„Jeśli dasz wartość, ludzie za to zapłacą” stało się pewną mantrą światka rozwojowego (i nie tylko). Tak najczęściej tłumaczy się też różne ekscesy w tym światku „skoro ludzie za to płacą, to znaczy, że dostają jakąś wartość”. Po czym zwykle szuka się na różne sposoby uzasadnienia tego, jaka to wartość miałaby być. Tym samym odrzucamy jednak wszelkie sytuacje, w których ludzie kupują irracjonalnie, mogąc nawet później tych zakupów żałować. Gdyby faktycznie zawsze dostawali wartość za jaką zapłacili, to nie byłoby niezadowolonych klientów, prawda?

Również ataki na cenę coachingu czy szkoleń odpiera się zwykle argumentem do wartości. Coaching czy szkolenia kosztują tyle, bo są tyle warte.

Mam duży problem z tą argumentacją. Choćby dlatego, że większość najbardziej wartościowych rzeczy wcale nie kosztuje dramatycznie dużo. Jak dobre szkolenie by nie było – jedzenie jest jednak cenniejsze i bardziej wartościowe. A jednak nie znam chlebów, które byłyby droższe od szkoleń. Ba, rzadko kiedy godzina coachingu wychodzi taniej niż godzina posiłku nawet w najbardziej luksusowej restauracji, nie mówiąc o burgerach w McDonaldzie czy kanapkach w kuchni.

Dlatego uważam, że powinniśmy zostawić kwestię wartości i skupić się na kwestii luksusu. Ale wiem też, że będzie to dla wielu osób emocjonalnie trudne.

Coaching, szkolenia, rozwój osobisty nie są dobrem pierwszej potrzeby. Krytycy słusznie zauważają, że ludzie nie potrzebują tak naprawdę wszystkich tych kołczów, trenerów i Bastet jedna wie kogo jeszcze. Da się bez tego żyć. Ba, da się żyć szczęśliwie nie postawiwszy stopy na szkoleniu rozwojowym ani nie zamieniwszy choć jednego słowa z coachem. Spróbuj tak z chlebem czy lekarzami, powodzenia ;)


Coaching, szkolenia i rozwój osobisty nie są dobrem pierwszej potrzeby. Są jak biżuteria. Albo dobre alkohole. Albo milion innych rzeczy, bez których możesz bez problemu przeżyć… ale co to za życie? ;)

Te wszystkie rzeczy, to dobra luksusowe. Rzeczy, które usprawniają, ułatwiają i uprzyjemniają życie. Jeśli jednak trzeba, da się żyć bez nich.

Tak jest ze szkoleniami, coachingiem, itp. Problemy, które rozwiązują są czymś z czym da się zwykle żyć – choć można by żyć lepiej. Problemy, które rozwiązują da się rozwiązać samemu – choć może to kosztować dużo więcej czasu i energii. Nie każdy będzie miał ten czas i energię. Nie każdy będzie chciał zapłacić cenę. Niekiedy nawet jak zapłaci, efekty przyjdą za późno, by miało to znaczenie.

Dlatego niektórzy – jeśli ich stać – są skłonni zapłacić za wygodę jaką jest ktoś prowadzący ich za rękę (szkolenie) lub wręcz pomagający im to zrobić samemu (coaching). Nie każdy musi ani powinien płacić. Dla niektórych pieniądze w kieszeni mają większą wartość. Innych po prostu nie stać. Jestem wielkim zwolennikiem zapewniania takim osobom dostępu do materiałów rozwojowych darmowo, stąd np. mój cykl Rozwój Osobisty dla Początkujących.


Mam prostą świadomość: to co oferuję, to usługa luksusowa. Przeznaczona raczej dla tych osób, które mają wolne środki na takie luksusowe usługi. Stosownie do tego wyceniona.

Z tego też względu nie uważam za moralne opcji pt. „jak bardzo chcesz, a Cię nie stać, to haruj, zarób i zapłać mi ile chcę.” Wolę dla takich osób, których nie stać, zapewnić warianty tańsze lub darmowe – e-learning, książki, materiały na blogu, itp. Nie z perspektywy marketingowego lejka sprzedażowego „wezmą tanie, to potem kupią droższe”. Raczej z perspektywy długoterminowej: „skorzystają dziś z czegoś darmowego i uznają to za użyteczne, być może będą chętni kupić coś droższego gdy będzie ich już na to faktycznie stać.” Zbyt wiele osób widziałem, które zadłużało się na materiały coachingowe i podobne, żeby tak tego nie oceniać. Bo coaching, szkolenia, itp. są pewnym luksusem, a nie dobrem pierwszej potrzeby.


Powiedzmy sobie szczerze – jak przyjdzie nam kiedyś żyć w świecie postapokaliptycznym (względnie inwazja zombie, te sprawy), ja i mi podobni coachowie, trenerzy, itp. będziemy na pierwszej linii ognia. Nie, że są z nas takie kozaki, nie, nie. Żebyśmy się dobrze zrozumieli! Będziemy na pierwszej linii ognia jako mięso armatnie.

Naszym życiem można swobodnie ryzykować. W odróżnieniu od tej pielęgniarki, spawacza czy wielu innych zawodów, które dziś nie są specjalnie cenione.

A obok nas na tej pierwszej linii będą programiści, maklerzy giełdowi, prawnicy i większość zawodów, które dziś postrzegamy jako prestiżowe czy dochodowe. I ja mam tego świadomość. Jak apokalipsa będzie na horyzoncie, zapiszę się na warsztat stolarstwa, serowarstwa albo czegoś podobnego – czegoś co daje bezpośrednią, podstawową wartość…


Coaching, szkolenia, itp. są dobrem luksusowym.

Nie ma nic złego w byciu dobrem luksusowym. Ani w pragnieniu, ani w oferowaniu dóbr luksusowych.

Nikt też zwykle nie dyskutuje specjalnie z cenami stawianymi na dobra luksusowe ani nie domaga się, aby były one niższe czy darmowe.


Tyle tylko, oczywiście, że sprzedawanie dóbr luksusowych może podbijać poczucie statusu, ale nie każdy znajdzie w tym spełnienie. Jeśli ratujesz życie ludzkie, to Twój poziom satysfakcji z dobrze wykonanej roboty będzie jednak o klasę większy, niż gdy handlujesz akcjami. Tymczasem pewnym momencie finansowi zwycięzcy kapitalizmu zapragnęli jednocześnie zjeść ciastko i mieć ciastko. A że dysponowali ponadprzeciętnym wpływem na popularną kulturę, udało im się nabrać nas wszystkich.

Tak właśnie spopularyzował się obraz, w którym „ludzie płacą za wartość”. Innymi słowy – im więcej zarabiasz, tym więcej wartości, z automatu, musisz wnosić dla społeczeństwa. Gdybyś tej wartości nie wnosił… to byś tyle nie zarabiał. Prosta, kołowa logika – zarabiasz, bo dajesz wartość, a dajesz wartość, bo zarabiasz.

Tylko, co się z tym również wiąże… skoro mało zarabiasz, to znaczy, że wcale wartości zbytniej nie dajesz… Co sprawia, że ogromna część ludzi na których nasze codzienne życie się opiera dostaje tak naprawdę metaforycznie po głowie. Nie dość, że zarabiają mało, to jeszcze tak naprawdę się wcale nie liczą…



Przerwa na reklamę ;)


Chcesz popracować nad swoją pewnością siebie? Kurs autocoachingowy VOD Pewność Siebie w Praktyce zapewni Ci materiał do efektywnej pracy nad sobą w tym zakresie. 33 lekcje wideo o łącznej długości ponad 250 minut. 100% konkretnych, gotowych do zastosowania narzędzi.


Wracamy do artykułu :)



Najdziwniejsze jest to, że przez cały czas funkcjonowania tego hasła nikt nie siadł i tego po prostu nie policzył.

Bo wtedy wyszłoby mu nie tylko, że rzeczywistość nijak nie ma się do tej tezy… ale też, że cały scenariusz jest w rzeczywistości po prostu nieosiągalny.


Krótkie pytanie – co jest dla Ciebie cenniejsze – życie czy rozrywka?

Głupie pytanie, prawda? Wręcz tak głupie, że aż „gópie”!

Jak niby masz korzystać z rozrywki będąc martwy, co?

No dobrze, a czego potrzebujesz do życia? Jedzenia, prawda? I potrzebujesz tego jedzenia dość dużo, tak dużo, że mniej więcej 1/3 populacji pracuje w szeroko rozumianym produkowaniu jedzenia.

Ale ludziom tym gotowi jesteśmy płacić 10 zł za godzinę, albo mniej. Niecałe 10 tys. złotych za pól roku pracy. W tym czasie Robert Downey Jr. – którego skądinąd bardzo lubię – zarabia 40 milionów dolarów za podobny okres kręcenia filmu. (De facto dużo krótszy, realnie na planie będzie pewnie przez ok. miesiąc.) Co więcej, nie da się tego nawet uzasadnić tym, że RDJr jest tak wyjątkowym aktorem, że gdyby nie było go w filmie, to ludzie na ten film by nie poszli. Tzw. star power, zdolność wielkich nazwisk aktorskich do przyciągania widzów okazała się być wielkim mitem.

Ten film z RDJr, w którym RDJr mógłby nie występować tak naprawdę, jest absolutnym dodatkiem do Twojego życia. W odróżnieniu od kanapek, zupy mlecznej, garści organicznej, bezglutenowej trawy, czy co tam akurat szamasz rano na śniadanie. Ale za przygotowanie tego śniadania jesteśmy jako społeczeństwo skłonni płacić nieporównywalnie mniej, niż za przygotowanie tego filmu.

Jednego potrzebujesz do życia – i płacisz za to mniej. Drugiego nie potrzebujesz – i płacisz za to więcej.


I wiesz co?

Nie ma w tym absolutnie nic dziwnego.

Więcej, jakakolwiek alternatywa od takiego układu jest po prostu ekonomicznie niemożliwa.

Nie możemy, jako społeczeństwo, płacić najwięcej za to, co ma dla nas największą wartość. Bo tych rzeczy potrzebujemy na co dzień i to w takiej skali, że nigdy nie będziemy w stanie ich opłacić tak, jak są tego faktycznie warte. Nie bylibyśmy w stanie temu po prostu podołać finansowo.

Nigdy nie byliśmy. Dlatego ZAWSZE najwięcej płacono nie za dobra pierwszej potrzeby, ale za towary luksusowe. Nawet w sytuacjach ekstremalnych typu wojna domowa i głód, używki wciąż uzyskiwały lepsze ceny, niż zwykłe jedzenie. A przecież nikt chyba nie będzie się upierał, że w sytuacji głodu realna wartość paczki papierosów była większa, niż kilograma mięsa. Papierosy naprawdę nie mają wielu kalorii… Zawsze najwyżej wynagradzani byli ci, którzy są w stanie ten luksus zapewnić, a nie ci odpowiedzialni za dobra pierwszej potrzeby.

To naturalne i typowe. Progres cywilizacji oceniamy dziś historycznie między innymi po tym, jak wielka część populacji mogła zacząć zajmować się tymi luksusami, a jak duża musiała pracować na podstawy.


Dlatego strasznie mierżą mnie sytuacje, w których ludzie w mojej branży uwierzyli w te absurdalne hasła o wartości. Nie, coaching nie kosztuje tyle, ile kosztuje, bo daje ludziom tak niesamowitą wartość. Realna wartość coachingu jest kwestią całkowicie oderwaną od jego ceny. I chociaż mogę przedstawić dowody na to, że coaching jest narzędziem dającym efekty, tak w pracy indywidualnej, jak w pracy z firmami – to skala tych efektów nie jest podstawą do dyskusji o cenie coachingu czy szkoleń.

Coaching kosztuje tyle, ile kosztuje, bo jest dobrem luksusowym, a nie dobrem pierwszej potrzeby. Coaching kosztuje tyle, bo jako dobro luksusowe musi być tak wyceniane, by się opłacał oferującemu. Bo z natury przeznaczony jest dla niewielkiego segmentu populacji. Żeby było jasne – ten segment nie jest w żaden sposób lepszy, bardziej wartościowy, bardziej świadomy, itp. (jakkolwiek wielu coachów tak lubi się swoim klientom przymilać). Ten segment po prostu decyduje się na takie, a nie inne wykorzystanie części swoich środków na luksusy.


Do wszystkich moich kolegów po fachu, ogromna prośba. Przestańmy dyskutować o coachingu tak, jakby był dobrem pierwszej potrzeby. Wiem, to może być przerażające. Odejmuje nam trochę statusu. I może pozornie prowadzić do utraty klientów, bo jak to, mówimy klientom, że nie potrzebują coachingu?

Ano nie potrzebują. Ale jest luksusem, który może im znacząco wzbogacić życie.

I wiecie co? Ludzie lubią płacić za luksusy.

Są za nie gotowi płacić znacząco więcej, niż za dobra pierwszej potrzeby.

Właśnie dlatego, że to są luksusy.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis