Proste rozwiązania są fajne.

Łatwo je zrozumieć. Nie trzeba się wysilać. Można wygodnie zbudować na nich całą opowieść – a przecież nasz mózg uwielbia opowieści wyjaśniające świat. Nic więc dziwnego, że tak ochoczo szukamy prostych rozwiązań.

Robimy tak zwłaszcza w kontekście zmiany osobistej. Regularnie w przedsesyjnych kwestionariuszach klientów spotykam się z prośbą o znalezienie prawdziwej przyczyny ich problemów. Regularnie też spotykam się z kolegami po fachu powtarzającymi post-Freudowskie mantry o potrzebie dojścia do „prawdziwych źródeł problemów.”


Klientów w pełni rozumiem – jeśli coś męczy Cię przez wielki kawał Twojego życia, chcesz wiedzieć „dlaczego ja?” Zrozumienie co takiego wywołało ten problem może dać pewne poczucie emocjonalnego zaspokojenia. Nie rozwiązuje to samego problemu, ale pozwala lepiej sobie z nim radzić. Ułatwia zaakceptowanie sytuacji i pomaga ją tolerować. Przywraca odrobinę poczucia kontroli nad swoim życiem. Dlatego rozumiem czemu takie osoby do tego dążą, nawet jeśli nie uważam tego za dobry kierunek.

Dla kolegów po fachu mam natomiast mniej cierpliwości. A to dlatego, że idea „prawdziwych przyczyn problemów” jest po prostu obelgą dla ludzi, z którymi chcą pracować.


Dla jasności – istnieje pewna grupa problemów, gdzie możemy bardzo precyzyjnie wskazać na wydarzenie, które doprowadziło do powstania problemu. Mowa tutaj głównie o bardzo konkretnych uwarunkowaniach emocjonalnych, a więc np. fobiach specyficznych. Tam mamy zwykle jasną sytuację – próbował mnie pogryźć pies, skojarzyłem lęk z psami tego typu, ilekroć widzę podobnego psa, reaguję uwarunkowanym lękiem. Problem prosty jasny i konkretny, proste warunkowanie, prosta zmiana.

W przytłaczającej większości sytuacji, sprawa jest jednak „deczko” bardziej złożona. Gdyby chodziło o jedną, prostą rzecz, jedną prostą przyczynę, większość ludzi naprawdę dałoby sobie z nią dawno radę. Coachowie, terapeuci, uwierzcie trochę w inteligencję swoich klientów! Jeśli już przychodzą do Was po pomoc, to jest spora szansa, że przynajmniej próbowali wcześniej rozwiązać problem na własną rękę. Prawdopodobnie przemyśleli sobie przez ten czas takie proste, możliwe przyczyny i próbowali im zaradzić.

Większość problemów, z jakimi przyjdzie pracować w terapii czy coachingu jest po prostu złożona. Nie znaczy to, że nie da się ich przepracować w stosunkowo krótkim czasie. Da się, zwłaszcza, jeśli wiesz na co zwracać uwagę i co najczęściej się składa na taki problem. Nie są jednak efektem jednej, konkretnej przyczyny, jednego wydarzenia, przekonania czy decyzji, za którą taka osoba pokutuje do dziś.

Ludzie są naprawdę nieco bardziej skomplikowani!

man-73499_1280

Wystarczy znaleźć tą jedną przyczynę… AKURAT!

To, jacy jesteśmy, jest efektem wielu mieszających się uwarunkowań. Dlatego nawet bliźniaki jednojajowe o bardzo podobnych doświadczeniach mogą wyrosnąć na zupełnie inne osoby. Ot, kilka drobnych różnic gdzieś na początku drogi sprawi, że te same czynniki będą przez każdego z nich interpretowane inaczej. Nie znaczy to jednak, że te drobne różnice były „przyczyną”, a w każdym razie nie „główną przyczyną”. Nie było jednej przyczyny. Gdyby zmienić coś w ich późniejszych doświadczeniach, to również dałoby inny efekt.

A to oznacza, że pytania p.t. „skąd mi się to wzięło?”, „czemu taki jestem?” itp. można porównać do pytania o kształt bryłki lodu w oparciu o kształt kałuży, jaką zostawiła. Można oszacować ogólny rozmiar, ale to by było na tyle. Dotarcie do pierwotnego źródła problemu jest po prostu niemożliwe – możemy co najwyżej znaleźć dobrze brzmiącą bajeczkę. Bajeczkę, która może dodać trochę otuchy i akceptacji, ale to by mniej więcej było na tyle.

Co więcej, nawet gdybyśmy mogli dotrzeć do takiego źródła, nic by nam to nie dało. Nie tylko kobieta zmienną jest, bowiem – zmienni są wszyscy ludzie. To, że jakieś zachowanie czy jakiś problem pierwotnie powstały na skutek określonej sytuacji nie mówi nam absolutnie nic o tym jak działają obecnie.

Dla przykładu, ktoś mógł zacząć pić dlatego, że stracił pracę i potrzebował sobie poradzić ze stresem. Potem znalazł świetną robotę i stres zniknął… ale kumpli od kieliszka pokochał miłością prawdziwą, głęboką i nie wyobraża sobie życia bez widoku ich kaprawych, zapijaczonych mordek. Możemy w tej sytuacji dojść do pierwotnej przyczyny i pracować z problemem radzenia sobie ze stresem aż do zachlanej* śmierci tego klienta. Nic to nie da, bo obecnie problem podtrzymuje zupełnie inna przyczyna.

*SIC ;)

Skąd w ogóle takie oczekiwania „prawdziwych przyczyn”? Cóż, obok prostych ludzkich pragnień, od których zacząłem, obwiniam dwie kwestie – hollywood i psychoanalizę. Scenarzyści filmów i serialów uwielbiają ideę „jednej przyczyny problemów”, bo można na niej oprzeć sporo fajnych, emocjonalnie satysfakcjonujących historii – upadku, odkupienia, poszukiwań, drogi od zera do bohatera. Sęk w tym, że filmy naprawdę nie odwzorowują rzeczywistości. Drugą przyczyną jest psychoanaliza, a konkretnie model hydrauliczny emocji, na którym się opierała. W tym modelu emocje były jak woda w rurach – jak ciśnienie jest za duże, gdzieś będzie wyciek (objaw)… Jak zatkamy wyciek, ale nie rozwiążemy przyczyn nadmiernego ciśnienia, to gdzieś indziej pojawi się nowy wyciek (nowy objaw). Model fajny, prosty, sensowny, tylko ignorujący jedną podstawową kwestię – ludzie nie są węzłem sanitarnym! Nasze emocje po prostu nie działają zgodnie z prawidłami hydrauliki, więc trzymanie się tego modelu nie ma najmniejszego sensu.


Dlatego właśnie tak ważna jest praca z tym, co u klienta tworzy problem tu i teraz. Praktycznie nigdy nie będzie to jedna konkretna rzecz, a cały zestaw uwarunkowań, sposobów myślenia, nawyków i zachowań. Zestaw, o którego poszczególne elementy należy zadbać oddzielnie. Im więcej ich przepracujemy, tym skuteczniejsza i pełniejsza praca.

Odpowiedzialnością skutecznego zmieniacza jest mieć świadomość takiej struktury problemów. Jest nią nie uleganie prostym, wygodnym fantazjom typu „prawdziwe źródło problemów”. Fantazje te zresztą często wspierane są od razu tezą „a źródłem tym jest…” i tu jakaś konkretna idea postulowana przez daną szkołę zmiany czy terapii jako „źródło zła wszelkiego” i „grzech pierworodny”.

Serio, nie. Ludzie są bardziej skomplikowani. Zacznijmy ich deczko bardziej szanować pod tym względem :)


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis