, niż relacja z nią.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis