Ostatnia część wywiadu n.t. etyki z coachingu, który miałem okazję udzielać. Pierwszą część znajdziesz TUTAJ, drugą TUTAJ, a trzecią TUTAJ.

Etyka w pracy psychologa i coacha
Wywiad z Arturem Królem – coachem i trenerem, absolwentem psychologii Uniwersytetu Warszawskiego

Część 4

Magda: Co w przypadku jeśli klient nie może dalej płacić?
Artur: Zależy. Nie spotkałem się raczej z taką sytuacją, bo klienci zazwyczaj z góry decydują “ok, mam budżet na tyle, na to i na to (albo nie mam)”. U mnie są na tyle duże stawki, że klient z góry się zastanawia “na ile mnie stać, ile mogę pracować?” Prawdopodobnie gdybym miał taką sytuację, to starałbym się zaproponować jakieś ćwiczenia, które klient sam może wykonywać i które mogą pomóc w danym zakresie. Ale to też zależy. Bo gdyby był proces, który zaczynamy, który jest ewidentnie rozgrzebany z mojej strony, no to jest to coś innego. Jest to kwestia domknięcia tego, co się zaczęło i zostawienia klienta w stanie, w którym może funkcjonować. Nie zdarzyło mi się to jak dotąd, ale rozumiem, że taka sytuacja może się kiedyś pojawić.


Daniel: Rozmawialiśmy już o tym, że niektórzy klienci mówili o tym, że coaching im nie pomógł. Jak postępujesz w takich sytuacjach? Co jeśli ewidentnie zobaczyłbyś, że zastosowane metody nie pomogły klientowi?
Artur: Trudno się wypowiadać bez konkretnego przypadku. Ale ok, zastanowiłbym się, jak było na danej sesji – czy np. miałem wrażenie, że klient kompletnie nie reaguje na pewne rzeczy? Czy może była to sytuacja, że – powiedzmy – szacowałem pracę na 3 spotkania, klient przyszedł na jedną sesję i nie umawiał kolejnych. Po pół roku pytam, jak wygląda sytuacja, klient odpowiada “a wiesz, jest podobnie jak było”. Na to odpowiadam: “Ok, proponowałem Ci aby to było między 1 a 3 sesjami, w takim przypadku sugerowałbym kontynuować ten wątek”. Jeśli byłoby tak, że na sesji widziałbym “ok, zrobiliśmy to, to i to, nie ma efektów” to kolejnym krokiem jest „zobaczymy, jak to zadziała, a w razie czego masz robić jeszcze to, to i to”. Nie mam konkretnej procedury pt. “wiem, że coaching nie działa”. Jest to kwestia indywidualna.


Daniel: Czy zdarzyło Ci się zaszkodzić klientowi? Co wtedy robiłeś?
Artur: Według mojej wiedzy – nie. Na tyle na ile staram się kontaktować, wysyłać follow-upy, sprawdzać jakie są efekty długoterminowe. Standardowo piszę do klienta gdzieś między 2-3 tygodniami od zakończenia pracy oraz około pół roku – roku po zakończeniu pracy. Na tyle, na ile wiem, nie było takiej sytuacji, żeby był tam problem. Ciężko jest tak naprawdę w przypadku takiej typowej pracy jakoś mocno zaszkodzić. Najczęstsze przypadki jakie znam to niekompetentne wykorzystanie coachingu prowokatywnego, które sprowadzało się mniej więcej do tego, że osoba uznała, że “prowokować” to jest takie polskie prowokować, czyli wytrzaskać po twarzy psychicznie. Natomiast terapia prowokatywna polega na sprowokowaniu do innego sposobu reakcji, a nie na tym, żeby kogoś wkurzyć czy obrazić. Spotykałem się z osobami, które po takiej prowokacji miały problemy. Spotkałem też osoby, które po szkoleniu albo samodzielnym używaniu takich metod jak np. The Work miały problemy. The Work, gdzie trzy pytania są normalnie wzięte z terapii poznawczo-behawioralnej, a jedno pytanie może być szczególnie niebezpieczne dla osób ze słabą strukturą tożsamości tzn. “Kim bym był bez danego przekonania?”. Jeśli to jest przekonanie pt. “Jestem chrześcijaninem”, to ok, ale jeśli mamy do czynienia z przekonaniem np. “Ludzie są dobrzy” to pytanie o to, kim bym był bez danego przekonania może być już ryzykowne. Co to ma w ogóle wspólnego? A jeśli ktoś będzie szukał, to może sobie nieco namieszać. No i najgorszy układ czyli odwrócenie i próba odrzucenia tego, w co się wierzy. To może wywoływać skłonności nihilistyczne i postawę p.t. “w nic nie wierzę”.


Magda: Z tego co już powiedziałeś, to informujesz klientów o ewentualnym ryzyku w związku z coachingiem?
Artur: Nie widzę ryzyka jako takiego. W tym sensie, że ryzyko zmiany jest zawsze, ale prawdopodobieństwo jest na tyle niewielkie, że ciężko dyskutować o ryzyku realnym. Nie spotkałem się z sytuacją, kiedy praca coachingowa dałaby negatywne efekty na kliencie. Ale to znowu wymaga też pewnej selekcji klienta i stwierdzenia, że jeśli “biorę” kogoś, kto ma jakieś zaburzenie to mogę pracować tylko za zgodą jego terapeuty, pod opieką równoległą. Natomiast zdarza mi się czasem na sesji, na zasadzie “Hmm… z tego, co mówisz, mam pewien pomysł; Nie mam pojęcia, czy to zadziała. To jest czysty eksperyment – czy piszesz się na to, by to sprawdzić?” Jeśli ktoś powie “nie” – ok. Jeśli ktoś powie “tak”, to w tym momencie sprawdzamy. To jest zwykle jakimś rozwinięciem czegoś, co już znam. Staram się opierać na tzw. prior probability – uprzednim prawdopodobieństwie. W oparciu o inne dane, tematykę, badania, które znam. Na przykład metoda Mindlines, czyli praca z różnymi granicami wewnętrznymi – zaczęło się od tego, że na jednej sesji zapytałam klienta “Nie mam pojęcia, czy to zadziała, ale możemy przetestować, jeśli chcesz. Ok? To czy możesz wyobrazić sobie, jak długo trwają konsekwencje tego, że ktoś Cię negatywnie oceni?” I w tym momencie jest realna szansa sprawdzenia, czy coś działa. Czasami, co się zdarza rzadko, ale zdarza, klient mówi, że czuje się niekomfortowo w danym ćwiczeniu. No to ok, nie ma najmniejszego problemu – szukamy czegoś innego.


Magda: Czy można według Ciebie przyjmować klientów w domu? Klienci mogą nas nachodzić, a poza tym włącza się pracę w życie osobiste.
Artur: Można przyjmować, jeśli się ma wyizolowane pomieszczenie. Gdybym miał oddzielne pomieszczenie jako gabinet coachingowy, podejrzewam, że przyjmowałbym w domu, bo jest w jakiś sposób wygodne. Spotykałem coachów, którzy przyjmowali w kuchni. Ma to swoją wartość, swój klimat. Jeśli chodzi o nachodzenie, nie ma większego znaczenia, czy przyjmiesz klienta w domu czy nie. Jeśli chce Cię nachodzić, to i tak będzie. Nie ma nawet znaczenia, czy przyjmiesz klienta – jeśli chce Cię nachodzić, to i tak będzie. Na przykład mniej więcej połowa znanych mi coachów jest napastowanych przez niejakiego Piotra, który do mnie też napisał. To był jeden z tych przypadków, gdzie widziałem ewidentnie, że coś jest nie tak w kwestionariuszu, więc poprosiłem o doprecyzowanie. Kolejny mail był jeszcze gorszy, więc podziękowałem i zasugerowałem pracę z terapeutą. Nie przeszkadza mu to wcale wydzwaniać do mnie i przysyłać smsy podobnie jak do kilku innych osób, od 2 lat. Ma parę spraw o stalking, w tym 3 od kobiet, które napastował w ten sposób. Mam nadzieję, że któraś w końcu się zakończy i trafi do więzienia na dłużej albo najlepiej do zakładu psychiatrycznego, bo chłopak potrzebuje pomocy. Chce zmusić mnie i innych coachów, żebyśmy nauczyli go hipnozy, bo wszyscy znają hipnozę i wszyscy wyciągają z niego informacje, tylko on nie może wyciągnąć informacji od innych. Więc jeśli jest osoba, która ma takie skłonności, no to ryzyko stalkingu będzie zawsze. Ale jest to też coś, co w dużej mierze można wyłapać we wstępnym wywiadzie. Generalnie jeśli masz klienta, który ma skłonności do stalkingu, to w stosunku do Ciebie będzie tak samo. Klienci, którzy są nieśmiali, będą się obawiali napisać do terapeuty czy do coacha. Ci, którzy nie umieją podejmować decyzji, będą się 20 razy zastanawiać, czy się zdecydować na sesję. Klient, który ma problemy ze sprecyzowaniem, o co chodzi, na sesji też będzie miał takie kłopoty. Problem nie znika tylko dlatego, że osoba komunikuje się z coachem.


Daniel: Wracając jeszcze do sprawdzania skuteczności pomocy – jak często i w jaki sposób? O co pytasz i co robisz z informacją zwrotną?
Artur: Pierwsze pytanie: jak wygląda sytuacja po sesji? Czasami robię też follow-up czysto biznesowy – “Czy jest jeszcze coś w czym mogę Ci pomóc?” I teraz ciekawe jest np. to, że nie wszystkie osoby odpowiedzą po miesiącu, ale np. po pół roku a nawet 1,5 roku po otrzymaniu maila. 2 lata osoby decydowały się na sesję, to i 2 lata decydują czy zadziałała. Natomiast nie są to szczególne pytania, nie stosuję żadnego kwestionariusza. Po prostu “co się zmieniło, jakie są efekty”. Jeśli mam jakieś wątpliwości, to też dopytuję.


Daniel: Czy jakoś to wykorzystujesz, np. prowadzisz statystyki?
Artur: Tylko na swoje potrzeby na zasadzie, jak to działa, jak te rzeczy funkcjonują do rozwiązania danego problemu. Tylko nie mogę de facto prowadzić takich pełnych statystyk, bo to nie jest próba reprezentatywna, tylko to jest ocena prawdopodobna. To może być efekt placebo, kwestia czasu, to może być milion innych rzeczy. Nie mam grupy kontrolnej, więc te statystyki są jakby na zasadzie “ok, biorąc pod uwagę osoby, z którymi pracowałem w zakresie odkochania 80% miało efekty na pewno, 10% się nie kontaktowało, 10% nie miało efektów”. Ale nie mogę mówić, że ta czy inna metoda ma 80% skuteczność. Do tego potrzeba by badań. Jest to kwestia tego, że badanie po fakcie nigdy nie będzie wiarygodnym sposobem testowania efektów, bo jest masa czynników zaburzających. To co robię, to szukam cały czas badań, które weryfikują skuteczność metod, których używam lub prior probability czyli podstaw naukowych, które powodują, że coś w ogóle może działać. I ewentualnie w toku tego poszukiwania modyfikuję swoje podejście.


Daniel: W internecie bardzo dużo dyskutujesz z różnymi ludźmi, wyprowadzasz ich też z błędu. Jak to się ma do coachingu? Czy jeśli podczas coachingu widzisz jakieś szkodliwe przekonania lub widzisz jeszcze jakieś problemy pod spodem, to informujesz klienta?
Artur: Jeśli widzę, że coś stoi ewidentnie w sprzeczności. Np. jeśli ktoś chce myśleć pozytywnie, a jednocześnie osiągać cele, to mu powiem wprost “możemy pracować z pozytywnym myśleniem, ale z tego co wiem z takich i takich badań wynika, że tego rodzaju podejście zmniejsza Twoje szanse na osiągnięcie sukcesu, więc jeśli chcesz, to możemy tak pracować, ale boję się, że może dać to odwrotny efekt. To co działa, to według mojej wiedzy jest takie a takie podejście.” Bardziej w tę stronę. Jeśli jest to sytuacja procesowa, to pewne rzeczy nie zostaną wyłapane, bo nie mają szans się ujawnić. Wychodzę z założenia, że klient przychodzi po rozwiązanie. Inaczej jeśli klient przychodzi na dłuższą pracą nad sobą w ogóle, generatywną. Inaczej jeśli przychodzi i mówi “Chcę być bardziej pewny siebie”. I oczywiście tu będą rzeczy, które wychodzą pobocznie. Najczęściej jest tak, że klient ma zbyt duże poczucie własnego znaczenia, a chciałby mieć jeszcze większe. To, co ja wtedy robię, to robię prosty rysunek – jest takie podejście w naszej kulturze, że osoba, która jest niepewna siebie ma niskie poczucie własnej wartości, ale pracowałem z taką i taką ilością osób, na tych kilkaset osób może z pięć miało niskie poczucie własnej wartości. Natomiast w kontekście braku pewności siebie większość osób ma taką sytuację, że przeskakuje między  układem pt. “jest w centrum uwagi, jest mała”, a “jest mała, ale wysoko, jest lepsza od innych, na pedestale”. To jest problem, bo gdy jesteś na piedestale to jeden zły krok i upadasz.
– Bo właśnie, kiedy jesteś już na piedestale, w jakim kierunku krok byłby zły?
– W każdym.
– Czy sądzisz, że to może mieć jakieś odniesienie do Ciebie i z tym możemy pracować?
Ważna rzecz – nie upieram się. Jeśli klient mówi “moje doświadczenie jest zupełnie inne”. Ok, postaram się pracować z tym, co jest mając z tyłu głowy, że jest parę problemów, które pewnie się będą w tym zakresie przejawiały.


Magda: Czy powinno się być dostępnym dla klienta, np. podawać numer telefonu, żeby osoba mogła w razie czego dzwonić, dopytywać się, poradzić się w jakiejś trudnej sytuacji? Czy lepiej ograniczać się tylko do umówionych spotkań?
Artur: Ja akurat mam tak, że w ramach sesji po spotkaniu wysyłam ćwiczenia tak, by klient mógł to testować w życiu. Więc jest to po prostu wpisane w komunikację mailową. Mój telefon jest dostępny, ale raczej nikt nie próbuje dzwonić tak, żeby się narzucać i sprawiać kłopoty. Spotykałem się z osobami, które – mam wrażenie – tak bardziej dla towarzystwa pytały się mnie o coś na Facebooku. I jeśli uważałem, że to właśnie kwestia towarzystwa, to po prostu przerywałem i zwracałem uwagę. Dawałem im sugestię, że jeśli to jest towarzyskie, to żeby to ukrócić. Jeśli byłaby to kwestia problemu, doradziłbym – „wiesz co, możesz to zrobić w taki, taki i taki sposób”.

I inna kwestia, która się może przejawiać – czy nowy klient, w ogóle klient ma prawo dzwonić o dowolnej godzinie? Spotykałem się już z zagrywkami w rodzaju: dzwoni do mnie klient o pierwszej nad ranem w niedzielę i mówi, że chciałby wykupić sesję.
– Ok, jest kwestionariusz – proszę go wypełnić.
– Ale ja chciałbym się już umówić.
– Proszę wypełnić kwestionariusz. Jest pierwsza rano, prosiłbym podesłać kwestionariusz i podesłać.
– Ale ja myślałem, że Pan jest (od razu zagrywka na winę) takim coachem, do którego można dzwonić o każdej godzinie.
– Nie, nie jestem. Proszę wypełnić kwestionariusz. Ale wie Pan co – nie słucha Pan tego, co mówię. Nie jestem zainteresowany pracą.
– Ale ja zapłacę dwa razy więcej. (No to teraz kolejna zagrywka- finanse.)
– Wie Pan co: naprawdę nie jestem zainteresowany. Dziękuję. Proponuję skorzystać z usług kogoś innego.

Będą klienci, którzy w ten sposób będą starali się przejąć kontrolę: “decyduję, kiedy dzwonię, Ty nie masz prawa decydowania o własnym czasie, Ty nie masz prawa do… a jakby co to mogę Cię kupić”. Niezdrowy układ, więc warto jest postawić swoje granice, że np. klient dzwoni w czasie, który jest dla mnie nieodpowiedni, no to „ok, nie mogę teraz rozmawiać”.

Ale telefonicznie, to się rzadko kiedy zdarza. Raczej są niedzielne telefony, od osób których nie znam albo kojarzę tylko z Facebooka i zadają dziwne pytania. Czasami bardzo dziwne – „czy jeśli użyję klątwy voodoo to to do mnie wróci?” Chciałbym żartować…


Magda: Kiedy i z jakich powodów przerywasz pracę z klientem?
Artur: Nie zdarzyło mi się dotychczas, ale może też dlatego, że jest to praca krótkoterminowa. Rzadko kiedy robię nawet 4 sesje z jednym klientem. Przepraszam – był jedna sytuacja, gdzie sponsorem był ojciec, a klientka była dość słabo zaangażowana w pracę, nie było pracy między sesjami itd. Odbyłem rozmowę z nim. Mówiłem, że nie ma większego sensu taka praca, jeśli osoba jest tak słabo zaangażowana, że nie chcę go, jako sponsora w żaden sposób naciągać. Nie ma sensu po prostu, żeby wydawał pieniądze. Ale nie miałem takiej sytuacji, że na bieżąco – przy pracy na sesji – i byłaby taka potrzeba. Sądzę, że może kiedyś do tego dojść jak najbardziej, ale nie było takiej sytuacji na serio.


Daniel: Czy słyszałeś o jakichś znanych, głośnych procesach sądowych wytoczonych coachom polskim lub zagranicznym?
Artur: Wiem o jednej kobiecie w Krakowie, która ma borderline i każdego coacha czy terapeutę, z którym pracuje, próbuje pozywać. Głośne procesy terapeutów – mamy oczywiście Gapika, Samsona. Na Zachodzie – mamy takie sprawy jak (choć to mniej dotyczy coachów) Arthura Raya, ale to bardziej szkoleniowe.


Daniel: Jak w takim razie coach może się bronić przed różnymi oskarżeniami?
Artur: Ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej. Niestety u nas jedyne ubezpieczenie, jakie da się dostać, które to obejmuje, to ubezpieczenie z tej kategorii co… szkoły nauki jazdy. Co jeszcze…. procedury – jeśli masz jasne procedury i demonstrujesz, że te procedury standardowo funkcjonują w taki, taki, taki sposób, dużo łatwiej jest się zabezpieczyć. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości co do danego klienta, no to też z tyłu głowy myśl „ok, co mogę zrobić, żeby to było bezpieczniejsze”. Zadbanie o to, żeby umieć zareagować w każdej sytuacji, czyli np. coś co bardzo polecam to jest kurs pierwszej pomocy. Nie jest drogi, zawsze się można załapać za darmo albo za grosze. Jest to po pierwsze ogromny komfort, bo statystyka mówi, że jeśli masz dużo klientów, to któryś będzie miał napad epileptyczny na sesji. Po drugie, jesteś też w stanie zademonstrować w sądzie, że masz takie doświadczenie, że robiłeś wszystko, co mogłeś w ramach racjonalnego działania, żeby pomóc.
Generalnie pełne zabezpieczenie to myślimy „co mogłoby pójść nie tak i jak mogę zadbać o to, żeby zminimalizować szanse tego dla klienta?”


Moja nowa książka, "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań" jest już dostępna w formie e-booka! Tylko na Mindstore.pl 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis