Recenzja: Twój Drugi Mózg

Emeran Meyer

Bzdurny tytuł to wina tłumacza. Cała reszta to wina autora.

Co? Nie wystarczy? Nie mogę na tym skończyć recenzji? Ehh, naprawdę nie chcę o tym pisać, ale cóż, wiem, że moje cierpienie Was bawi…


Sięgnąłem po tą książkę, bo przewijała się w niektórych dyskusjach, w których brałem udział. Na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie kiepskiej, ale stwierdziłem, że warto dać jej szanse. Tym bardziej, że badania nad mikrobiomem (symbiotycznymi drobnoustrojami w naszym systemie, zwłaszcza przewodzie pokarmowym) i jego wpływem na nasze zdrowie itp. są czymś mającym faktyczne uzasadnienie w nauce. Ba, są nawet pewne interesujące koncepcje jak potencjalnie zasiedlanie naszego mózgu przez takie symbiotyczne bakterie (patrz np. TUTAJ), co miałoby dużo większy sens z perspektywy ich wpływu na nasze funkcjonowanie niż to, co pada w książce.

Bo w książce jest sieczka.


Co gorsza, jest to ten rodzaj sieczki, który może przekonać osoby nieświadome, nie mające odpowiedniego dystansu do tego co czytają (bo i czemu miałyby mieć ten dystans, pisze lekarz, powołuje się na badania… że nie cytuje bezpośrednio żadnej bibliografii, to detal.)

Niestety, przy uważniejszym przyjrzeniu się argumentacji, cała książka rozpada się jak domek z kart w starciu z rozpędzonym kotem.

Przede wszystkim autor wydaje się uporczywie ignorować brzytwę Ockhama i najprostsze wyjaśnienia. Wielokrotnie podkreśla to, jak złożony jest system kontrolujący trawienie i wydaje się nie dopuszczać do siebie, że mógłby on służyć, no właśnie, kontrolowaniu trawienia i tylko temu. Widać tu podteksty „natury jako inżyniera” i „wydajnej ewolucji”, które nie „marnowałyby” tak złożonych struktur tylko do tak prostej roli i usilne doszukiwanie się czegoś więcej i czegoś głębszego – mimo, że faktyczne źródła naukowe, które przytacza, raz za razem potwierdzają tezę „serio, stary, niczego więcej tu nie trzeba szukać, to jest wystarczające.”

Autor jednak nie odpuszcza. Co nie musi być samo w sobie złe – naukowa ciekawość jest cenna! Tyle tylko, że musi opierać się na czymś konkretnym, a tu mamy budowanie iluzji na ułudzie.

Do błędów autora należą m.in.:

  • Wyciąganie wniosków zupełnie nie płynących z przesłanek. (Np. wskazanie na niewydajność amerykańskiego systemu zdrowotnego jako dowód na to, że z medycyną jest coś nie tak… nie zadając sobie w ogóle pytania, „No ok, ale co z innymi bardziej wydajnymi? Czy to problem z medycyną, czy konkretnie z amerykańską jej implementacją?”) 
  • Cala masa zagrań pt. rzucamy jakiś truizm, najczęściej związany z objętością (np. w jelitach jest najwięcej komórek odpornościowych w organizmie) i zostawiamy to jako implikacje „więc jest w tym dużo więcej”, bez przedstawienia realnej argumentacji jak i czemu…
  • Wnioski tak potężnie nieuprawnione, jak tylko się da, bez jakiegokolwiek dowodzenia czy rozwinięcia. (Np. „Wiele sygnałów idących z jelit do mózgu, na temat trawionego pokarmu, zostaje zapamiętanych… dlatego ostatecznie to co jemy wpływa na to z jakimi ludźmi chcemy się spotykać. „) 
  • Niezliczone pozorne korelacje, bez prób jakiegokolwiek ich dowodzenia (Np. „Jako dzieci i starcy mamy mniejszą różnorodność mikroflory jelitowej i jako dzieci i starcy mamy szczególne narażenie na zaburzenia neurodegeneratywne i neurorozwojowe. Więc mikroflora powoduje to drugie.”)
  • Masa dużych twierdzeń odnośnie stanu nauki bez jakiegokolwiek oparcia ich w konkretnej bibliografii (na końcu książki jest parę stron bibliografii, ale bez żadnego odniesienia jak pozycje miałyby się mieć do treści.)
  • Zapętlone wnioskowania. (Np. „Nauka zna wpływ ‚negatywnych’ emocji na jelita, ale nie zna wpływu ‚pozytywnych’. To ważne pytanie, na które nauka musi znaleźć odpowiedź, jeśli chcemy poznać wpływ reakcji jelitowych na nasze samopoczucie.” Tak. Wiemy jak ‚negatywne’ samopoczucie wpływa na jelita, nie wiemy ja wpływa ‚pozytywne’, więc nie wiemy jak reakcje jelitowe wpływają na nasze samopoczucie. Oh wait, przecież wiemy, bo startujemy od samopoczucia, które mielibyśmy wyjaśniać przez jelita, ale nie potrzebujemy, bo już je mamy wyjaśnione.)
  • Tezy demonstrujące po prostu brak zrozumienia tego jak działa układ nerwowy. (Np. Pobudzanie „napakowanych serotoniną” komórek w jelitach miałoby wysyłać sygnały przyjemności wzdłuż nerwu błędnego, do części afektywnych mózgu.)
  • Regularne głupotki typu „oksytocyna to hormon miłości i bliskości”, „pozytywne i negatywne emocje”, „dieta do której jesteśmy ewolucyjnie przystosowani”, trywializacja emocji zwierząt.
  • Na deser lekko szowinistyczny posmak, narzekanie na poprawność polityczną i teza pt. „kobiety mają lepszą intuicję, bo mają miesiaczki i to je uczy zwracać uwagę na wewnętrzne doznania bólu”.


Autor wydaje się być w miarę ok gdy pisze po prostu o procesach zachodzących w jelitach. (Ale może to być tak, że nie mam takiej wiedzy jaką mam odnośnie mózgu, by punktować absurdy, a specjalista w tym obszarze by rzezał aż miło.) Ale ilekroć sięga dalej… au. Biorąc pod uwagę, że niektóre z liczb które podaje da się szybko sprawdzić i podważyć (np. zawyżanie powszechności objawów zespołu jelita drażliwego o ok. połowę), przyznam, że w to „wydaje się” pod koniec wierzyłem coraz mniej. Nie pomaga też powoływanie się na bardzo wątpliwe autorytety typu Alice Miller czy Junga.

Do tego liczne odwołania autora do tematyki „gut feelings”, „czucia w bebechach” w kontekście intuicji. Straszna szkoda, że autor po prostu nie przeczytał czegoś o embodied cognition, bo to wyjaśniłoby mu problem bez absurdalnych wniosków.

Tą książkę czyta się jak rozważania kogoś na dużej dawce L-dopy… Niektórzy w takim stanie idą do kasyna i widzą tajne wzory w wynikach automatów (oczywiście pozorne). Meyers widzi tajne wzory między rzeczami, między którymi na 99% nie ma zależności, ale mu akurat pasują… I buduje całą swoją argumentacje na kompilacji takich pozornych wzorów… Co gorsza, niestety laicy się na to mogą złapać.

Co jeszcze gorsze, przez tyle pisania o mikrobiomie nie pada masa podstawowych, faktycznie interesujących kwestii w temacie. Zamiast tego autor radośnie goni swojego altmedowego króliczka, a gdzie badania nie pasują? Cóż, oddajmy głos autorowi. „ „Choć nie ma obecnie bezpośrednich dowodów naukowych na potwierdzenie tej tezy (…)” ani tak naprawdę nie ma żadnych dowodów na tą tezę, także pośrednich, ale co tam, pasuje do ideologii, więc „można oczekiwać, że…”

Czyli „co tam dowody, ważna dobra historia”.

Potworny antynaukowy szajs (o tyle zabawne, że w paru miejscach autor punktuje niektóre altmedowe koncepcje, jak obsesje nt. glutenu… tylko by po chwili przedstawić pięć swoich). Gorąco odradzam. Tematyka mikrobiomu jest ciekawa i warta poznania, ale nie z takich partactw.


Poziom: S1 – dla laików, bo tylko oni się na to nabiorą

Ocena: 0/5 – potworne marnotrawstwo

Linku nie ma. Stwierdziłem, że do 0/5 nie będę dawał linków. Serio, nie kupujcie, nie wspierajcie wydawnictw robiących coś takiego.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis