3.5 Fazy Rozwoju Osobistego

Nagromadziło się ostatnio cięższych wpisów, tym razem chciałem więc opisać coś lżejszego – choć wciąż potencjalnie przydatnego. To jedna z tych rzeczy, które są czysto obserwacyjne – nie mam na to badań, prawdę mówiąc ciężko byłoby to dobrze zoperacjonalizować. Mimo wszystko, może się komuś przyda dla lepszego zrozumienia siebie, tego jak działamy i co można ze sobą dalej zrobić.


Mam taką luźną obserwację, że wiekszość osób zajmujących się tematyką rozwoju osobistego przechodzi przez trzy i pół etapów takiego zainteresowania. Etapy te nie są proporcjonalne. Niektórzy „wykruszają się” np. już po pierwszym. Niektórzy „utykają” (zwłaszcza w drugim) na wiele lat. Jeśli jednak przechodzą przez te etapy, to w określonej, powtarzalnej kolejności.

Etap pierwszy: Mam problem

Na tym etapie ludzie w ogóle angażują się w tematykę rozwoju osobistego, coachingu, itp. Wiedzą, że mają jakiś problem, czasem dwa. Takie naprawdę duże dla nich rzeczy. Problemy z pewnością siebie, sprzedażą, związkami, wydajnością, itp.

To one są motywacją by zaangażować się w rozwój osobisty. Wchodzą w temat przez coaching, hipnozę, NLP, mówców motywacyjnych, psychologię czy inne przejawy szeroko rozumianej branży rozwojowej. Starają się znaleźć rozwiązanie na swoje problemy i potrzeby.

Niekiedy im się nie udaje i się wykruszają. Często prędzej czy później im się udaje i się wykruszają. Niekiedy im się udaje, ale mimo wszystko zostają w temacie. Niektórych fascynuje odkryty potencjał i możliwości. („Skoro to da sie zmienić, to co jeszcze?”) Innych trzyma towarzystwo poznane przy okazji. Dla jeszcze innych to jakiś sposób wypełnienia życia. Niektórzy wyobrażają sobie, że jakoś zrobią z tego karierę. Jakakolwiek ich motywacja, z tego etapu przechodzą do kolejnego…


Etap drugi: Nie mam żadnych problemów

Na tym etapie ludzie zajmują się rozwojem osobistym, niekiedy przez lata, ale gdy przychodzi do ćwiczeń na szkoleniach pojawia się opór. „Z czym ja mam ćwiczyć? Ja nie mam żadnych problemów!”

Co ciekawe, z perspektywy osób z zewnątrz wcale tak nie musi to wyglądać. Ba, wiele takich osób chętnie odpowiedziałoby w tej sytuacji „Serio? Chcesz listę?” Jasne, nie robią tego, zwykle, bo są miłe lub ugodowe, ale zdecydowanie przychodzi im to na myśl. Bo problemy są i widzą je generalnie wszyscy poza taką osobą.

Co ciekawe nie chodzi tu nawet o jakieś kwestie narcyzmu itp. Przynajmniej nie zawsze. Jest tu bardziej pierwotna przeszkoda. Kiedy ta osoba wchodziła w rozwój osobisty, miala ten 1-2 problemy, które były dla niej 8, 9 albo 10 w skali do 10. Teraz wiec też szuka kolejnych problemów 10/10. Względnie 8/10. I takich faktycznie nie dostrzega. Fatycznie może ich nie mieć.

Musi dopiero obniżyć skalę by dostrzec ile innych problemów ma…


Etap trzeci: Ile ja mam problemów!

Gdy skala ulegnie w końcu obniżeniu, oczom takiej osoby ukazuje się istne pobojowisko. Nagle się okazuje, że owszem, 8/10 problemów nie ma. Ale jest kilka 7/10, kilkanaście 6/10 i niezliczona ilość „drobnicy” 5/10 i mniej.

To potrafi być przytłaczające. Niektórzy na tym etapie czują się zupełnie przebici i się poddają. Inni rzucają się z maniakalną pasją w przepracowywanie kolejnych i kolejnych i kolejnych problemów. Sęk w tym, że lista nigdy nie ma końca. Nie będzie miała, bo wciąż pojawiają się nowe. Bo nasz mózg naprawdę nie był projektowany przez wydajnego inżyniera. Ewolucja nie polega na tym, że przetrwają najlepiej dostosowani. Polega na tym, że przetrwaja najmniej zjebani. Nasz mózg ma taką ilość wad, ograniczeń, dziur i problemów, że kolejne błędy i problemy będzie dorzucał nam non stop.

Nigdy nie będziemy idealni.

I finalny etap (a przynajmniej finalny, który udało mi się zidentyfikować) polega właśnie na zaakceptowaniu tego.


Etap trzy-i-pół: Ile ja mam problemów… I z którymi jestem gotowy żyć, a które chcę przerobić

Celowo nazywam to pół-etapem, gdyż nie następuje tu jakaś dramatyczna zmiana jakościowa. Wciąż masz masę problemów. Wciąż je dostrzegasz. Po prostu dojrzewasz do tego by zacząć niektóre z nich akceptować, niektóre wręcz cenić („tak, jestem zjebem w tym i w tym zakresie, jak ktoś ma z tym problem to jego problem”). Nie miotasz się już, tylko wybierasz „to jest faktycznie do zmiany”, „to może kiedyś ogarnę”, „z tym nie ma sensu się babrać – mogę to zmienić, jasne, tylko po co?”

Z mojej perspektywy to etap bardziej świadomego rozwoju osobistego. Etap gdy zaczynasz korzystać z narzędzi majac faktycznie wybór by z nich korzystać. Gdy świadomie dokonujesz selekcji tego co warto zmienić, tego co warto zaakceptować i tego co jasne, jest upierdliwe, ale serio nie masz checi ani energii by to zmieniać.

Czy są kolejne etapy? Nie wiem. Fajny byłby czwarty, gdy strzelasz z oczu laserem i wyrastają Ci skrzydła, ale na razie takiego nie udało mi się zaobserwować.


Czy te etapy są sztywne i oficjalne? Nie. To luźne obserwacje. Możecie się z nimi nie zgadzać i – jako że to nie jest treść oparta na badaniach – nie będę się przy nich upierał. Może jednak dla kogoś ten podział okaże się przydatny.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis