Kilka lat temu po raz pierwszy odwiedził mnie znajomy, którego wcześniej znałem tylko z portali społecznościowych. Umówiliśmy się na planszówki, rozegraliśmy kilka partii i byłoby naprawdę miło, gdyby nie jedna rzecz: straszny fetor, który rozszedł się po domu gdy tylko znajomy zdjął buty.

Może się to wydawać śmieszne, ale wtedy zdecydowanie nie było mi do śmiechu. Spędziłem kilka kolejnych godzin grając, ale w duchu walcząc z ogromną i rosnącą chęcią zwrócenia mu uwagi i zasugerowania, żeby coś z tym spróbował zrobić (i nie wiedząc, czy coś może z tym zrobić). Choć samo towarzystwo było przyjemne, to kwestia problematycznego zapachu zdecydowanie przytłoczyła całe spotkanie.

W tamtym momencie wygrało jednak dobre wychowanie i nie wspomnieliśmy o sprawie. Ba, przez najbliższych kilka miesięcy biłem się z myślami czy tą kwestię poruszać, aż w końcu, po ok. roku napisałem do znajomego. Jakkolwiek krępujący to temat do rozmowy, był to jednak obszar, w którym nieświadomość mogła dla niego nieść dość ciężkie konsekwencje. Nie mogłem wiedzieć, czy była to jednostkowa wpadka, czy coś co zdarzało mu się regularnie. (Jak się okazało później, była to jednostkowa wpadka, z której znajomy zdał sobie sprawę, ale nie wiedział co z nią zrobić.) Ludzie nie są zwykle świadomi swojego zapachu i mogą się dziwić czemu współpracownicy jakoś ich unikają. Jakkolwiek krępujące może być powiedzenie komuś o jego problemie i jakkolwiek można w ten sposób zaryzykować dalszą relację z tą osobą, pojawia  się pytanie co jest dla nas ważniejsze? Nasze samopoczucie i relacja z tą osobą, czy jej dobro, któremu taka nieświadomość może mocno szkodzić.

Nie piszę jednak tego posta tylko po to, by opowiedzieć o swojej historii, ale jako wstęp do szerszego tematu, jakim jest poruszanie tzw. krępujących tematów w rozmowie z ludźmi. Tak się jakoś bowiem złożyło, że o ile większość osób nie ma problemów – jeśli uznaje to za uzasadnione – z “pojechaniem” komuś od idiotów, chamów czy złodziei, o tyle niektóre kwestie stanowią pewne tabu.  Co ciekawe, te tematy “tabu” są często dużo łatwiejsze do obiektywnego zweryfikowania. Nie zmienia to jednak faktu trudności ich poruszania.


Co należy do takich tematów?

Niewątpliwie nr. jeden na liście jest tytułowe “śmierdzisz”, czyli po prostu nieprzyjemny zapach.

Inny popularny to poczucie narzucania się ze strony “niegroźnej” osoby (w odróżnieniu od osoby odbieranej jako “zagrożenie”). O ile “groźnej” osobie relatywnie łatwo się przeciwstawić, o tyle taka “niegroźna” może wywoływać politowanie i sprawiać, że wolimy takie narzucanie się tolerować niż coś w temacie powiedzieć.

Również inne społeczne problemy, takie jak przynudzanie będą u wiele osób wywoływały podobne zażenowanie. No bo jak to, powiedzieć komuś, że jest nudziarzem, albo że zbyt głośno mówi?


Otóż, krótko mówiąc – tak, powiedzieć. Jeśli dana osoba o tym nie wie, nie będzie w stanie nic z tym zrobić. I powiedzieć delikatnie, ale wprost. Po pierwsze – jest duża szansa, że aluzji i tak nie zrozumie. Po drugie – jeśli zrozumie aluzje, poczuje się równie zażenowana, jak wtedy, gdy powiesz jej to wprost, więc kogo próbujesz tutaj oszukać? Aluzja miałaby ew. sens w większej grupie, ale akurat tego typu uwagi i tak lepiej ludziom podać na osobności.


“Ale to takie krępujące!” pomyśli w tym momencie wiele osób. I tak, faktycznie, to może być krępujące. Sam, jak wspomniałem, zwlekałem z powiedzeniem takiej rzeczy wprost niemal rok. (Choć w innych przypadkach, np. narzucania się, nie miałem kłopotów z powiedzeniem o tym szybko i bezpośrednio.) Jeśli czujesz takie skrępowanie, zastanów się po prostu co za nim stoi – jakie emocje, przekonania, normy społeczne, itp. – i przepracuj je. Tak – to jest po prostu rzecz z którą możesz pracować i którą możesz u siebie zmienić. Niekoniecznie najpilniejsza rzecz do poruszenia w pracy ze sobą – chyba, że akurat zaczniesz pracę z tym jednym współpracownikiem, który prysznic w łazience uznaje za element dekoracyjny, a nie użytkowy…

 

Oczywiście, przełamanie się i możliwość poruszania takiego tematu nie znaczy, że musimy go zawsze poruszać. Kiedy warto to robić? Przede wszystkim wtedy, kiedy problem jest długoterminowy i się powtarza, oraz gdy jego konsekwencje mogą być dla danej osoby ciężkie.

Natomiast w przypadku, w którym uważamy, że to może być tylko “jednorazowy występek”, można faktycznie – jeśli czujemy się z tym ok -“dać na wstrzymanie” i po prostu przecierpieć. Byle nie robić z tego nawyku.


Moja nowa książka, "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań" jest już dostępna w formie e-booka! Tylko na Mindstore.pl 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis