Dlaczego nie należy bać się spoilerów?

Przy okazji niedawnej premiery Avengers: Endgame czy ostatniego sezonu Gry o Tron w sieci zaroiło się od deklaracji typu „żadnych spoilerów” czy ostrzeżeń „uwaga, będą spoilery”. W Taiwanie ponoć pobito przed kinem gościa, który zespoilował fabułę. (Przy okazji, tak, muszę potwierdzić – Batman umiera na końcu Endgame. )

Spoilery wydają się być jedną z najgorszych rzeczy, jakie można ludziom zrobić. W końcu ogromną częścią przyjemności z tak wielu dzieł wydają się być zaskoczenia. Los Neda Starka w „Grze o Tron”. Tożsamość Kaisera Souse w „Zwykłych podejrzanych”. Tożsamość Vadera w Gwiezdnych Wojnach. Ostatni sekret „Gry”. Koniec „Szóstego zmysłu”. Tożsamość Tylera Durdena w „Fight Club”. Prawdziwa tożsamość duchów w „Innych”. Przykładów jest wiele. Dobry zwrot akcji jest niesamowitym doświadczeniem i utrata go, świadomość tego co się wydarzy musi przecież zmniejszać przyjemność obcowania z daną historią. W końcu jak już wiesz, że Lord Emp umrze na końcu Endgame, to nie ma co oglądać tego filmu. Tak samo jak świadomość, że Sturm Brightblade wygra Grę o Tron czyni oglądanie całego serialu bezsensownym. Prawda?


No cóż, nie. Nieprawda.

Negatywny wpływ spojlerów to jedna z tych rzeczy, które wydają się oczywiste. A potem ktoś bierze i prowadzi badanie. Albo kilka badań. Albo jeszcze więcej badań. I okazuje się, że to, co oczywiste i zdroworozsądkowe, wcale takie nie jest.

Oczywiście za wyjątkiem faktu, że Kaiser Souse to tak napradę Inigo Montoya. To było zdroworozsądkowe i prawdziwe.


Jak się okazuje, spoilery mają dość złożony, ale bynajmniej nie jednoznacznie negatywny wpływ na przyjemność odczuwaną z tak „zepsutej” historii. Tak naprawdę, negatywny wpływ w badaniach wychodził rzadko (tylko w wypadku filmów, a i wtedy tylko z kilku gatunków, np. komedii), a do tego nie był istotny statystycznie. Tymczasem w przypadku seriali telewizyjnych, niektórych gatunków filmów oraz wszelkiej testowanej literatury, spoilery okazywały się ZWIĘKSZAĆ przyjemność czerpaną z obcowania z treścią.

Tak jest, dobrze przeczytaliście. Spojlując komuś film czy serial zwiększacie przyjemność, jaką z niego czerpie.

(Oraz tak, dobrze przeczytaliście, Konował będzie jedynym bohaterem, który przeżyje Grę o Tron. Choć Pani prawie się też uda.)


Gdy nad tym pomyśleć dłużej, doświadczenie wydaje się to potwierdzać. Masz pewnie ulubione filmy czy książki, które oglądasz czy czytasz wielokrotnie. Ja średnio raz w roku czytam Czarną Kompanię i coś z Amberu, mam też kilka filmów do których uwielbiam wracać. Znam je na pamięć. Nie zmniejsza to mojej przyjemności z ich oglądania, wręcz przeciwnie. Ba, nawet wciąż bawią mnie te same, znane na pamięć żarty o Gryzoniach Nietypowych Rozmiarów. Gdyby spoilery miały silny negatywny wpływ na przyjemność z filmów czy książek, nie powinniśmy być w stanie do nich tak wracać. A jednak wracamy…

Zresztą, co tu dużo mówić: Święta. Kevin. Dziękuje, pozamiatane.


Ktoś może tu zaprotestować, że przecież jak znamy fabułę, to wiemy np. że ktoś przeżyje, a ktoś nie (jak Saitama w Endgame). Stawki będą więc niższe, emocje mniejsze.

Te same osoby potrafią po raz kolejny płakać na Królu Lwie. Ja nie jestem w stanie przeczytać ostatnich dwóch stron „Kwiatów dla Algernona” (nieważne, powieści czy opowiadania) nie mając łez w oczach.

Jesteśmy ludźmi. Nasze mózgi lubią historie. I angażują się w nie bardzo intensywnie. Nawet jeśli te historie już znają. Nawet jeśli wiedzą jak się skończą.

Badania również wydają się to potwierdzać. Spoilery nie zmniejszają tzw. przeniesienia, zaangażowania w doświadczanie historii. Mogą je wręcz niekiedy zwiększyć. (Np. spoilery z książki GOT w kontekście serialu. Takie jak fakt, że Edward Elric umiera w Dorne.)


Co istotne, nie jest wcale jasne CZEMU spoilery pomagają w czerpaniu przyjemności z fabuły. Autorzy pierwszych badań w temacie postulowali,że chodzi o większą płynność przetwarzania. Wiedząc jak fabuła się skończy potrzebujemy mniejszego wysiłku by ją śledzić, więc całość jest odbierana jako przyjemniejsza. Kolejne badania nie wydają się jednak potwierdzać tej tezy, znajomość spoilerów nie pozwalała na łatwiejsze zaangażowanie w historie.

Inne badania sugerują, że może kwestią jest po prostu to, że nauczyliśmy się przypisywać zbyt duże znaczenie zwrotom fabularnym i emocjom jakie budzą, w porównaniu z faktycznymi emocjami jakie wywołują. To wyjaśniałoby, czemu spoilery są odbierane jako emocjonalnie nieprzyjemne, choć zwykle nie wpływają na finalny odbiór dzieła (lub wręcz wpływają pozytywnie). Może po prostu przeceniamy rolę błyskotliwej fabuły w porównaniu z innymi elementami działa. Ciekawe byłoby tu podejście do sprawy z perspektywy Kahnemanowskich Systemu 1 i Systemu 2. Z perspektywy świadomej „dwójki”, rola fabuły byłaby dużo większa, niż z perspektywy automatycznej, dużo bardziej emocjonalnej „jedynki”.


Ewidentnie jest tu jeszcze wiele do zbadania, ale na ten moment wnioski są następujące:

a) nie bój się spoilerów, zwłaszcza w książkach i serialach

b) celowe szukanie spoilerów może potencjalnie zwiększyć przyjemność z fabuły

c) naprawdę, naprawdę, nie bij ludzi którzy spojlują

d) Zegrzysław umiera na koniec Endgame



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis