Recenzja

O sztuce wystąpień publicznych

Maciej Orłoś

(Dziękuję Wydawnictwu RM za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.)

Macieja Orłosia znają wszyscy. Wieloletnia twarz teleexpresu, człowiek, którego całe życie jest w zasadzie kojarzone z jakąś formą wystąpień publicznych. Jego książka w temacie mogła być prawdziwym hitem…

Niestety, co tu dużo mówić, nie jest.


Nie wypowiadam się tutaj na temat kompetencji scenicznych autora. (Jeśli faktycznie sam ją napisał, bo miejscami książka pachnie mocno stylem ghostwritingowym i to kilku ghostwriterów z briefu – mamy na przykład rozdziały będące de facto powtórzeniem tych samych treści co chwilę wcześniej, z bardzo niewielką różnicą.) Znam go tylko w zasadzie ze wspomnień z roli dziennikarza, nie widziałem nigdy jego konkretnego wystąpienia.

Natomiast sama książka… Cóż, do pewnego momentu byłem jej skłonny dać 3/5, po rozdziale o tremie spadło to na 2/5, długo trzymało się na tym poziomie by w końcu skończyć na 2.5/5. Jest po prostu bardzo, bardzo przeciętnie.


Po pierwsze – książka jest bardzo płytka treściowo. Jeśli wziąć półstronne podsumowania każdego rozdziału, ignorując resztę, to w zasadzie nic nie stracimy. Bez problemu znajdziemy w internecie dużo bogatsze i lepsze darmowe materiały w temacie wystąpień publicznych. Treści jest niewiele, jest rozlana. Brak wielu naprawdę istotnych rzeczy (choćby odpowiednie projektowanie wystąpień pod publiczność), jest skupienie na innych, istotnych z perspektywy dziennikarza, ale rzadko kiedy znaczących w innych rolach. Dla kogoś atrakcją mogą być ewentualnie anegdoty autora na temat różnych wystąpień, ale i z nich często trudno coś sensownego wyciągnąć…


Tym bardziej – i tu pojawia się drugi problem – że książka jest ogromnie uznaniowa. Autorowi jakoś się wydaje i na tym się opiera. Rzadko kiedy odwołuje się do danych w jakimś temacie, jak się odwołuje to często w sposób chybiony (przewija się choćby nieśmiertelny Mehrabian, co ciekawe krytykowany… ale zupełnie nie z tych powodów, z jakich zwykle krytykuje się przywołanie tych badań i de facto powtarzający pierwotne problemy). Ten „jatakmyślizm” autora jest o tyle problematyczny, że, cóż… Ta książka i jej przekaz są bardzo, bardzo „nineties”. Tak się myślało i podchodziło do wystąpień i prezentacji w latach dziewięćdziesiątych. Czuć tu bardzo mocno tą mentalność, staroświeckie podejście, które dawno przestało być aktualne. Dla przykładu, dla autora styl smart casual  to garnitur i koszula, ale bez krawata… Może 20 lat temu tak, ale od co najmniej kilkunastu „smart casual” to generalnie luźniejsze spodnie (dżinsy, chinosy), często luźne buty, koszula faktycznie bez krawata (czasem wręcz t-shirt) pod marynarkę, często sportową. Wystarczy zresztą wygooglować hasło i przejrzeć obrazy. Cała książka jest nasycona taką właśnie staroświeckością. Nie jest to formalnie złe, kiedyś tak się robiło… Ale no właśnie, kiedyś. Mamy 2019, ta książka jest prawie dwie dekady spóźniona. Zwykły „zen prezentacji” to standardowy temat sprzed dobrych 10 lat, a tu jakieś jego fragmenty są przedstawiane jako coś naprawdę wyjątkowego. Podobnie jak np. „misje” (nie nazwane tak, ale środowisko rozwojowe może to hasło sprzed 10 lat też pamiętać) jako „ekstremalna” forma przełamania tremy. („Misje” to np. wygłoszenie referatu w tramwaju czy metrze, aby się przełamać.) Inne metody to dobre przygotowanie, poznanie wcześniej sali czy pozytywne myślenie… Stali czytelnicy pewnie już widzą czemu po takim zestawie moja ocena książki mocno spadła.


Trzecim problemem jest ogromna chaotyczność książki. Brak tu zwartego przekazu, spójnej linii narracyjnej. Jest skakanie z tematu w temat, bez sensownej czy jasnej struktury. To sprawia wrażenie, że książka jest po prostu nieprzemyślana i nie ma jasnego przekazu dla czytelnika.


Książkę ratuje poruszenie kilku tematów, które nie są zbyt często poruszane – np. rozmowy z dziennikarzami czy tzw. „setek” w telewizji… Przy czym pozostaje pytanie czy wciąż kwalifikujemy to jako wystąpienia publiczne, czy jest to ten zakres wiedzy, po który po taki tom sięgnie typowy czytelnik. Tym niemniej tam pojawiało się nieco więcej treści (wciąż mało, ale nieco lepiej), zdecydowałem się więc nieco podbić ocenę książki.

To powiedziawszy… Naprawdę są lepsze i warto się na nich skupić.


Poziom: S1 – zdecydowane podstawy

Ocena: 2.5/5 – niestety bardzo przeciętny materiał, dość ubogi treściowo, w internecie łatwo można znaleźć bogatsze rady

Książkę możesz kupić np. tutaj


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis