Porozmawiajmy jeszcze o statusie – kolejne dwa rozdziały nadchodzącej książki

Zbiórka na wydanie mojej książki o statusie wciąż trwa! Udało nam się przekroczyć 50%, ale jest jeszcze duży skok do zrobienia, dlatego proszę Cię o wsparcie kampanii na wspieram.to/Status, a na zachętę daję dwa kolejne rozdziały (z 75) nadchodzącej książki… Zostało niecałe dwa tygodnie zbiórki, dlatego jeśli zastanawiasz się nad wsparciem, podejmij decyzję jak najszybciej!

16. Jak uczymy się nawyków statusowych

To, jaki status typowo przyjmujemy w danym kontekście jest bezpośrednią pochodną naszych doświadczeń życiowych. W toku kolejnych doświadczeń uczymy się, że z pewnymi osobami wygrywamy w konfliktach, a z innymi konflikty są nieopłacalne i lepiej stulić uszy po sobie.  Jest to dla nas czymś tak naturalnym, że już u rocznych niemowląt wydaje się wykształcać wstępne przewidywanie interakcji statusowych!

Zaczynamy z relatywnie czystą kartą. (Mogą tu być pewne genetyczne predyspozycje, przyjrzymy im się za trzy rozdziały, nie są one jednak kluczowe na tym etapie.) Uczymy się zachowań statusowych naśladując rodziców, bliskich, oraz potencjalne wzory społeczne (np. bohaterów kreskówek.) Nasz mózg wydaje się na tyle predysponowany do nauki statusu, że nauka innych tematów połączonych ze statusem przychodzi nam łatwiej! W pewnym momencie wychodzimy jednak poza naukę przez naśladownictwo, a zaczynamy uczyć się przez doświadczenie. Dzieje się tak wtedy, gdy natrafiamy na sytuacje konfliktową.

Co istotne, konflikty bardzo rzadko zachodzą między osobami, między którymi występują duże różnice statusowe. Operując na umownej skali od 1 (skrajna uległość) do 10 (skrajna dominacja), osoba będąca na tej skali 5-ką będzie rywalizować raczej z 6-ką lub 4-ką. Osoba grająca na 3 już jej raczej ustąpi zwykle, a ona zwykle ustąpi 7-ce. Praktycznie zawsze ustąpi osobom jeszcze wyższym w hierarchii, a z kolei dużo niższe od niej praktycznie zawsze ustąpią jej. Konflikty zachodzą więc między osobami bliskimi w hierarchii – i służą wykształceniu się nieco stabilniejszych jej struktur (mimo dynamiki samego statusu).

Wyobraźmy sobie przykładowego człowieka uczącego się statusu wraz z dorastaniem. Nazwijmy go Zegrzysławem. (Zegrzysław to mój domyślny „przykładowy człowiek”. Jest niemal pewne, że nie spotkam go na sali szkoleniowej, więc łatwo mi się do niego odwoływać.) Rodzice Zegrzysława typowo grają na 4 i 6. On uczy się ich zachowań, powiedzmy nieco bardziej wdał się w jedno z nich, więc sam jest raczej 6. Mały Zegrzysławek w piaskownicy kłóci się z kolegą, drugą 6-ką. Wygrywa. Dostaje pierwszą lekcję pt. „jestem na tyle silny, by pokonać kogoś grającego na 6”. Lekcja ta powtarza się raz, drugi, trzeci. Zegrzysław zawsze wygrywa. Uczy się więc, że z 6-kami daje sobie radę. Zaczyna więc zachowywać się nieco bardziej dominująco. Nieco mniej reaguje na inne 6-ki. One, pomne przegranej, reagują na niego bardziej. Zegrzysław staje się 7-ką. Ale w konfliktach z innymi 7-kami idzie mu różnie. A gdy rzuca raz czy drugi wyzwanie 8-ce, przegrywa sromotnie.

Zegrzysław uczy się więc, że 7 to maksymalny poziom, na jaki może grać nie dostawszy po głowie. Z czasem przyzwyczaja się i gra na taki poziom zawsze.

To jednak było na podwórku i w kontaktach z rodzeństwem. Potem idzie do szkoły… Próbuje zagrać na 7 w klasie… I bardzo, bardzo przegrywa. Znów próbuje i znów przegrywa. Potem przegrywa z 6 i z 5 i ledwo, ledwo wygrywa z 4-kami. Uczy się więc, że w tym kontekście nie powinien grać wyżej, niż na 4.

Jednocześnie będąc w szkole dołącza do drużyny sportowej. W jego drużynie brak kogoś, kto byłby bardzo dominujący i brał na siebie decyzje w trudnych sytuacjach. Zegrzysław jest akurat najwyżej spośród wszystkich. Reszta grupy wypycha go więc do tej roli i mocno reaguje na jego zachowania. Uczy się więc, że w sporcie może grać nie tylko na 4 czy 7, ale wręcz na 10.

W ten właśnie sposób uczymy się „naszego miejsca w porządku dziobania”. Typowej pozycji w hierarchii statusowej. Chcemy grać jak najwyżej (bo jest to przyjemne), ale też nie na tyle wysoko, by wzbudzić wyuczone doświadczenie niepewności i obaw, wynikające z przegranych w przeszłości konfliktów. Standardowo gramy więc w sposób optymalnie spełniający te dwa kryteria jednocześnie. Co istotne, uczymy się oddzielnych „porządków dziobania” w zależności od kontekstu. Dlatego w pracy możemy typowo zachowywać się zupełnie inaczej, niż w domu, a w obydwu tych kontekstach inaczej, niż na piwie z przyjaciółmi.

O ile świadomie nie podejmiemy próby zmiany naszej pozycji w hierarchii, będziemy ją zwykle utrzymywać dość automatycznie. Wyjątkiem może być sytuacja, w której zderzają się dwie hierarchie. Np. rozmawiamy w pracy z klientem grającym na podobny status jak my, albo do naszego zespołu dołącza nowa osoba, której status jest podobny do statusu kogoś już będącego w zespole. To może prowadzić do licznych konfliktów i problemów – przyjrzymy się im bliżej w trzeciej części książki.

Na tym etapie często pada pytanie „no dobrze, ale co to konkretnie znaczy 4”? Jak to w praktyce wygląda? Nie ma tu jednego przepisu, bo i pozycje te są umowne. Moglibyśmy je równie dobrze rozpisać na skali od 1 do 100 czy od 1 do 5. Mają nam pomóc lepiej wyobrazić sobie różnice między poszczególnymi zestawami zachowań. Na tym etapie załóż po prostu, że jeśli ustawilibyśmy dziesięciu ludzi i każdy grałby na oddzielnym poziomie statusowym, byłbyś w stanie te osoby ustawić w kolejności zgodnej z ich statusem. (Notabene, jest to przykład faktycznego ćwiczenia, które zdarza mi się robić z grupą na szkoleniach.) Zamiast skupiać się konkretnie na tym „czy to jest obiektywnie 4”, skup się na relacji między dwiema osobami – która bardziej dominuje i jak duża jest między nimi różnica? Umiejętność precyzyjnego przypisywania pozycji przyjdzie z czasem. Na tym etapie chodzi o zapoznanie Cię z podstawowymi pojęciami i mechanizmami statusowymi, z tym jak to działa w dużej skali. Do konkretnego treningu zachowań – w tym Twoich własnych – przejdziemy już niedługo.

 

23 Odpowiedzialność

Wysoki status pod wieloma względami odbierany może być jako coś negatywnego. Osoby dominujące mają ograniczoną empatię, a ich zachowanie łatwo rodzi konflikty. Wiele zachowań wysokostatusowych jest po prostu nieuprzejmych i niemiłych.

Dlatego warto wskazać na jeden bardzo istotny przejaw zachowań wysokostatusowych, który jest zdecydowanie pozytywny. A przy tym pod wieloma względami kluczowy. Do tego stopnia, że pozostałe mogą być wręcz uznawane za nagrodę dla osoby, która weźmie na siebie ciężar tego jednego zachowania. Mowa tu o odpowiedzialności, rozumianej jako bycie tą osobą, która podejmuje decyzje.

Odpowiedzialność jest dla mnie absolutnie fascynującym aspektem wysokiego statusu. Jest jednocześnie najpotężniejszym sposobem na jego zdobycie… jak i najłatwiejszym, gdyż nawet większość osób chcących grać wysoko, bardzo unika sięgania po to jedno zachowanie.

Odpowiedzialność jest bowiem ryzykowna. Jeśli bierzesz odpowiedzialność, jeśli podejmujesz decyzje, jeśli mówisz jak ma być (albo po prostu zaczynasz działać w danej sytuacji), to skutki mogą być różne. Może wyjść dobrze, a może wyjść źle.

Efekt ten jest dodatkowo wzmacniany przez tzw. efekt pominięcia, czyli błąd poznawczy, uprzedzenie w myśleniu sprawiające, że podjęcie błędnej decyzji jest oceniane dużo surowiej, niż zaniechanie podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Jest tak nawet, jeśli konsekwencje braku decyzji byłyby równie złe lub gorsze, niż podjęcia błędnej decyzji.

Uniknięcie odpowiedzialności jest więc bezpieczne. Branie odpowiedzialności jest ryzykowne. Ludzie naturalnie tego unikają. A to oznacza, że odpowiedzialność dosłownie „leży na ulicy” i czyni z niej najłatwiejsze możliwe zachowanie wysokostatusowe do przyjęcia.

(Brak przyjmowania odpowiedzialności stanowi jedną z największych słabości liderów niepewnych swojego statusu. Takie osoby często demonstrują inne zachowania wysokostatusowe, ale unikają brania odpowiedzialności jakby mieli żonglować nożami.

Płonącymi nożami. O kolczastych rączkach. Nago. Stojąc w wiadrze pełnym benzyny. Tak, tak bardzo tego unikają.

W efekcie nie tylko obniżają swój status, ale też bardzo często będą same prowokowały konflikt. W grupie znajdzie się w końcu osoba, która z musu, frustracji lub niecierpliwości, sama zacznie brać odpowiedzialność. A tym samym budować sobie status w grupie. Co zwykle nie spodoba się niepewnemu siebie liderowi i doprowadzi do konfliktu.)

 

Na czym w praktyce polega branie odpowiedzialności? Chodzi o podejmowanie decyzji, tak dużych jak i małych. Wszystko od „gdzie pójdziemy jeść” albo „gdzie zorganizujemy wyjazd”, który kolor „czcionki wybrać”, aż po duże, istotne decyzje projektowe czy życiowe. Wiele z przykładów brania odpowiedzialności jest tak banalna, że gdy wspominam o nich na szkoleniach, zawsze czuję się z tym odrobinkę głupio. Nie są to bowiem sytuacje, o których opowiedziałbym choćby znajomym przy piwie – są po prostu zbyt banalne i oczywiste. Ale właśnie dlatego dobrze ilustrują o jak proste rzeczy może chodzić.

• Jechaliśmy na ślub przyjaciela. Zamówił autokar dla gości, ale na miejscu nie było nikogo kto miałby koordynować. Zbliża się godzina odjazdu, kierowca pyta o to, czy mamy jechać, czy wciąż czekamy na kogoś. Wszyscy obecni przerywają rozmowę, rozglądają się po sobie… i wracają do gadania. Wzięciem odpowiedzialności byłoby w tej sytuacji gdyby ktoś po prostu zdecydował tak/nie. Była nim też moja reakcja – podliczenie obecnych i szybki telefon do świadka „Mamy tyle i tyle osób, czy na kogoś jeszcze czekamy?”

• Niewielkie kino studyjne, garstka osób na sali. Zaczynają się reklamy, ale idą bez dźwięku. Nikt nie reaguje. Odwracam się w kierunku budki projekcyjnej, wołam „nie ma dźwięku” – może pracownik się zagapił? Sala w śmiech – z ich perspektywy powiedziałem coś oczywistego, nie wiedzą do kogo mówiłem. (To jedno z możliwych ryzyk wzięcia odpowiedzialności, zwłaszcza przy łamaniu pewnych norm społecznych – ośmieszenie.) Po chwili, gdy nic się nie zmienia, wstaję, wychodzę poza salę i łapię kogoś z obsługi by uzyskać inną reakcję.

• Mam przyjaciółkę, która podbiła sobie status w zespole i została jego nieformalną liderką po prostu przez niecierpliwość. Nienawidziła czekać aż ktoś w końcu zabierze głos i zasugeruje co mają zrobić, więc często to ona pierwsza go zabierała. Zespół szybko zaczął postrzegać ją jako swoją reprezentantkę i decydentkę. (Co zresztą doprowadziło do konfliktu z niepewnym siebie liderem, na wzór wspomnianego wcześniej przykładu.)

• Również gotowość do otwartego wzięcia na siebie konsekwencji porażki jest też zachowaniem wysokostatusowym, przejawem wspomnianej ogólnej zasady „jestem tak silny, że nawet to mnie nie ruszy”.

Wiele osób ignoruje takie okazję do przejęcia dominacji, zamiast tego fantazjując o „odpowiedniej chwili”. Myślą, sobie, że taka „mała” odpowiedzialność jest niewarta ich uwagi, ale gdy pojawi się prawdziwa szansa, np. pożar w budynku… Tak! Wtedy pokażą na co ich stać i wyprowadzą wszystkich w bezpieczne miejsce!

Może tak faktycznie będzie. Nie wiemy w końcu jak zareagujemy w sytuacji stresowej, może włączą się u nas akurat zachowania nie widziane kiedy indziej, a innych sparaliżuje odpowiedzialność. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że jeśli nie masz nawyku brania odpowiedzialności w małych rzeczach, to nie weźmiesz jej też w tej dużej. Dlatego warto zacząć od małych rzeczy. W końcu pożary nie zdarzają się codziennie… (No, chyba, że im pomożesz!)

Skupienie się na małym braniu odpowiedzialności jest jednak dość łatwe. Odpowiedzialność leży dosłownie wszędzie. To sytuacja gdy nikt nie reaguje na jakiś problem, a Ty zareagujesz. Gdy nikt nie może/nie chce podjąć decyzji, a Ty to robisz. To ryzykowne, owszem. Ale zwykle bardzo nagradzające. To również prawdopodobnie najcenniejsze zachowanie wysokostatusowe.

W stadzie zwierząt przywódca to niekoniecznie ten najsilniejszy osobnik. Ani ta najtwardsza osobniczka. To zwykle rola porucznika, zastępczyni. Dominująca jednostka ma za zadanie podejmować decyzje. Zachować zimną krew i prowadzić stado. To dużo trudniejsze i bardziej stresujące. Dlatego wiele osób gra tak by dominować, ale nie za bardzo – a nuż uda się mieć benefity bez nadmiernej ceny?

Oczywiście, jeśli Twoim celem jest obniżenie swojego statusu, możesz po prostu rezygnować z odpowiedzialności i przerzucać ją na innych. Niech ktoś inny zdecyduje. Czemu Ty masz wychodzić przed szereg? Staraj się też unikać i odsunąć od siebie ewentualne konsekwencje porażki, rozpraszając odpowiedzialność.

Jeśli natomiast chcesz grać wysokostatusowo, bierz odpowiedzialność. I rób to zdecydowanie, bez wahania – to bowiem kolejny przejaw dominacji.

 


Moja nowa książka, "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań" jest już dostępna w formie e-booka! Tylko na Mindstore.pl 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis