Czyli jeśli dziwnie Ci ta ideologia pachniała sektą, to cóż… miałeś rację ;)


Aby opowiedzieć historię pozytywnego myślenia, potrzebujemy się cofnąć do XVI wieku i kolonialnej Ameryki. Trafiło tam wiele mniejszości religijnych, między innymi wiele odmian kalwinistów. Wiele z nich głosiło doktrynę, której boga trudnoby określić jako miłosiernego. Tak, było niebo do którego można było trafić po śmierci. Ale taką opcję mieli tylko nieliczni – i to wybrani jeszcze przed swoimi narodzinami, w procesie zwanym predestynacją. Cała reszta? Cóż, oni mieli spędzić swój nędzny żywot w nieustannym wysiłku wyszukiwania grzesznych myśli kwitnących w ich grzesznych głowach. Jedynym ujściem od tej szlachetnej pracy była inna forma szlachetnej pracy – ciężka fizyczna harówka.

A, przy okazji, sukces życiowy również zależał od predestynacji i był z góry założony.

statua

Jestem duchem pozytywnego myślenia…

Jak widzisz, nie była to zbyt przyjemna doktryna, co przekładało się zresztą między innymi na dużą popularność szeroko rozumianych problemów psychologicznych i psychosomatycznych wśród wiernych. Po paru stuleciach niektórzy zaczynali mieć w końcu dość surowej mentalności Kalwinizmu. Mieli ku temu powody. Surowy, dziki kraj do którego dotarli zaczynał się powoli cywilizować, dzicz ustępowała miejsca miastom, drogom i torom kolejowym. Czemu moralność nie miałaby przejść podobnej drogi?

Takie właśnie podejście głosił Ralph Waldo Emerson, “ulubiony filozof Ameryki” i trafiało ono na podatny grunt. Trafiło między innymi na Mary Baker, córkę protestanckiego kaznodziei oraz Phineasa Quimby’ego, metafizyka. Na fundamentach filozofii Emersona oraz podstawach Kalwinizmu zaproponowali oni nowy styl myślenia, “Nową Myśl” (“New Thought”). Jak to zwykle bywa, wahadło wychylone nadmiernie w jedną stronę, rzuciło się szybko w przeciwną.

Kalwinizm miał surowego, nie dbającego o ludzi boga. W nowej myśli to ludzki umysł był bogiem, gotowym zmieniać wszechświat wedle potrzeb ludzi. Nie było grzechu czy choroby, co najwyżej błąd, bo świat był tak naprawdę idealny. Nie było predestynacji – każdy mógł sięgnąć do niezmierzonej mocy ludzkiego umysłu i ukształtować wszechświat wedle swoich życzeń. Trzeba tylko było wiedzieć jak.

No właśnie, jak?

Jedna rzecz przeszła z Kalwinizmu bez zmian – nieustanna obserwacja siebie. Tym razem nie w poszukiwaniu grzesznych myśli, ale w poszukiwaniu “negatywnych przekonań” i “negatywnych myśli”, które mogą sabotować dostęp do mocy wszechświata.


Nowa Myśl pozostałaby zapewne historyczną ciekawostką w stylu mesmeryzmu, gdyby nie jedna istotna kwestia – radykalny Kalwinizm był naprawdę wrednym systemem, który prowadził do bardzo głębokich zaburzeń, zaburzeń, z którymi ówczesna medycyna nie dawała sobie rady. Nowa Myśl, jako przeciwieństwo Kalwinizmu, pozwalała również zlikwidować problemy wywoływane przez Kalwinizm – tym samym zapewniając sobie ogromną popularność w społeczeństwie. Quimby zaczął promować Nową Myśl, a Mary Baker po jego śmierci wprowadziła ją do powszechnej świadomości, przekształcając ją w nową religię, Stowarzyszenie Chrześcijańskiej Nauki. Do środowiska tego przystąpił m.in. Wiliam James, jeden z prekursorów psychologii, umożliwiając znaczną popularyzację Nowej Myśli.


Na początku XX wieku osiągnięcia medycyny sprawiły, że wszelkiej maści ideologowie zaczęli powoli wycofywać się z promowania niezwykłego wpływu myślenia na zdrowie. Nową niszę znaleźli w obszarze “sukcesu i majętności”, przedstawiając odpowiednie myślenie jako drogę do tego celu.

Przez kolejne stulecie, “nowomyśliciele” co jakiś czas powracali z próbami dotarcia do publiczności. Do tego grona należeli m.in. Napoleon Hill (lata 30-te), autor “Myśl i bogać się”, czy Norman Vincent Peale, odpowiedzialny za termin “pozytywne myślenie”. Tak, tak, ci autorzy byli po prostu kolejnymi przedstawicielami tej samej parachrześcijańskiej sekty religijnej ;)


Oczywiście, łatwość sprzedaży ideologii New Thought sprawiła, że zaczęło nią handlować coraz więcej różnych guru. Jeśli kiedyś zastanawiałeś się, czemu takie pozytywnomyślowe eventy potrafią przypominać msze w Megakościołach, odpowiedz jest prosta: ponieważ ich geneza jest identyczna. Nawet historie opowiadane przez wielu guru, te wszystkie łzawe “byłem przegrany, nauczyłem się pozytywnie myśleć i odniosłem sukces” u swojej podstawy są absolutnie identyczne z historiami nawrócenia. No wiesz:  “byłem złym człowiekiem, odnalazłem boga, nawróciłem się i moje życie jest cudowne!”

Z kolei rynek korporacyjny zdał się zaakceptować ideologie pozytywnego myślenia w latach 90-tych, przy okazji ostrych cięć i zwolnień. Jakoś trzeba było zmotywować do pracy zespół, gdy w imię zysków wyrzucono połowę ich kolegów. Jakoś trzeba było zniechęcić zwalnianych do psioczenia, mszczenia się i pozywania zleceniodawcy. Rozwiązaniem (niezbyt udanym, ale rozwiązaniem) był właśnie znaczący wzrost popularności eventów motywacyjnych na rynku korporacyjnym. To już nieco przeminęło, ale kto wie, może przy okazji kolejnego cyklu zwolnień? ;)

Od czasów swojego powstania, new thought powraca, pod różnymi postaciami, średnio co dwadzieścia lat. Hill, Peale, Maltz, Murphy, Bryne, to po prostu kolejne nazwiska z długiego szeregu kaznodziei promujących swoją religię dla kolejnych pokoleń potencjalnych wiernych.


Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie prosty fakt: pozytywne myślenie po prostu nie działa. Oczekiwanie łatwego sukcesu zmniejsza szanse na sukces, sprawiając, że pozytywnie myślący stają się mniej odporni na różne przeszkody w drodze do celu. Zostało to solidnie przebadane i naprawdę nie ma tu z czym dyskutować.

To, co może działać, to dwójmyślenie/mental contrasting – połączenie pozytywnych oczekiwań końcowego sukcesu i nagród, jakie da, z negatywnymi fantazjami na temat możliwych problemów. Niestety, takie rozwiązanie jest mniej przyjemne niż pozytywne myślenie, nie da się go też tak łatwo przekształcić na proste, religijne memy typu “dostajesz od świata to, o czym myślisz”. To sprawia, że ludzie promujący pozytywne myślenie po prostu szkodzą osobom, które uda się im przekonać. Dlatego właśnie należy punktować “pozytywne myślenie” i wskazywać jego prawdziwą naturę. “Pozytywne myślenie” to nic innego jak reaktywny wymysł niewielkiej, ale głośnej sekty religijnej.

Najwyższy  czas porzucić ten wymysł na rzecz rzeczy, które faktycznie działają.


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis