Dlaczego ebooki tyle kosztują?

Czemu te ebooki są tak absurdalnie drogie?

To pytanie pojawia się nie raz w dyskusjach n.t. rynku książek w Polsce. Powiedzmy sobie bowiem szczerze, ceny ebooków wahają się u nas zwykle między „wysokimi” a „absurdalnymi”. Jest to szczególnie odczuwalne przy książkach wydawanych również w formie papierowej, które można niekiedy znaleźć TANIEJ niż wersja ebookowa na stronie wydawnictwa.

Jeśli dodamy do tego wydawnictwa oddzielnie wyceniające różne formaty ebooków i podobne kwiatki, odpowiedź zdaje się oczywista: wydawnictwa są po prostu bezmyślnie chciwe. Mają okazję „wydoić” czytelnika, to robią to.

A przecież powinno być inaczej! Przecież ebooki to nie tylko brak kosztów druku, transportu i przechowywania, ale także -przy sprzedaży bezpośrednio przez wydawnictwo – brak ok. 50% opłaty dla dystrybutora! To ogromne oszczędności!


Wydawcy tłumaczą zwykle, że nie jest tak różowo. Skład takiej elektronicznej książki wymaga dodatkowej pracy, podobnie jak test różnych formatów.VAT na takie ebooki jest wyższy (23% zamiast 7%), wyższe są zwykle również stawki autorskie (standardowo ok. 10% więcej – przy typowej książce autor dostaje 10-15% ceny hurtowej przy druku i 20-25% ceny hurtowej przy ebookach). Trzeba się też liczyć z 2-3% opłatą transakcyjną. To wszystko wprawdzie koszta proporcjonalne do ceny książki, czego nie można powiedzieć np. o kosztach druku, ale i tak trzeba je mieć na uwadze.


Tłumaczenie kosztami jest jednak niepełne. Kupując ebooka (który zwykle kosztuje 70-80% ceny książki drukowanej), raczej go już nie odsprzedam. Natomiast kupując fizyczną książkę, mogę ją później zbyć na Allegro, np. za połowę ceny. Tym samym oszczędzam 20-30% względem ceny ebooka, a wydawca traci – bo kolejna osoba nie kupi książki od nich, tylko ode mnie. Ba, trzeci i czwarty czytelnik również mają szansę odkupić tą samą książkę od poprzedniego właściciela, a nie od wydawnictwa. W przypadku ebooka rynek wtórny w zasadzie nie istnieje.

ebook

Innym popularnym argumentem jest to, że „tanie ebooki” psułyby rynek fizycznej książki, wypaczając to, ile ludzie są skłonni zapłacić za książki fizyczne… Sądzę, że to w tym argumencie kryje się sekret wysokich cen ebooków. Nie sądzę, by wydawnictwa były aż tak chciwe. Sądzę, że po prostu nie rozumieją sytuacji, w której się znalazły. Wydawnictwa wciąż bowiem myślą o rynku ebookowym jako o „odnodze” rynku książki fizycznej.

Sęk w tym, że to zupełnie nie tak działa!

Im szybciej uda się przekonać wydawnictwa do tego faktu, tym lepiej. I dla czytelników i dla wydawnictw i dla autorów. To jeden z tych przypadków, w którym wszyscy zyskują.


Ebooki NIE SĄ po prostu inną wersją książek fizycznych!

Tak, mogą mieć identyczną treść z fizycznymi książkami, ale są ze swojej natury czymś zupełnie innym!


1) Kupując ebooka nie musisz mieć na niego miejsca na półce. Dla wielu czytelników to realny problem. Jak masz 10 książek, nie czujesz go. Przy 100 zaczynasz go czuć. Jak zaliczysz kilka przeprowadzek, a masz na półkach powyżej tysiąca książek – to znasz ten ból bardzo wyraźnie.

Ebooki? Możesz ich mieć i 100.000 bez żadnego problemu. Kilka tysięcy na czytniku, reszta „w chmurze” lub na dysku.


2) Nie musisz iść go odebrać do sklepu/na pocztę/do księgarni. Możesz go mieć w kilka sekund po tym, jak o nim usłyszysz, bez żadnego specjalnego wysiłku. To BARDZO sprzyja zakupom inspirowanym chwilową zachcianką. Przykład sukcesu platformy sprzedaży gier Steam w Rosji pokazuje, że to właśnie trudność dostępu jest kluczowym czynnikiem sprzyjającym piractwu. Jeśli łatwiej coś kupić, po uczciwej cenie, to ludzie chętniej to robią. Zresztą wystarczy spojrzeć na rynek aplikacji na ipada. Co jak co, ale koszty przygotowania tych aplikacji przebijają koszta przygotowania każdej książki na naszym rynku. I co? I nic! Firmy wciąż zarabiają krocie na iStore.


3) Wygenerowanie kolejnej kopii ebooka nie wiąże się dla wydawnictwa z żadnymi dodatkowymi kosztami. Tymczasem każda kolejna kopia sprawia, że koszta stałe rozkładają się coraz lepiej, stanowią coraz niższy procent ceny każdej książki. W interesie wydawnictw jest więc jak najbardziej masowa sprzedaż ebooków. Nie 100-150 egzemplarzy, które jeszcze niedawno oznaczały bestseller ebookowy, ale dziesiątki i setki tysięcy takich egzemplarzy!


4) Jak Ci się ebook nie spodoba, możesz go łatwo wyrzucić. Wystarczy go skasować! Nie jest obarczony takim szacunkiem, jakim obdarzamy książki, których po prostu się nie wyrzuca ani nie niszczy. Choćby były wyjątkowymi gniotami, trzeba myśleć o tym jak je oddać, zawieźć do biblioteki, do skupu makulatury, itp. Bo wyrzucić, ot tak po prostu, to nie. Tego się nie robi!

Ponownie ma to DUŻE znaczenie dla podejścia do ebooków.


To wszystko sprawia, że ebooki nie powinny być w żaden sposób postrzegane jako „konkurencja” czy „alternatywa” do książek drukowanych, a jako oddzielny produkt, z zupełnie innej kategorii. Powinny być jak appki w iStorze, czy jak produkty FMCG. Jak batoniki!

I powinny podobnie kosztować. 10 zł to GÓRNA cena dla ebooka. Ebooki powinny tyle kosztować normalnie (a i to nie wszystkie!), a w promocji spadać do 5 zł.

Efekt?

Ludzie kupowaliby ebooki odruchowo. Zamiast zastanawiać się, czy kupić książkę, kupowaliby ją bez zastanowienia. Bo to tylko 5 zł. Ba, kupowaliby od razu cztery czy pięć!

Tak powstało wielu „amazonowych milionerów”. Wydawali kilkanaście książek na Kindle, po dolara sztuka. Ludzie jadąc na wakacje kupowali od razu pięć czy dziesięć ich książek „bo to tylko dolar”. Dużo łatwiej jest podjąć decyzje o zakupie 10 rzeczy za dolara, niż jednej rzeczy za 10 dolarów – doskonale wie o tym np. Ikea, czy różnego rodzaju sklepy z gadżetami. Doskonale wie o tym Apple z iTunes.

Ba! Wiele tak kupionych książek nigdy nawet nie byłoby czytanych. Ludzie od zawsze mają tendencję do „chomikowania” książek, kupowania ich na zapas, na zasadzie „kiedyś ją przeczytam”. Gdy książka kosztuje 30-50 zł, trudno jest długoterminowo usprawiedliwiać takie podejście i zaczyna ona budzić poczucie winy.

Ale jeśli książka kosztowałaby 5zł? Nie no, jest w promocji, kupię! I jeszcze tą! I tą! Ta też brzmi ciekawie, bez promocji, ale to tylko dyszka, co mi tam!


Powiem więcej – jeśli wydawnictwa byłyby gotowe sprzedawać ebooki w takiej cenie, ja, jako autor, nie miałbym nic przeciwko zrównaniu marży ebookowej z normalnymi. Bo wiem, że zarobiłbym więcej na sprzedaży większego wolumenu książek.


Czy takie wycenienie ebooków nie zabiłoby jednak rynku książek tradycyjnych?

Przeciwnie! To jedna z nielicznych rzeczy, które mogłyby ten rynek uratować. Bo łatwiej byłoby ludziom podejmować decyzję o zakupie fizycznych książek. Bo wiedzieliby, że daną książkę warto jest kupić. Nie bez powodu zachodnie dane pokazują, że osoby, które najwięcej „piracą” muzyki, również kupują najwięcej albumów. Bo takie „piracenie” służy niczemu innemu, niż zwykłemu rozeznaniu się na rynku, ocenie „czy faktycznie warto to kupić?”

Ponieważ zakup książki stałby się bardziej przemyślany, zanikałby rynek wtórny. Jakbym kupował fizyczną książkę, to dlatego, że chcę ją mieć na półce, bo tak mi się podoba. Ceny mogłyby być wtedy nawet nieco wyższe, tak jak w przypadku płyt winylowych.

Co więcej, niska bariera wstępu uczyniłaby cały rynek dużo bardziej przystępnym dla nowych osób. To uatrakcyjniłoby czytelnictwo, dla wszystkich, pozwalając mu nabrać większego pędu.

Ba, ludzie kupujący książki fizyczne kupowaliby też elektroniczne, „na wszelki wypadek”! W końcu to tylko 5 zł! (Zakładając, że wydawnictwa nie poszłyby po rozum do głowy i nie oferowały ebooków GRATIS do fizycznego zakupu – w końcu w przypadku filmów czy muzyki mogę sobie za darmo i legalnie skonwertować swój zakup na wersję elektroniczną, czemu nie w przypadku książki?)


Kluczem do tych wszystkich zmian jest jedno: zmiana kategorii, w jakiej wydawnictwa postrzegają ebooki. Uświadomienie sobie, że z nadejściem ebooków weszły na zupełnie inny rynek, rządzący się zupełnie innymi prawami. Rynek na którym stare reguły nie działają, ale który mimo wszystko może być nawet BARDZIEJ dochodowy niż pierwotny.

I lepiej, by wydawcy domyślili się tego raczej prędzej, niż później.

Bo wiem, że jako autorzy, nie będziemy na nich za długo czekali.



Chcesz być bardziej kreatywny? Skuteczniej rozwiązywać problemy? Pomoże Ci w tym e-kurs Techniki Praktycznej Kreatywności - jeden z wielu praktycznych materiałów rozwojowych dostępnych na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Co sądzisz o podejściu typu wypożyczalnia, gdzie za zryczałtowaną opłatę miesięczną masz dostęp x ebooków? W Stanach tak działa usługa Amazona Prime, a w Polsce jest Legimi, z którego korzystam (nic nie mam z polecania, a szkoda :).
    Co do promocji, to na początku roku ebookpoint sprzedawała ebooki od 9,90 do 19,90 – kupiłem wtedy jakieś 15! W tym 4 Twoje :).

    • Wypożyczalnie są sensowną opcją, takie promocje jak w ebookpoint też ładnie pokazują, że gdyby ebooki sprzedawano w cenach ebookowych, a nie odlecianych, to wydawnictwo duuużo więcej by z tego miało. Bo nawet jak na sztuce zarobi 2 zł zamiast 12, to na 15 sztukach zarobi już 30 zł, a nie 12…

  • mama

    Moje 12letnie dziecko czyta lektury szkolne tylko w formie ebooka i szerokim łukiem omija te papierowe. Ot, znak czasu. Dla mnie to też lepiej, kocha czytać nie tylko lektury. Teraz uginalyby się półki a tak jest ład i porządek. mlodzi teraz mniej przywiązują się do przedmiotów i wcale nie uważam aby to było źle

  • mteusz

    Mi sie wydaje, ze to ma zwiazek z efektywnoscia ochrony wlasnosci intelektualnej. Ebooki kreowane pod rynek anglosaski sa znacznie tansze od ebookow w Polsce i lepiej tez tam radza sobie z ochrona wlasnosci intelektualnej. Natomiast w Polsce niska cena za ebook znaczylaby wieksze prawdopodbienstwo „wycieku” ebooka do sieci i spadek zysku ze sprzedazy. Byc moze firmy zrobily statystyki i wyszla im taka korelacja, ze im nizsza cena tym piracki ebook szybciej replikuje sie w sieci. Generalnie malo Polakow kupuje ebooki a jak ma okazje to sciaga na nielegalu. W kulturze anglosaskiej raczej jest wieksze zamilowanie do kupowania oryginalu nizeli pirata i jest wieksze napietnowanie piractwa.

    • Gwarantuję, że to nie to. Przeciwnie, jakby ebooki były tańsze, byłoby mniej piractwa. W kulturze anglosaskiej nie znajdziesz specjalnego napiętnowania piractwa.

      • mateusz

        no moim zdaniem jest wiekszy wstyd sie przyznac do pirackiej wersji w tamtej kulturze. W USA w szczegolnosci i kojarzy sie to z mentalnoscią biedaka .W Polsce w ogole nie spotkalem sie z tego typu tabu. Piracą wszyscy jak leci od biednych po bogatszych i pietnują to tylko korporacje robiac naloty na chomika. :)

        A jesli chodzi o korelacje to moze to dzialac tak, że tansze ebooki kupują mniej zarabiajacy a oni wykazują wiekszą sklonnosc do dzielenia sie ebookiem w sieci.
        W kazdym badz razie jest to ciekawy fenomen.

        • Patrząc na fora komputerowe, nie spotkałem się z takim odbiorem. Jedyny raz, gdy ktoś został „zjechany” za piractwo to gdy przyznał się do piracenia gry Cd Project Red, bo nasi redzi mają na zachodzie taką markę „przyjaźni klientom”, że faktycznie piracenie ich jest ganione.

        • Arkadiusz

          P.S.
          Nie zabym miał coś do narcyzów. Moj najlepszy przyjaciel jest skrajnym narcyzmem ale podziela dokładnie ten sam syndrom, co Artur czyli skrajną niezdolnosc do przyjmowania krytyki i racjonalizowanie tego banalnymi powodami.

        • Arkadiusz

          Jesli chodzi o racjonalne wyjasnienie tego zjawiska to na dzien dzisiejszy mozna go szukac raczej tylko w podwyzszce VAT-u. Argument Artura, że biznesmeni nie są czegoś świadomi a Król Artur niczym ten najlepiej odswiecony odkrywa wszytske bledy przedsiebiorcow i ich zle rozpoznanie rynku – zaswiadcza jedynie o daleko posunietym narcyzmie Artura i szukania pretekstu do nieustannego zadowolenia z siebie. Dlatego usuwa wszytskich co psują jego dobre narcystyczne samopoczucie nawet jak w sposób sczegolny starają sie zachowac kulture w dyskusji i merytorycznie odnosic sie do tematu.

  • Arkadiusz

    no fajnie że zbanowales, ulzyło? Pytanie czy ktokolwiek doczeka sie argumentu? I gdzie sa niby te bledne wyliczenia kiedy nic nie wyliczalem a jedynie wskazywalem na kwestie czysto jakosciową zwiazku przyczynowo-skutkowego? (blad rzeczowy). Zresztą nie ja na to zwrocilem uwage a Jan i dlatego spodziewalem sie merytorycznego kontr-argumentu a nie glupio-madrej szydery kolka wzajemnej adoracji. Zarzucasz wszystkim ideologizowanie a jak ktos raczy sie z tobą nie zgodzic to traktujesz ich z apodyktyczną histerią. Obciazajac dyskusje tak potwornymi emocjami zaswiadczasz jedynie ile w tym nauki a ile ideolo-lolo, które nieustannie na innych projektujesz (nie trzeba byc bystrym obserwatorem, żeby zauwazyć, że masz z tym ewidetny problem i byc moze jakis kompleks z przeszlosci. Normalna osoba sie tak nie fiksuje na tym punkcie). Emotikon grin

    Poza tym twoja sklonnosc do banowania wszytskich tych, ktorzy nie raczą podzielac twoich wspnialomyslnych paradygmatów na rozumienie nauki zaswiadcza o twoich ograniczonych horyzontach (bo nie o kulture dyskusji tu chodzi tylko o aprobate paradygmatow w ktore uwierzyles, nieprawdaż?) Z wiekiem podobno umysl traci plastycznosc; az boje sie pomyslec jak hermetyczny staniesz sie po 40-sce. A teraz zycze milego banowania i pomyslnego hodowania sekciarzy na wlasnej tablicy, ktorzy podzielają wszech-prawdziwe prawdy Krola Artura :D Pop-nauka to bardzo chwytliwy rodzaj scjentyzmu, dlatego widowni zapewne nie zabraknie.

  • Koziolek666

    >3) Wygenerowanie kolejnej kopii ebooka nie wiąże się dla wydawnictwa z żadnymi dodatkowymi kosztami. Tymczasem każda kolejna kopia sprawia, że koszta stałe rozkładają się coraz lepiej, stanowią coraz niższy procent ceny każdej książki. W interesie wydawnictw jest więc jak najbardziej masowa sprzedaż ebooków. Nie 100-150 egzemplarzy, które jeszcze niedawno oznaczały bestseller ebookowy, ale dziesiątki i setki tysięcy takich egzemplarzy!

    Nieprawda. Utrzymanie serwerowni w teoretycznie nieskończonej perspektywie (e-book może zostać pobrany w każdej chwili). Jest droższe niż utrzymanie magazynu w perspektywie dwóch-trzech lat. Pomijam już taką drobnostkę jak najem pomieszczeń, ale serwery „chodzą na prąd” i wymagają znacznie lepszych warunków w pomieszczeniach niż książki.

    Problem kosztów e-booków wynika z niskiej popularności tego rozwiązania. Niska popularność nie zachęca do inwestowania, a brak inwestycji nie zwiększa popularności. Tyle w skrócie.

    Bardziej rozbudowane:

    – skład e-booka jest bardziej skomplikowany niż książki papierowej. Trzeba obsłużyć kilka różnych formatów i każdy z nich ma inne wymagania.

    – „druk” e-booka choć wydaje się tańszy to jednak wymaga droższych specjalistów (płace programista >> DPT-owiec).

    – koszty podatkowe (VAT) i prawne e-book to USŁUGA, a nie towar.

    – >Możesz ich mieć i 100.000 bez żadnego problemu. Kilka tysięcy na czytniku, reszta „w chmurze” lub na dysku.
    Koszty utrzymania infrastruktury. Do tego nie wystarczy „serwer wirtualny i domena za 1PLN +VAT”. Przeciętny e-book (z mojego tabletu) waży około 10MB. W sumie mam około 2GB e-booków. Wystarczy zatem 500 klientów i już mamy nasze stałe koszty na poziomie 1000USD/rok za same dyski twarde. Można oczywiście każdorazowo generować ebooka, ale wtedy potrzebujemy kasy na moc obliczeniową…

    • 1) kto powiedział, ze musisz miec własna serwerownie, by trzymać na niej te ebooki?
      2) znajdziesz usługi typu nielimitowany transfer, płacisz tylko za uu i to grosze

      • Koziolek666

        Wynajem wirtualek też kosztuje i to niemało. W dodatku i tak trzeba utrzymywać własnych magików do konfiguracji i zarządzania tym.

        • To już zależy jak poszukasz i kogo masz standardowo na personelu. Plus – wydawnictwa i tak produkują ebooki, i tak ponoszą takie koszta. Przy tańszych ebookach rozkładałyby się po prostu na więcej książek.

          • Koziolek666

            Nadal nie będzie to opłacalne… Zresztą raport na ten temat http://media.innovationpr.pl/2360/pl/presskit/9688

          • Raport fajny, tylko nie potwierdza Twojego stanowiska, a wręcz wspiera moje (sekcja „ile powinien kosztować ebook”) :D

            Twierdzisz, że „nadal nie będzie opłacalne”, ale nie przedstawiłeś jak na razie argumentów w temacie. Wszystkie koszta, które wymieniłeś są i tak kosztami, które wydawnictwo ponosi – to koszta stałe na rynku ebooków. Wzrost wolumenu sprzedaży w zasadzie ich nie tyka. Lepiej więc zwiększyć ten wolumen. Amazon już to wie.

          • Koziolek666

            Amazon to trochę inna skala działania. Poza tym powiedz mi jak zwiększyć wolumen sprzedaży w kraju, gdzie czytniki są drogie?

            Pomijam już, że przeciętny Kowalski nie przeczytał nawet jednej książki w przeciągu ostatniego roku….

          • Czytniki nie są takie drogie – w 2014 już połowa polaków miała smartfona, W 2013 tablet miało 12% + 3% czytnik ebooków (jasne, u niektórych będzie się to pokrywało, ale to był też 2013, a nawet trzymając się dolnej granicy daje to 5 milionów potencjalnych czytelników.). Ten sam raport o którym wspomniałeś mówi zresztą o prawie 100% wzroście rynku ebooków w rok (22 miliony do 40 milionów), to ogromne tempo.

            Przeciętny Kowalski nie przeczytał książki także dlatego, że książki to obecnie drogie hobby, a biblioteki tylko umiarkowanie rozładowują problem. Tanie ebooki byłyby krokiem do popularyzacji tego hobby, tak jak tanie gry-appki drastycznie spopularyzowały granie.

            Co więcej, tanie książki po prostu dramatycznie napędzają sprzedaż. Gdy moje książki są w normalnej cenie, ebooki praktycznie nie schodzą – kilka sztuk w miesiącu. Ale gdy pojawia się promocja na ebooki i spadają do 10 zł, w ciągu jednego dnia ich sprzedaż rośnie dramatycznie – mówimy tu o skoku do 100-200 dziennie. Na facebooku tego wpisu komentowało nieco osób, które przy okazji takich promocji potrafiły w zeszłym roku kupić 100 i więcej ebooków!

            5 ebooków przez miesiąc za 22 zł, czy 200 przez dzień za 10 zł? Rachunek ekonomiczny jest dość oczywisty.

          • Koziolek666

            > Przeciętny Kowalski nie przeczytał książki także dlatego, że książki to obecnie drogie hobby, a biblioteki tylko umiarkowanie rozładowują problem.

            Książki są tańsze niż nie jedno hobby przeciętnego Kowalskiego. Andrzej Pilipiuk kiedyś napisał, że na przeciętnego polaka przypada produkcja 4 książek rocznie, ale też 9 litrów spirytusu ( http://andrzej.pilipiuk.w.interia.pl/dane/czytac.html ).

            Cena może być problemem dla ludzi, którzy mają nawyk czytania i kupują dużo książek, a nie dla osób, które nie czytają ponieważ tekst dłuższy niż pół strony jest dla nich zbyt męczący.

  • Robert, co do ceny jednostkowej zgoda (choć to koszta produkcji, ignorujące transport, składowanie, itp.), ale już koszta dystrybutora „deczko” zmieniają obraz sytuacji.

    Co do wpływu na rynek książki papierowej – to właśnie pokazuje, że wydawcy zupełnie nie czują rynku ebooków i działają jak firmy fonograficzne walczące z MP3…

    Co do cen – tylko czemu robić to w promocjach, a nie standardowo?

  • Olgierd Graca

    Artur nie pisz bezmyślnie, że ebooki są pozbawione 50% opłaty dla dystrybutora. Chyba wtedy, gdy sprzedaje się je swoim znajomym. Opłaty dystrybucyjne 35-50% ceny detalicznej. Sprzedawanie ze swojej strony to nie jest sprzedaż, to kiermasz.
    Poza tym fajny artykuł. Gdybyś chciał wydać u mnie ebooka, o jakim marzysz i który będzie kosztował 5-20 zł, to zapraszam. :-)
    http://Www.publikuj.gall.pl

    • Olgierd, większość wydawnictw większych ma już własne platformy sprzedażowe, więc tak, są pozbawione opłaty dla dystrybutora.

      P.S. Co do publikacji, dzięki, ale przy tysiącu odsłon miesięcznie Twojej strony nie jestem przekonany.

      • Olgierd Graca

        W tym wypadku zgoda, tylko że największa sprzedaż idzie przez empik, merlin itp. Nikt nie sprzedaje towarów za free. Zatem jak chcesz zaistnieć w szerszym kręgu, to musisz zapłacić.

        Moje obserwacje rynku książki potwierdzają to co piszesz, że e-booki nie stanowią przedłużenia sprzedaży książki tradycyjnej.
        Zupełnie inni czytelnicy i jak wynika z moich obserwacji – bez wpływu na sprzedaż tradycyjną.

        Wydawcy najbardziej obawiają się „kradzieży” i to im spędza sen z powiek.

        Co do ilości odsłon mojej strony, to ja nie sprzedaję książek. Książki sprzedaje merlin i empik i wiele innych sklepów internetowych. Właśnie dlatego warto dzielić się prowizją z dystrybutorami.

        • Masz jakieś źródło na to, że merlin czy empik są odpowiedzialne za większość sprzedaży ebooków w PL? Bo przyznam, że mocno wątpię. Fizyczna sprzedaż, jasne. Ebookowa? Empik już raz wypadł w tym dziale z porównywarek, więc…

          Plus, Empik zaraz padnie, więc będzie ciekawa sytuacja na rynku.

          • Olgierd Graca

            Mam u nich swoje książki, więc widzę. Ilość odsłon, które generują oba sklepy jest kosmiczna i mają dobre pozycjonowanie. Allegro też jest dobrym kanałem. Ja generalnie i tak korzystam z sieci 350 największych sklepów i księgarń internetowych, więc pojedyncze punkty, nie maj dl mnie większego znaczenia. Liczy się sprzedaż globalna.

            W wielu kwestiach w tym obszarze mamy podobne zdanie i dlatego właśnie wprowadziłem w tym miesiącu taką usługę dla autorów, żeby mogli wykorzystać „siłę” i „zasięg” e-booków. Książki będą się zaczynały od 4,90 zł i kończyły na 19,70 zł. Zależnie od objętości. Zakupy mają być impulsywne, ponieważ tutaj wcale nie chodzi o zarabianie na książkach…

            A za niedługo na rynku powitamy Amazon (już chcieli wchłonąć Merlin, tylko się nie udało) i wtedy dopiero będzie ciekawie. :) :) :)

          • Ewka

            Z tym upadkiem to ściema. Nie wiem kto sobie to uroił, ale co chwile ktoś o tym zaczyna gadać, a to nie ma w ogóle pokrycia z rzeczywistością. W Empikach mnóstwo ludzi, kolejki do kasy więc nie wygląda mi to na upadek.

          • Proponuję sprawdzić „za zasłoną” jak jest. Spółka ma z tego co wiem spore problemy.

          • Ewka

            No tak i czytałam, że mają zapewnioną stabilność finansową na najbliższe dwa lata :) Poza tym teraz u nich sporo zmian, więcej książek, więcej spotkań więc jeszcze to im wyjdzie na dobre. Empik to kultowa miejsce więc według mnie o upadku nie ma mowy.

          • Jakieś źródła?

  • Ania

    Jestem pod wrażeniem znajomości rynku i argumentacji autora.

  • gszczepa
  • Waldemart

    Są i nie są. Autor chce zarobić, wydawnictwo chce zarobić. Kiedyś sobie liczyłem za stawek na rozpisani. pl i żeby wyjść na swoje e-book musi jednak coś kosztować. Z 20 zł to minimum, no chyba, że ktos pisze dla idei i nie chce na nim później zarabiać. Ale takich pisarzy jest raczej mało.

    • To nie tak działa. Na fizycznej książce autor zarabia 1,5-3 zł. Wydawnictwo załóżmy nawet 2x tyle. To i tak daje 9 zł max. Koszta transakcji na poziomie 2-3% max., do tego podatek – na upartego, jeśli wszyscy mają zarabiać najwięcej jak się da, to i tak wychodzi 11 zł za książkę, nie 20.