W odpowiedzi na artykuły o ROI oraz o cenie coachingu, niektórzy z Was sugerowali mi zajęcie się tematem „Ile powinno kosztować szkolenie?”


Popularna odpowiedź na to pytanie brzmi „Ile klient jest gotowy za nie zapłacić”. Ale…

Może to jakaś moja niedyspozycja psychologiczna, nieodpowiednie podejście do sprzedaży, a może po prostu świadomość, że ludzi da się urobić i że mogą kupić wszystko, co im się podsunie, ale po prostu nie mogę się z tym zgodzić.


Dla jasności, nie mam takiego ograniczenia w przypadku korporacji i innych organizacji dysponujących ogromnym budżetem – wiem ile pieniędzy się tam najzwyczajniej w świecie marnuje, nie widzę więc niczego złego w tym, żeby zapłacili za coś więcej -tyle ile uda się wynegocjować. Naprawdę nie odejmują sobie tych pieniędzy od ust.


W przypadku klientów indywidualnych jakoś tak nie mogę się zgodzić. Nie chodzi o to, że szkolenia muszą mieć z góry narzuconą, konkretną wartość, ani że nie powinno być żadnych zróżnicowań w cenie. Rozumiem też, że w przypadku szkoleń trenerów z zagranicy, ich stawki są zwykle ustalone na cały świat i skoro w USA dostają np. 3 tysiące dolarów za dzień szkolenia, to w Polsce też tyle oczekują, co musi być odzwierciedlane w cenie szkolenia dla końcowego uczestnika – organizator też musi trochę zarobić. Podobnie w przypadku szkoleń na licencji, itp.

Ale jeśli jesteś polskim trenerem, prowadzącym szkolenia otwarte w Polsce i te szkolenia otwarte są przeznaczone dla ludzi płacących z własnej kieszeni i nie są one wyraźnie targetowane do segmentu dóbr luksusowych (co można poznać po języku używanym w reklamach, doborze zdjęć – w tym wieku osób na zdjeciach – itp.) – cóż, jeśli jesteś w takiej sytuacji, to powiedziałbym, że często można wprost stwierdzić, że określone szkolenie jest po prostu za drogie. Szczególnie mocno dotyczy to szkoleń rozwojowych, gdzie ludzie po prostu nie mają rozeznania w cenach i nie wiedzą „ile coś powinno kosztować”, ani dlaczego coś kosztuje więcej albo mniej. W efekcie często płacą ceny za szkolenie, na które nie zgodziłyby się nawet dysponujące sporym budżetem korporacje. Jeśli stać ich na to, powiedzmy, ok, ich decyzja. Ale w wielu przypadkach nie stać. Wielu ludzi, zwłaszcza młodych, potrafi się zadłużyć, naciągąć rodzinę, itp. bo uwierzyło w wizje cudownej zmiany życia. Kontaktowali się ze mną nawet ludzie, którym sprzedawcy firm szkoleniowych sugerowali, że jakby zależało im na ich rozwoju, to by się zakredytowali…

„Standardem” na pokrewnym rynku szkoleń psychologicznych jest ok. 200-300 zł za dzień. Niekiedy ta kwota jest wyższa, ale niemal nigdy nie przekracza 500 zł. Tymczasem za niektóre szkolenia rozwojowe – prowadzone przez Polaków, na których głównymi klientami są studenci – przyjdzie zapłacić 1000-1500 zł za dzień.

I moim zdaniem jest to po prostu naciąganie ludzi.


Ktoś może powiedzieć „zazdrości, a sam chętnie też by tyle brał”. Sęk w tym, że mógłbym brać – mam na tyle solidną pozycję na rynku, że znaleźliby się tacy klienci.

Tylko, ponownie, jakoś mnie nie kręci naciąganie ludzi. Bo są jakieś zasady.


Tyle moje podejście – a jak Ty uważasz? Czy cena powinna brzmieć „ile ktoś zapłaci”? Czy też są jakieś granice?



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis