Witaj,


Czas czytania: ok. 3 minuty


NLP nazywa się często studium doskonałości (the study of excellence) – dlaczego więc tak często NLPowcy zadowalają się, w swojej własnej pracy czy produktach, czymś zdecydowanie poniżej doskonałości, a często poniżej przeciętności?

Niedbałe materiały sprzedażowe, średnie produkty, a często nawet bardzo przeciętny wizerunek lub wizerunek świetny, ale zupełnie niedostosowany do grupy docelowej – gdzie w tym wszystkim poszukiwanie doskonałości? Ogromne deklaracje tego, co to ktoś nie zrobi – zwykle kończące się tylko na deklaracjach, obniżających zaufanie rynku dla całej marki. Próby skupienia się na wszystkim i w efekcie, co przewidywalne – realne nieskupianie się na niczym. Takie podejście pojawia się nawet (a może nawet zwłaszcza) u tych ludzi, którzy jako trenerzy lub coachowie nlp mają naprawdę spore umiejętności… Problem w tym, że umiejętności w jednej działce, bez wsparcia umiejętnościami w innych obszarach, po prostu nie wystarczą do osiągnięcia doskonałości. Bo każdy biznes opiera się na wielu filarach i na ich nieustannym ulepszaniu. No, a jak dotąd nie spotkałem trenera czy coacha NLP (ani żadnego innego) który szkoliłby albo coachował nie biznesowo, a czysto hobbistycznie. Jasne, niektórzy już nie muszą pracować – bo stać ich na to, żeby nie pracować do końca życia – ale jakoś tak to zwykle wygląda, że hobby jest czymś, do czego się dopłaca, a nie na odwrót ;) Nie, żeby był to jakiś zarzut – jestem zdecydowanym zwolennikiem zarabiania na posiadanych umiejętnościach. Po prostu uważam, że warto nazywać sprawy po imieniu.

Ciekawe doświadczenie w kwestii dążenia do doskonałości miałem wczoraj. Wybraliśmy się z moją partnerką w jej rodzinne strony, do Krasnegostawu, gdzie akurat odbywało się doroczne święto chmielarzy i piwowarów – Chmielaki. Jak to bywa przy okazji takich świąt, były tam m.in. wybory Miss Chmielaków, których sporą część obejrzeliśmy w oczekiwaniu na późniejszy koncert.

I tam właśnie pięknie było widać różnicę, między dążeniem do doskonałości, a poddawaniem się w przedbiegach. W momencie, gdy poszczególne kandydatki wchodziły na główny wybieg, wszystkie oczywiście starały się iść najlepiej jak potrafiły. Ale ogromną różnicę widać było później – gdy wracały na tył sceny, albo gdy wchodziły na tył sceny po zmianie stroju. Niektóre szły cały czas starannie i elegancko, jeśli niosły akurat jakieś akcesoria, np. różę – dbały o to jak ją trzymać. Ale większość z kandydatek po prostu dawała sobie w tych sytuacjach zupełnie na wstrzymanie – szły niezgrabnie, byle jak, nie wiedząc co mają robić z rękoma, itp. Zapalały się jedynie przy wejściu na wybieg, a pozatym – po prostu olewały sprawę. Różnica, w tych momentach, była kolosalna, i naprawdę wyróżniała te kandydatki, które się starały (zwłaszcza późniejszą Miss Elegancji) i pozostałe dziewczyny.

I to, wydaje mi się, jest ogromnie ważna kwestia jeśli chodzi o pościg za doskonałością. To dawanie z siebie wszystkiego nie tylko wtedy, gdy jesteś na świeczniku, ale i później. Nie tylko na pierwszej prezentacji dla klienta, ale przez całą współpracę. Nie tylko przez pierwszą godzinę treningu, ale przez każdą jego minutę.

To odróżnia doskonałość od przeciętności. I tego jest, niestety, potwornie mało.


Moja nowa książka, "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań" jest już dostępna w formie e-booka! Tylko na Mindstore.pl 

 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis