Dziennikarz NBC, Brian Williams został niedawno zawieszony w związku z kłamstwami, jakie wypowiadał na antenie.

W 2003 roku Williams był reporterem podczas wojny w Iraku. Konwój helikopterów wojskowych, w którym leciał, został ostrzelany i zmuszony do lądowania. Ostrzelano z broni krótkiej i granatnika pierwsze trzy helikoptery z konwoju, wysunięte do przodu o kilkadziesiąt minut. W efekcie, ze względów bezpieczeństwa, wylądowały wszystkie helikoptery i zostały oswobodzone dopiero przez piechotę i czołgi.

Problem w tym, że od kilku lat Williams opowiadał tą historię tak, jakby to on był na pokładzie ostrzelanego helikoptera. Zostało to uznane za celowe kłamstwo, a sam reporter ukarany przez stację.

Pytanie brzmi – z perspektywy tego, co wiemy dziś o ludzkiej pamięci – czy była to kara słuszna?


Oczywiście, nigdy nie będziemy w stanie powiedzieć, jak było naprawdę. Czy Williams faktycznie świadomie kłamał? Czy jedynie uległ takim samym błędom poznawczym i ograniczeniom pamięci, jakim może ulec każdy z nas? Czy mógł się, tak szczerze i uczciwie, po prostu pomylić?


Na pierwszy rzut oka wydaje się to absurdalnym pytaniem. Jak ujął to pewien znajomy „gdyby był w helikopterze pod ostrzałem, to miałby mokro w gaciach i do końca życia by to doskonale pamiętał, nie ma opcji by się tak pomylić!”

Tylko…

No właśnie. Tylko z perspektywy tego jak działa ludzka pamięć, sprawa wcale nie jest taka oczywista.


Historycznie, historia Williamsa ewoluowała. Przez kilka lat był po prostu w kolumnie zmuszonej do lądowania. Ale po około 5-6 latach leciał już w helikopterze tuż za tym, który został ostrzelany. Po kolejnych 2-3 latach, to on zaczął być na pokładzie tego ostrzelanego helikoptera. Dziś przyznaje, że się mylił i żałuje, że do takiej pomyłki mogło dojść.

I wszystko to wydaje się pasować do tego, jak działa ludzka pamięć.

551px-Brian_Williams_by_David_Shankbone

Źródło: Wikimedia

Pamięć to nie kaseta wideo

Wbrew popularnym wyobrażeniom, nasza pamięć nie działa jak kamera. Nie zapisujemy doświadczeń idealnie. Zamiast tego kodujemy tylko najważniejsze ich elementy, najistotniejsze kawałki. Gdy chcemy sobie coś przypomnieć, przywołujemy te kawałki i rekonstruujemy je w sensowną całość.

Sensowną – ale niekoniecznie wierną.

Co więcej, za każdym razem gdy przywołujesz jakieś wspomnienie i je rekonstruujesz, zapisujesz w pamięci już nową, zrekonstruowaną jego wersję.

Tym samym, krok po kroku, przywołanie po przywołaniu, Twoje wspomnienie może ulec drastycznym zmianom.


Wiemy nawet dobrze jakim. Z biegiem czasu wspomnienie:

a) stanie się bardziej stereotypowe – np. jeśli wspominasz odwiedziny w czyimś biurze, dodasz tam elementy typowe dla biura, niezależnie od tego, czy tam były, czy nie. Masz bowiem zakodowane „biuro” i przywołując je, budujesz je w oparciu o wszystkie swoje skojarzenia z tym, jak wygląda biuro. To prawdopodobnie przydarzyło się np. Hilary Clinton, która wzbogaciła swoje wspomnienie o wizycie w Bośni o bycie ostrzelaną przez snajpera.

b) stanie się bardziej intensywne – najważniejsze elementy ulegną wyostrzeniu i intensyfikacji, inne zostaną pominięte. Tak było np. w przypadku w którym trener Bob Knight złapał za szyję studenta, Neila Reeda. Reed przysięga, że pamięta jak rozdzielali ich i odciągali od siebie inni ludzie, choć nagranie wideo wyraźnie pokazuje, że nic takiego nie miało miejsce. Ale dla Reeda była to ekstremalna sytuacja, więc automatycznie ją wyostrzył i spotęgował, tak by wspomnienia pasowały do natężenia emocjonalnego, które pamięta.

c) stanie się bardziej „do siebie” – mamy bardzo silną tendencje do personalizacji wspomnień. Znajomy opowiada nam coś, co nam się wydarzyło, a niedługo sami możemy stawiać się w roli tego znajomego. Choć bezdyskusyjnie wielu guru rozwojowych „kradnie” dobrze brzmiące opowieści od innych trenerów i przypisuje je sobie, niektórzy, przynajmniej w niektórych sytuacjach, będą szczerze mylili źródła i będzie im się wydawało, że dana rzecz faktycznie im się wydarzyła. Podobnie Williams mógł się w swoich wspomnieniach stopniowo „zbliżać” do ostrzelanego helikoptera, aż w końcu ustawił się w jego środku.

d) będzie bardziej pasować do obecnych poglądów – mamy silną tendencję do postrzegania naszych poglądów jako stałych, przez co regularnie „nadpisujemy” nasze wspomnienia odnośnie przeszłych postaw. Jeśli dziś jesteśmy np. głęboko wierzący, a kiedyś byliśmy wojującymi ateistami, będziemy redukowali skalę naszego przeszłego ateizmu, wskazywali, że „w głębi ducha zawsze wierzyliśmy”, itp. (Oczywiście, działa to też w drugą stronę, nawróceni ateiści będą wstecznie podważali głębię swojej wiary.) To przydarzyło się prawdopodobnie Donaldowi Tuskowi, który był gotowy założyć się z Moniką Olejnik, że nie głosował za przywilejami emerytalnymi dla służb.


Wszystkie powyższe wzorce zdają się sugerować, że Williams mógł nie tyle kłamać, co szczerze być w błędzie. Oczywiście, nigdy nie będziemy tego mogli być pewni. Warto jednak wziąć taką opcję pod rozwagę.

A przede wszystkim warto mieć świadomość, że wszystkie te mechanizmy kształtują też naszą pamięć. Nasze wspomnienia też ulegają takim manipulacjom i zniekształceniom. M.in. dlatego wiara w doświadczenie bywa ryzykowna – zawsze może się okazać, że nasze „doświadczenie” tak naprawdę przydarzyło się naszemu znajomemu, którego historię sobie przypadkiem „pożyczyliśmy” i stosownie „podkoloryzowaliśmy”.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis