Dlaczego potrzebujemy podważać swoje założenia?

Spośród wielu różnych skłonności naszego mózgu, jest kilka, które zawsze mnie jakoś urzekały. Były tak specyficzne, tak niesamowite, a jednocześnie tak spójne – gdy o tym pomyśleć – że po prostu coś mi w nich „klikało”.

Jedną z nich jest fascynujące powiązanie stopniowej utraty słuchu z urojeniami paranoicznymi.

Powiązanie to na pierwszy rzut oka wydaje się absurdalne, ale gdy zrozumiesz jego strukturę, nagle staje sie tak oczywiste i jasne, że można się tylko zastanawiać czemu wcześniej się na to nie wpadło.


Osoby mające kłopoty ze słuchem, zwłaszcza gdy nie są tych problemów świadome, nieproporcjonalnie często popadają w paranoję. Zaczynają uważać, że inni spiskują przeciwko nim. Z czasem te urojenia mogą się pogłębiać i prowadzić do izolacji albo innych problemów.

Tyle tylko, że to nie do końca są urojenia. To raczej dość racjonalna interpretacja doświadczeń, jakie te osoby akurat mają.


Bo pomyśl, jak to może wyglądać z ich perspektywy. Pamiętajmy – mają osłabiony słuch, ale nie są tego świadome. Nagle zauważają więc, że ludzie w ich otoczeniu – w pracy, w domu – zdają się mówić ciszej w ich towarzystwie.

Tak jakby to co mówią nie było przeznaczone dla uszu takiej osoby.

Tak jakby spiskowali przeciwko niej.

Co więcej, z biegiem czasu (gdy uszkodzenie słuchu postępuje), szepty są coraz częstsze i obejmują coraz większą grupę ludzi!

Jeśli taka osoba nie zda sobie sprawy, że problemem jest jej własny słuch – co może być problemem jeśli np. mieszka sama i kontakt z ludźmi ma tylko w pracy, nie słucha dużo muzyki, itp. – to bardzo łatwo może zbudować ogromne paranoiczne wyobrażenie. A wszystko wokół pozornie niegroźnego zjawiska stopniowej, nieuświadomionej utraty słuchu. Fascynujące!


Nie pamiętam już gdzie trafiłem na obserwację o tym zjawisku. Logika podpowiada mi Sacks, skojarzenia mówią o Ramachandranie, więc jak znam życie chodziło o zupełnie inną książkę. Pamiętam, jak uderzyła mnie jego elegancja. To jak bardzo z zewnątrz wydaje się absurdalne, a jednocześnie z wewnątrz ma bardzo ścisłą logikę. Doświadczenia są spójne, ich interpretacja nie jest irracjonalna.

Brakuje po prostu kluczowego kawałka informacji, który pozwoliłby sobie uświadomić kruchość całej konstrukcji.

Ten kawałek jest jednak trudny do uzyskania, bo ludzie bardzo rzadko weryfikują swoje własne poglądy i doświadczenia.


Spotykam się z tym niezliczoną ilość razy we wszystkich sceptycznych dyskusjach.

„Ja tego doświadczyłem, więc tak jest.”

„Będę się tego trzymał, bo to zgodne z moim doświadczeniem.”

„Uwierzę przede wszystkim własnym oczom.”

I tak dalej, i tak dalej.


Tymczasem nasze oczy zawodzą – sprawdź różne złudzenia optyczne, jeśli wątpisz. Zawodzą też nasze uszy czy ine zmysły.

Nasze doświadczenie może być błędne, źle zapamiętane, albo po prostu źle interpretowane.

Nasz mózg nie nadaje się do trafnego wnioskowania na temat rzeczywistości.

Dlatego nie warto mu ufać. Dlatego warto podważać to co nam mówi. Nie na rzecz „serca” czy emocjonalnych odczuć, bo te są jeszcze bardziej wypaczone. Na rzecz zewnętrznych pomiarów rzeczywistości.


Inaczej możesz skończyć podejrzewając innych o spisek przeciwko Tobie, podczas gdy wystarczyłby aparat słuchowy…


P.S. Nie zrozum mnie źle, spisek jest. Oczywiście, że jest. Ten wpis jest jego elementem, ma sprawić, że poluzujesz gardę. I wtedy uderzymy. Ale to tak tylko dla klaryfikacji. I tak, wydaje Ci się, że tylko tu żartuję. Hahaha, co za śmieszny żart… Ha… Ha… Ha…



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis