Pułapka optymizmu, czyli optimism bias w działaniu

Tak, drodzy czytelnicy. Wbrew pogłoskom, śmierć bloga ogłoszono przedwcześnie! A na serio, miałem wyjątkowo intensywny okres szkoleniowy, plus nieco kwestii prywatnych… do tego uparłem się napisać tamten duży wpis o sex-worku, który wymagał masy roboty. W efekcie nie miałem czasu na krótsze wpisy. Powoli się jednak u mnie uspokaja i mogę wrócić do regularnego postowania. Zaczynając od wpisu o jednym z błędów poznawczych, który mocno wpływa na nasze funkcjonowanie.

Dyskusja o tym, czy lepiej być optymistą czy pesymistą powraca odkąd pamiętam. Szczególnie w światku rozwoju osobistego, gdzie kult optymizmu przez długi czas absolutnie dominował.

Cóż, ta dyskusja jest trochę bez sensu. O ile bowiem nie cierpisz na depresję, to nawet jeśli uważasz się za pesymistę, w praktyce okażesz się prawdopodobnie optymistą. Bo jesteś człowiekiem, a ludzie regularnie ulegają tzw. optimism bias. To błąd poznawczy, który sprowadza się do tego, że jesteśmy w zasadzie wszyscy nadmiernymi optymistami. Względem obiektywnych miar (da się to zbadać):

  • przeceniamy swoje szanse na sukces, zwykle drastycznie,
  • nie doceniamy swoich szans na negatywne zdarzenia (np. choroby, wypadki),
  • przeceniamy szanse, że to nam wydarzą się pozytywne wydarzenia,
  • przeszacowujemy swój wpływ,
  • przeszacowujemy swoje kompetencje,
  • przeszacowujemy szanse, że to nam zdarzą się pozytywne wydarzenia,
  • nadmiernie pozytywnie oceniamy jakość własnej pracy i trafność własnych decyzji,
  • nie doceniamy ile czasu i wydatków mogą od nas wymagać różne projekty (budowa domu, remont, projekt służbowy),

(Wiele z tych efektów ma swoje własne specjalistyczne nazwy, np. złudzenie planowania, ale mieszczą się też w szerszym worku jakim jest optimism bias.)


Optimism bias odpowiada za palaczy uważających, że im akurat rak płuc raczej nie grozi. Za maklerów przekonanych, że oni osobiście na pewno pokonają rynek. Za MLMowców uważających, że może i faktycznie, tak jak mówią statystyki, tylko 1% osób nie dokłada w MLM do interesu… ale będą to właśnie oni. Za ludzi, którzy utykają bez środków i mocy przerobowych w połowie budowy domu, bo nie docenili tego o ile drożej to wyjdzie. Za ludzi decydujących się na małżeństwa z problematycznymi partnerami/kami myśląc „bo dla mnie się zmieni”.


Odpowiada za dużą część współczesnego świata.


Jest wiele osób, które nawet mając świadomość realnej skali problemów z globalnym ociepleniem, wciąż zakłada, że ich to nie dotknie. Że powstanie jakaś magiczna, nieprzewidywalna technologia, która załatwi sprawę i doprowadzi do sytuacji, w której nie będzie trzeba ponosić prawdziwych konsekwencji problemu. Nie ma więc co się przejmować. Podobne podejście dotyczy wielu innych poważnych problemów. Jakoś to będzie, ktoś się tym zajmie, nie ma co się zbyt przejmować…


Realistycznie, jak się wydaje, zaczynają myśleć dopiero osoby w depresji. (Choć zjawisko tzw. „depresyjnego realizmu” bywa też niekiedy podważane, jest nieco badań sugerujących, że tam z kolei ocena szans bywa nadmiernie zaniżona. Wiele innych wskazuje natomiast na trafną ocenę, temat wciąż pozostaje więc dyskusyjny.) Dopiero tam ludzie zaczynają oceniać swoje szanse trafnie. Dopiero tam zaczynają myśleć o zagrożeniach w realistycznych proporcjach.


Skąd takie tendencje u nas?

Cóż, jak zawsze w przypadku kwestii ewolucyjnych trudno stwierdzić z pewnością. To co mamy, to w miarę dobrze brzmiące historyjki. Narracje, które mogą, a nie muszą być prawdziwe. W przypadku tego konkretnego błędu poznawczego (czy może raczej, tej kategorii błędów poznawczych), sugerowany scenariusz jest dość prosty: przez większość ludzkiej historii nasze szanse na przetrwanie i komfortowe życie były na tyle niskie, że jakbyśmy myśleli realistycznie, to znaleźlibyśmy jakieś ładne urwisko i wykonali odważny krok do przodu… Dopiero przeceniając swoje szanse mogliśmy mieć motywację by starać się coś w tym świecie zrealizować. Cena za mózg zdolny do oszacowania prawdopodobieństwa, ale też reagujący emocjonalnie na te szacunki: należy je zaburzyć, bo inaczej nie dojdzie do jakiegokolwiek działania.

Dziś żyjemy oczywiście w dużo lepszym świecie. (Przy wszystkich jego wadach.) W tej sytuacji ten sam efekt prowadzi do dużo gorszych konsekwencji. Dziś bowiem robimy sobie dużo większą krzywdę oszukując się np. co do małego ryzyka wypadku po pijanemu czy niewielkich konsekwencji niedospania…


Debata „czy lepiej być optymistą czy pesymistą” nie ma więc pod tym względem sensu. Już jesteśmy (nadmiernymi!) optymistami. Teraz trzeba coś zrobić, by to jakoś przeżyć.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis