Ta scena pojawiła się w tak wielu filmach i serialach, że dawno stała się już kliszą.

Pacjent – psychiatryczny lub medyczny, nieważne. Lekarze, eksperci, głowią się od lat, nie są w stanie nijak mu pomóc.

A wtedy pojawia się on. Nasz bohater. Geniusz, albo buntownik, a najlepiej genialny buntownik.

I robi tą jedną prostą rzecz.

Magia! Pacjent natychmiast zdrowieje.

Kurtyna. lekIdea cudownej metody, niesamowitej techniki, wspaniałego leku, tej jednej rzeczy, która rozwiązuje wszystkie problemy jest niezwykle nęcąca. Jest taka dramatyczna! Tak dynamiczna! Pozwala wspaniale fantazjować o rozwiązaniu swoich lub cudzych problemów w łatwy i skuteczny sposób.

Niestety, ta idea jest nie tylko bezpodstawna, ale wręcz szkodliwa. Krzywdzi ludzi na trzy sposoby.


Wszystko albo nic

Po pierwsze, ta idea skupia uwagę ludzi na szukaniu tego jednego cudownego sposobu. Tego jednego rozwiązania, które ma rozwiązać cały problem. Tym samym odrzucają rozwiązania, które dają umiarkowaną poprawę, jako nieidealne. Tymczasem kilka połączonych umiarkowanych rozwiązań mogłoby faktycznie rozwiązać problem. „Idealne” rozwiązanie, którego poszukują, nie ma na to szans. Bo nie istnieje.

W efekcie ludzie marnują czas i zasoby, często ganiając od jednego „cudotwórcy” do „drugiego”. Zarówno jako „pacjenci’, jak i jako „specjaliści”, którzy wierzą w przypowiastki o „cudownych” rozwiązaniach Ericksona czy Farelly’ego i szukają tej jednej tajemnicy, która wszystko rozwiąże.

Nie ma tej tajemnicy. Wiem, fajnie by było, jakby była. Ale to po prostu mrzonka.


To takie proste!

Drugi problem z ideą „cudownego leku” jest taki, że najzwyczajniej w świecie obraża ona osoby cierpiące. Naprawdę? Tyle lat się męczyli, a tu wystarczyło niczym Patch Adams strzelić dowcipem albo załatwić jąkającemu się młodzieńcowi kochankę jak McMurphy w „Locie nad kukułczym gniazdem”. Wystarczy, jak w drugim „Spider-manie”, odpowiednio zagadać z tym złym psychopatą, a nagle dotrze do niego, że źle robi i całkowicie się zmieni.  Problem rozwiązany!

Czemuż ci ludzie sami na to przez tyle czasu nie wpadli? Głupi są, czy co? Czemu się tak męczyli ze swoimi problemami, skoro mogli to tak prosto rozwiązać?

Zapewne dlatego, że nie mogli. Zapewne dlatego, że to naprawdę nie jest takie proste. Ale podtrzymując ten mit niestety krzywdzimy takie osoby, przedstawiając je jako głupsze, niż są.


Eksperci to idioci!

Oczywiście, idea „cudownego leku” uderza nie tylko w pacjentów, ale również w ludzi pracujących z nimi na co dzień. Oni wychodzą wręcz na podwójnych idiotów. W końcu mają całe to przygotowanie, wszystkie te podstawy… A i tak nie są w stanie znaleźć tego banalnego rozwiązania, które odkrywa jakiś przypadkowy outsider.

Tyle tylko, że, oczywiście, rzeczony outsider niczego takiego by nie odkrył…


Siła narracji

W rzeczywistości niestety nie ma „magicznych leków”. Nauczyliśmy się ich oczekiwać, gdyż regularnie używane w fabułach filmów, książek i seriali. A są tam używane, gdyż, powiedzmy sobie szczerze, pokazanie jednej dużej, dramatycznej zmiany ma dużo większą wartość dramatyczną, niż dwadzieścia drobnych zmian rozłożonych na lata.*

Scenarzyści i autorzy idą zwykle na łatwiznę. Nie winię ich za to. Jednocześnie regularnie w swojej pracy spotykam się z oczekiwaniami pompowanymi przez taki medialny przekaz, przez społeczną narrację do której się przyzwyczailiśmy. Jak również, wstyd przyznać, narrację, którą niektórzy moi koledzy po fachu sami podtrzymują – i za to ich już winię, bo jest to nieuczciwe względem klientów.

Niestety, takie mity potrafią być potwornie wredne, zwłaszcza dla osób zmagających się z przewlekłymi, trudnymi problemami, u siebie i u bliskich. Czy to osoba z depresją słysząca, że „musi się po prostu wziąć w garść i znaleźć sens życia”, czy rodzice dziecka autystycznego, którym sugeruje się „po prostu zmieńcie mu dietę na bezglutenową” – takie osoby regularnie muszą się mierzyć z konsekwencjami wypaczonej ideologii „cudownego leku’.

Nie ma cudownych rozwiązań. Oczywiście, czasem zmiana może być szybka, czasem klient dojrzał do tej zmiany i potrzebuje tylko kolejnego bodźca by przekroczyć pewną granicę. Ale to mówi o tym jak wiele pracy już wykonał po drodze. I to jemu należy się za tą pracę szacunek.

*Dla jasności, da się taką stopniową transformację dobrze pokazać, czego dowodem są np. Kwiaty dla Algernona. Jest to jednak trudniejsze.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis