Dla jasności, nie pogardzam też nimi. Tylko jakoś tak mna rzuca, jak słyszę, że każdemu z definicji należy się szacunek.

ZA CO?

Jeśli każdy z definicji zasługuje na szacunek, to na co zasługują ludzie, którzy faktycznie dokonali czegoś wielkiego?

Jeśli każdemu przypisujemy szacunek z definicji, krzywdzimy tych, którzy robią coś ponad standard. Których faktycznie można by za to szanować. Niszczymy znaczenie samego słowa szacunek, czyniąc je bezsensownym.

Wydaje mi się, że to zamieszanie bierze sięz tego, że wiele osób zakłada, że jak się kogoś nie szanuje, to już by się z miejsca nim pogardzało i wdeptało go w błoto. Ale to przecież bzdura! Szacunek/pogarda to nie układ zerojedynkowy, to cała, ogromna skala, gdzie między szacunkiem a pogardą jest cała, rozległa strefa neutralna. Ludzi, którzy przypadają do tego obszaru ani się nie szanuje, ani nie pogardza, po prostu zachowuje się wobec nich normalną, zwykłą uprzejmość. Do tego naprawdę nie trzeba szacunku – wystarczy odrobina ludzkiej przyzwoitości.

Zasłużenie sobie na szacunek to już coś więcej. Podobnie zresztą, jak zasłużenie sobie na pogardę. James Arthur Ray, “sekretowy morderca” jest w mojej opinii ostatnim ścierwem, ale doszedł do tej jakże “zaszczytnej” pozycji na skali pogardy dzięki solidnym staraniom, których ukoronowaniem było zorganizowanie konferencji z medium dla rodzin osób zmarłych na jego szkoleniu. Medium to powiedziało cierpiącym, pogrążonym w żałobie bliskim ofiar, że ich ukochani wcale nie umarli – po prostu wyszli z ciała i tak im się to spodobało, że nie chcieli wrócić.

Za takie draństwo Ray trafił na samo dno mojej listy (razem z medium, którego nazwiska wszelako nie znam i które nie zasługuje na tyle uwagi, by je wyszukać). Ale musiał się na to faktycznie postarać.

Podobnie jak muszą się postarać (nie dla mnie, oczywiście,  bardziej ogólnie i życiowo), osoby, które zaliczam do kategorii “jego/ją szanuję”. Dlatego jednak te słowa mają dla mnie faktyczne znaczenie. Kiedy mówię, że kogoś szanuję, czy to trochę, czy bardzo, faktycznie wiem co mówię. Nie strzelam  frazesów p.t. “każdy zasługuje na szacunek” i uważam je za fajnie brzmiącą, ale nieuzasadnioną ideologię. Ba, nie spotkałem w życiu NIKOGO kto zachowywałby się w sposób spójny z deklaracją p.t. “każdy zasługuje na szacunek”. Podejrzewam również, ze względu na hierarchiczną naturę stosunków społecznych homo sapiens, że nigdy nikogo takiego nie spotkam. Ale to mimo wszystko popularny frazes.

Stąd moja propozycja jest taka: nie marnujmy słowa “szacunek” na normalne, ludzkie podejście do innych. To niewątpliwie warto mieć, a jednocześnie między szacunkiem i pogardą jest masa etapów pośrednich. Nikt nie zasługuje na szacunek tylko dlatego, że żyje. Jeśli już jednak ktoś na szacunek u Ciebie zasłuży, niech to będzie to szacunek szczery i mający faktyczny wydźwięk, a nie jedynie pustosłów.


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis