Wpis ten zainspirował jeden z klientów, który, pytając o możliwość rozwiązania swojego problemu, napisał coś takiego:

“Czy zna Pan przypadki osób, które faktycznie miały problem taki jak ja i udało im się znaleźć rozwiązanie? Nieco przybija mnie to, że na jakie forum nie wejdę, to czytam tylko, że jest ciężko i praktycznie nikomu nie udaje się z tym poradzić.”

To przypomniało mi moje własne doświadczenia z czasów obecności na forach “problemowych”, poświęconych konkretnie np. zespołowi jelita drażliwego czy fobii społecznych. Starałem się wtedy z jednej strony lepiej zrozumieć moich potencjalnych klientów, a z drugiej zaistnieć nieco w ich świadomości. Tymczasem obserwacje z obecności na forum przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Nauczyłem się aż za dużo – nie tyle o moich docelowych klientach, co o strukturach społecznych, które powstają na forach problemowych. Jak podejrzewam, nie byłoby błedem uogólnienie tych struktur również na inne zgrupowania osób z problemami.

Przyjrzyjmy się jednak forom internetowym poświęconym poszczególnym problemom. Zacznijmy od dwóch ważnych obserwacji:

1. Osoby, które radzą sobie z problemem zwykle znikają z forum. To dość naturalne – po co miałyby siedzieć w środowisku, które przypomina im o problemie, z którym męczyły się przez lata? Zwłaszcza w wypadku czegoś takiego jak forum internetowe, gdzie poziom zaangażowania i ujawnienia siebie jest dość niewielki i a konsekwencje zniknięcia w zasadzie żadne.

2. Osoby, które nie radzą sobie z problemem będą najstarszymi bywalcami forum, miały na nim największy prestiż, itp. Innymi słowy – im gorsze i dłuższe ktoś ma problemy, tym silniejszą ma pozycję w tej grupie. Oczywiście, część ze “stałych bywalców” również sie wykruszy, ale dla wielu z nich forum będzie głównym miejscem, w którym budują relacje z ludźmi, znajdują zrozumienie, współczucie, często wręcz uznanie. Jednocześnie im dłużej są na forum, tym lepiej znają środowisko i tym bardziej są rozpoznawalni. Inni uczestnicy bardziej szanują ich wypowiedzi. No i sama cyferka pod ilością postów robi swoje.

Oczywiście, istnieje niewielka szansa, że pojawi się inna sytuacja – że w początkach istnienia forum jeden ze stałych bywalców znajdzie rozwiązanie swojego problemu i stanie się adwokatem tego rozwiązania, ochoczo docierając do kolejnych uczestników forum. To możliwe, ale na tyle rzadkie, że nie spotkałem się dotąd z taką sytuacją.

Skoro więc mamy ustalone te dwie obserwacje – zanikanie “wyleczonych” i wzrost statusu “stałych bywalców z problemami”, możemy już tak naprawdę przewidzieć co będzie dalej – a co wybitnie potwierdzają praktyczne obserwacje. Powstaje bowiem paradoksalny układ, w którym na pewnym poziomie to właśnie posiadanie największych problemów jest najbardziej pożądane na takim forum. Nikt nie powie tego wprost, ale społecznie tak to działa. Im większe masz problemy, tym większa szansa na to, że jesteś stałym bywalcem. “Nowi” chcąc rywalizować o prestiż ze stałymi bywalcami, muszą to robić właśnie na tej osi, dowodząc, że ich problemy są gorsze, a ich życie jest bardziej spaprane.

Jednocześnie ten sam mechanizm sprawia, że każdy kto sugeruje możliwość rozwiązania problemu staje w sprzeczności z nieoficjalnymi wartościami forum. W końcu osoby o najwyższym prestiżu – stali bywalcy – nie rozwiązali problemu u siebie. A to znaczy, że problemu nie da się rozwiązać. Gdyby się dało, to stali bywalcy by się go pozbyli. Chyba że – jak śmiesz, heretyku! – sugerujesz, że stali bywalcy tak naprawdę nie chcą się pozbyć swojego problemu? A może coś jest z nimi nie tak?! Jak w ogóle śmiesz to sugerować?! Czy Ty czytałeś, ile się oni z tym problemem nacierpieli??? Zobacz, tu jest dwadzieścia wątków o problemach starego bywalca A i 50 wątków o problemach starego bywalca B.

Jeszcze się upierasz? Że może nie stosowali odpowiednich metod dla siebie, albo podobne brednie? Mówisz, że Tobie pomogło? Posłuchaj no…

Dwie realnie pojawiające się w takiej sytuacji strategie, służace ustawianiu optymistycznych “nowych”  na ich miejscu to:

a) tak naprawdę nie miałeś “prawdziwego” problemu – oczywiście prawdziwość problemu jest tu definiowana jako jego nieuleczalność. Nie ważne więc jak poważny problem miałeś – jeśli udało Ci się go uleczyć lub kontrolować, to znaczy, że tak naprawdę nie był to prawdziwy problem, jedynie Ci się wydawało, że go masz. To drobna “zjebka” statusowa mówiąca de facto “z czym do ludzi młodziku?”

b) dużo gorsza opcja, czyli – pisane zwykle z nieukrywaną satysfakcją – “nie martw się, niedługo Ci wróci ten problem, to tylko tymczasowa poprawa”, ewentualnie nieco subtelniejsze pytania sugerujące, że tak naprawdę problem wciąż istnieje, tylko osoba tego akurat nie zauważa.

Co ważne, powyższych nie musi pisać i zwykle nie napisze żaden ze stałych bywalców. Zamiast tego napiszą to bywalcy średni stażem, ale w stałych bywalców wpatrzeni.  Oczywiście mechanizm ten służy podtrzymania dotychczasowej struktury na forum. “Wyleczeni” i inni “optymiści” prędzej czy później dadzą sobie spokój,  na forum wróci spokój, a “średni stażem” będą mieli okazję awansować do pozycji “stałych bywalców”. I tak to się kręci.

W efekcie fora służące wspieraniu osób z problemami służą zwykle utwierdzaniu ich w tych problemach. Czy da się to jakoś zmienić? Być może, za sprawą odpowiedniej moderacji, twardego trzymania zasad na forum, itp. dałoby się stworzyć forum niepodatne na te problemy. Dotąd takiego nie spotkałem, a w zasadzie każde na które trafiłem okazywało się być istnym bagnem.


Moja nowa książka, "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań" jest już dostępna w formie e-booka! Tylko na Mindstore.pl 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis