Dwa dni temu wróciliśmy z USA do domu. Wciąż dochodzimy do siebie po intensywnym wyjeździe (oraz jetlagu), mam już też zaplanowanych kilka tematów do poruszenia na blogu. Na razie chciałem się jednak podzielić wrażeniami “na gorąco”:

USA Flag 1992

1. Naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Biorąc pod uwagę jak krótki czas mieliśmy na budowę naszego państwa, a czas jaki mieli Amerykanie, rozmiar, surowce, położenie geograficzne i uwarunkowania historyczne… Różnice w jakości życia naprawdę nie są znaczne, a w wielu obszarach mamy lepiej.

Np. metro warszawskie, mimo jednej nitki, zdecydowanie wygrywa z nowojorskim (co z tego, że wiele linii, skoro wszystkie prowadzą centralnie na Manhattan i to omijając wiele obszarów?) czy waszyngońskim (kursy raz na 20 minut?). O komunikacji miejskiej w takim np. Nowym Orleanie (2 godziny na przejazd z lotniska do centrum, który taksówce zajął 11 minut) nie wspominając…

Sądzę, że ogromna część naszych kompleksów względem USA i ich idealizowania bierze się sprzed 30-50 lat, gdzie różnice były naprawdę ogromne… Tylko rzeczy, które 40 lat temu były nowe często nie były do dziś remontowane (np. w Chicago wciąż mają miejscami 100-letnie, drewniane rury). I dziś się sypią, a my, nadganiając, mamy często dużo świeższe i lepsze rozwiązania.

Tematowi temu poświęcę oddzielny wpis :)


2. Nie mamy się kogo wstydzić. Wbrew wszystkim hasłom o tym, jak to Ameryka spija śmietankę talentów, przez cały pobyt, także testując wiele miejsc “kultowych” jak Magnolia Bakery, nie trafiliśmy na naprawdę dobre ciastko. Bywały przyzwoite – np. sernik nowojorski we wspomnianej Magnolii, ale nie trafiliśmy na nic, czym nie pozamiatałyby podłogi nasze swojskie Lukulus czy Vincent. Ba, nawet Blikle dałby radę. Oczywiście, być może akurat cukiernictwo to niereprezentatywna dziedzina, ale biorąc pod uwagę ogólne doświadczenia w różnych dziedzinach, sądzę, że da się ją jednak uogólnić.

Czy to znaczy, że gdyby taki Lukulus otworzył filię w NY, stałby się wielkim hitem? To już niekoniecznie – w sukcesie zawsze istotnych jest wiele czynników, w tym zwykły przypadek. Inaczej co miesiąc mielibyśmy kolejny Gangam Style królujący na Youtube. Ale starając się patrzeć na obiektywną jakość- jest dobrze. Czas docenić to co mamy :)


3. Wbrew popularnemu wyobrażeniu, nie sądzę, żeby Amerykanie byli głupi. Są po prostu rozleniwieni. Ogromna część świata jest zbudowana tak, by zminimalizować konieczność wyboru. Większość dróg jest jednokierunkowych. Jadąc w dłuższą trasę (automatyczne skrzynie biegów to reguła) włączasz tempomat i GPS, po czym w zasadzie przestajesz myśleć. Podobnie z legendarna już amerykańską “procesomanią” i domaganiem się odszkodowań za każde głupstwo – biznesie, na którym najlepiej zarabiają prawnicy, których stać na reklamy na bilbordach i w telewizji ;) Ta skłonność często blokowała w USA możliwe innowacje (bo nawet, jeśli coś jest bezpieczne i tak różni idioci by się procesowali i koszta procesowe przewyższałyby zyski. Sprawiła również, że wszystko jest maksymalnie uproszczone, rozpisane i opisane, dla zminimalizowania potrzeby myślenia ze strony użytkownika.

Polka, u której mieszkaliśmy w ramach couchsurfingu powiedziała nam, że po roku mieszkania w USA czuje się dużo mniej ogarnięta i samodzielna. Złożyła to na karb męża, który o nią dbał, ale moim zdaniem alternatywne wyjaśnienie – zbudowanie wszystkiego w USA tak, by zminimalizować konieczność myślenia i podejmowania decyzji – jest dużo lepszym wyjaśnieniem.


4. Przy okazji może to wyjaśnić skłonność Amerykanów, która z jakiegoś dziwnego powodu nigdy się nie przewija w mediach, filmach, itp. a była wszechobecna podczas naszego pobytu (oraz w doświadczeniu innych osób, z którymi się konsultowaliśmy). Ameryka to naród kolejek. Ustawiają się tam regularnie i nikogo poza turystami nie dziwi fakt, że na rocznicę kultowego Shake Shack ustawiały się setki osób chcących KUPIĆ specjalne burgery przygotowane na te okazję. Nie, nie dostać za darmo. Kupić.

Nie jest to bynajmniej wyjątek. W Disneylandzie w Orlando kolejka do pracowniczek grających księżniczki z Frozen średnio sięga dwóch godzin, a rekordowo potrafiła ponoć wynosić… pięć godzin! Do piekarni Dominika Anselma codziennie o 5.30 ustawiają się kolejki po cronuty (pączki z ciasta francuskiego, próbowaliśmy nieanselmowską podróbkę i niestety nic specjalnego). Przykłady można mnożyć bez końca.

Sądzę, że ta skłonność do stania w kolejkach jest po części konsekwencją tej wyuczonej bezmyślności. Europejczyk w tym czasie zdążyłby się wkurzyć marnowaniem dnia i sobie pójść. Amerykanin o tym nie myśli, więc stoi.


5. Brudna polityka? U nas? Serio? – akurat podczas naszego pobytu w USA wybuchła “afera” taśmowa. Afery w tym wielkiej nie było, co widać z perspektywy czasu bardzo wyraźnie, ale było to szczególnie karykaturalne dla nas, gdy czytając amerykańskie gazety mieliśmy okazję liznąć nieco tego, jak tam się robi politykę. I na serio nie ma czego porównywać – to kraj, gdzie tworzy się i sponsoruje organizacje pozarządowe tylko po to, by oczerniały darczyńców sponsorujących naszych konkurentów politycznych, np. wysyłając do gazet propozycje artykułów stawiających ich w złym świetle. O podobnym oczernianiu samych polityków, itp. nie wspominając…


6. To naprawdę inna mentalność. Byliśmy przy pomnikach 9/11. Świetnie zrobione, poruszające. A tuż obok sklep 9/11 memorial, gdzie możesz sobie kupić kubeczek czy koszulkę upamiętniającą 9/11.

Wyobrażasz sobie coś takiego u nas? Pomnik 10 kwietnia i obok sklep, w którym możesz sobie kupić koszulkę z tupolewem i model samolotu? Przecież pomysłodawca czegoś takiego zostałby żywcem zjedzony – i to nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie.

Nie znaczy to, że podejście Amerykanów jest złe, a nasze dobre. Jest INNE. Ten przykład, razem z wieloma innymi, pokazał nam po prostu jak duża jest różnica w myśleniu między nami i nimi. Podkreślam: różnica, bez wartościowania jej.

To daje mi temat na inny planowany wpis, o tym jak należy być ostrożnym przy przenoszeniu wzorców marketingowych czy nawet wyników badań z zakresu procesów społecznych (o ile nie były replikowane u nas), na nasz grunt.


7. Nie mam chęci tam mieszkać – wcześniej widziałem USA jako możliwy kierunek docelowej emigracji zawodowej, po zbudowaniu sobie odpowiedniej pozycji na zachodzie. Po tych wakacjach stwierdzam, że jest to fajny kraj do odwiedzin, ale chyba nie do mieszkania. Przynajmniej nie dla mnie. Zdecydowanie bardziej pasuje mi specyfika np. Londynu niż Nowego Yorku. Jasne, nie jest to miejsce straszne – zdecydowanie wolałbym trafić tam niż np. na Ukrainę. Ale nie jest to, długoterminowo, miejsce dla mnie.

I to też jest fajne. Fajne jest dla mnie odmitologizowanie Stanów. Fajne jest poznanie tego, co pasuje, a co nie :)



Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis