Jak głąby wyobrażają sobie bystrzaka…

Spotkałem się jakiś czas temu z pewną kategorią, którą ktoś w internecie nazwał „The dumb people’s idea of a smart person”. Luźno tłumacząc – to jak głąby wyobrażają sobie bystrzaka. I pomyślałem, że to temat, który jest mi jakoś tak bliski i który warto poruszyć.

Na zachodzie termin ten pada w dyskusji n.t. takich osób jak Jordan Peterson czy Sam Harris, w Polsce moglibyśmy go odnieść choćby do Korwina-Mikke czy Mariusza Kolonko. Ludzi mających duży wpływ na debatę publiczną, zwłaszcza na opinię osób młodych, choć ludzi niekoniecznie świadomych tego, o czym mówią.

Oczywiście, samo sformułowanie jest dość obraźliwe, ale kryje się pod nim pewien głębszy sens. Pewna kategoria pozornych ekspertów, którzy pojawiają się, ponieważ z perspektywy laika w danej dziedzinie niezwykle trudno trafnie ocenić jakość i kompetencje. To, co na laiku robi wrażenie, ekspert przyjmie bez mrugnięcia okiem. Za to pochyli głowę z uznaniem nad czymś, co dla laika może się wydać zupełnie nie robiącym wrażenia. Jest tak, ponieważ laik nie zna danej dziedziny na tyle, by wiedzieć co jest w niej faktycznie trudne, a co jest tak naprawdę bardzo, bardzo łatwe. Jeśli taki pozorny ekspert jeszcze dodatkowo nie rozwiewa wątpliwości swoich fanów, tylko ochoczo przyjmuje deklaracje swojej wyjątkowości, to cóż – bardzo łatwo można się w tym zgubić.


Dla przykładu, na laikach zawsze ogromne wrażenie robi hipnotyczny most kataleptyczny. Czyli ułożenie sztywnej osoby między dwoma krzesłami, ewentualne wejście na nią. Eksperci wiedzą natomiast, że most kataleptyczny nie wymaga żadnego transu czy zjawiska hipnotycznego, praktycznie każdy może się po prostu tak spiąć, zwłaszcza na relatywnie krótki okres czasu.

Z kolei na laikach zupełnie nie robi wrażenia „złamanie” efektu Stroopa. Efekt ten polega na zaburzeniu nazywania kolorów, jakimi napisane są wyrazy określające kolory.  Gdy wyraz nie zgadza się z kolorem, nazywanie koloru jest odrobinę wolniejsze. Czyli np. niebieski czerwony zielony opiszemy szybciej niż zielony niebieski czerwony. Chodzi tu o sprzeczność informacji – wizualnego koloru i treści napisu – z którą mózg ma duże problemy. W hipnozie jesteśmy w stanie „złamać” ten efekt, zrównując tempo czytania obydwu zestawów – co wymaga uzyskania tzw. halucynacji negatywnej, zaburzenia rozpoznawania zapisanych słów. Dużo bardziej złożony proces, wymagający dość głębokich zmian poznawczych u hipnotyzowanej osoby. Ekspert to doceni. Ale dla laika? No dobrze, przeczytał w tym samym tempie, wow. <Tu wstaw wolne ironiczne klaskanie.> 

Takich przypadków możemy znaleźć więcej w każdej dziedzinie. Laicy po prostu nie wiedzą na co mają zwracać uwagę – bo gdyby wiedzieli, nie byliby laikami. Nic w tym zwykle złego. (Co najwyżej może być to frustrujące dla ekspertów, no ale od tego są środowiska branżowe. To tam można znaleźć zrozumienie dla pełni swoich kompetencji, ze strony innych osób rozumiejących o co naprawdę w nich chodzi.)


Jednocześnie jednak, w świecie gdy droga „na szczyt” zrobiła się potencjalnie bardzo krótka, a przede wszystkim pozbawiona odpowiedniej selekcji na poszczególnych etapach, bardzo łatwo może to doprowadzić do wypromowania jako ekspertów „od wszystkiego” ludzi, delikatnie mówiąc, niezbyt kompetentnych. Za to potrafiących pewnością siebie i butą te kompetencje odpowiednio udawać. „Bystrzaków dla głąbów” właśnie. To o tyle niebezpieczne, że na tym etapie liczy się bardziej zasięg, niż trafność opinii czy prawdomówność. Kto pierwszy zostaje uznany za eksperta, ten uznawany jest za punkt odniesienia.

Kir Bułyczow, rosyjski pisarz science fiction, opisał ciekawą sytuację tego typu. Pismo w którym pracował miało opisać książkę Ericha von Danikena, głosiciela teorii o wpływie kosmitów na rozwój ludzkości. Bułyczow przeczytał książkę i ogólnie był zafascynowany argumentacją… No poza niektórymi przykładami historycznymi, bo akurat w tym się hobbistycznie specjalizował i był w stanie wypunktować błędy w nich. Ale w ogóle to super. Tylko podzielił się wrażeniami z kumplami z redakcji i kilku z nich zaobserwowało podobne błędy ze swojej specjalizacji. Siedli więc razem w kilkanaście osób i wycieli wszystkie te błędy, które byli w stanie wychwycić. Z książki nie zostało nic. Opublikowali efekt swoich dociekań w piśmie… i redakcja została wprost zalana listami. Nie, nie gratulacyjnymi. Domagającymi się zwolnienia Bułyczowa i innych heretyków, którzy „w swojej ignorancji atakowali tą genialną książkę!”

Do tego bowiem prowadzi mechanizm „bystrzaka dla głąbów”. Gdy już kogoś uznamy – bo nie wiemy lepiej – za eksperta, wszelkie krytyki tej osoby zaczynamy traktować jako coś osobistego. Nie pozwalamy sobie na podważanie naszych wybranych ekspertów, na weryfikację ich poglądów. Zamiast tego atakujemy „tych głupich drani”, którzy „nie rozumieją” geniuszu naszych guru. Celowo piszę „naszych”, bo powiedzmy sobie szczerze, każdy z nas jest głąbem przynajmniej w kilku dziedzinach. Łatwo nam więc wkręcić się w przekonanie, że ktoś jest bardzo kompetentny – i później trudno z tego przekonania zrezygnować.

Tylko, jak to ktoś pięknie ujął – to gwarantuje ludziom tkwienie co najwyżej w przeciętności, przy jednoczesnym przekonaniu, że znajdują się na samym szczycie, że wiedzą tak wiele więcej niż inni.


Jak radzić sobie z „bystrzakami wg. głąbów”? Dobrą sugestią, z jaką się spotkałem jest zadanie sobie prostego pytania – „gdyby ta osoba się myliła, to jak mógłbym to sprawdzić?” Po czym sprawdzenie tego. Znalezienie większego specjalisty w danej, często dość wąskiej działce i poproszenie o ocenę. Znalezienie stosownych badań. Innymi słowy – jak możemy zweryfikować to, co ktoś mówi?

Wskazówką będzie już to, jak taka osoba reaguje gdy pytamy o weryfikację. Czy jest skłonna nam wskazać jakieś, choćby ogólne źródło? Czy raczej ignoruje nasze pytanie lub wręcz robi się agresywna?


A co jeśli trafiamy na kogoś, kto już w takiego „bystrzaka” uwierzył?

Cóż, mamy pod górkę – bo aby zaakceptować słabość „bystrzaka”, taka osoba musi też przynajmniej na chwilę uznać się za „głąba”. A przynajmniej za kogoś, kto został wprowadzony w błąd. A tego nikt nie lubi. W końcu miłość (WŁASNA) jest największą siłą we wszechświecie. Cokolwiek co tą miłość (WŁASNĄ)  narusza, spotyka się z bardzo negatywnym przyjęciem. To naturalne i ludzkie.

Dlatego też większość osób zmienia nastawienie do „bystrzaków” dość powoli. Pierwsze wady czy błędy u takiej osoby są zwykle ignorowane czy racjonalizowane. Potem reinterpretowane („No tak jak to mówisz to jest to debilizm, więc na pewno miał tak naprawdę na myśli…”) Aż w końcu następuje drastyczna zmiana i niemal całkowite odwrócenie podejścia.

Jest to jednak proces powolny. Dlatego dużo lepiej szczepić na „bystrzaków” jak najwcześniej. Ucząc ludzi krytycznego myślenia i tego by zawsze sprawdzać – „Czy aby ktoś nie wie lepiej? A jeśli tak, to jak to sprawdzić?”



Tradycją jest już, że w okresie od Świąt do moich urodzin - 5-go stycznia - mamy na MindStore promocję. 

Tak jest i w tym roku. 30% na wszystko (niedługo będzie też okazja kupić kilka szkoleń otwartych zaplanowanych na 2019, tak stacjonarnych jak i webowych). Zapraszam!


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis