O co chodzi z tą całą Radykalną Uczciwością?

Wydaje się, że pewne rzeczy w rozwoju powracają falami. Już się wydaje, że zniknęły, po czym po latach znów się przebijają, przynajmniej na chwilę. Cóż, sinusoidy, regresja do średniej, te sprawy. W sumie fajnie, bo oznacza to, że pewne tematy, które pisałem dawno temu, mogą jednak dziś się komuś przydać. Oraz, że warto wrócić do tematów, które kiedyś miałem poruszyć, ale w końcu ich nie ogarnąłem.

Jednym z nich są różne „radykalne” nurty. Ostatnio znów w pewnych miejscach zaczęło się przebijać radykalne wybaczanie i chętnie mu się przyjrzę, ale chciałem zacząć od innej radykalności – radykalnej uczciwości? Czemu? Cóż, mówiąc uczciwie, piszę to po szkoleniu i jestem zbyt zmęczony, by chcieć się babrać w radykalnym wybaczaniu, a radykalna uczciwość jest przynajmniej koncepcją zabawną, przy wszystkich swoich wadach.

Radykalna Uczciwość to system psychoterapeutyczny stworzony przez psychoterapeutę, Brada Blantona, amerykańskiego doktora psychologii. (Na tyle na ile udało mi się sprawdzić, mamy w tym wypadku do czynienia z człowiekiem z faktycznym doktoratem i uprawnieniami psychoterapeutycznymi. Trochę się rozczarowałem, przyznam. Byłoby całkiem zabawnie, gdyby się okazało, że autor radykalnej uczciwości kłamie na temat swojego wykształcenia… )

Blanton doszedł do wniosku, że kluczowym problemem współczesnej cywilizacji jest to, że nałogowo łżemy. Kłamiemy, oszukujemy, ściemniamy, albo przynajmniej przemilczamy różne kwestie. Z różnych przyczyn – strachu, chęci zrobienia dobrego wrażenia, chęci nie skrzywdzenia innych, pragnienia manipulacji, itp. Jakby nie ująć, po prostu łżemy.

Wg. Blantona to dla nas głównym życiowym błędem. Jak się go pozbędziemy, pozbędziemy się też ogromnej części stresu w codziennym życiu. Jak przestaniemy kryć się z sekretami, będziemy mogli skonfrontować się z rzeczywistością, jaka by ona nie była i iść dalej.


Spotkałem w swojej karierze, to prawda, nałogowych kłamców. (Zwykle przy okazji innych tematów coachingowych – ci, którzy pisali, że chcą przyjść na sesje w temacie nałogowego kłamania, cóż za zaskoczenie, kłamali.) Takim osobom większa dawka uczciwości by pomogła i zmniejszyła stres (choć jest dla nich dużym wyzwaniem.

Blanton nie ma jednak na myśli takich osób.

On ma na myśli wszystkich.


W wersji podstawowej, radykalna uczciwość zakłada całkowitą rezygnację z kłamstwa. Żadnego oszukiwania, upiększania, koloryzowania. Nawet żadnych białych kłamstw.

Jak coś mówisz, to mówisz prawdę, jakkolwiek nieprzyjemna byłaby dla odbiorcy. Tak, źle wyglądasz w tej sukience. Chujowa prezentacja, zmarnowałeś wszystkim czas, nienawidzę cię za to. Tak, gapiłem się na twoje cycki. Itp. itd. Wprost, bezpośrednio, prosto z mostu.

Już to może wzbudzić pewne wątpliwości (i sądzę, że mogą być one uzasadnione), Pojawia się kwestia choćby molestowania seksualnego czy pozycji władzy. Uczciwość może być cenna w relacjach partnerskich, gdzie każda z osób łatwo może odejść. Łatwo może być toksyczna w relacjach dominacji, w których obydwie strony są jakoś uwikłane. W praktyce przerzuca bowiem na słabszą osobę w relacji ciężar reakcji na uczciwość osoby silniejszej, tworząc często iście diabelski wybór.


Już to może być złe.  Bardziej rozbudowana wersja radykalnej uczciwości idzie nawet o krok dalej. Tu już nie tylko nie oszukujemy. Tu otwarcie mówimy to co nam przyjdzie do głowy. Zdarza Ci się pomyśleć, że kolega ma fajną żonę i poszedłbyś z nią chętnie do łóżka? Nie omieszkaj do niego przy okazji zadzwonić i mu o tym powiedzieć! Czy muszę wyjaśniać co jest tu nie tak i jak bardzo obarczamy w takiej sytuacji innych ludzi odpowiedzialnością za nasze emocje, pragnienia, itp.?

Swego czasu (nie wiem jak jest obecnie) Blanton organizował też rozwojowe wyjazdy grupowe, gdzie jedną z reguł była nagość. Dość łatwo można sobie wyobrazić potencjał do nadużyć w takich warunkach i przyznam, do dziś nieco mi to jeży włosy – a spotkałem się z tą opcją lata temu.


Ale powiedzmy coś dobrego, by uniknąć wyłącznie jechania po metodzie. (Choć nie wiem czy coś to da, bo jak na blogu piszę 5 artykułów wspierających coś, 3 neutralne i 2 krytykujące to i tak słyszę potem, że tylko ciągle krytykuje, co jest deczko męczące – ludzie, liczcie!)

Terapeutycznie metoda, przez lata, została też trochę rozbudowana o narzędzia z rejonów psychoterapii poznawczo-behawioralnej. To „uziemienie” zwrócenie uwagi na faktyczne doświadczenia, a nie na ich interpretacje, co może mieć realną wartość terapeutyczną. (Tam gdzie interpretacje się pojawiają, Blanton sugeruje stosowanie najmniejszej linii oporu – „jak płaczę, to dlatego, że pewnie jestem smutny”. Co do tego mam już mieszane uczucia.)


Co więc mogę powiedzieć o radykalnej uczciwości?

Jakby to ująć, rozumiem koncepcję. Serio.

Potrafię zdefiniować ściśle sprecyzowane warunki, w których powyższe mechanizmy miałyby wartość, pomagałyby redukować stres, itp.

Tyle, że potrafię wskazać nieporównywalnie, miażdżąco większą ilość sytuacji, gdzie radykalna uczciwość będzie, cóż, szkodliwa w swoim ekstremizmie. Więcej uczciwości? Tak. Zwłaszcza wobec siebie samych. Większości ludzi się przyda. Mnie też. Zresztą jeszcze do tego wrócimy.

Radykalna uczciwość? Cóż, tu przesadzamy.


No dobrze, ale to moja opinia subiektywna. A jak jest obiektywnie?

Czy Radykalna Uczciwość działa?

Cóż, nie wiemy.

Nie udało mi się wyszukać ani jednej publikacji weryfikującej tą metodę terapeutyczną. Można oczekiwać pewnych elementów skuteczności, gdyż fragmenty „uziemiania” będą wspólne z różnymi technikami behawioralno-poznawczymi prowadzącymi do odróżnienia faktów od swoich interpretacji. Pewne elementy bliskie są też narzędziom mindfulness. Jednocześnie można zauważyć potencjalne zagrożenia metody. Bardzo łatwo można sobie wyobrazić jak prowadzi ona do izolacji społecznej, albo jak wspiera skłonności narcystyczne. Sugeruje to podchodzenie do niej z dużą ostrożnością.

Na poziomie anegdotycznym, ciekawie obserwuje się samego Blantona. Jeśli można z tego próbować wyciągać jakieś wnioski, to należałoby zakładać, że radykalna uczciwość jest niezłą metodą podrywu (sam Blanton wspominał w 2007 o ponad 500 partnerkach i kilkunastu partnerach, będąc przy tym człowiekiem, delikatnie mówiąc, cóż, niespecjalnie atrakcyjnym fizycznie). Jednocześnie jednak w tym samym 2007 był już po pięciu rozwodach (na tyle, na ile mi się udało ustalić, przypadały one na okres od 2000 do 2007). Wydaje się wiec, że w długoterminowym związku takie podejście jest delikatnie mówiąc destrukcyjne. (Potrafię sobie też wyobrazić tu pewien rodzaj niezbyt zdrowej selekcji partnerów – np. osoby z zaburzeniami typu borderline mogłyby silnie reagować na taką radykalną otwartość – z którymi trudno zbudować działający, długoterminowy związek).


Już brak badań nad metodą sugerowałby podchodzenie do niej z dystansem. Potencjalne zagrożenia z nią związane czy dość specyficzna postać samego twórcy tym bardziej nie napawają optymizmem. Czy to znaczy, że należy ją całkowicie odrzucić?

Cóż, ze swojej strony potraktowałbym jako pretekst. Faktem jest, że czasem się oszukujemy, czasem oszukujemy innych. Na pewno jest tak u mnie i obstawiam, że jest tak u Was.

Część z tych kłamstw jest zdrowa i potrzebna. Jeśli przychodzę do knajpy regularnie, mogę chcieć powiedzieć kelnerowi, ze dziś żarcie jest akurat gorsze, bo chcę by się poprawiło. Ale jeśli jestem w danym lokalu przejazdem i widzę, ze kelner też raczej tu nie zagrzeje długo, bo dorabia na wakacje, to przy przeciętnym daniu naprawdę skomentuję „czy smakowało” szybkim „tak”, a nie wywodem na temat prawidłowego marynowania wołowiny. Serio, nie czas ani miejsce na to. I nie będę się tym stresował ani źle czuł.

Są jednak sytuacje, gdy będę. Gdy będę siebie oszukiwał i przekonywał do czegoś. Gdy będę jakiegoś kłamstwa żałował.

I tak jak uważam radykalną uczciwość za szkodliwą i patologiczną, tak okazyjnie warto zrobić sobie mały rachunek sumienia i sprawdzić które z kłamstw, które stosujemy są sensowne. Zwłaszcza z tych, które sami sobie opowiadamy. I coś takiego – takie nawoływanie do autorefleksji – można z Blantona wziąć. Tylko serio, bez reszty rzeczy.


No dobrze, skończyłem wpis, mogę iść na piwo.

Ale jakoś mnie nie przekonuje czy te uczciwe wstawki czynią ten wpis lepszym ;)



Tradycją jest już, że w okresie od Świąt do moich urodzin - 5-go stycznia - mamy na MindStore promocję. 

Tak jest i w tym roku. 30% na wszystko (niedługo będzie też okazja kupić kilka szkoleń otwartych zaplanowanych na 2019, tak stacjonarnych jak i webowych). Zapraszam!


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis