Przegląd publikacji n.t. pracy z częściami

Koncepcja subosobowości – tego, że nie jesteśmy jedną spójną osobą, ale kombinacją wielu różnych aspektów/elementów/części – jest niemal tak stara jak współczesna psychologia. Zwykle jednak krążyła gdzieś na krawędzi tejże. Prawdopodobnie dlatego, że jako koncepcja jest tak bardzo nieintuicyjna, tak bardzo „obca”, że większość osób automatycznie ją przekreśla jako „odlot”. W efekcie zwykle tymi, którzy zajmowali się tą kwestią także byli ludzie gdzieś na skrajach psychologii czy psychoterapii, często łączący bardzo dziwne pomysły.

W ramach pracy nad swoim Dynamic Mindscapes stwierdziłem ostatnio, że sięgnę po inne dostępne na rynku modele pracy z subosobowościami. Przyjrzę się im, zobaczę co robią dobrze, a co niekoniecznie. Ten wpis jest jednym z efektów tej weryfikacji – „masowy” przegląd różnych metod. Będę się też trochę starał odnieść do szerszych kwestii, jakie przewijają się przez te nurty, w tym pewnych powtarzalnych, a niezbyt zdrowych trendów.

Zacznijmy od jednej podstawowej kwestii – z perspektywy twardo neurologicznej nikt już chyba nie ma poczucia, że model „jednego ja” ma jakieś uzasadnienie. Mózg jako swego rodzaju „parlament” czy „korporacja” ma nieporównywalnie  silniejsze uzasadnienie, niż koncepcje alternatywne.

Sęk w tym, że próby szczegółowego wyłożenia tego jak to faktycznie działa bywają, cóż, delikatnie mówiąc problematyczne.


Pierwszą książką, jaką napotkałem w tym nurcie był „Multimind” Roberta Ornsteina. Nawet wtedy – na początku lat 2000-nych – niektóre rzeczy z niego były już nieaktualne. Jednocześnie jednak, gdy dziś do niego wracam, odkrywam, że zestarzał się z gracją. To co nie działało to rzeczy na bokach samej koncepcji, natomiast jest jedną z nielicznych pozycji, które odważają się na otwarte wskazanie kluczowej kwestii: nie ma „ja”, są tylko subosobowości.

To duża różnica względem większości pozostałych nurtów, które mniej lub bardziej otwarcie powielają wzorzec „to co robię fajnie to robię ja, to co robię niefajnie, to robią moje części”. Przewija się to w Core Transformation, w klasycznym NLP, w Voice Dialogue czy w Terapii Systemu Wewnętrznej Rodziny. Czasem mówi się o „ja”, czasem o „świadomej uwadze”, czasem używa innego terminu, ale zawsze mamy jakichś „nas” w centrum systemu…

Tyle tylko, że to absolutnie nie ma sensu strukturalnie. Jeśli spojrzymy na aspekty/subosobowości, to wydzielanie jakiegoś centralnego „ja” jest próbą by „zjeść ciastko i mieć ciastko” – niby zaakceptować subosobowości, ale w sumie jednak mieć perspektywę centralnej persony, do której jesteśmy kulturowo przyzwyczajeni.

Neurologicznie wyjaśnienie równorzędnych skupisk jest dużo sensowniejsze. Ornstein proponuje dość ciekawą, czteropoziomową systematykę – („duże części”, „małe części”, „wzorce” i „reakcje”) – nie wiem czy mnie przekonuje, ale jest faktyczną próbą ustrukturyzowania i nadania postaci temu, co model opisuje. To dużo więcej, niż robi w zasadzie każdy inny model subosobowości (z wyjątkiem „Wieloosobowosci” Rity Carter), które w ogóle nie próbują sięgnąć do neurologicznej struktury omawianych procesów. (Schwartz raz odwołuje się do neurologii, ale bardzo płytko, traktując ją jako dowód w sprawie, a nie jako element układanki.)

Przy zastrzeżeniu, że wiele koncepcji jest już dziś nieaktualnych, chyba wciąż to Ornsteina polecałbym jako wprowadzenie do tematyki subosobowości. Wiele tego co pisze jest już nietrafne, ale było nieźle uzasadnione w latach 80-tych, gdy książka się ukazywała.


Drugą moją pozycja w temacie było „Core Transformation” Connaire i Tamary Andreas.  Core niestety bardzo mocno popełnia błąd „nielubiane zachowania to części”, choć ich koncepcja stanów pierwotnych jest całkiem ciekawa. (Zdecydowanie pełniejsza od „świadomej uważności” w Voice Dialogue czy „stanu ja” w TSWR.) Jednocześnie wydaje się być jednak dość ezoteryczna i uproszczona – moją prywatną interpretacją stanów, które autorki opisują jako Core States/stany pierwotne, to subosobowości mające dostęp do uogólnionych (nieróżnicowanych/prehipokampalnych) emocji – doświadczajacych po prostu radości albo po prostu złości, bez wiązania ich z kontekstami. Przyjemne warianty takich stanów łatwo mogą być uznawane za stany „wyższe”.


Kolejną pozycja z którą się spotkałem było „Jekyll i Hyde. Wielorakie ja we współczesnym świecie” Rowana i Coopera, jednych z prekursorów współczesnego podejścia do subosobowości. Niestety, cała książka jest idealnym wyrazem tego, co myślę o tzw. psychologii transpersonalnej – śmietnik, kryjący nieliczne (choć cenne) skarby. Bardzo wiele tu odlotów i bredni, niewiele konkretnej, wartościowej wiedzy. Raczej nie marnowałbym tu czasu.


Następną pozycją z jaką się spotkałem była „Wielosobowość” Rity Carter. (Dość niedawno wyszła nowa jej wersja, „The People You Are”, trochę aktualizacja, trochę rozszerzenie. Na razie czytam i mam pozytywno-mieszane uczucia – dobre sedno, w kilku miejscach krok do przodu, w kilku mam wrażenie kroku w tył. Jak skończę będzie oddzielna recenzja.)

Na ten moment to właśnie „Wieloosobowość” jest źródłem, które najbardziej polecam z zakresu subosobowości i pracy z nimi. To druga (obok Ornsteina) autorka, która nie owija w bawełnę, tylko mówi wprost – „trudno mówić o jakimś ‚ja’ „. Idzie też w wielu aspektach o krok dalej niż Ornstein, proponując dość zgrabną neurologiczną strukturę subosobowości, opartą na sub-sieciach neuronalnych – sieciach silnie połączonych wewnętrznie, ale słabo z innymi podobnymi sieciami. Moje obecne, mocno neurologiczne podejście do subosobowości wywodzi się właśnie z pracy Carter. Choć rozbudowałbym ją w wielu aspektach, to i tak jest to zdecydowanie najlepsze wprowadzenie do tematu.


Chcąc zadbać o jak najpełniejsze ujęcie tematu szukałem jednak dalej, czytając inne publikacje z omawianego tematu. Niestety, dwa duże współczesne nurty z pracy z częściami – Voice Dialogue i Terapia Systemu Wewnętrznej Rodziny – delikatnie mówiąc zawodziły.


Embracing Our Selves” małżeństwa Hala i Sidry Stone’ów, twórców Voice Dialogue, od początku uderza, cóż, odlotem. Subosobowości przedstawiane są jako wzorce energii, dużo tu wibracji i podobnego new-age’owskiego crapu. Do tego ponawia się brak odwagi w stwierdzeniu „nie ma żadnego „ja” ” – jest „świadoma uważność” jako stan nadzorujący. Są też bardzo sztywno przypisane role różnych subosobowości, w bardzo prostej typologii.


Te dwie wady są zresztą czymś, co powiela się też w „Systemie Wewnętrznej Rodziny” Richarda Schwartza. Tu nie ma co prawda odlotów ezo, ale inne teksty rzucane przez autora są tak krindżowe, że fanboy Riverdale by się schował. Na pierwszych 39 stronach są takie kwiatki jak tezy, że  „Twórca teorii ewolucji postulował, że samolubna natura człowieka jest owocem jego genów”, (Dawkins, Darwin, kogo to obchodzi?),  że „freudowskie, behawioralne i ewolucyjne podejścia zakładają, że nasze działania mają na celu osiągnięcie maksymalnej przyjemności” czy że Csikszentmihalyi nazwał fale theta stanem flow.

Argh. Znajomy mocno zaangażowany w SWR pisał mi, żebym nie oceniał po tej książce, że ona jest słaba i to wprowadzenie do metody… Tyle, że niestety, gdy czytam takie teksty od autora, to po prostu trudno mi go traktować poważnie. Może kiedyś spróbuję coś więcej z metody, ale na razie, cóż, chyba pójdzie to w odstawkę.


Chcąc być jak najbardziej kompletny w swoim przeglądzie sięgnąłem nawet po „Egorcyzmy” Mateusza Grzesiaka, ale… Nie, po prostu nie. Wynajdywanie nowej psychologii kilka razy na stronę, mieszanka absurdu, ignorancji i bełkotu… Spuśćmy na to po prostu zasłonę milczenia.


Warto też wspomnieć książki bezpośrednio nie odnoszące się do tematyki subosobowości, ale mogące dać uważnemu czytelnikowi sporo ciekawych koncepcji do rozważania.

Pierwszą książką, którą bym tu polecał jest „Człowiek o 24 twarzach” Daniela Keysa. Autora tego znam z cudnych „Kwiatów dla Algernona”, w reportażu radzi sobie dużo słabiej… Książka jest niestety ciężkawa. Jeśli jednak przebrniemy, to – patrząc na osobowość wieloraką tytułowego bohatera jako na ekstremalną wersję subosobowości – jesteśmy w stanie wysnuć nieco bardzo ciekawych hipotez n.t. struktury subosobowości i metody ich pracy.

Inny ciekawy wgląd w koncepcje części/subosobowości przyszedł z zupełnie nieoczekiwanej strony – „Impro” Keitha Johnstone’a. Duża część tej książki poświęcona jest tzw. pracy z maskami, metodzie która, w mojej ocenie, służy aktywacji trudno dostępnych lub słabo rozwiniętych subosobowości, Struktura budzenia „masek”, sposób w jaki się uczą – to potencjalny skarbiec ciekawych rzeczy do przetestowania w  pracy z aspektami.

Nieco perspektyw na naturę subosobowości znajdziemy też w zupełnie innych publikacjach. Np. kilka bardzo ciekawych rzeczy można wysnuć z badań z zakresu ekonomii behawioralnej poświęconej temu, jak słabo przewidujemy swoje zachowania w innych stanach psychicznych. To już jednak mniej kwestia książek, a bardziej dłubania w publikacjach.


Jednocześnie mam kilka ogólnych przemyśleń, odnośnie kwestii pojawiających się często w różnych publikacjach z tematu. Myślę, że mogą wzbogacić całą dyskusję.

a) O subosobowościach nie da się mówić „zdroworozsądkowo”, „intuicyjnie” czy „doświadczeniowo”. Doświadczenie mówi Ci, ze jesteś jedną osobą. I to podejmującą świadomie decyzje na bieżąco. Jedno i drugie jest złudzeniem poznawczym. Cała tematyka subosobowości jest na tyle nieintuicyjna, że daleko zdroworozsądkowością tu nie zajdziemy. Trzeba sięgać do źródeł.

b) Bardzo rzadko aspekty/subosobowości postrzegane są jako systemy neuronalne. To zdysocjowane głosy czy uczucia, które „nam” coś mówią czy każą. Brak tu spojrzenia na systemy i procesy działajace pod spodem. To 2-3 poziom rozumienia w kategoryzacji Dreyfusa.

c) Często mamy mylenie subosobowości z innymi kwestiami, jak błędy poznawcze (np. złudzenie planowania).

d) Praktycznie wszyscy autorzy gubią się w kontekście konfliktów. Wewnętrzny konflikt, niezdecydowanie z definicji przedstawiane są jako rywalizacja dwóch oddzielnych subosobowości. Tyle tylko, że nie ma do tego żadnego powodu. Oddzielna sieć neuronowa też może dojść do sytuacji gdy dwa rozwiązania wartościowane są równo i wybór między nimi robi się trudny lub niemożliwy. Akurat do tej kwestii w ogóle nie trzeba wyciągać kwestii innych subsieci neuronowych/subosobowości. Są za to dużo ciekawsze demonstracje oddzielności subosobowości. Ciekawe są zwłaszcza zmiany poznawcze, w tym szacowanie prawdopodobieństwa określonych zachowań.


Podsumowując, temat bardzo ciekawy, bardzo przyszłosciowy i – obecnie – bardzo, bardzo nawiedzony. Na pewno będę do niego wracał.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis