Opór w coachingu i terapii

„Opór” to koncepcja terapeutyczna opisująca zachowanie pacjenta, które w jakiś sposób sabotuje proces zmiany.

Mogą to być zarówno zachowania bezpośrednie, jak i niebezpośrednie.


Bezpośrednie to np:

– agresja wobec terapeuty czy coacha

– uparty sprzeciw wobec tego co proponuje

– próby kontrolowania sesji i narzucania jej elementów

– podważanie kompetencji terapeuty

– wycofanie i brak komunikacji

– itp.


Niebezpośrednie to np.

– regularne spóźnianie się na sesje osoby typowo bardzo punktualnej

– ignorowanie ustaleń między sesjami

– brak pracy własnej między sesjami

– „zapominanie” co było na poprzednich sesjach („tyle się działo w moim życiu, że nie wiem o czym tak naprawdę mówiliśmy)

– poruszanie płytkich tematów i zmiana tematu by uniknąć poważniejszych kwestii

– itp.


Nie trzeba chyba dodawać, że wszelkie tego rodzaju zachowania, regularnie występujące, będą stanowiły przeszkodę dla efektywności sesji. Jednocześnie muszę tu podkreślić kwestię „regularnego występowania”, bo – o czym więcej napiszę później – kwestia oporu bywa nadużywana też w drugą stronę, gdyż z odrobiną złej woli każde zachowanie pacjenta można określić jako opór. (Nie wspominając nawet o tym, że opór może być przez terapeutę w pełni zasłużony.)

Choć koncepcja oporu wywodzi się pierwotnie z psychoanalizy, a więc modelu którego wiele koncepcji teoretycznych słabo przetrwało próbę czasu, akurat to zjawisko jest dziś dość solidnie utwierdzone w większości współczesnych modalności terapeutycznych. O ile jego geneza raczej nie ma nic wspólnego z psychoanalitycznymi wyobrażeniami, o tyle jego praktyczny przebieg w trakcie sesji jak najbardziej pasuje do pierwotnych koncepcji psychoanalitycznych. No, z jedną różnicą – o ile w psychoanalizie było to zjawisko typowo sytuacyjne, reakcja na relację terapeutyczną, dziś wskazuje się też na to, że u niektórych osób opór wydaje się być raczej cechą osobowości, naturalną skłonnością do tego by nieco blokować pewne reakcje. Taka forma oporu bywa też widoczna w relacjach pacjenta/klienta z jego pozaterapeutycznym/pozacoachingowym otoczeniem – rodziną, bliskimi, współpracownikami.


Chociaż opór nie musi negatywnie wpływać na skuteczność interwencji, taki wpływ jest możliwy. Zwłaszcza w przypadku bezpośredniego oporu, który wydaje się przewidywać zarówno przedwczesną rezygnację z procesu zmiany, jak i redukcję jego skuteczności. Do tego niewątpliwie wpływa po prostu na czysty komfort pracy z klientem – im większy opór, tym większy wysiłek niezbędny ze strony coacha czy terapeuty.  Opór będzie się też zwykle przekładał na długość interwencji – jego obejście (nie przełamanie!) lub rozładowanie wymaga czasu.

Z tego względu warto zrozumieć czym opór jest, skąd się bierze, jak go minimalizować – ale też jak obserwować u siebie. A w końcu, czym opór nie jest.


Skąd bierze się opór?

Zjawisko oporu może mieć szereg przyczyn. 

1. Zaakceptowanie lub wręcz zauważenie pewnych faktów, motywacji, itp. może być dla klienta po prostu trudne i stać w sprzeczności z jego obrazem świata, siebie samego/samej, swojej rodziny, itp. Np. Zaakceptowanie, że ma wobec siebie zbyt wysokie wymagania przejęte od rodziców, których idealizuje, mogłoby podważyć idealizację tychże rodziców. Taka sytuacja jest trudna i zniechęcająca do zmiany.

Ba, nawet coś takiego jak zbyt szybka zmiana może prowokować opór („Czemu byłem tak głupi, żeby tkwić w problemie, który dało się tak łatwo rozwiązać? Cóż, nie mogłem być tak głupi, więc problem musi mieć drugie dno!”)

Np. miałem kiedyś klienta, który chciał dojść do siebie po rozstaniu, ale jednocześnie pojawiało się u niego przekonanie, że jeśli zbyt szybko („krócej niż rok”) doszedłby do siebie i przestał cierpieć, to znaczyłoby to, że jest złym człowiekiem. A wolał być dobrym, cierpiącym człowiekiem, niż złym niecierpiącym.


2.Opór może być wykształconym mechanizmem obronnym klienta, który przyjmuje w wielu relacjach, gdyż odsłonięcie się, poruszenie zbyt intymnych problemów,byłoby dla niego zbyt ujawniające i zagrażające.

Np. klient mający problemy z relacjami społecznymi może przyjmować taką postawę też w pracy z terapeutą.


3. Klient może mieć opory przed poleganiem na innych, opór jest formą podkreślania niezależności oraz zachowania kontroli dającej bezpieczeństwo.

Np. klient budujący obraz siebie jako niezależnego biznesmena może mieć tendencje do próby dominowania sesji i kontrolowania jej przebiegu.


4. Zmiana zachowań czy sytuacji poza terapią/coachingiem byłaby zbyt trudna lub kosztowna. Klient może też tak naprawdę nie chcieć pewnych zmian, choć uważa, że powinien ich chcieć.

Np. pierwszą rzeczą, o którą pytam klientów w kontekście ewentualnej pracy z odkochaniem jest to, czy chcieliby się faktycznie odkochać i zostawić sprawę za sobą, czy też chcieliby przede wszystkim, żeby ta osoba do nich jednak wróciła/ich pokochała, ale skoro to niemożliwe, to muszą się z tym pogodzić. W tej drugiej sytuacji praca będzie dużo trudniejsza. Z podobnego powodu nie podejmuję raczej pracy nad rzucaniem palenia – miażdżąca większość palaczy nie chce tak naprawdę rzucić.


5. Opór może być zjawiskiem przeniesieniowym, w którym klient traktuje terapeutę/coacha jak kogoś, z kim był/jest w trudnej relacji i zachowuje się odpowiednio. To jedna forma oporu, która w założeniu powinna w ramach terapii rozwiązać się sama, przez odpowiedni proces terapeutyczny.

Znajomy coach powiedział mi kiedyś, że jestem dobrym obiektem przeniesieniowym – łatwo na mnie projektować tak bardzo pozytywne, jak i bardzo negatywne cechy. Nie wiem na ile to aktualne czy trafne, ale faktycznie jest to coś wpływające na proces.


6. Opór może być w końcu efektem błędów i zaniedbań coacha czy terapeuty. Jeśli nie zbudujemy odpowiedniego poczucia bezpieczeństwa, albo np. w terapii par damy jednej ze stron poczuć się tak, jakbyśmy byli po jej stronie, wpłynie to na opór drugiej strony.


Jak redukować opór?

Redukcja oporu jest możliwa przy użyciu kilku narzędzi.

Po pierwsze, istotny jest dobór metody do formy oporu. Bardziej aktywny, bezpośredni opór dobrze reaguje na techniki paradoksalne, prowokatywne lub na podejście niedyrektywne. Niebezpośredni lepiej ulega bardziej dyrektywnym metodom interwencji.

Po drugie, dobrze jest starać się go w ogóle nie wywoływać, najlepiej przez dbanie o bezpieczeństwo i komfort pacjenta/klienta w toku procesu.

Po trzecie, opór przeniesieniowy jest czymś co może jak najbardziej występować w relacji terapeutycznej i co powinno zaniknąć samo w ramach dobrego procesu. Przeciwprzeniesienie jest skutecznym narzędziem i warto z niego korzystać.

I w końcu, nazwanie wprost oporu i omówienie go z pacjentem – ale w ramach sesji, a nie jako tłumaczenie czemu sesja nie zadziałała – może też mieć dużą wartość.


Kiedy koncepcja oporu bywa nadużywana?

Trudno dać psychoterapeutom czy coachom taką koncepcję jak opór i nie oczekiwać, że będzie czasem nadużywana. Jest to bowiem, w pewnym sensie, absolutnie idealna karta „wychodzisz wolny z niekomfortowej sytuacji”. Psychoterapia czy coaching nie będą zawsze skuteczne. Często nie jest to niczyja wina – po prostu narzędzia jakimi dysponujemy w tym zakresie, mimo ich solidnego rozwoju przez ostatnie stulecie, wciąż nie są wystarczająco dobre. To frustrująca, ale prawda. Tylko prawda z którą niewielu specjalistów chce się konfrontować, bo uderza ona bardzo w ich miłość własną i poczucie sprawczości. W końcu, skoro nie jesteśmy w stanie zagwarantować klientowi efektów, to dlaczego oczekujemy od niego zapłaty? Takiemu zero-jedynkowemu myśleniu bardzo łatwo dać ujście przerzucając winę na klienta. „Oporował, więc dlatego nie zadziałało.” jest milsze dla uszu niż „Nie jestem wszechmocny.”

Do tego nakładają się oczywiście kwestie, w których terapeuta czy coach faktycznie popełnił błędy, dobrał nieodpowiednie rozwiązania, zareagował na coś przedwcześnie, itp. Tu również łatwo przerzucić winę na klienta, dla redukcji własnego poczucia winy.

Czasem terapeuta czy coach ma wrażenie oporu ze względu na braki koncepcyjne. Sam zaliczyłem sytuację w ramach jednej własnej terapii, gdy terapeutka zapytała mnie o przyczynę jakiejś zmiany we mnie, ja zgodnie ze wszystkim co wiem z lat psychologii i co sam stosuje w swojej pracy stwierdziłem, że nie mam pojęcia co zadziałało, mogę opowiedzieć ładnie brzmiącą historię, ale to będzie tylko narracja, a nie trafny opis, co terapeutka uznała za opór i brak zaufania do siebie. Znajomy podczas terapii miał sytuację, gdy przez dwa tygodnie leżał chory w łóżku, nic się nie działo, czytał trochę książek i tyle, więc nie za bardzo miał coś do omówienia na terapii – co terapeuta uznał za przejaw oporu i wyparcia. W obydwu przypadkach był to ewidentny błąd prowadzącej osoby i tyle.

Opór może być wywołany przez samego terapeutę lub coacha – w tej sytuacji jest zdrową reakcją na przekroczenie granic czy nieodpowiednie zachowanie. Niekompetencja może być nazwana niekompetencją. Zachowania łamiące granice mogą zostać podważone. Itp., itd.

No i powiedzmy sobie szczerze – niestety do branży terapeutycznej czy coachingowej trafiają też czasem ludzie, którzy nie powinni się w niej znaleźć. Ze skłonnościami do manipulacji, dominacji, itp. Dla takich ludzi „opór” jest idealnym narzędziem manipulacji.


Jak więc rozpoznać, czy coś faktycznie jest oporem i warto się temu przyjrzeć? Przede wszystkim zacząłbym od powtarzalności. Jeśli dane zachowanie ma miejsce tylko raz, na 99% nie ma o czym mówić. Jeśli jednak np. na każdą sesję przychodzimy nie pamiętając co było na poprzedniej – tu już może być coś na rzeczy. Kolejną poszlaką jest kontekstowość. Jeśli dana reakcja (np. większa agresja czy zmiana tematu) pojawia się tylko w kontekście terapii, albo tylko w kontekście rozmowy na dany temat (czy to na coachingu, czy w życiu prywatnym), to zwiększa prawdopodobieństwo, że dana reakcja jest reakcją oporową. Dodatkowym elementem mogą być skłonności emocjonalno-przeniesieniowe – jeśli np. dany terapeuta nas jakoś „wkurza”, bo przypomina nam kogoś z życia, kto też wywoływał takie reakcje, to jest tu większe ryzyko, że to czego doznajemy to opór.

Jeśli słyszymy od terapeuty, czy coacha, że dane nasze zachowanie jest wg. niego oporem, albo, że praca nie dała skutków ze względu na nasz opór, warto wtedy zapytać konkretnie o to jakie zachowania były uznawanie za opór i przyjrzeć się im z powyższych kryteriów. Może faktycznie jest coś na rzeczy. Ale może też tak nie być i warto mieć narzędzia do własnej oceny tej kwestii. (Przy świadomości, że dostrzeganie oporu u siebie samego jest oczywiście dużo trudniejsze, ciekawa może być więc konsultacja ze znajomymi, np. „Słuchaj, czy zauważyłeś może jakąś zmianę w moim zachowaniu gdy rozmawiamy o tematach X, Y, Z?”, gdzie np. X i Z to faktyczne obiekty oporu, a Y podajemy kontrolnie.)



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis