Czyli jak zbudować karierę na bezczelnym kłamstwie i popisowo skończyć w pudle…


Stosunkowo dużo miejsca poświęciłem na blogu różnym patologiom w środowisku rozwoju osobistego, zwłaszcza wśród tzw. eventowców/mówców seminaryjnych. Może to sprawiać wrażenie, że przez kontrast promuję środowisko trenerów biznesu jako to jedyne etyczne, itp. Nie jest tak. Zepsute jabłka zdarzają się wszędzie, choć niewątpliwie w środowisku eventowym, ze względu na jego specyfikę, jest o takie zepsucie łatwiej.

Zajmijmy się więc, dla odmiany, jedną z patologii wśród trenerów biznesu. Historia to, obiecuję, nader barwna, zaś wysłuchać jej warto nie tylko dla rozrywki. Pięknie ilustruje bowiem cały szereg różnych mechanizmów, wykorzystywanych przez różnego rodzaju oszustów w różnych branżach.


Nasza opowieść zaczyna się w pewien marcowy poranek roku pańskiego 2013, w mieście na zachodzie Polski. Grupka zaangażowanych uczestników przychodzi do pewnego hotelu na szkolenie biznesowe. Temat szkolenia wstaw sobie czytelniku dowolny. Może to była sprzedaż? A może negocjacje? Nie ma to znaczenia dla naszej opowieści.

Dość powiedzieć, że nasi bohaterowie przychodzą do wyznaczonej sali, a trenera ani widu, ani słuchu, mimo, że do szkolenia już tylko kilka minut.

Zaspał? Zapił? Zachorował? Może porwali go terroryści?

Wypadki chodzą wszak po ludziach…


Dopiero ręcznie napisana karteczka „szkolenie odwołane” daje pewną odpowiedź. Dlaczego jednak nie ma szczegółowych wyjaśnień? Niektórzy jechali na to szkolenie wiele godzin, cóż więc się stało?

Telefon trenera milczy, nikt z jego firmy się nie pojawił, również obsługa hotelu nie wie o co chodzi…

Pikanterii dodaje sprawie fakt, że trener jest nie-byle-kim! To doktor nauk, znany fachowiec, prowadzący (żelazną ręką) dynamiczną społeczność na jednym z portali społecznościowych, ekspert wielokrotnie goszczący w różnych mediach. Co mogło się stać z tym jegomościem? (Nazwijmy go na potrzeby tego tekstu, „Jan Kowalski, Socjolog Biznesu”)

Niestety, tego dnia tajemnica miała pozostać nierozwiązana. Telefon trenera wciąż milczał, a zrezygnowani uczestnicy rozjechali się do domów z zamiarem ubiegania się o zwrot pieniędzy.


Potem sytuacja okazała się jeszcze ciekawsza. Firma, która organizowała szkolenie, XY Anna Kowalska,  okazała się nie istnieć. Pod jej rzekomym adresem funkcjonowała firma AB Zofia Kowalska, zaś zwrot pieniędzy nadszedł z prywatnego konta Zofii Kowalskiej, córki naszego „zaginionego” trenera. W międzyczasie niedoszli uczestnicy szkolenia trafili na niezadowolonych klientów Kowalskiego, którzy dostawali faktury z… nieistniejącej spółki CD Jan Kowalski… Sam Kowalski na swoich stronach podaje też kilka innych firm, w tym polskiej filii prestiżowej firmy zachodniej… Przy weryfikacji w CEIDG,  okazało się, że śladu po tych tajemniczych firmach brak…


Wątek zaczął się zagęszczać, ale uczestnikom udało się w tym czasie uzyskać od przedstawicieli hotelu nieoficjalną informację. Okazało się bowiem, że szkolenie miało się odbyć, tylko, na pół godziny przed jego startem, Jana Kowalskiego zwinęła z sali szkoleniowej policja. Rzeczona policja przetrzymuje go zresztą do dnia dzisiejszego. Wieść gminna nosi, że chodzi o machlojki finansowe, podawanie się za doktora nauk, gdy prawdopodobnie nie ma nawet magisterium, liczne przypadki plagiatu, tego typu zabawy. Drobiazgi…


Gdy wyszło to na jaw, niedoszli kursanci rozpoczęli śledztwo na pełną parę. To czego się dokopali, jest w pewnym sensie imponujące. Człowiek, który zbudował sobie naprawdę solidną markę, był regularnym gościem mediów, itp. okazał się być, od początku do końca, fikcją! Spośród kłamstw, na których budował swój wizerunek przez długie lata, były między innymi:

– Wykształcenie. Nie tylko nie był doktorem, ale prawdopodobnie nie był nawet magistrem. Na trzech różnych portalach społecznościowych podaje zupełnie różne dane n.t. swojego wykształcenia. Różne kierunki, lata, itp. Zdecydowanie nie jest też doktorem – gdyż tych jest w Polsce po prostu rejestr.

– Doświadczenie zawodowe. Wiele z opinii od klientów biznesowych, po weryfikacji, okazywało się być wyssanych z palca, w danej firmie nikt Jana Kowalskiego nie kojarzył.

– Doświadczenie prywatne. Np. udało mu się zdobyć posadę wykładowcy na pewnej katolickiej uczelni dzięki temu, że podawał się za członka Opus Dei (którym oczywiście nie był). Jest rejestr takich członków, uczelnia mogła sprawdzić. Nie sprawdziła. Posadę miał przez ładnych kilka lat.

– Rzekome książki, które wydał. Podawał tytuły dwóch. Żadna nie została nigdy opublikowana.

– Artykuły, które w dużej części okazywały się dość banalnymi plagiatami innych tekstów.

– Firmy, które prowadził, których duża część nigdy nie istniała.

– Rzekome asystentki, które okazały się być tylko fikcyjnymi profilami na portalach społecznościowych.

– A na końcu, nawet jego fotografia na facebooku, ukradziona zachodniemu fotografowi…

(Pewnie całą masę pominąłem, ale to daje pewną namiastkę sytuacji.)

Nowa fotka Jana Kowalskiego?

Nowa fotka Jana Kowalskiego?


Co najbardziej fascynujące – kłamstwa Kowalskiego nie były nawet specjalnie trudne do wyłapania. Na trzech różnych portalach społecznościowych podawał wyraźnie inne informacje odnośnie swojej kariery i wykształcenia. Plagiat był mu wskazywany wielokrotnie, co po prostu ignorował. Lista supernumerariuszy  Opus Dei jest do sprawdzenia. Nieistnienie jego firm dało się łatwo zweryfikować w CEIDG. Podobnie jak fakt, że jego rzekome książki nigdy nie były opublikowane.

A jednak udawało mu się funkcjonować – całkiem nieźle-  przez wiele lat, co najmniej od 2007 roku.


Równie fascynujące, jak przerażające jest to, że tak bezczelny kłamca mógł sobie spokojnie działać i nikt tego nie ruszył przez tyle czasu. Demonstruje to jednocześnie smutną prawdę o tym, jak łatwo stworzyć fałszywy wizerunek w necie, a nawet na żywo. Oraz jak łatwo się na taki wizerunek nabrać.

Warto o tym pamiętać i jest to jedna lekcja, której Jan Kowalski, Socjolog Biznesu, faktycznie może nas nauczyć.


P.S. Standardowo, wolę się skupiać na zjawisku niż na osobie, więc zmieniłem nazwisko i nieco danych identyfikujących. Kto chce i tak zidentyfikuje, ważniejsze jest jednak zwrócenie na lekcję, jaką nam daje JK.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis