Dziś będzie o trzech kwestiach:

– wydawaniu na rozwój pieniędzy, których nie masz

– pewnej wyjątkowo wrednej patologii rozwojowej

– i pewnym pozytywnym zjawisku w polskim światku rozwoju


Czy i kiedy zadłużać się na rozwój?

Kilka dni temu napisała do mnie pewna kobieta. Załamywała ręce nad swoim mężem, który – w sytuacji w której finansowo byli w bardzo kiepskiej sytuacji – on chciał wydać dość dużą kwotę na szkolenie “bo dawno nie był”. Z tego co mówiła, nie był to pierwszy taki przypadek. A wszystko w sytuacji gdzie ona nie pracuje, bo zajmuje się małym dzieckiem.

Nie chcę wnikać w szczegóły ich sytuacji, tego kto miał tam rację, czy nie miał. Po prostu chciałem napisać bardziej ogólny wpis o tym, jak warto podchodzić do szkoleń z perspektywy finansowej, zwłaszcza, gdy tych pieniędzy nie masz za dużo, albo wcale…


1) Zdecydowanie, absolutnie, za żadne skarby nie bierz na szkolenia chwilówek ani nie kupuj ich na kartę kredytową!

Wiem, sam kiedyś oferowałem na niektóre swoje szkolenia kredyty we współpracy z jedną taką firmy. Był to błąd i żałuję tego. Dziś bym tego nie zrobił. Co innego umowa ratalna bezpośrednio z firmą szkoleniową czy coachingową, gdzie firma bierze na siebie część ryzyka i gdzie zdecydowanie łatwiej się dogadać, a co innego “maszynka”, dla której jesteś po prostu kolejną pozycją w Excelu. Natomiast branie szkoleń na kartę kredytową lub na chwilówki to zaproszenie do wpadnięcia w spiralę kredytową. Po prostu tego nie rób.


2) Czy to szkolenie da Ci coś konkretnego?

Zastanów się poważnie jakie efekty ma Ci dać to szkolenie. Co konkretnie ma się po nim zmienić w Twoim życiu? Rzucisz palenie? Zaczniesz się lepiej odżywiać? Naprawisz związek? Postawisz w końcu stronę internetowa swojej firmy? Jeśli trudno Ci wskazać coś konkretnego, jeśli nie potrafisz wskazać innych efektów niż ogólne “zmotywuje się”, “zainspiruję”, itp. to takie szkolenie powinieneś traktować jako rozrywkę. Czy Twoja sytuacja finansowa pozwala Ci z czystym sumieniem wydać taką kwotę pieniędzy na bilet na koncert, albo na mecz? Jeśli tak, idź na to szkolenie. Jeśli nie, popracuj najpierw nad swoimi finansami.


3) Jeśli ma to być inwestycja w Ciebie, to wylicz jej zwrot

Nie daj sobie wmówić hasła p.t. “jak siebie szanujesz, to będziesz w siebie inwestował, nawet na kredyt”. Szkolenie może być inwestycją, owszem, ale sprawdź jaki będzie jego zwrot. O tym jak liczyć ROI pisałem TUTAJ.


4) Ile stracisz szkoląc się później, a ile przepłacisz w procentach?

Czasami sprawa jest prosta – to szkolenie jest tylko teraz, albo w przyszłości będzie wyraźnie droższe. Często są jednak cykliczne i wtedy warto sobie porównać, co stracimy odkładając szkolenie, a co stracimy gdy weźmiemy szkolenie na kredyt? Czasem okaże się, że zdecydowanie warto zapłacić więcej i szkolić się teraz. Np. związek mi się psuje i szkolenie lub terapia może mi pomóc go uratować, później będzie za późno. Albo jak teraz nauczę się sprzedawać lepiej, to szybko nadrobię procenty dodatkową sprzedażą. Albo już za dwa miesiące mam kluczowe przemówienie i muszę do tego terminu błyszczeć. Ale czasem może się okazać, że lepiej po prostu poczekać.


Podsumowując

Nie mówię, żeby nie brać szkoleń na kredyt. Wszystko jest dla ludzi, skoro ludzie biorą na kredyt wycieczki czy telewizory, to szkolenia też mogą być dobrą opcją. Po prostu ważne, żeby pamiętać, że to OPCJA, nie obowiązek. Oraz żeby robić to z głową. Zwłaszcza, gdy odpowiadasz nie tylko za siebie, ale też za swoją rodzinę.

Traktowanie karty kredytowej lub chwilówek jako dżina jest po prostu głupie ;)

Traktowanie karty kredytowej lub chwilówek jako dżina jest po prostu głupie ;)


Nieco o pewnej patologii…

A co do robienia rzeczy z głową… Cóż, pisałem na tym blogu o wielu chorych rzeczach w rozwoju. Niedawno znajomy podesłał mi jednak coś, co przebiło w zasadzie wszystkie z nich, może za wyjątkiem Jamesa Raya oraz gwałtów na szkoleniach.

Była to pierwsza sytuacja, gdy, po spotkaniu z odlotem, zacząłem szukać jakiejś instytucji do której można to zgłosić. Bo ktoś przez to trafi, optymistycznie, do szpitala. A niestety, najprawdopodobniej, do kostnicy.

Nie chcę dawać tam linka, nawet w sposób odgooglający. Zapewne jest kilka osób tak wkurzonych na moją działalność, że poszłyby tam w imię idei ‘na złość mamie odmrożę sobie uszy’. Nie chcę mieć ich na sumieniu. Z tego też względu jeśli ktoś wpadnie na pomysł wrzucenia tutaj linku, post nie przejdzie. Dbajmy o bezpieczeństwo ludzi.

Nie będę linkował do tej patologii, napiszę po prostu jedno.

Jeśli ktokolwiek, a zwłaszcza domorosły coach czy trener, będzie próbował Ci wmówić, że bijąc Cię i poniżając pomoże Ci “pokonać lęki”, “stać się lepszym człowiekiem”, czy “być bardziej męski”… Uciekaj i to szybko.

Tak, takie techniki bywają używane w treningu służb specjalnych. Na osobach, które wcześniej przeszły potwornie mocne sito, przez profesjonalistów i pod opieką całego sztabu lekarzy i nie tylko. Nie chałupniczo przez dzieciaka, któremu wydaje się, że coś wie i potrafi. W takich warunkach, prędzej  czy później skończy się to tragedią – bo obrażeń wewnętrznych związanych z uszkodzeniami organów wewnętrznych często nie widać na pierwszy rzut oka. O szkodach psychologicznych nie będę nawet wspominał.

Tego się nie robi. Po prostu. I jest mi potwornie wstyd, że rzeczy, które ja robię, rozwój, którym się zajmuje, może być wiązany z takimi rzeczami. Jest mi też strasznie żal ewentualnych ofiar takich ludzi.


Nieco dobrych wieści

Dobre wieści są takie, że nie tylko mi jest tego żal. Nie tylko ja nad tym ubolewam. Od czasów, gdy wydawałem się być jedynym wołającym w temacie minęła w Polskim rozwoju cała epoka. Teraz powstaje coraz więcej niezależnych inicjatyw służących jednemu – oczyszczeniu rozwoju i szkoleń.

Nie zawsze pasuje mi ich styl – czasem jest zbyt szczeniacko-wykopowy.

Nie zawsze zgadzam się z tym, że ich krytyka jest słuszna.

Ale SĄ.

I to mnie strasznie cieszy. Czy w wersji moim zdaniem zdrowszej, jak Smutni Trenerzy Rozwoju Osobistego, (polecam też ich blog), czy nieco bardziej niedojrzałej i dzikiej, jak Zdelegalizować Coaching i Rozwój Osobisty, czy po prostu w formie branżowych organizacji jak Izba Coachingu. Ludzie się organizują,  działają, zabierają głos. Mają dość patologii na rynku i wypowiadają się przeciw nim.

I to jest po prostu cudowne i daje dużo nadziei na przyszłość.


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis