Czyli kilka ciekawych rozwiązań, o których pewnie nie wiesz…

Ostatnio w jednej z rozmów wskazałem znajomemu na możliwość sfinansowania książki przez crowdfunding. “Stary, ty umiesz te internety” rzucił mi w odpowiedzi, zaskoczony taką opcją.

Prawdę powiedziawszy, nie czuję, żebym je “umiał”. Jestem z krawędzi pokolenia X i Y, identyfikuje się z X. Dorastałem na krawędzi cyfrowej rewolucji, pamiętam jeszcze koszmar modemowego internetu TPSA, coś tam ogarniam. Jednocześnie z wieloma współczesnymi trendami jestem tak bardzo do tyłu, że… nawet nie wiem że istnieją!

To powiedziawszy, faktem jest, że wiele osób wokół mnie ogarnia jeszcze mniej niż ja. Pomyślałem więc, że warto podzielić się choć tym co wiem. Oczywiście przy pełnej świadomości tego, że wpis ten może być typowym “prowadził ślepy kulawego”. Przy tym zastrzeżeniu – oto przegląd pewnych ciekawych rozwiązań i istotnych zasad o których warto wiedzieć w necie.

Crowdfunding – jedna z najciekawszych rzeczy w internecie w ostatnich latach w ogóle, crowdfunding to społeczna “zrzutka” na jakiś projekt. Pozwala twórcom ograniczyć ryzyko, jakim jest wprowadzanie nowego rozwiązania na rynek, poprzez wstępną weryfikację zainteresowania i zgromadzenie pewnego kapitału startowego. (Bez oddawania części udziałów w firmie, w odróżnieniu od zyskiwania kapitału od venture capital/aniołów biznesu.) Zrzucający się mogą często liczyć na coś w zamian – gotową grę czy album muzyczny w wersji mini, popijawę z twórcami albo swoją podobiznę w komiksie w wersji maksi. Niektórzy i tak sponsorują “dla idei”, ale dla wielu osób jest to pewna forma przedsprzedaży.

Crowdfunding zaczął się od muzyków, których fani zbierali pieniądze na trasy koncertowe i nagrywanie albumów. Skrzydeł dostał jednak w internecie, dzięki portalom takim jak Kickstarter. Kilka udanych, wielomilionowych zbiórek pieniędzy zdobyło uwagę mainstreamowych mediów i znacząco spopularyzowało idee. (Zbiórki te obejmowały głównie gry komputerowe tworzone przez legendy branży, poza normalnymi marketingowo-korporacyjnymi regułami znienawidzonymi na równi przez twórców i użytkowników). Sam regularnie prokrastynuję przeglądając Kickstarterową sekcję z planszówkami (a jeden z moich przyjaciół regularnie się na tej sekcji zadłuża… hej, gry są w kartonowych pudełkach, zawsze można jeść karton!) ;)

Crowdfunding nie jest pozbawiony ryzyka – kupujesz trochę kota w worku, możesz dostać coś świetnego, albo szajs. Bardzo rzadko, ale zdarzają się jawne oszustwa i ludzie znikający z pieniędzmi ze zbiórek. Czasem zdarza się też “uczciwe oszustwo”, czyli zbiórki jawnie oznaczone jako głupie i bezsensowne (“kupa w pudełku”, której nabywcy dostali… pudełko z zasuszonymi psimi odchodami. Nie, też nie wiem na co innego liczyli.) Z drugiej strony umożliwia uruchomienie ogromnej ilości pomysłów i rozwiązań, które inaczej by nie zaistniały. (To coś, co musiało wyjść od ludzi z metaforą podróżnika, żadna inna by tego nie puściła – i dowód na to, że i ta, tak nielubiana przezemnie metafora świata/biznesu/związku, ma ogromną wartość w odpowiednich warunkach.)

W Polsce crowdfunding funkcjonuje na dwóch głównych platformach, Wspieram.To i Polakpotrafi.pl

A, wspominałem, że w Crowdfundingu nie oddajesz udziałów w projekcie. Ruszają też powoli portale crowdfundingowo-inwestycyjne, gdzie w zamian za wpłacone pieniądze masz szanse na udział w zyskach ze sprzedaży np. skończonej gry.


Crowdpatroning, czyli patronat społeczny – dobra, nie ma takiego terminu jak crowdpatroning, ale nie ma w ogóle jeszcze terminu na to zjawisko, więc coś musiałem wymyślić. Patronat społeczny, funkcjonujący na takich portalach jak Patreon czy polski Patronite, jest w wielu aspektach podobny do crowfundingu. Również opiera się w dużej mierze na zaufaniu i wspieraniu jednej osoby/grupy przez szereg pojedynczych osób. Różnica jest taka, że Crowdfunding jest jednorazowy, a na takim Patreon deklarujesz stałą kwotę, jaka co miesiąc będzie szła z Twojego konta na rzecz np. muzyka indie, albo autora internetowego komiksu.  Dla Ciebie to często niewielki koszt, kilka-kilkanaście złotych. Piwo albo kawa. Ale gdy takich wspierających jest kilkuset, robi się z tego sensowna pensja dla autora, który może się z tego utrzymać i w pełni oddać swojej pracy, bez konieczności dorabiania. Rekordzistą polskiego Patronite jest Krzysztof Gonciarz, którego tysiąc patronów funduje mu dodatkową miesięczną pensję w wysokości ponad 20 tysięcy złotych, choć większość osób musi się liczyć z mniejszymi dochodami – kilkaset, czasem kilka tysięcy złotych (a niekiedy… zero ;) ). Zwykle jest kilka progów finansowych patronatu, gdzie im wyższy próg, tym większe bonusy dostępne dla tej grupy.

Swoją drogą, ponieważ sam rozważam uruchomienie takiego Patronite’a, jakiego rodzaju bonusy dla patronów byłyby dla Was atrakcyjne? Co skłoniłoby Was do takiego wsparcia? Dodatkowe artykuły tylko dla Was? Nagrania wideo? Podcasty? Możliwość zamawiania tematów na blogu? Jeszcze coś innego? Dajcie znać w komentarzach :)


Kiva – skoro już jesteśmy przy takich społecznych projektach, to jeszcze jeden fajny motyw. Kiva to portal udzielający mikrokredytów dla osób w krajach rozwijających się. Np. gdzieś w Ghanie jest kobieta, która chciałaby zacząć szyć dla sąsiadów, ale musi kupić maszynę do szycia. To dla niej wielki koszt. Ale kilka osób zrzucających się po 20 dolarów na kredyt dla niej może jej to już umożliwić. Kredyt jest zwracany, niskooprocentowany, a po zwrocie możesz go puścić dalej, wspierając kolejną osobę.

De facto, jeśli robisz to w Polsce, to wręcz musisz to tak zrobić – tzn. musisz traktować pieniądze wpłacone na Kivę jako działalność dobroczynną, bo były problemy ze skarbówką osób, które wypłacały potem takie zyski z Kivy. Ale nie jest to zły pomysł na dobroczynność – konkretną, nastawioną na cel i wspierającą aktywność.


Tineye – przechodzimy do czegoś bardziej codziennego. Tineye to jeden z kilku dostępnych portali pozwalających weryfikować zdjęcia. Widzisz na facebooku poruszający apel o ratowanie małego Zegrzysławka, któremu dziki jeżozwierz odgryzł nogę? Wrzucasz obrazek na Tineye i dowiadujesz się, że zdjęcie pierwszy raz w internecie pojawiło się 10 lat temu, na stronie pokazującej ofiary zamachu terrorystycznego w Birmie. Użyteczne w zalewie fałszywych informacji i post-prawdy. Alternatywą do tineye jest też google image search.


Projekt Gutenberg – jak skończą się prawa autorskie książek, trafiają one tutaj. Jak lubisz klasyki, warto znać ten adres. Są też wersje w innych językach!


Archive.org – mówi się, że w internecie nic nie ginie… i to prawda! Zwłaszcza dzięki Archiwum Internetu, czyli stronie regularnie zapisującej wszystko, co tylko wpadnie w jej robocie macki. Jak kiedyś powstanie Skynet, tu będzie tego początek. (Jeśli już powstał, to oczywiście Chwała naszym Wielkim Robocim Władcom! [Proszę, proszę, zabijcie mnie na końcu!])


Fiverr – czyli inaczej piątak. Jak nazwa wskazuje, możesz tam coś kupić za piątaka. Np. grafikę, napisany tekst czy inne usługi. Anglojęzyczne, większość dostawców to ludzie z krajów trzeciego świata, jakość bywa różna, ale jest okazja zapoznania się z dorobkiem danej osoby. Sam korzystam regularnie, tak powstały np. ikony do kart rozwojowych Beyond NLP.


Reguła 5% – nie strona, ale jedna z takich podstawowych rzeczy w necie, o której wiele osób nie wie. To nieoficjalna reguła (5% jest całkowicie umowne) wskazująca na to, że na dowolnym większym forum, grupie, itp. aktywnych będzie tylko niewielki procent użytkowników. Nie oznacza to, że inni nie czytają, itp. Po prostu unikają zabierania głosu, choć ich poglądy – tam gdzie to badano – rozkładają się zwykle podobnie jak aktywnych użytkowników.


Fireshot (i pokrewne) – czytasz czasem dyskusję na Facebooku i chciałbyś ją sobie zachować (bo np. ktoś Cie obsmarował i chcesz zachować dowody, albo po prostu była super ciekawa, a jutro zniknie gdzieś w otchłani fejsa?). Ręcznie jest to bardzo niewygodne, ale jest nieco świetnych wtyczek takich jak Fireshot (dla Firefoxa, jeśli używasz Chrome czy IE musisz znaleźć odpowiednie), które zapisują w jednym PDF całą wybraną dyskusję. Bardzo wygodne i szybkie rozwiązanie.


Na dziś chyba tyle. Mam nadzieję, że coś z tego było dla Was ciekawe i nowe :) (Bo jak nie to Cthulhu! stary jestem! za stary na internety!) Macie coś ciekawego co pominąłem? Dorzućcie w komentarzach ;) I dajcie znać, co Was by interesowało w ramach bonusu dla patronów :)



Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis