Jak jesteś bogaty? Szybki sposób na ocenę

Od jakiegoś czasu bawię się z próbą stworzenia prostego modelu oceny majątku. Czegoś, co pozwoliłoby jednym-dwoma pytaniami, bez głębszych analiz, przypisać ludzi do różnych grup, a jednocześnie pozwoliło każdej z grup nieco wczuć się w perspektywę i ograniczenia innych.

Bo faktem jest, że jak ktoś np. całe życie żyje w wyższej klasie średniej i ma znajomych głównie (lub jedynie) z tego zakresu, to potwornie trudno mu sobie wyobrazić tak życie osób ubogich jak i bardzo majętnych. Choć tych drugich pewnie jednak łatwiej, bo bywa ono na świeczniku. Ubodzy, nawet jak są przedstawiani w mediach, to zwykle w dużo lepszych warunkach, niż faktycznie mają. (Np. większość bohaterów seriali ma nieproporcjonalnie duże mieszkanie i wysoki poziom życia względem rzeczywistości. Np. serialowi „Kiepscy” mogą się wydawać stereotypową polską rodziną z blokowiska, ale prawda jest taka, że ich poziom życia jak na utrzymanie z jednej pensji pielęgniarskiej jest i tak nieproporcjonalnie wysoki. Nie wspominając o bohaterach „Przyjaciół” czy „Jak poznałem waszą matkę”, żyjących w warunkach wręcz luksusowych. Cóż, duże pomieszczenia są ważne przy kręceniu wideo… Takie rzeczy się jednak zbierają i budują mocno wykrzywiony obraz życia. Dlatego chciałem, by mój model pozwalał od razu trochę lepiej zrozumieć położenie innych… I chyba go znalazłem.

Modelem, który chcę tu zaproponować jest model oparty nie na tym co jest, ale, zamiast tego, na tym co potrzebne jest do znaczącej zmiany. Jakościowej, a nie ilościowej.

Wziął się z luźnego rozważania na temat wartości wygranych. Są osoby, które nawet gdyby wygrały podstawową kwotę w lotka (dwa miliony), w zasadzie nie zmieniłoby to ich życia. Jasne, byłoby to miłe, pewne rzeczy by ułatwiło. Ale w praktyce wiele by się nie zmieniło – wciąż musiałyby pracować, bo nie jest to kwota, która pozwala żyć z odsetek na sensownym poziomie. Może pracowaliby nieco mniej czy łatwiej mogli zdecydować o dłuższym urlopie, ale koniec końców ich życie nie uległoby jakiejś drastycznej zmianie. Żeby doszło u nich do realnej zmiany, potrzebowałbym około 8-10 milionów, czyli już kilku kumulacji pod rząd. Znam osoby, dla których nawet największe kumulacje w kraju (kilkadziesiąt milionów) nic by nie zmieniły jakościowo. Ilościowo, jasne, przyśpieszyłyby pewne procesy, ułatwiły podejmowanie pewnych decyzji, itp. Ale nie dałyby tak dużych zmian.

A jednocześnie znam takie, dla których taka podstawowa wygrana pozwoliłaby na bardzo realną zmianę. Np. dała przestrzeń i oddech by się dokształcić i zdobyć kwalifikacje do lepiej płatnego zawodu – co już dałoby bardzo realną zmianę. Są też osoby, dla których nawet piątka (warta kilka tysięcy) w totka już pozwoliłaby na gwałtowną zmianę, bo pozwoliłaby wyrwać się z nieustannej spirali kredytowej.

Dlatego pomyślałem, że warto zaproponować prosty model majętności oparty na wygranych niezbędnych do realnej zmiany życia. Oczywiście wygrana jest tu symboliczna – większość z nas może się po prostu odnieść do czegoś takiego jak wygrana w Totka. Jest to wspólny kulturowy punkt odniesienia. Równie dobrze można by mówić o zarobieniu takiej kwoty, jej odziedziczeniu, itp. Nie jest to zachęta do gry w totka (którą potrafię uzasadnić jako formę relaksu, ale jest to wydatek, coś na co tracimy pieniądze, a nigdy forma realnego zarabiania!), używamy go tutaj tylko jako pomocy naukowej.


Prekariat

Poziom, na którym zmianę daje już totkowa piątka, ledwie kilka dodatkowych tysięcy złotych. Pozwala wyrwać się ze spirali długów. Pozwala na zakup ładnego ubrania na rozmowę rekrutacyjną. Pozwala mieć zapas na 1-2 miesiące by przetrwać poszukiwanie pracy. Pozwala dosłownie, poznawczo, odetchnąć, mieć więcej mocy przerobowych by wymyślić alternatywne rozwiązania i opcje (badania jasno pokazują, że niedobór pieniędzy przekłada się na tymczasowe ograniczenie IQ i to o jedno odchylenie standardowe).


Klasa robotnicza

Na tym poziomie przydałaby się wygrana, ale nie musiałaby być w lotka. Nawet wygrana 50-100 tysięcy mogłaby tu dużo zmienić. Pozwolić zaryzykować i założyć własną firemkę. Dokształcić się i zmienić zawód, mając za co żyć przez ten czas. Wziąć kredyt na mieszkanie z jakimś sensownym wkładem własnym i zamieszkać „na swoim”, zyskując poczucie bezpieczeństwa. Lub po prostu mieć poduszkę bezpieczeństwa na wypadek problemów i utraty pracy, dzięki czemu poziom stresu jest drastycznie obniżony.

Tym osobom kilka tysięcy aż tak wiele już nie zrobi. Czasem się po prostu zdarza -wpadnie jakaś fucha, premia, itp. Jasne, miłe i ułatwiające, ale nie zmieni to drastycznie życia, ot, pójdzie np. na wakacje. (A i wpada za rzadko, by w sensownym okresie czasu zaoszczędzić tych 100-200 tys.)


Klasa średnia

Na tym poziomie przydałaby się typowa wygrana w lotka, albo chociaż pół. Milion czy dwa to już coś z czym da się realnie zmienić życie. Przenieść do wyraźnie lepszego mieszkania. Zabezpieczyć starość. Założyć upragnioną firmę. Kupić dzieciom mieszkanie. Przemodelować życie całkowicie – przenieść się do innego kraju, itp. wciąż pracując, ale na innym poziomie. Zrobić jakieś inwestycje, które wprawdzie nie zapewnią dostatniego życia same w sobie, ale będą realnie wspierały odczuwalne dochody z miesiąca na miesiąc. Wciąż trzeba będzie pracować, nie będzie się dało żyć z tych pieniędzy, ale jakość tego życia zmieni się dramatycznie.

Na tym poziomie 50-100 tysięcy byłoby oczywiście miłe, ale wiele by nie zmieniło. Pozwoliło może spłacić część kredytu, albo odświeżyć mieszkanie. Może spełnić jakieś marzenie typu nowy samochód – ale i ten samochód nie byłby wcale jakoś tak niesamowity.


Wyższa klasa średnia

Na tym poziomie potrzebna jest już jakaś nieco większa kumulacja. 6-10 milionów. Kwota, za jaką można już próbować przejść na wcześniejszą emeryturę, albo naprawdę rozdmuchać prowadzoną firmę.

Na tym poziomie pojedyncza wygrana w lotka wiele nie zmieni. Jasne, ułatwi pewne kwestie, ale koniec końców, wciąż będzie się żyło jak się żyło, tylko z nieco większymi zapasami czy zabezpieczeniami.


Klasa wyższa

Na tym poziomie potrzeba już raczej kumulacji w zachodnich loteriach. Są wciąż takie wygrane, które pozwoliłyby na drastyczną zmianę – awans do najbogatszych – ale to wyjątkowe wygrane, w rodzaju Powerballa za 1.5 miliarda dolarów. Tu bowiem zmianą byłoby już wejście na poziom wieluset milionów, albo po prostu miliardów i szansa do wejście do grupy oligarchów. Poniżej tego tak naprawdę nic nie ma znaczenia, a pieniądze zaczynają być akcesorium statusowym – to ile zarabiasz ma świadczyć o tym jak wartościowym jesteś człowiekiem, pracownikiem, itp.


Oligarchia

Poziom na którym po prostu nie ma takiej wygranej, która cokolwiek by w życiu tego człowieka zmieniła. Pieniądze stały się po prostu akcesorium w pogoni za statusem i dominacją nad innymi osobami z tej samej klasy. (Co jest oddzielną patologią. Zacznijmy im rozdawać jako społeczeństwo gwiazdki albo coś i tyle, zamiast tego. Efekt ten sam, a nie będzie takiego zaburzenia gospodarki, jakie mamy obecnie.)


Mam wrażenie, że ten model myślenia o majątku może być przydatny o tyle, że bardzo namacalnie pozwala sobie wyobrazić pozycję innych osób na skali. Dla każdego z poziomów określony poziom wygranej jest już obiektem westchnień. O poziom wyżej te same pieniądze to takie „miło byłoby mieć”. Dwa poziomy wyżej już się tego prawie nie zauważa jeśli chodzi o jakość życia. Uświadomienie sobie takiego poziomu różnic może zdecydowanie ułatwić zrozumienie innych osób, które są w gorszej pozycji od nas… Oraz dostrzeżenie osób nad nami, tego jak duże to są przeskoki. Tego, że np. nikt z nas nie ma szans na doskoczenie do poziomu oligarchii, więc protestowanie przeciwko opodatkowaniu tego poziomu ostrzej (zwłaszcza, że pieniądze i tak są dla nich tylko symbolem statusowym) naprawdę jest irracjonalne. Zwłaszcza jeśli ktoś myśli „nie zgodzę się na takie podatki, bo jak kiedyś sam się tak dorobię, to mnie też będą takie podatki obowiązywały.” Nie przejmuj się, nie dorobisz się tego nigdy – akurat na tym modelu widać to bardzo wyraźnie.


Co sądzicie o tym modelu? Czy pozwala Wam coś więcej zauważyć odnośnie majątku? Jest sens z niego korzystać? Czy lepiej zostać przy twardszych wyliczeniach majątkowych?



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis