„Chciałbym skorzystać z technik zmiany osobistej, ale nie jestem w stanie nic sobie wyobrazić. Czy możesz mi pomóc?”

Regularnie dostaję tego typu wiadomości, uznałem więc, że warto poświecić tematowi wpis.

cthulhu

Wiesz, czasem to dobrze, że nic nie widzisz jak zamykasz oczy… Bo mógłbyś np. widzieć Cthulhu. A Cthulhu nie lubi, jak ktoś go widzi…

Zatrzymaj się teraz i odpowiedz sobie – jaki kolor ma Twoja szczoteczka do zębów? Twoje ulubione buty? Twój samochód, jeśli taki posiadasz? Twoje zwierze, jeśli takie masz?

Prawdopodobnie na przynajmniej część z tych pytań byleś w stanie odpowiedzieć. A to oznacza, że potrafisz wizualizować na poziomie wystarczającym do wykonywania technik rozwojowych czy terapeutycznych.


Nadmierne oczekiwania

Ogromna rzesza ludzi oczekuje, że ich wizualizacje będą hiperrealistyczne. Chcą być w stanie zamknąć oczy i widzieć rzeczy tak, jakby patrzyli z otwartymi. Chcą być w stanie mieć na co dzień, na jawie, wyobraźnie na poziomie stanów hipnogagicznych, zachodzących na krawędzi snu.

Niektóre osoby faktycznie mają tak rozwiniętą wyobraźnię. Inni doszli do niej długim treningiem kontemplacyjnym, nauką rysowania lub obróbki grafiki. Większość z nas – wliczając w to mnie, jak i każdego rozwojowego trenera z którym zdarzyło mi się o tym rozmawiać – nie ma takiej wyobraźni.

I absolutnie w niczym to nie przeszkadza.

Tym, co przeszkadza dużej grupie osób w korzystaniu z technik wizualizacyjnych nie jest ich ograniczona wyobraźnia, tylko ich nadmierne oczekiwania.


Czego potrzebujesz?

Jeśli potrafisz sobie wyobrazić coś „mniej więcej” – z otwartymi lub zamkniętymi oczyma, jak Ci wygodniej – to wystarcza. Nawet jeśli wyobrażenie nie jest zbyt wyraźne czy precyzyjne, powinno być w stanie dać odpowiedni efekt. W końcu istotne jest nie to, żebyś świadomie ogarnął dany obraz w każdym szczególe, a proces, który zachodzi „pod spodem”, przy jego przywołaniu i manipulacji.

Ba, często wystarczy, że zrealizujesz ćwiczenie na poziomie „jak gdyby”. Innymi słowy, jeśli będziesz je robił tak jakbyś widział dany obraz, tak jakbyś nim manipulował, modyfikował jego submodalności, itp. Gdyby miał gdzieś być, to gdzie by był*? To naprawdę wystarcza.

*Nieco inną kwestią jest np. kilka zmieniających się wyobrażeń -to może wymagać paru dodatkowych technik i jest nieco innym tematem od „braku wyobrażeń”. Może będzie okazja do poruszenia tego w innym artykule.


Jeśli jednak chcesz więcej

Wspomniałem wcześniej o możliwości rozwinięcia takich umiejętności. Nie jest to zbyt wydajny ani wartościowy proces, ale też wiem, że są osoby po prostu zafiksowane na takim efekcie. „Muszą” najpierw ładnie wizualizować, żeby móc się wziąć za siebie.

W tym wypadku warto zacząć od drobnego treningu. Wyobraź sobie biały kwadrat i zacznij nim manipulować – przesuwać go, powiększać, zmieniać. Potem dodaj mu czerwoną plamkę i dalej się baw. Zmień go w figurę trójwymiarową i dalej manipuluj. Stopniowo dodawaj kolejne elementy, czyniąc go coraz bardziej złożonym – aż do skutku.

Alternatywnie, odpal jakiś obrazek w programie graficznym (jest wiele darmowych, jeśli żadnego nie masz, np. GIMPshop) i zacznij go tam modyfikować. Zmień ostrość. Zmień nasycenie kolorów. Zmień kolory na czerń i biel. A następnie powtórz to samo w swojej wyobraźni.

Taki trening, krok po kroku, pozwoli Ci usprawnić swoje reprezentacje. Jak mówiłem, nie jest to specjalnie potrzebne – typowe techniki wizualizacyjne możesz wspaniale robić tak długo, jak długo możesz powiedzieć jakiego koloru masz drzwi do domu nie patrząc na nie ;) Jeśli jednak chcesz, masz taką opcję.


Jeśli więc nie korzystałeś z technik wizualizacyjnych, bo „nie masz wyobraźni”, cóż – teraz wciąż nie masz, ale wymówki :) Do dzieła :)


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis