Muszę coś wyznać… Robienie sobie przerwy w święta to taka rzecz, której strasznie ciężko mi się było nauczyć.

Od wielu lat prowadzę własną firmę, oferując usługi głownie klientom indywidualnym, co przekłada się m.in. na to, że często pracuję w weekendy czy w dziwne godziny. Co więcej, ponieważ w usługach zwykle jest tak, że raz pracy jest bardzo dużo, a raz bardzo niewiele, w ogóle odwykłem od myślenia o pięciodniowym tygodniu pracy i fajrancie. Jak jest praca, to pracuję. Jak nie ma pracy, albo jak zbliżam się do granicy wytrzymałości – odpoczywam. Daty, weekendy, święta – to wszystko jest wtórne i nie ma większego znaczenia.

Taki styl życia ma jedną dużą wadę – gdy pojawiają się “przymusowe” przerwy, sytuacje gdy wszyscy wokół biorą sobie wolne, naprawdę trudno jest się po prostu wyłączyć. Jasne, można wyłączyć komputer, odłożyć notatnik, nie umawiać spotkań. Ale jeśli był jakiś niezrealizowany projekt, nawet niepilny, gdzieś z tyłu głowy siedziała skłonność do tego, by jednak siąść i coś zrobić. Przecież robota czeka!

Naprawdę długo musiałem się tego oduczać. Uczyć tego, by czasem w wolny dzień po prostu zrobić sobie wolne, bez tej presji. Cieszę się, że mi się w dużej mierze to udało – bo naprawdę warto. A jednocześnie pomyślałem, że napiszę ten wpis, bo pewnie nie jestem jedynym gościem z takim przypałem. Jeśli masz podobnie: da się to zmienić. Warto to zmienić. Warto odpuścić i dać sobie chwilę wytchnienia. Chwilę spokoju. Choćby korzystając z tej świątecznej okazji – niezależnie od tego, czy te święta obchodzisz, czy nie. Świat tak czy tak nieco przysnął, warto z tego skorzystać.

A skoro mowa o świętach: udanych, spokojnych i radosnych świąt. Dużo dobrego. I miłego jedzenia, tudzież rzucania jajkami ;)

Fotografia - Diana Domin
Fotografia – Diana Domin

Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis