Quantified Self to idea jak najpełniejszego mierzenia swojego zachowania, wskaźników biologicznych, itp. w celu optymalizacji swojego życia w różnych jego aspektach.
Przyszłość rozwoju osobistego czy tymczasowa moda?
Skuteczne narzędzie, czy szkodliwy mit?
Tym zajmiemy się w poniższym wpisie
Idea mierzenia swojego zachowania, wyników, itp. nie jest nowa, ale w ideologię i (mały) ruch społeczny mogła przekształcić się dopiero teraz, gdy technologia ułatwia stosowanie różnych pomiarów w wygodny i regularny sposób. Smartfony, różnego rodzaju opaski fitness, mierniki snu i inne elektroniczne zabawki niewątpliwie czynią możliwym w codziennym życiu coś, co kiedyś byłoby możliwe tylko w zamkniętym laboratorium.
Sama koncepcja mierzenia tego, co nas interesuje jest również niewątpliwie dobrym pomysłem. Jeśli nie dokonujemy pomiarów, nie jesteśmy w stanie weryfikować naszych postępów. Trudniej nam też ocenić jaki realny wpływ na nasze postępy miały różne napotkane problemy.
Dlatego z jednej strony jestem niewątpliwie zwolennikiem idei regularnego mierzenia różnych kwestii i zdecydowanie do niej zachęcam.
Z drugiej jednak strony, trudno mi się utożsamiać z ruchem Quantified Self i przewiduję mu raczej marną przyszłość…
[br]
Przerwa na reklamę ;)
Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne.
Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl
Wracamy do artykułu :)
[br]
Skąd takie wątpliwości wobec Quantified Self? Cóż, wydaje mi się, że ruch ten jest doskonałym przykładem sytuacji, w której ludzie biorą dobre narzędzie, po czym zapominają o pierwotnym celu i zmieniają narzędzie w nowy cel. Sam dla siebie, choć formalnie stary cel wciąż gdzieś majaczy w cieniu…
Dużo o ruchu QS mówi jego demografia. Appki zdrowotne itp. są używane przez coraz szerszą grupę ludzi (i w tym sensie takie mikroQS raczej z nami zostanie – i dobrze). Natomiast hardkorowi użytkownicy takich narzędzi i ludzie budujący społeczności QS to w przygniatającym stopniu mężczyźni w wieku 20-30 lat. Słowem, gadżeciarze, którzy znaleźli nowe gadżety, którymi mogą się bawić. Nie ma w tym nic złego, po prostu nie rokuje zbyt dobrze dla masowej popularności takiego ruchu. Ot, kolejna grupa obok np. melomanów dyskutujących nad najlepszymi słuchawkami.
O ile mikroQS, pomiar np. samych wykonanych danego dnia kroków, jest czymś fajnym, o tyle pełne QS grozi po prosty zalewem danych. Jedna z twarzy społeczności QS, bloger Gary Wolf zaczął swoje przemówienie TED Talk dosłownie zasypując publiczność liczbami: wstałem o 6.10, spać poszedłem o 10.45, raz obudziłem się w nocy, tętno miałem 65, ciśnienie 127/74, nic wczoraj nie ćwiczyłem, więc maksymalne tempo serca w ćwiczeniach nie było liczone, spożyłem około 600 miligramów kofeiny, 0 alkoholu, a mój wynik na indeksie narcyzmu to .31
I
CO
Z
TEGO
?
Serio, co niby z tego wynika?
O ile dane nie są zbierane w jakimś konkretnym celu, jeśli nie sortujemy ich pod jakimś konkretnym kątem, nadmiar danych nie pomaga, tylko utrudnia. Obciąża lub wręcz przeciąża. Prowadzi do dostrzegania pozornych zależności. Jeśli nie zbieramy danych po coś, nie ma sensu ich zbierać. A mam niestety wrażenie, że dla dużej części ruchu QS pytanie „po co?” nigdy nie przychodzi na myśl. Wystarczy że są dane. Jakiekolwiek. Miłe, ciepłe, pocieszające. Takie konkretne.
[br]
Tu pojawia się też drugie zagrożenie – tendencja do „hakowania” systemu. Każdy sposób pomiaru jest bowiem łatwy do zmanipulowania. Jeśli mierzę ilość przeczytanych książek i chcę ją podnieść – naturalnym ułatwieniem będzie wybór cieńszych książek. Mogą być bezwartościowe – ale w końcu mierzę ilość przeczytanych stron, a nie wartość! Zmiana kryterium na ilość przeczytanych stron też nie pomoże – będę po prostu wybierał książki z większym drukiem… albo te artystycznie wydane, z czterema zdaniami na krzyż na stronie.
Z perspektywy czytania takie działanie wydaje się bezsensowne. Ale jeśli skupiam się na ilości przeczytanych książek, jest oczywiste. Podobnie z wieloma innymi elementami. Znam np. ludzi, którzy „kolekcjonują” odwiedzone kraje, tak by mieć ich jak najwięcej na liście. Nieważne, że nie doświadczyli w danym kraju nic ważnego – istotne jest to, że mają go odhaczonego i mogą się chwalić, że byli w 126 krajach,a nie w 125. To naturalny sposób w jaki działa ludzki umysł i QS niestety bardzo mu sprzyja.
[br]
Sprzyja też nadużywaniu ze strony niektórych szczególnie wrażliwych osób. Wszelkie „mierniki kalorii” okazały się np. zgubą osób chorych na anoreksję, które odkryły nagle, że mogą liczyć kalorie rzeczy, których nigdy nie przyszłoby im do głowy analizować pod tym kątem. Oczywiście, każdą technologię można nadużyć, ale warto być świadomym możliwości tych nadużyć i ich konsekwencji. Może np. powinniśmy wymagać od twórców stosownych appek by wyświetlały, poniżej pewnego progu kalorycznego, ostrzeżenia o anoreksji i sugestie wizyty u specjalisty?
[br]
Koniec końców, sądzę, że o ile mikroQS, appki mierzące kalorie, itp. mogą faktycznie się przyjąć (i cieszę się z tego), o tyle pełny QS jest w najlepszym wypadku tymczasowym trendem – a w najgorszym trendem, który może nieco szkodzić jego zwolennikom.
[br]
Masz pytanie z zakresu kompetencji miękkich/soft skills? Kanał Self Overflow dostarcza odpowiedzi z tego zakresu, dostosowanych w szczególności do potrzeb osób z sektora IT. Co tydzień nowe filmy z odpowiedziami na pytania od naszych widzów!
Przykładowe pytania:











