Mamy przyjaciół, którzy – gdy zapraszają gości do siebie na kolacje – projektują i drukują dla nich specjalne menu na rozpoczęcie wieczoru. MENU. Jak na menu degustacyjnym w luksusowej restauracji! Na normalnej kolacji dla 2-4 gości!

Mieliśmy trenerkę fitness, która na rozpoczęcie współpracy przesyłała nam, klientom, kilkunastostronnicowe opracowanie n.t. podstaw odżywiania, treningu, itp. (Oprócz rzeczy indywidualnie zamówionych, takich jak plan diety i treningu.)

Byliśmy na bardzo fajnym weselu, wyprawionym przez naszych przyjaciół kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy. Za długi kawałek by wracać po weselu, mieliśmy więc nocleg. Na korytarzu w hotelu przez całą noc stał serwis kawowy – tak, żeby ktokolwiek kto miałby nad ranem ochotę na kawę, herbatę czy choćby wodę dla zabicia kaca, mógł o to łatwo i komfortowo zadbać. Mała rzecz, nawet z niej nie skorzystaliśmy, ale była dostępna i przez to bardzo mile wspominana.

Rozpatrując różnych architektów i prosząc o przykładowe realizacje o rozmiarach podobnych do naszego docelowego mieszkania, od większości dostaliśmy 1-2 realizacje tego typu. Od jednego dostaliśmy takich przykładowych realizacji kilkanaście.

Wszystkie te przykłady pokazują jedno: drobny dodatkowy wysiłek. Pójście o krok dalej, niż było to potrzebne. Zrobienie nieco więcej.

Ale to „nieco więcej”… daje bardzo, bardzo dużo.

Np. nie dość, że dostaliśmy balony, to jeszcze przyniósł je goryl…

Większość ludzi, w każdej branży, w każdym obszarze życia, idzie po linii najmniejszego oporu. Stara się zrobić wystarczająco dużo, by zrealizować zadanie. (Jeśli masz szczęście, bo część osób da sobie spokój dużo wcześniej!) Jeśli to się uda – sprawa załatwiona, idziemy dalej.

To zrozumiałe. To naturalne. Mamy tak wiele rzeczy na głowie. Tak wiele zadań do zrealizowania. Tak wiele marzeń i celów. Tyle rozrywek. Tyle pracy. Tylu znajomych. Jesteśmy przemęczeni, niedospani, przepracowani. To naprawdę w porządku. Nikt nie oczekuje od nas stawania na głowie. Nikt nie oczekuje, że zrobimy coś ekstra.

I właśnie dlatego, że nikt tego nie oczekuje, robi to tak ogromne wrażenie!


Właśnie dlatego, że wszyscy doskonale rozumieją te niezliczone rzesze codziennych kompromisów, tak bardzo zwracamy uwagę gdy ktoś na ten kompromis nie pójdzie. Gdy zrobi coś więcej, coś ekstra, coś lepiej.

Takie działanie wymaga dodatkowej energii, to prawda. Jednocześnie zwrot z niego jest nieproporcjonalnie duży. Zwłaszcza w porównaniu z energią wykorzystaną do zrealizowania stanu „minimum”. Jasne, po tym „minimum” możemy być już zmęczeni, wyczerpani, „jechać na bateriach”. Nie dyskutuję z tym. Jeśli jednak zdołamy wykrzesać z siebie kilka dodatkowych iskierek energii, zyskamy na nich dużo więcej, niż na całym wysiłku włożonym wcześniej.


Uprzedzając kontargumenty – jasne, będą pojedyncze osoby, które uznają coś za „typowe”, „oczekiwane”, czy „domyślne”. Zawsze są tacy, których nie zadowoliłby nawet stek z jednorożca smażony na tłuszczu ze skrzydeł pegaza, w sosie z jabłka Eris. Bywają i tacy, a prokurator jakoś nie podszedł z entuzjazmem do mojego postulatu kary śmierci za takie wykroczenie. (Mięczak.) Musimy ich więc zaakceptować. (Przynajmniej do czasu gdy wytresuje jednorożce by na nich polowały. Ten róg ma bardzo praktyczne zastosowanie bojowe!) Tak, takie osoby będą, trzeba się z tym pogodzić. Im nie dogodzimy, bo nikt im nie dogodzi.


Jednak dla normalnych ludzi (tudzież pozytywnie nienormalnych) – a tych jest jednak większość – każdy taki dodatkowy wysiłek będzie czymś fajnym i wartościowym. Czymś na co zwrócą uwagę. Co docenią. O czym będą opowiadać swoim znajomym. Za co będą Cię pamiętać.

Dlatego może czas pomyśleć jak wprowadzić takie rozwiązanie dla siebie? Jak możesz takie coś ekstra robić w swoim związku? Względem swoich dzieci? Przy organizowaniu spotkań ze znajomymi? A nawet, kto wie, względem swoich klientów?


Zatrzymaj się i pomyśl – czym byłoby to coś ekstra? Coś, czego druga strona nie oczekuje. Co usprawnia doświadczenie. Co nie jest niezbędne, jasne, ale skoro jest,, to naprawdę fajnie, że jest. Nie ważne, że druga strona może z tego nie skorzystać. Ma taką opcję i już ta opcja, ten wybór, jest czymś naprawdę fajnym.


To powód dla którego zawsze przygotowuję dla klientów zamkniętych wnioski z analizy potrzeb oraz z procesu szkoleniowego, nawet jeśli o nie nie prosili. To powód dla którego przesyłam klientom podsumowania ćwiczeń po sesji. To powód dla którego szykuję dla nich specjalny pakiet wprowadzający przed sesją – oraz robię szereg innych rzeczy nastawionych na usprawnienie jakości pracy z klientami. To – żeby podać przykład bardziej codzienny – powód dla którego wczoraj, mimo bycia straszną i mocno niedospaną sową, wstałem przed żoną, by podjechać i kupić dla niej pączka z jej ulubionej – i właśnie uruchamianej na sezon jesienny – pączkarni. To drobne rzeczy, które dają naprawdę dużo.

Poszukaj ich u siebie. Możliwości masz wiele. Wymagają tylko odrobiny dodatkowego wysiłku. Ociupinki dodatkowej troski. I są tego warte!



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis