W zeszłym roku bardzo ciepło oceniłem “4 hour body”/”4 godzinne ciało” Tima Ferrissa i wspomniałem, że zamierzam w praktyce przetestować zaleczenia. Od tego czasu dostawałem co jakiś czas pytania o efekty, dlatego postanowiłem wrócić do tematu.

Z Ferrissa testowałem dotąd dwie rzeczy:

A) Trening z kettlebellem – fajny, prosty, angażujący, sądząc po zakwasach, praktycznie wszystkie mięśnie, natomiast trudno mi ocenić jego skuteczność w praktyce.

B) Dietę – z zastrzeżeniem, że nie stosowałem żadnych suplementów, które do niej doradzał, może za wyjątkiem tego, że przy niektórych posiłkach, dla uzupełnienia białka, pilem koktail z serwatki i wody. Nie stosowałem również “kąpieli lodowych”, choć akurat pogoda była taka, że wychodząc nie było mi do takich kąpieli szczególnie daleko ;)

Ponieważ patrząc po listach to dieta jest tym, o najbardziej ciekawi ludzi, rozpiszę się tu nieco bardziej.

Czas stosowania: 4 tygodnie.

Strata wagi: ok. 4.5-5 kg (trzeba tu podkreślić, że Ferriss zniechęca do używania wagi jako głownego wskaźnika pomiarowego, sugerując zamiast tego pomiar poziomu tłuszczu lub, ostatecznie, obwodu w kilku punktach ciała).

Strata w obwodzie: w sumie  25,5 cm w mierzonych miejcach (brzuch, biodra, uda i ramiona), z czego 9 cm w brzchu. Poziomu tłuszczu niestety nie mierzyłem.

Ogólnie jestem zadowolony z efektów, nie są może tak piorunujące jak Ferriss zapowiadał, ale jak na przebieg diety, są całkiem przyzwoite. Jednocześnie równolegle do mnie dietę stosowało kilka znanych mi osób i choć każda miała jakieś efekty, to niektóre miały gorsze, a inne lepsze niż ja, nie ma tu jednej zasady.

Koszta diety – koszt jedzenia u nas wzrósł o jakieś 50%, głównie za sprawą kupowania dużo większej ilości mięsa i wędlin niż normalnie, choć również dzięki nadmienemu kupowaniu na “cheat day”, czyli ten dzień w tygodniu, gdy można jeść wszystko. Podejrzewam, że gdyby bardzo ostrożnie zaplanować ten jadłospis, kupować dużo hurtowo i mrozić, itp. dałoby się zminimalizować te koszta, ale z drugiej strony, łatwo byłoby też podwoić jego wartość, kupując mniej oszczędnie niż my. Drastycznie natomiast spadły wydatki na jedzenie na mieście.

Trzeba tu zaznaczyć, że wbrew zaleceniom Ferrissa, staraliśmy się możliwie różnicować to co jemy, w ramach potraw dopuszczalnych wg. diety. U niego zalecenia miały na celu unikanie odstępstw od diety, wg. zasady “jeśli jesz te same potrawy dzień po dniu, trudniej ci będzie zrobić wyjątek i zjeść coś niedozwolonego”, ale mam wrażenie, że u nas miałoby to odwrotny efekt i raczej sprzyjałoby łamaniu zasad.

Dieta jest często reklamowana słowami “nigdy nie będziesz głodny” i faktycznie, nie ma tu ograniczeń kalorycznych i można jeść ile się chce. Kwestia tego, że mimo zróżnicowania zakres jedzenia jest na tyle powtarzalny (a przynajmniej u nas był, możliwe, że ktoś bardziej kulinarnie kreatywny zdołałby to obejść), że zdarzały się dosłownie sytuacje, gdy czuliśmy się głodni, ale nie byliśmy w stanie po raz kolejny zjeść np. jajecznicy, tuńczyka czy serka wiejskiego.

To zresztą niestety największa wada tej diety – powtarzalność. Ferriss zwraca uwagę, że nasze śniadania i kolacje są zwykle powtarzalne i jest to prawda, ale jest różnica między jedzeniem tego samego na śniadanie każdego dnia, a jedzeniem tego samego na śniadanie, obiad i kolację przez miesiąc, tak jak wymaga tego ta dieta w przypadku roślin strączkowych. A że zwykle szykuje się ich dużo od razu, np. cały garnek fasoli czy grochu, ze względu na oszczędność czasową, to potem masz np. 4 dni fasoli do każdego posiłku, a następnie 3 dni soczewicy do każdego posiłku. Dla nas było to dość męczące.

Drugą dużą wadą diety jest fakt zupełnego pominięcia kwestii psychologicznych w tej diecie, a było tu nieco ciekawych rzeczy do poruszenia – np. wspomniana kwestia nadmiernego kupowania na “cheat day”, zwiazana z pewnego rodzaju chciwościa i łakomstwem.

Ogromną zaletą jest natomiast fakt, że wyjaśniając biochemiczne zależności dieta bardzo ułatwia trzymanie się jej, bo wiesz, że nawet drobny wyjatek będzie miał konkretne, hormonalne konsekwencje.

Podsumowując, choć było to bardziej męczące niż oczekiwałem i wyniki nie były aż tak rewolucyjne, jak reklamowano, jestem i tak zadowolony z efektów diety Ferrissa. Na pewno będę przenosił pewne jej aspekty do codziennego odżywiania, możliwe też, że za jakiś czas zdecyduję się na kolejny miesiac na niej.


Update po roku (luty 2013)

Oceniając z perspektywy roku, wyniki 4HB są dość kiepskie. Zarówno my, jak i wszystkie osoby, które znałem które stosowały te metody (zarówno na spadek wagi, jak i na wzrost masy mięśniowej) zaliczyły dość szybki i ostry powrót do normy po zaprzestaniu tej diety. Jeśli planujesz się na nią wybierać, to tylko na stałe.


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis