Wiem. Już o tym pisałem. I pisałem. I pisałem. I pewnie będę jeszcze nie raz pisał.

To chyba jeden z tych komunikatów, który po prostu trzeba regularnie przypominać, zwłaszcza w środowisku rozwojowym gdzie promuje się raczej brak myślenia, niż myślenie.

A myślenie doprawdy nie boli.


Więc, drogi człowieku, biznesmenie, rozwojowcu… MYŚL!


Dziś dwa case’y do tematu, jeden biznesowy, drugi rozwojowo-biznesowy.

Mieszkańcy Warszawy może kojarzą niedawną sytuację, w której pewien błyskotliwy młodzianin wymyślił wspaniałą nazwę na swoją knajpę, otwartą na głównym deptaku miasta, Nowym Świecie. Lokal nazywał się „Piwnica u Fritzla”. Tak, tego Fritzla z Austrii, który przez lata więził i gwałcił swoją córkę.


Czy naprawdę muszę dodawać, że chłopak ewidentnie nie pomyślał?


Tzn. jestem pewien, że fantazjował – fantazjował, jaki to zajebisty fun nazwać tak lokal i jaki zyska PR na tym, bo w końcu nieważne jak mówią, ważne że mówią i knajpa szybko stałaby się sławna, ludzie chodziliby przekonać się jak to będzie, itp.

Nie przyszło mu do głowy, że może tym np. dotknąć kogoś, kto faktycznie był ofiarą gwałtu. Albo po prostu, że jest to bez gustu. Zdecydowanie nie przyszło mu też do głowy, że przekracza pewne granice.

Ale przekroczył, w związku z czym dostał wymówienie lokalu. Bez odwołania. Bez prawa do zmiany feralnej nazwy -choć to proponował. Po prostu wyleciał, ponosząc przy tym wszystkie koszta na uprzednie wyposażenie tego miejsca, itp.

Bo nie pomyślał.


Bo myślenie, to nie tylko fantazje n.t. tego, jak będzie super i co wyjdzie. To również spojrzenie na sprawę z perspektywy innych osób. To również przyjrzenie się możliwym negatywnym konsekwencjom i poszukanie możliwości przeciwdziałania im.


Podobnie nie pomyślał pewien przedstawiciel środowiska rozwojowego, który w niedzielę wieczorem ogłosił na swoim blogu, że oto ma przecieki z Gazety Wyborczej mówiące, że rzekomo  „ZUS zbankrutował, a rząd nie ma pieniędzy na wypłaty emerytur tym, którym je musi wypłacać, przez najbliższych pięć lat”. Oczywiście była to bzdura. Sam autor twierdził, że celem artykułu było „skłonienie ludzi do wczucia się w taką sytuację i wyobrażenie sobie co by wtedy zrobili”.

Cóż, jakoś mam wątpliwości. Ten sam wpis zawierał na końcu zaproszenie do udziału w nadchodzacym webinarze (którego promocja IMO była głównym celem akcji). Co więcej, główna publika tego autora, patrząc po osobach komentujących na facebooku, to ludzie mający 20-30 lat. Nie jest to grupa, w którą jakkolwiek znacząco uderzyłoby zamknięcie ZUS czy brak wypłat dla emerytów przez kolejnych 5-10 lat.  Ba, wiele osób z tej grupy zatańczyłoby z radości na wieść o upadku ZUS – to w końcu co najmniej kilkaset złotych więcej w kieszeni, co miesiąc.

Wszystko wygląda więc bardziej na po prostu próbę wirusowej promocji swojego szkolenia. Jeśli się mylę – cóż, autor ewidentnie nie przemyślał tego, czy jego zagranie faktycznie trafi do grupy, która go czyta. Wracamy więc do głównego przekazu tego wpisu: MYŚL!!!

Myśl, czy to co robisz da takie efekty, jakich oczekujesz.


Brak myślenia jest tu jednak dużo bardziej wielowymiarowy. Otóż w przygotowywaniu artykułu autor wykorzystał wizerunek i nazwisko (byłego) rzecznika ZUS oraz markę Gazety Wyborczej.  W stopce strony był wprawdzie wpis n.t. możliwości fikcyjności niektórych wpisów, to jednak w takich sytuacjach za mało. Tym bardziej, że są pewne wątpliwości czy wpis nie pojawił się później, w ramach jednej z wielu przeróbek strony, gdy akcja zaczęła wychodzić bokiem.

A zaczęła, gdyż ludzie (w tym niżej podpisany) zaczęli wskazywać na to, że to co zrobił stanowi podstawę do pozwów ze strony wspomnianego byłego rzecznika ZUS, Gazety Wyborczej, a być może również samego ZUS, ze względu na nadużycie ich wizerunków. A byłyby to procesy i kosztowne i niemal na pewno przegrane.

Co więcej, istniało duże gorsze ryzyko. Gdyby taka wiadomość dotarła do jakiegoś emeryta lub osoby tuż przed emeryturą, mogłaby skłonić tą osobę do samobójstwa. Problemy finansowe są wszak jedna z głównych przyczyn prób samobójczych, a wizja braku jedynego źródła utrzymania zdecydowanie zalicza się do tej kategorii.

No i w końcu – wiadomo było, że ta akcja musi się skończyć. I w tym momencie tłumaczenia o prowokacji, skłanianiu do myślenia itp. po prostu nie wystarczają – wiarygodność takiego blogera idzie do piachu, tak globalnie. Bo skoro jest w stanie w takiej kwestii kłamać – i to sobie jakoś uzasadniać – to w każdej innej również.


Na tym etapie rozsądnym zagraniem, skoro już pierwszy raz się nie pomyślało, byłoby stwierdzić „Ok, mój błąd” i wycofanie się z tematu. Przeproszenie, stwierdzenie, że to głupi, szczeniacki błąd i tyle.

Ale do tego trzeba MYŚLEĆ ;)

Zamiast tego nasz bloger zaczął… edytować stronę. Najpierw wyrzucił zdjęcie rzecznika. W kolejnej edycji zmienił jego nazwisko na fikcyjne. Zmienił też Gazeta Wyborcza na GAZETA WYB0RCZA (nie wiem czy moje czcionki to oddadzą dobrze – chodzi o to, że zamiast litery „o” była cyfra „zero” – prawdę mówiąc, na moim ekranie nie do odróżnienia, ale bloger uznawał, że to już wystarczy)… Dzięki temu – rozumował – będzie mógł twierdzić, że to tylko prowokacja.

A potem zrobił coś wyjątkowo głupiego – zaczął twierdzić, że ta edytowana strona wyglądała w ten sposób od samego początku. Zaczął po prostu zaklinać rzeczywistość i próbować zmienić historię.

Wiem, wiem, popularne w świecie rozwoju jak nie wiem co, znam przynajmniej kilka firm działających wg. ideologii „jeśli sprawimy, że ludzie nie będą o tym otwarcie rozmawiać, to tego nie będzie”.

Oczywiście, że będzie! Będzie tym gorzej, tym intensywniej, bo w atmosferze tajemnicy, afery, skandalu. A to wszystko tym atrakcyjniejsze.


Plus, w momencie gdy mowa o czymś, co jest na stronie, jest to po prostu głupie. Bo każdy ma na klawiaturze taki przycisk jak print-screen i niektórzy z niego regularnie korzystają. Ja akurat nie, ale nie miałem kłopotu z dojściem do uczestników tamtej wymiany, którzy skorzystali i mam na dysku zdjęcie ze strony sprzed edycji, ze starymi danymi i zdjęciem rzecznika i z Gazetą Wyborczą pisaną normalnie. Nie chcę całkiem pogrążać wspomnianego blogera,  inaczej wrzuciłbym je tutaj pod stronę. Ale inni mogliby nie mieć takich oporów. Po co więc się na to narażać? Po co kłamać? Po prostu po co?

Nie lepiej po prostu pomyśleć?

A jeśli się coś faktycznie zwaliło – to po prostu przyznać się do błędu, zamiast kombinować i reinterpretować?

Zwłaszcza, że – paradoksalnie – nie stracisz na tym, a jedynie zyskasz. Nikt nie lubi ideału.

Nie lubi, bo wie, gdzieś podświadomie, że ideały nie istnieją. Że to tylko poza.

Wyluzuj.

MYŚL

Myśl

Po prostu myśl.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis