Znajoma umieściła niedawno online opis swojego problemu, choroby neurodegeneratywnej na którą cierpi. W dużym uproszczeniu, nikną jej płaty czołowe. Wątek podchwyciło i udostępniło kilka innych znajomych osób, trafił nawet na NaTemat. Opis jest niestety dość skromny, brak w nim dokumentacji medycznej (o którą kilka osób prosiło w komentarzach, sam zresztą prosiłem o nią we wcześniejszej korespondencji z tą znajomą). Znajoma opisuje ogólnie swój problem i prosi o sugestie jeśli ktoś zna podobne przypadki lub ma bliskiego lekarza, który coś rozpoznaje i prosi o pomoc.

Efekt?

Kilka konkretnych sugestii (zwykle połączonych z prośbami o dokładniejsze dane).

Oraz ogromna, kolosalna masa odlecianych, altmedowych propozycji. Nie, żeby któraś z nich była konkretnie dopasowana do tego przypadku. Nawet nie, że ktoś ma anegdotę o efektach w takim konkretnie przypadku u kogoś innego. Anegdota byłaby bezwartościowa, ale byłaby przynajmniej czymś.


Tutaj nie ma nawet tego. Jest po prostu rzucanie swoim ulubionym odlotem we wszystko co się nawinie:

“Zmień dietę, odstaw gluten.”

“Pomaga wyciszenie”

“Zaufaj Bogu”

“To reakcja karmiczna”

“Marihuana”

“Analiza pierwiastkowa włosa, zatrucie rtęcią”

“Zbalansuj rozum i ducha”

“Ustawienia Hellingera”

“Proponuję lekarza medycyny chińskiej”

“Medycyna Germańska”

“Kiedyś oglądałem program w telewizji o tym, że…”

“Zapper Huldy Clark”

“Polecam przejść na wegetarianizm i medytacje z mantą”

Itp, itd. Post za postem post pogania…


Te posty są pełne dobrych intencji, to bez wątpienia. Ale co z tego, skoro szkodliwe, naiwne, bzdurne i demonstrujące strasznie niefajne tendencje, popularne w środowisku rozwoju…

a) Tendencję by jeszcze nie wiedzieć o co chodzi, a już mieć gotowe rozwiązania.

b) Tendencję by, mając jedną ulubioną metodę, uparcie stosować ją na wszystko i wobec każdego, bez jakiegokolwiek zastanowienia, próby weryfikacji, zbadania problemu. Ot, mam młotek, więc wszystko jest gwoździem!

Niestety, widzę te tendencje regularnie nie tylko w tego typu sytuacjach ekstremalnych, ale też na co dzień, choćby na forach coachingowych. Upraszczanie problemów do haseł “mam znajomego z fobią, koleżanka ma depresję” i rzucanie gotowymi technikami niczym magicznymi zaklęciami.

To tak nie działa. Fobia fobii nie jest równa. Depresje różnią się między sobą. Każdy problem może być inny. Są pewne wspólne obszary, którym warto się przyjrzeć, ale jest kluczowa różnica między powiedzeniem “Zastosuj technikę X, na pewno pomoże!”, a “Sprawdź kwestię A, B i C, warto również zwrócić uwagę na D i E, bo tam często pojawia się F”.

Dżinie, dżinie, uczyń mnie wyjątkowym. I zajebistym. I wspaniałym. Dzięx!

A czy próbowałaś już dżina? Wystarczy znaleźć magiczną lampę…

Zrozum proszę, nawet odstawiając na bok kwestię wątpliwej wartości przedstawionych metod:

1) Rzucanie metodą bez zbadania problemu nie ma najmniejszego sensu. To jak opcja p.t. “Co, jest Pan chory? Proszę, oto mój ulubiony lek, proszę go brać. Co, nie spytałem jaką ma Pan chorobę i jakie są objawy? A, to bez znaczenia, mój lek jest na wszystko!” Przecież takiego lekarza byś wyśmiał, czemu wiec nie czujesz obciachu robiąc dokładnie to samo?

2) Nie ma, nie było i nie będzie NIGDY jednej metody na wszystko. Nie ma, nie było i nie będzie jednego źródła problemów, a więc również i jednego leku. Chyba, że za “lek” uznamy śmierć, ale o chyba nie o to nam chodzi! Rozumiem, że taka uproszczona wizja jest atrakcyjna i daje poczucie bezpieczeństwa – ale jest ona fałszywa i złudna!

3) Sugerowanie komuś metody, która nie ma szans lub ma minimalne szanse na pomoc, choćby ze względu na brak dopasowania, oznacza krzywdzenie tej osoby! Sprawdzanie rozwiązań wymaga, w najlepszym razie, czasu i energii, a często również pieniędzy, znaczących zmian stylu życia, itp. Jeśli dziesięć osób rzuci, w dobrej wierze, błędne rozwiązania, bo nie zbadało odpowiednio sytuacji, taka osoba może już nie dotrwać do przetestowania jedenastej metody, podanej po odpowiedniej analizie i faktycznie skutecznej.


Wiem, że chcesz dobrze, ale dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Dlatego obok dobrych i entuzjazmu potrzebna jest wiedza i analiza konkretnej sytuacji. Inaczej nie ma to sensu i robisz więcej złego niż dobrego. Wiem, że może to być trudne do zaakceptowania, że poczucie bezsilności jest potwornie paskudnym uczuciem. Ale to poczucie jest Twoim problemem, nie osoby, której chcesz pomóc. Nie dodawaj jej problemów aby ulżyć sobie. I tak ma ich już dość!


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis