Jak podchodzisz do urodzin? Czy są czymś co świętujesz imprezując? A może czymś, o czym wolisz raczej nie myśleć, bo to kolejna “kreska” w kalendarzu? Okazją do refleksji? Do frustracji?

Kończę dziś 34 lata i pomyślałem, że z tej okazji napiszę co nieco o tym, jak ja podchodzę do urodzin. W ogóle stwierdziłem, że postaram się jeden wpis w tygodniu robić taki luźniejszo-poglądowy, zobaczymy jak się to przyjmie ;)


Wiele osób nie lubi urodzin, bo kojarzą im się ze starzeniem się. Ja ze starzeniem się mam raczej luz – w mojej branży akurat opłaca się wyglądać nieco starzej. Zresztą, jakbym chciał się odmłodzić, to wystarczy parę ruchów maszynką na pozbycie się brody i już mam jakieś -8 do wieku ;)

Tzn. jasne, nie pasują mi pewne biologiczne konsekwencje starzenia – wolniejszy metabolizm, rosnące ryzyko wielu schorzeń. To jednak kwestie niezależne od nas. Wolę doceniać fakt, że przeżyłem kolejny rok. Jeśli dojdzie mi parę dodatkowych srebrnych włosów, niewielka to cena. (Tak są srebrne :P Jak ma się bardzo czarne włosy, to i siwizna inaczej wygląda. Niech coś mam od życia, skoro w zamian ryzykuję, że jakiś dres każe mi ze względu na rysy “wypier**** do Afryki” :P) Mam wrażenie, że jestem pogodzony ze swoją śmiertelnością, z tym, że kiedyś umrę, być może wcześniej się starzejąc i to niekoniecznie ładnie. Jeśli miałbym się bać, to raczej przewlekłego bólu czy poważnej demencji (w tym względzie jestem zdecydowanie zwolennikiem eutanazji i chciałbym, żeby została zastosowana wobec mnie, jeśli kiedyś dojdzie do takiego punktu.) Nie wierzę w jakiekolwiek życie po śmierci, ale nie mam też zamiaru pozwolić, by lęk przed końcem tego, które mam, zniekształcił te lata, które przeżyje. Dlatego nie mam specjalnie obaw czy problemów związanych ze starzeniem. Nie przeszkadza mi, że urodziny przypominają mi o mijających latach.

Inna sprawa, że w naszej kulturze mężczyznom jest z tym jednak łatwiej – kult młodości też ma znaczenie, ale jednak dużo mniejsze niż w przypadku kobiet. (Swoją drogą, strasznie fascynują mnie takie zestawienia, jak kiedyś miał wyglądać aktor kina akcji, albo po prostu normalny przystojny gość w kinie, a jakie wymogi są dzisiaj… Pokazuje to, że i wobec mężczyzn oczekiwania stopniowo się zmieniają i kult młodości i nas zaczyna obejmować.)


Więc starzenie mi nie przeszkadza i swoje urodziny jak najbardziej celebruję. Jasne, zdaję sobie sprawę z tego jak potwornie umowne to wszystko jest. Nie uważam, że sam dzień ma jakąś szczególną głębię czy znaczenie. To tak naprawdę tylko pretekst, okazja do pomyślenia chwilę o tym co było, co jest i co będzie.

Bo tym są dla mnie urodziny przede wszystkim. Już co najmniej od 16 lat moją prywatną tradycją jest wybranie się na kawę, samemu, z notatnikiem. Podsumowanie tego co było, tego jak wyglądał miniony rok. Rozważenie tego, czego chcę od kolejnego roku. To właśnie ten motyw jest dla mnie sednem urodzin.

Wybieram się więc do jednej z kawiarni, które naprawdę lubię. W moich rodzinnych Kielcach zawsze była to cudowna Wesoła Kawka. (I zawsze kawa migdałowa… Z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że podła, ale i tak ją kocham. Szkoda tylko, że przestali już dodawać do niej ziarno kawy w czekoladzie.) W Warszawie długo szukałem kawiarni o podobnym klimacie i chociaż w końcu nie znalazłem, to całkiem miło mi się siedzi w bielańskim Wake Cup Coffee, albo w którymś z licznych Green Caffe Nero. (Sekretem są fotele uszaki z Ikei :P ) Póki działał, to czasem rolę kawiarni zajmował nieodżałowany cafe-pub Bla-Bla. Siedzę, trochę czytam, a trochę bazgrzę w notatniku i planuję. Często przy tej okazji zrobię sobie Vonneguta, albo jakąś inną metodę długoterminowego planowania. Zawsze postaram się też podsumować dla siebie miniony rok. (Odkąd mam bloga i tak robię to na potrzeby corocznego podsumowania, ale przy tej okazji wychodzą zwykle dodatkowe rzeczy.)

Ten element jest tradycją i bardzo się go trzymam. Czasem, bardzo rzadko, zdarzało mi się przesunąć to wyjście na kawę o kilka dni, ale jeśli tylko mogę, staram się tego nie robić. Jakoś tak nie czuję, że moje urodziny się odbyły, dopóki tego punktu nie zaliczę ;)


Imprez urodzinowych nigdy nie robiłem. Nie miałem takiej potrzeby. Nigdy nie byłem wielkim fanatykiem imprez, choć potrafią być fajne, to rzadko kiedy na nich faktycznie odpoczywam. Dlatego wybieraliśmy się tylko z Beatą coś zjeść w jakimś fajnym miejscu. W tym roku po raz pierwszy chcę to zmienić. W poprzednim miałem tak dużo wsparcia od przyjaciół, że chciałbym ten dzień spędzić też z nimi, dlatego tym razem spotkanie będzie w nieco szerszym gronie.


Jak dotychczas najdziwniej świętowałem? Cóż, na 30 urodziny kupiłem sobie whisky destylowane w roku moich narodzin. Nie była to 30-tka – na tą musiałbym poczekać do końca roku, co trochę zepsułoby całą zabawę. I tak była to zabawa dość droga – 24-letnia whisky, która sześć przeleżała jeszcze w butelce. Choć z tańszych, tak czy tak była zdecydowanie najdroższym alkoholem, jaki kiedykolwiek kupiłem. Chciałem jednak, jakkolwiek to może brzmieć, zniszczyć (w tym wypadku wypić ;) ) coś mającego taki wiek, co ja. Zdecydowanie fanaberia, ale tak jak nigdy nie robiłem tego typu rzeczy, tak tym razem chciałem to zrobić – i było to bardzo satysfakcjonujące. Wciąż nie zdecydowałem, czy na 40 lub 50 powtórzę pomysł…


Jeśli chodzi o prezenty, nigdy nie były chyba kluczowe (zresztą jak wspomniałem imprez raczej nie robiłem). Nie stosowałem nigdy opcji “prezentu dla siebie” z tej okazji (no, z wyjątkiem tej 30-ki ;) ), ale też nie uważam tego za złe rozwiązanie. W końcu czemu nie zrobić sobie takiej przyjemności, jeśli akurat Ci to pasuje i masz na to ochotę?


Nigdy nie miałem “oczekiwań” wobec wieku, ani nie miałem tego typu oczekiwań ze strony moich bliskich. (Wiecie o co chodzi – “Do 25 masz być z kimś”, “Do 30 masz mieć dzieci”, itp.) Nie uważam też takich oczekiwań za racjonalne – świat się zmienia, a my mamy w nim tyle swobody by kształtować takie życie, jakie chcemy, że trzymanie się jakichś odgórnych granic jest bardzo problematyczne. (Co innego perspektywa – np. świadomość, że, jeśli ktoś planuje dzieci, to z małymi dziećmi niektóre podróże mogą być utrudnione.)


I to chyba wszystko, jeśli chodzi o moją wizję urodzin. Dla mnie to przede wszystkim okres refleksji, przeanalizowania tego co było i wybrania fajnych ścieżek na przyszłość.

A jak tam u Was? Co Wy myślicie o urodzinach i jak do nich podchodzicie?



Moja nowa książka, "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań" jest już dostępna w formie e-booka! Tylko na Mindstore.pl 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis