Co jakiś czas dziennikarze złapią jakiegoś polityka lub celebrytę i zadadzą mu kilka pytań z “kanonu wiedzy”. Kto namalował Panoramę Racławicką? W którym roku wybuchło Powstanie Listopadowe? Kto napisał “Dziady”? O czym marzył Cezary Baryka? Itp. itd.

Zawsze się zastanawiam czemu taki poseł nie odparuje dziennikarzowi z pytaniem o białka składające się na DNA, reakcje z chemii nieorganicznej czy jakiś ciekawszy wzór matematyczny. Albo po prostu go nie wyśmieje.

Bo idea “kanonu wiedzy”, podstawowej wiedzy, którą każdy powinien mieć i być w stanie podać 20 lat po zakończeniu edukacji szkolnej, jest, sama w sobie, przejawem niewiedzy.

Dla niektórych osób może być zaskoczeniem,  że wypowiadam się przeciwko idei “kanonu wiedzy”. Stali czytelnicy wiedzą (nomen omen), że co jak co, ale wiedza i dane są na tym blogu wysoce cenione. Skupiamy się tu na lepszym życiu, a by je osiągnąć niezbędna jest weryfikacja działań z rzeczywistością. To zaś umożliwia wyłącznie opieranie się na badaniach. Jednak to właśnie te badania uczą mnie, by odrzucać ideę “kanonu wiedzy”.


Idea ta głosi, że jest pewien (zwykle bliżej nie zdefiniowany) zakres “podstawowej” wiedzy, którą “każdy” powinien posiadać. Zakres ten zwykle sprowadza się do materiałów z gimnazjum i liceum, ze szczególnym uwzględnieniem historii i języka polskiego. (To swoją drogą ciekawe, że dużo rzadziej do takiego kanonu wlicza się np. prawa dynamiki Newtona…) Domyślnie każdy “inteligentny” człowiek, każda osoba “na poziomie” powinna te rzeczy znać.


Mam z tym ogromny problem.

Ba! Nawet kilka problemów!


Pierwszy już zasygnalizowałem – taki “kanon wiedzy” nie jest tak naprawdę sprecyzowany. Zawsze można więc tam wrzucić lub wyrzucić coś, zejść dostatecznie szczegółowo by się do czegoś przyczepić. Jeśli chcemy komuś wykazać niewiedzę, to zawsze da się to zrobić. Zresztą samo osadzenie “kanonu” np. w literaturze z XIX wieku jest mocno wątpliwe. I bez haseł, że to “klasyka”. Szekspir za swoich czasów miał renomę dzisiejszych oper mydlanych, Mozarta czy Bacha nikt specjalnie nie cenił za życia. Dlaczego znajomość “Nad Niemnem” miałaby być cenniejsza niż znajomość “House MD” czy “Gry o Tron”?


Co sprowadza nas do drugiego z problemów. Takie pytania z “kanonu wiedzy” nie służą realnej weryfikacji kompetencji danej osoby do wykonywania jej pracy. Co innego, gdyby zapytano polityka o istotne kwestie współczesnej ekonomii czy obronności (a dany polityk specjalizowałby się w tych kwestiach lub był na stanowisku wymagającym takiej wiedzy). Nawet wtedy taka osoba byłaby usprawiedliwiona nie odpowiadając trafnie “z głowy” – ale o tym za chwilę. Kluczowe jest teraz to, że takie pytania z “kanonu” nie dotyczą wiedzy w jakikolwiek sposób użytecznej dla danej osoby w wykonywaniu kompetencji z których jest rozliczana.

Skoro więc nie służą merytorycznej ocenie, to czemu? Prosta odpowiedź – statusowi. To proste triki statusowe mające rozmówcę upokorzyć, pozwolić widzowi na chwilę mściwego triumfu. To ten przykry rodzaj rozrywki, który degeneruje ludzi, którzy się jej oddają.


Tym bardziej, że nawet w chwili triumfu zwykle nie są świadome jak wiele same z tego “kanonu” nie wiedzą. Wydaje Ci się, że Ty pamiętasz? Ty wiesz? To wymień:

  • Pięć państw będących największymi producentami węgla (może być np. w 2000 roku, ale trafnie)
  • Wszystkie lewobrzeżne dopływy Wisły
  • Kiedy wybuchło Powstanie Wielkopolskie?
  • Wymień po kolei królów Polskich.  (Jeśli zacząłeś od Mieszka, już przegrywasz, bo był tylko księciem!)
  • W którym roku była Rewolucja Cromwella?
  • Wymień trzy prawa dynamiki Newtona
  • Podaj wzór na siłę
  • Wymień trzy różnice między chemią organiczną, a nieorganiczną
  • Wymień różnice między rozmnażaniem roślin nagonasiennych i okrytonasiennych

Itp, itd.

Nawet jeśli udało Ci się odpowiedzieć dobrze na wszystkie (a jakoś wątpię) to jedynie mały wycinek pytań, które można Ci zadać. Jesteś pewien, że na wszystkie odpowiesz? Na wyrywki, złapany przypadkiem na ulicy?

Jeśli tak jest faktycznie, chylę czoła. Ja nie odpowiem na połowę z powyższych nawet. I to mimo, że czytam 50-80 książek rocznie, masę artykułów (naukowych i popularnych) i to z bardzo zróżnicowanych tematów. I obstawiam, że 99.9% ludzi, którzy już zakończyli edukację szkolną, również tego “kanonu” nie będą w stanie zaliczyć. Nawet jeśli się tego uczyli.

Nie znaczy to, że nasza edukacja była zbędna. Pisałem już kiedyś o tym, że dała nam podstawy do dalszej specjalizacji, podstawy bez których taka specjalizacja nie byłaby możliwa. Jednocześnie jednak, nawet jeśli kiedyś się czegoś nauczyliśmy, nie znaczy to, że ta wiedza wciąż będzie dostępna.


Nasza pamięć nie jest twardym dyskiem, na którym treści sobie leżą, wszystkie łatwo dostępne. Zapamiętywanie jest oddzielnym procesem od przypominania. Nawet jeśli jakąś treść zapamiętaliśmy i to trwale, to i tak możemy w danym momencie po prostu nie mieć do niej dostępu. Wiesz, jak – gdy się wkurzasz – nagle przypominasz sobie różne irytujące kwestie, o których normalnie w ogóle nie myślisz? To przejaw tzw. pamięci kontekstowej. Podobnie jak odwiedzisz swoją starą szkołę, przypomną Ci się pewnie rzeczy do których normalnie nie masz dostępu. Sam miałem sytuację na Praktyku, gdzie moim kursantem był gość z mojej szkoły, z rocznika tuż po mnie. Przypomniał mi, że mieliśmy przez trzy lata szkoły eksperymentalny system ocen – ale gdy o tym mówił, przez dobre 20 minut w ogóle to do mnie nie docierało. To wspomnienie było zakopane tak głęboko, że dopiero po wielu, wielu bodźcach przypomniałem sobie, że zamiast 1,2,3,4,5,6 mieliśmy 0,1,3,7,15,31… A przecież to była jedna z istotnych rzeczy przez trzy lata mojego życia!

To dlatego pisałem, że nawet jeśli ktoś specjalizuje się w obronności, nie ma wcale obowiązku “z głowy” trafnie odpowiadać na pytania związane z obronnością. Bo może po prostu akurat nie mieć dostępu do danych wspomnień. Kluczowe jest to, żeby nie powtarzał błędnych treści i nie podejmował na ich podstawie błędnych decyzji.

To również kluczowe zastrzeżenie wobec koncepcji “kanonu wiedzy”. Ktokolwiek uznaje coś takiego, wykazuje po prostu niewiedzę n.t. tego jak działa ludzka pamięć.


Jasne, można dążyć do tego, by ten “kanon wiedzy” ze szkoły utrzymać aktualny. Przypomnijmy – wtedy pracowałeś w zasadzie na pełny etat nad nauczeniem się tych treści. Przez 12 lat. Ich utrwalenie i utrzymanie dostępnymi w pamięci będzie mniej czasochłonne, ale o ile konkretnie? Co ile czasu musisz czytać ponownie lektury, by je przywołać? I ile zostawi Ci to czasu na życie i pracę? A co dopiero na pozyskiwanie NOWEJ wiedzy, być może istotniejszej w kontekście tego co na wykonujesz na co dzień? Nie wiem jak Wy, ale ja bym wolał by politycy czytali bieżące publikacje z ich specjalistycznych tematów, a nie “Pana Tadeusza”!


Cała ta idea ma też lekki posmak klasizmu. “Jak nie znasz naszego arbitralnego kanonu wiedzy, to nie jesteś jednym z nas” jest prostą metodą na wykpienie osób, którym rodzice nie byli w stanie zapewnić odpowiednich warunków do nauki i rozwoju – nawet jeśli te osoby osiągnęły sukces zawodowy. To prosty i niezbyt wyrafinowany sposób na wykluczenie “nowobogackich” z towarzystwa na rzecz “starych pieniędzy”. To też zupełnie inne podejście, niż panujące np. we Francji, gdzie owszem, by bywać w towarzystwie wypada czytać – ale czytać aktualne treści, a nie “kanon wiedzy”.


Innymi słowy: wiedza? Jasne! Jak najwięcej. “Kanon wiedzy”? Toż to kanon ignorancji!



Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis